Twoja wyszukiwarka

BARBARA PRATZER
SERCE NA DŁONI
Wiedza i Życie nr 1/1996
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 1/1996

Z cudzym sercem lub nerką żyje się niemal tak samo, jak z własną. Wprawdzie ani na chwilę nie można zapomnieć o lekach zapobiegających odrzuceniu przeszczepu, ale nie jest to chyba cena zbyt wygórowana za uratowanie życia. 

Transplantacyjne Noble
Antygeny zgodności tkankowej
Co to jest immunosupresja?
Jak zwiększyć liczbę przeszczepów?

Pewnej nocy 1945 roku do Peter Brent Brigham Hospital w Bostonie przywiezionomłodą kobietę w stanie śpiączki spowodowanej zatruciem ciążowym. Jej szansena przeżycie były bliskie zeru i właśnie dlatego trzej młodzi lekarze pełniącyakurat dyżur zdecydowali się na coś, co tak bardzo odbiegało od rutynowegopostępowania lekarskiego, że nie wpuszczono ich do normalnej sali operacyjnej.W okolicy stawu łokciowego chorej...przeszczepili nerkę pobraną ze zwłokczłowieka zmarłego w szpitalu tej samej nocy, w nadziei, że pozwoli tokobiecie przetrwać kilka dni, do czasu aż minie kryzys i nerki znów zacznądziałać. Nie pomylili się. Przeszczep podjął pracę natychmiast, następnegoranka kobieta odzyskała przytomność, a kilka dni później jej własne nerkiznów robiły to, co do nich należy. I tak oto po raz pierwszy na świecieprzeszczep uratował życie ciężko choremu człowiekowi. 

W ową pamiętną noc dr Earnest Landstein, dr Charles Hufnagel i dr DavidHume - trzej śmiałkowie z Bostonu, podążali drogą nie znaną, choć nie całkiempustą. Już w 1902 wiedeńczyk Emmanuel Ulmann zadziwił świat lekarski niezwykłąoperacją - usunął psu nerkę, by zaraz potem przeszczepić ją w nowe miejsce,w okolice szyi. Psu pewnie nie było z tym bardzo wygodnie, ale żył i przezpewien czas jego organizm pracował zupełnie normalnie. Wyczyn Ulmanna wkrótcepowtórzył Alexis Carrel z tą jednak różnicą, że nerkę pobrał od innegopsa. I bardzo się zdziwił, kiedy po parunastu dniach całe przedsięwzięciezakończyło się fiaskiem. Wnioski płynące z obu doświadczeń wydawały sięoczywiste - technicznie przeszczep nerki jest nie tylko możliwy, ale całkiemnietrudny, tyle że nie przynosi żadnej korzyści praktycznej, skoro sukceszapewnia wyłącznie autoprzeszczep, czyli przeniesienie własnego narząduw inne miejsce. Po tej konstatacji prace nad przeszczepianiem narządówstraciły impet, a w słuszności tego wyboru utwierdziło badaczy prawo sformułowanew latach trzydziestych przez Jacquesa Loeba, które brzmiało mniej więcejtak: każdy przeszczep między dwoma osobnikami musi być odrzucony, bo różnicemiędzy nimi są uwarunkowane genetycznie, na co nikt i nic nie może miećwpływu. 

Świat dreptałby jednak w miejscu, gdyby nie śmiałkowie, zdolni przeciwstawićsię obowiązującym teoriom i uznanym autorytetom. Jednym z nich był niewątpliwiemłody brytyjski zoolog Peter Medawar. Serią pomysłowych doświadczeń namysich płodach, które "nauczył" tolerancji na obcą tkankę, obaliłświęty dogmat sformułowany przez Loeba. Wprawdzie prace Medawara nie miałybezpośredniego znaczenia praktycznego, ale rozpaliły wyobraźnię. Przypomnianosobie o dr. Edwardzie Padgetcie, chirurgu-plastyku, który jeszcze w latachtrzydziestych uratował życie ciężko oparzonemu człowiekowi przeszczepiającmu skórę brata bliźniaka. W efekcie powrócono do doświadczeń zmierzającychdo przeszczepienia człowiekowi narządu pobranego od innego człowieka. 

