Twoja wyszukiwarka

JOANNA NURKOWSKA
NIE MA JAK SEKS
Wiedza i Życie nr 1/1996
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 1/1996

Niby wszyscy wiedzą, że rozmnażanie płciowe jest korzystne dla gatunku, ale właściwie brak na to bezpośrednich dowodów. Kanadyjscy naukowcy z Memorial University of Newfoundland w St. John postanowili więc poddać to przekonanie eksperymentalnej weryfikacji.

Wiadomo, że płciowa forma rozrodu wymaga istnienia samców, a więc osobników bezpośrednio nie wydających potomstwa. W praktyce oznacza to, że rozmnażanie bezpłciowe powinno zapewniać dwukrotnie liczniejszych następców. Czy więc koszt utrzymania samców się zwraca?

Podstawowym sensem istnienia tak zawiłej formy rozrodu jest zapewnienie rekombinacji genów w następnym pokoleniu, czyli inaczej mówiąc stworzenie coraz to nowych ich mieszanek. Każdy gen może występować w wielu allelach. Allele zaś nieznacznie różnią się od siebie. Zwiększa to szanse pojawienia się przy rozmnażaniu płciowym nowych cech w zmieniającym się środowisku, które pozwolą organizmowi dostosować się do tych zmian.

Kanadyjczycy postanowili stworzyć model takiej sytuacji ewolucyjnej ze zmieniającymi się warunkami zewnętrznymi, by sprawdzić jakie znaczenie dla populacji ma trwałość cech (którą daje rozmnażanie aseksualne), a jakie ich nieustanna zmiana (zapewniana rozmnażaniem płciowym).

Na obiekt badań wybrano populację chrząszcza trojszyka Tribolium castaneum żywiącego się mąką. Osobniki pochodzące z naturalnie rozwijającej się hodowli umieszczono w dwóch słojach zawierających mąkę z niewielką domieszką insektycydu malationu. Ten szkodliwy dla zwierząt związek stanowił przykładową zmianę środowiskową. W pierwszym słoju każdego nowo narodzonego żuczka zastępowano trzema pochodzącymi z wyjściowej grupy hodowanej w normalnych warunkach. Miało to naśladować sytuację rozmnażania aseksualnego, czyli bez zmiany cech.

Chrząszcze w drugim słoju pozostawiono swojemu losowi. Pilnowano także, aby ilość pokarmu na głowę w obu grupach była taka sama - dodając, bądź odsypując mąkę.

Początkowo grupa swobodnie ewoluująca przeszła wyraźny kryzys - w słoju pozostało tylko 10 osobników, podczas gdy u sąsiadów (podmienianych) roiło się od 1000 chrząszczy. Po 5 pokoleniach sytuacja dramatycznie się jednak zmieniła, w końcu populacja nie ewoluująca (z pierwszego słoja) wymarła, druga zaś dostosowała sie do nowych warunków i przetrwała. W ten sposób po raz pierwszy potwierdzono eksperymentalnie w kontrolowanych warunkach obserwacje z natury wskazujące na przewagę form rozmnażających się płciowo nad grupami unikającymi seksu.

"New Scientist" 2001/1995

O podobnych zagadnieniach przeczytasz w artykułach:
(04/96) DZIEWORÓDZTWO
(05/97) SUKCES W OWCZEJ SKÓRZE
(09/97) SYN CZY CÓRKA?