We wczesnych latach pięćdziesiątych udało się uratować kilka osób przeszczepiającim na krótko obcą nerkę w okolice łokcia lub na udo. I właśnie wtedy szefemzespołu zajmującego się przeszczepami w szpitalu w Bostonie został dr JosephE. Murray, który opracował doskonały sposób przeszczepienia nerki. Niena udo, ale też nie w miejsce przewidziane przez naturę dla tego narządu,lecz w dole brzucha, na talerz biodrowy. Sposób ten, obowiązujący zresztądo dziś, okazał się bezpieczny, eliminował bowiem zakażenia, do którychdochodziło przy przeszczepach na udo i w dodatku wygodny, ponieważ moczmógł się wydostawać na zewnątrz normalną drogą. Cała procedura była jużsprawdzona w najdrobniejszych szczegółach, kiedy Murray dostał od losuwspaniałą szansę. W szpitalu w Bostonie znalazł się młody mężczyzna w końcowymstadium niewydolności nerek. Miał zdrowego brata bliźniaka, który zdecydowanybył go ratować. 23 grudnia 1954 roku Joseph Murray przeszczepił pacjentowinerkę brata i tak oto rozpoczęła się era przeszczepiania narządów u ludzi. 

WSPANIAŁY - NIEBEZPIECZNY ROENTGEN 

W nauce tak już jest, że ziarno raz zasiane nie ginie bez śladu, choć czasemmusi czekać wiele lat zanim zakiełkuje na podatnym gruncie. Raz otwartepole badań rozszerza się coraz bardziej aż z czasem tworzy się nowa jakość.Tak też było z transplantologią. Choć sukces Murray'a był niewątpliwy toprzecież przeszczepy w takim wydaniu nie miały szans na zrewolucjonizowaniemedycyny. Wszak bliźnięta jednojajowe przychodzą na świat raz na trzystaporodów. Pomyślano więc o innych dawcach rodzinnych. W ciągu kilku następnychlat przeprowadzono wiele operacji pobierając nerkę od rodzeństwa lub rodzicówchorego, ale prawdziwym wyzwaniem stało się dopiero przeszczepianie narządówpobranych od osób zmarłych. 

Pierwszą próbę obłaskawienia układu odpornościowego tak, żeby zechciałprzyjąć przeszczep od całkiem obcego człowieka podjęto w roku 1959 w sytuacjiprzymusowej. Przypomniała ona badaczom, że muszą być jednak bardziej pokorniwobec natury. Do szpitala w Bostonie przywieziono kobietę, która wskutekwypadku straciła jedyną zdrową nerkę. Nie było wyjścia - szansę na przeżyciemógł dać jej tylko przeszczep nerki pobranej ze zwłok, od przypadkowegodawcy. Przed operacją naświetlono chorą promieniami Roentgena, niszczącymiszpik kostny, siedlisko komórek immunologicznych. Dzięki temu przeszczepprzyjął się, ale zbyt silna dawka promieniowania spowodowała krwotok (takjak u chorych na chorobę popromienną) i w efekcie śmierć. Mimo tragicznegofinału bostoński casus wykazał, że barierę immunologiczną można pokonać. 

Serce, płuca, wątroba, trzustka, nerka, jelito - te narządy można wrazie potrzeby wymienić na nowe 

Przez pewien czas próbowano to robić wykorzystując mniejsze dawki promieniRoentgena, ale przełom w pokonywaniu bariery immunologicznej przyniosłydopiero leki immunosupresyjne. Początkowo bardzo niedoskonałe, działałyprawie tak zdecydowanie jak włącznik prądu: układ odpornościowy albo działa,albo nie. Oczywiście, narażało to chorych po przeszczepieniu na liczneinfekcje, zawsze bardzo trudne do opanowania. Dopiero cyklosporyna, wprowadzonado lecznictwa w końcu lat siedemdziesiątych, zapewniła przeszczepowi ochronę.Pacjent nie był już całkowicie bezbronny wobec licznych zagrożeń, choći ten lek ma liczne wady, na przykład jest toksyczny dla nerek, serca,wątroby. 

LISTA ZAMKNIĘTA 

Wygląda na to, że lista narządów, które chirurg może wymienić człowiekowijest już zamknięta. Znajdują się na niej: serce, nerka, trzustka, wątroba,płuco, jelito oraz rozmaite kombinacje - na przykład serce plus płuca,nerka plus trzustka, wątroba plus nerka i trzustka. Przeszczep mózgu niewchodzi w rachubę ze względów oczywistych, a przeszczepianie innych narządów,na przykład tarczycy czy żołądka, nie jest potrzebne. Ich brak kompensująbądź leki, jak w przypadku tarczycy, bądź sam organizm, który - jak w przypadkużołądka - zmusza inne odcinki przewodu pokarmowego do zastąpienia jegofunkcji. 

Każda z tych transplantacji ma swoją specyfikę, ale łączy je jedno - sukceszależy nie tylko od umiejętności chirurga, lecz w równym stopniu od tego,co dzieje się przed i po operacji. Przede wszystkim od właściwego doboruprzeszczepianego narządu i biorcy. Im mniejsze różnice w antygenach zgodnościtkankowej między dawcą i biorcą, tym większe szanse na sukces. Odrębnyproblem stanowi jelito, którego wnętrze wyściela tkanka limfatyczna aktywnaimmunologicznie. W tym przypadku przeszczepiony narząd może stać się śmiertelnymzagrożeniem dla chorego, zaczyna bowiem wytwarzać przeciwciała niszcząceorganizm biorcy. Immunolodzy nazwali tę reakcję "gość przeciw gospodarzowi". 

Chory, zdegenerowany mięsień sercowy jednego z pacjentów zabrzańskiejkliniki, któremu przeszczepiono zdrowe serce 

Dawniej ogromnym problemem było niedokrwienne uszkodzenie przeszczepianychnarządów. Został on rozwiązany nie tyle w wyniku spektakularnych osiągnięćmedycyny, lecz przełomu w świadomości ludzi. W latach osiemdziesiątychpowszechnie przyjęto - uwzględniając, oczywiście, najnowszą wiedzę na tematmózgu - że śmierć mózgu jest równoznaczna ze śmiercią człowieka. Nie trzebawięc czekać z pobraniem narządu, aż przestanie bić serce dawcy i dziękitemu człowiek oczekujący na przeszczep otrzymuje serce, nerki czy wątrobętylko nieznacznie uszkodzone. 

Tu dygresja - o dawcy można mówić dopiero wtedy, gdy komisyjnie zostaniestwierdzona śmierć mózgowa. O nieporozumienie znacznie łatwiej niż możnaby przypuszczać. Kilka lat temu telewizja nadała komunikat, że poszukujesię dawcy serca dla ciężko chorego chłopca, który bez przeszczepu umrzew ciągu kilku dni. Dawcy, a nie narządu do przeszczepu. Zaraz potem z oddziałuneurologicznego szpitala akademickiego, w którym przeprowadza się transplantacjezaczęli wypisywać się przestraszeni pacjenci w obawie, by nie zostali wytypowanijako dawcy serca. Historia zdarzyła się nie tak dawno, a więc trzydzieściparę lat po narodzinach transplantologii i mimo anegdotycznej formy ujawniapoważne obawy zwykłych ludzi związane z przeszczepami, a wynikające z niedostatecznejwiedzy na ten temat. 

JAK PRZEBIEGA TRANSPLANTACJA? 

Każdy przeszczep to ogromnie skomplikowane przedsięwzięcie. Angażuje dwazespoły chirurgów, zespół anestezjologów, zaplecze laboratoryjne, bankkrwi, nierzadko transport lotniczy. Operacje trwają wiele godzin, są wyczerpującedla chirurgów i stresujące dla wszystkich pozostałych zaangażowanych wsprawę. Każdy błąd czy nawet drobne potknięcie może zaprzepaścić szansęna ostateczny sukces. Serce, narząd najmniej odporny na brak tlenu ze wszystkichprzeszczepianych narządów, można przechowywać tylko przez osiem godzin,zaś najbardziej odporny - nerkę - przez czterdzieści osiem godzin. Oczywiściew specjalnych warunkach. Temperatura obniżona do kilku stopni Celsjuszachroni przed uszkodzeniem spowodowanym niedotlenieniem - w tej temperaturzezapotrzebowanie na tlen spada do kilku procent normalnego zapotrzebowania.Ma to jednak swoją cenę - w takich warunkach niszczone są związki wysokoenergetyczne.Właśnie dlatego płyn konserwujący, w którym przechowuje się pobrany narządmusi zawierać składniki umożliwiające regenerację tych związków. 

Histologiczny obraz tzw. nadostrego odrzucenia nerki. Rdzawe plamy toskrzepy zamykające naczynia krwionośne kłębka nerkowego. Ciemne punktyto granulocyty i makrofagi, które zaatakowały przeszczepiony narząd. Takiejnerki nie da się już uratować 

Zaraz po pobraniu narządu dokładnie się go płucze, następnie umieszczaw torebce plastikowej zawierającej płyn konserwujący, i całość wędrujedo pojemnika przypominającego termos, w którym temperatura jest stała iwynosi 4°C. Pobrany narząd pozostaje w swoim sterylnym opakowaniu tak długo,aż biorca przygotowany jest na jego przyjęcie. Wtedy chirurg umieszczanarząd w polu operacyjnym zespalając naczynia krwionośne. Jeśli wszystkoprzebiega normalnie, ta faza operacji trwa 20-40 minut, akurat tyle, żebyprzeszczep, który zresztą jeszcze w polu operacyjnym jest chłodzony, nieuległ uszkodzeniu. Jeśli zaś pojawią się nieprzewidziane przeszkody, którychpokonanie zabiera czas, całe przedsięwzięcie może zakończyć się fiaskiem.Narząd pozostający w temperaturze pokojowej dłużej niż godzinę na pewnoulegnie zniszczeniu. 

Trudno jednoznacznie powiedzieć jaka liczba narządów nie podejmuje swoichfunkcji natychmiast po przeszczepie. Różnie to wygląda w różnych ośrodkachtransplantacyjnych. Przyczyny mogą być zresztą różne - nie tylko uszkodzenienarządu, także tzw. nadostre odrzucenie, jeśli wcześniej nie udało sięwykryć czynników immunologicznych, które z wyjątkową zaciekłością atakująobcy narząd. W każdym razie nie są to przypadki sporadyczne, a efekt końcowyzależy od przeszczepianego narządu. W przypadku wątroby, którą wszczepiasię dopiero po wycięciu własnej, chorego można utrzymać przy życiu tylkoprzez kilka godzin, i jedynym ratunkiem jest natychmiastowy kolejny przeszczep.Ratunkiem czysto hipotetycznym, bo narządów do przeszczepu wciąż brakuje.Z sercem sytuacja jest równie dramatyczna, choć niektóre kliniki przeprowadzającetransplantacje dysponują tzw. sztucznym sercem, które umożliwia utrzymaniepacjenta przy życiu przez kilka tygodni, do następnego przeszczepu (jeślinaturalnie znajdzie się w tym czasie odpowiednie pod względem immunologicznymserce). Najmniej dramatyczne jest przeszczepianie nerki. Kilka czy nawetkilkanaście dni zwłoki w podjęciu przez nerkę jej normalnych funkcji nieprzesądza o wyniku transplantacji, choć kosztuje sporo nerwów i lekarzy,i chorego. W tym czasie żyje on dzięki dializom. Najdłuższy, opisany wliteraturze, okres "uśpienia" przeszczepionego narządu wynosi trzymiesiące, była to jednak zupełnie wyjątkowa sytuacja. Najczęściej po dwóchtygodniach szanse na sukces są bardzo małe. Mniej dramatyczne jest równieżprzeszczepianie trzustki. W razie niepowodzenia zawsze można wrócić dowstrzykiwania choremu insuliny. 

ŻYĆ NORMALNIE 

Dotychczas przeprowadzono na świecie około pół miliona transplantacji.Czy naprawdę warto było? Czy osoby, które noszą w sobie cudze serce, nerkę,wątrobę, płuca, trzustkę rzeczywiście wracają do normalnego życia? Badaniaprzeprowadzone w Stanach Zjednoczonych, gdzie wykonano najwięcej transplantacji,przyniosły dość nieoczekiwane wyniki. Przed transplantacją serca pracowałozawodowo 55% chorych, a po przeszczepie tylko 32%. Czy jest to jednak właściwamiara sukcesu tego typu procedury terapeutycznej? Z tych samych badań wynika,że przed operacją 42% chorych było przykutych do łóżka, a po operacji tylko7%. 

a

b

c

d

Kolejne fazy przeszczepiania serca. U biorcy pozostawia się tylną ścianęlewego przedsionka z uchodzącymi do niego żyłami płucnymi, prawego przedsionkaz żyłami głównymi oraz aortę i pień tętnicy płucnej z rozgałęzieniami:a - po wycięciu serca biorcy; b - zespolenie lewych przedsionków; c - zespolenieprzegrody międzyprzedsionkowej biorcy i lewego przedsionka dawcy; d - pozakończeniu zabiegu
Rysunki wykonał dr Jerzy Madej, chirurg--transplantolog

To są fakty. A przecież równie ważne jak statystyki są odczucia ludzi.Nie wolno więc pomijać milczeniem tego, że wiele osób po transplantacjiserca odczuło nieopisany przypływ energii, wręcz euforyczny stosunek dożycia. Z badań przeprowadzonych wśród osób po przeszczepieniu nerki wiadomo,że jakość ich życia znacznie się poprawiła w porównaniu z okresem przedoperacyjnym,kiedy zmuszeni byli poddawać się dializom. Sceptyków pewnie to nie przekona,tym bardziej że niebezpieczeństwa czyhające na biorców są ogromne i nierzadkoniweczą cały wysiłek lekarzy i chorego. Wiele osób w wyniku długotrwałejochrony przeszczepów lekami obniżającymi odporność ma większą skłonnośćdo nowotworów i zakażeń zagrażających życiu. Ktoś nawet sarkastycznie powiedział,że człowiek, któremu przeszczepiono serce około trzydziestki ma małe szansena dożycie pięćdziesięciu lat. Tylko czy ktokolwiek z nas, ludzi dziś zdrowych,dostał gwarancje, że dożyje sędziwego wieku? I że będzie to życie normalne. 

Wśród kobiet po transplantacji nerek wiele zostało matkami. Ogromna większośćosób po przeszczepie pracuje zawodowo, zdarzają się wśród nich chirurdzytransplantolodzy, a w Polsce jeden z pacjentów z przeszczepioną nerką zrobiłhabilitację z transplantologii. Wiele osób uprawia czynnie sport, a pacjentjednej z francuskich klinik przepłynął kanał La Manche. Czy to jest normalne?Na pewno nie jest przeciętne. 

POWRÓT DO KORZENI? 

To oczywiste, że do przeszczepu kwalifikuje się wyłącznie tych chorych,których w żaden inny sposób nie można trwale wyleczyć i bez przeszczepieniacudzego narządu skazani są na rychłą śmierć. Schyłkowa niewydolność nerek,schyłkowa niewydolność serca, często w młodym wieku, spowodowana pozapalnymikardiomiopatiami, kiedy mięsień sercowy robi się wielki jak balon i niechce spełniać swej normalnej roli, marskość wątroby, pierwotny nowotwórwątroby, bardzo zaawansowne zmiany cukrzycowe, które będą się pogłębiaćmimo leczenia insuliną - tę listę można by znacznie wydłużyć. W Polsceco roku umiera 3 tys. osób wskutek schyłkowej niewydolności nerek, ponad8 tys. z powodu zaawansowanej choroby wątroby, tysiące z powodu niewydolnegoserca. I tak jest na całym świecie. Wielu z nich przeszczep mógłby uratowaćżycie. Mógłby, gdyby nie zbyt mała liczba narządów do przeszczepiania.Transplantologia rozbudziła tak wielkie nadzieje, że kolejka oczekującychna nowe, zdrowe serce czy wątrobę wciąż się wydłuża. Także w tych krajach,gdzie przeprowadza się znacznie więcej transplantacji niż w Polsce (w Europieco roku otrzymuje nowe narządy około 50 osób na milion mieszkańców, a wPolsce pięciokrotnie mniej). Nic dziwnego, że poszukuje się mniej konwencjonalnegoniż dotąd rozwiązania tego problemu. 

Pięcioletnie przeżycia w Polsce pacjentów z czynnym przeszczepem 

"Baby Fae", piętnastodniowe niemowlę, było pierwszym człowiekiem naświecie, któremu przeszczepiono serce pawiana. Zmarło 20 dni po operacji.Wtedy, w roku 1984, wydarzenie to sprowokowało ostrą dyskusję dotyczącąetycznych granic eksperymentów naukowych. Dziś problem ksenoprzeszczepów,czyli przeszczepiania narządów zwierzęcych, powrócił, ale podstawowe pytaniebrzmi: co zrobić, żeby zwierzęta stały się jakby naturalnym bankiem narządówdla potrzebujących ludzi? Nie będzie to łatwe. Dotychczas nikomu nie udałosię przełamać bariery immunologicznej w przypadku ksenoprzeszczepu. Otwartapozostaje też kwestia nietypowych, a groźnych zakażeń, które mogłyby zagrażaćczłowiekowi-biorcy przeszczepu od na przykład pawiana. Transgeniczne świniehodowane w taki sposób, żeby ich narządy pasowały immunologicznie do każdegopotencjalnego biorcy, wciąż pozostają tylko marzeniem badaczy. Niemniejjednak wszyscy uczestnicy konferencji, która odbyła się w lipcu ubiegłegoroku w Bethesda Medical School doszli do zgodnej konkluzji - mając przedewszystkim na względzie dobro i bezpieczeństwo pacjentów, nie można zaprzepaścićszansy na rozwijanie przyszłościowego programu ksenoprzeszczepów. 

W roku 1928, a więc na długo przed pierwszym udanym przeszczepem, powstałprojekt zorganizowania wielkich farm wzdłuż wybrzeża Morza Śródziemnego,gdzie hodowane małpy człekokształtne dostarczałyby "części do maszyny ludzkiej".Czyżby więc powrót do korzeni? 

TRANSPLANTACYJNE NOBLE

1912 Alexis Carrel z Francji za prace nad przeszczepianiem naczyń krwionośnych i narządów

1960 Peter Medawar z Wielkiej Brytanii, Frank Burnet z Australii za odkrycie zjawiska nabytej tolerancji immunologicznej

1980 Jean Dausset z Francji, George Snell i Baruj Benacerraf ze Stanów Zjednoczonych za odkrycie antygenów zgodności tkankowej

1990 Joseph Murray ze Stanów Zjednoczonych za wkład w rozwój transplantologii
Do początku artykułu

ANTYGENY ZGODNOŚCI TKANKOWEJ

Po to natura wyposażyła człowieka w układ odpornościowy, żeby mógł odróżnić "swoje" od "nie swojego". Udaje się to dzięki zespołowi genów znajdujących się na 6 chromosomie, któremu immunolodzy nadali nazwę głównego kompleksu zgodności tkankowej. Kodują one białka nazywane antygenami zgodności tkankowej (w skrócie HLA).

Istnieją trzy klasy genów zgodności tkankowej. Geny klasy I kodują białka obecne na powierzchni każdej komórki organizmu, są więc te białka biochemicznym dowodem tożsamości każdego z nas. Geny klasy II kodują białka występujące na wszystkich komórkach związanych z układem odpornościowym. Geny klasy III kodują inne pomocnicze białka odpornościowe.

Spośród około 200 antygenów zgodności tkankowej, przed przystąpieniem do przeszczepu oznacza się sześć, zarówno u dawcy jak i biorcy, narządu. Bardzo rzadko zdarza się, żeby pasowało do siebie pięć lub sześć antygenów. Najczęściej pasują trzy lub tylko dwa z nich. Najważniejsze wydają się antygeny klasy II, bo to one właśnie są odpowiedzialne za rozpoczęcie reakcji odrzucenia przeszczepu.

Do zbadania antygenów zgodności tkankowej potrzebne są węzły chłonne pachwinowe lub krezkowe, z których trzeba wyizolować żywe limfocyty. Jeśli limfocytów jest zbyt mało, badanie trzeba powtórzyć pobierając fragment śledziony.
Do początku artykułu

CO TO JEST IMMUNOSUPRESJA?

To nic innego jak osłabienie siły, z jaką układ odpornościowy atakuje wroga. Zwykle jest to zjawisko niekorzystne, ponieważ nie pozwala w porę zniszczyć wirusów czy bakterii zagrażających organizmowi. Czasem jednak, jak w przypadku przeszczepów, przynosi korzyści.

Utrzymanie przeszczepu od obcego dawcy zawsze wymaga stosowania leków hamujących reakcję immunologiczną, czyli wymaga immunosupresji. Idealnym rozwiązaniem byłoby wywołanie tolerancji immunologicznej na obce antygeny zgodności tkankowej, czyli zahamowanie reakcji skierowanej przeciw konkretnemu antygenowi. Niestety, nikt nie wymyślił jeszcze leku, który zmusiłby do tego układ odpornościowy.

Tolypocladium inflatum, szczep grzybów znaleziony w ziemi z regionu Hardangger w Norwegii, który wytwarza cyklosporynę

Obecnie stosowane leki:

Sterydy. Najstarsze leki immunosupresyjne. Zmniejszają antygenowość przeszczepu sprawiając, że jest słabiej rozpoznawalny. Po ich podaniu zmniejsza się liczba limfocytów, co osłabia siły obronne organizmu przeciw wszelkim zagrożeniom. Wielu lekarzy uważa, że ich stosowanie należy ograniczyć do leczenia ostrego odrzutu.

Cyklosporyna. Hamuje aktywność limfocytów T, które jako pierwsze atakują przeszczepioną tkankę. Jest toksyczna dla wielu narządów, choć nie uszkadza szpiku kostnego. Najlepszy ze stosowanych obecnie leków.

Azatiopryna. Działa na ostatnie ogniwo odpowiedzi immunologicznej, jest toksyczna dla szpiku i nawet niewielkie przedawkowanie może spowodować ciężkie jego uszkodzenie.

Przeciwciała poliklonalne. Blokują m.in. zdolność limfocytów do rozpoznawania i łączenia się z antygenami komórek przeszczepu. Wywołują wysoką gorączkę.

Przeciwciała monoklonalne. Uniemożliwiają rozpoznawanie obcych antygenów. Powodują burzliwe objawy uboczne. Dlatego stosuje się je tylko w przypadku ostrych odrzutów.

Z zasady stosuje się kilka leków równocześnie. Jakich i w jakich dawkach - zależy od konkretnego ośrodka transplantacyjnego. Do tej pory nie udało się opracować jednego, obowiązującego wszystkich, schematu leczniczego.
Do początku artykułu

JAK ZWIĘKSZYĆ LICZBĘ PRZESZCZEPÓW?

Większość z nas jest za. Z badań przeprowadzonych przez Krajową Radę Transplantacyjną w roku 1995 wynika, że 74% polskiego społeczeństwa akceptuje pobieranie narządów od osób zmarłych i niemal tyle samo wyraża gotowość oddania po śmierci własnej nerki czy serca, by ratować życie innych. Kiedy jednak ogóle przekonania zderzają się z konkretną sytuacją życiową, ten obraz nieco się zmienia. Prawie 60%. ankietowanych uważa, że nie należy pobierać narządu, gdy protestuje rodzina zmarłego, choć nie wyraził on sprzeciwu za życia.

Jeszcze wyraźniej widać rozdźwięk między deklaracjami a życiem w przypadku lekarzy. Prawie wszyscy uważają, że przeszczepy, zwłaszcza serca i nerki, są skuteczną metodą leczenia, prawie wszyscy akceptują pobieranie narządów od zmarłych, ogromna większość zgodziłaby się oddać po śmierci własne narządy, ale tylko 44% jest w pełni zdecydowanych zawiadomić ośrodek transplantacyjny o tym, że jest na oddziale człowiek, u którego stwierdzono śmierć mózgu.

Dokładna analiza zgonów w szpitalach warszawskich wykazała, że w roku 1992 nerkę pobrano tylko od 66 zmarłych spośród 275, od których można ją było pobrać. W pozostałych przypadkach nawet nie rozważano takiej możliwości. W efekcie 209 ciężko chorych osób straciło szansę na wyleczenie. Ile osób traci szansę dlatego, że w setkach szpitali w całej Polsce dzieje się podobnie?

Uchwalona niedawno przez Sejm tzw. ustawa transplantacyjna wyjaśnia wreszcie kwestie prawne związane z przeszczepami. Zezwala na pobranie narządów, jeśli zmarły nie wyraził za życia sprzeciwu (sprzeciw taki każdy może wpisać do centralnego rejestru). Zabrania handlowania ludzkimi narządami. Dopuszcza przeszczepy (chodzi o nerkę) od żywych dawców. Sama ustawa nie zwiększy jednak liczby transplantacji. W ślad za nią musi pójść szeroki program edukacyjny zmierzający do wyjaśnienia społeczeństwu koncepcji śmierci mózgowej, spopularyzowania osiągnięć transplantologii, uzmysłowienia jak wiele osób umiera dlatego, że od tych, którzy zmarli nie pobrano narządów.
Do początku artykułu

O podobnych zagadnieniach przeczytasz w artykułach:
(06/97) PRZESZCZEP... RAKA
Tak to się zaczęło
Śmierć mózgu, śmierć człowieka
Dar życia
Nie ma jak rodzina
Cudze jak własne
Z cudzym sercem