Twoja wyszukiwarka

TADEUSZ ŚLIPKO
DAR ŻYCIA
Wiedza i Życie nr 1/1996
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 1/1996

"Mój moment prawdy - moment, w którym niezwykłość tego, co się wydarzyło, rzeczywiście mną wstrząsnęła - przeżyłem w chwili wyjęcia serca Washkansky'ego. Spojrzałem w dół i ujrzałem pustkę wgłębienia... Świadomość, że oto leży przede mną człowiek bez serca, a przecież jeszcze żyjący, wzbudziła we mnie uczucie pełne trwożnego szacunku". W tych słowach cytowanych za P. Hawthornem, zawiera się coś więcej aniżeli tylko wyraz olśnienia, jakiego doznał dr Christian Barnard, kiedy dokonywał pierwszego w świecie udanego przeszczepienia serca. Czuje się w nich echo wstrząsu, jakiemu uległ cały świat na wieść o tym, że transplantologia przekroczyła pewien próg, uważany dotąd za nieprzekraczalny, i weszła w nową fazę rozwoju.

Nie była to droga łatwa. Niezależnie od ściśle medycznych problemów, nad najnowszymi osiągnięciami transplantologii ciążyły stale moralne znaki zapytania. W początkach zastrzeżenia budził stopień pewności kryteriów śmierci. Obecnie - w sytuacji niedoboru potencjalnych dawców narządów przy wielkim zapotrzebowaniu na przeszczepy - kontrowersje wywołują warunki usprawiedliwiające stosowanie zasady "domniemanej zgody".

W atmosferze toczących się na ten temat dyskusji na dalszy plan schodzi, niestety, moralny wymiar transplantacji, którego istotą jest dawanie nadziei człowiekowi znajdującemu się w sytuacjach granicznych. Kiedy stojąc w obliczu śmierci lub nieustannego zagrożenia śmiercią, zawisa nad nim najcięższe brzemię, jakie człowiek ma do udźwignięcia: beznadziejność, brak życiowych perspektyw, okrucieństwo losu...

Zastępczego narządu, zazwyczaj serca, wątroby bądź nerki, na stały użytek organizmu nie da się - jak dotąd - ani wyprodukować, ani wyhodować. Ktoś musi go dostarczyć. W tym miejscu dotykamy sedna sprawy - kto ma się na ten akt zdobyć? Odpowiedź prosta - drugi człowiek, do tego zdrowy i mieszczący się w odpowiednim przedziale wiekowym. A wtedy wyłania się drugie pytanie - w jakiej to ma się stać formie?

Każdy człowiek jest panem siebie i z tej racji on sam decyduje o integralności swojego ciała. Co go więc może i powinno skłonić do oddania własnych narządów? Bądź za życia, gdy oddanie własnej nerki może uratować najbliższych - dzieci, rodzeństwo, rodziców, bądź po śmierci, gdy pobrane narządy mogą nieraz uratować kilka osób.

Właśnie tu ujawnia się najgłębszy sens etyczny transplantacji. Odsłania się źródło, z którego wypływają bodźce pomagające człowiekowi, jako pełnoprawnej, autonomicznej osobie, w podejmowaniu decyzji oddania cząstki samego siebie. Rodzi się to zawsze w woli każdego z nas i choć przybiera różne psychologiczne kształty, siłę swą czerpie niezmiennie z wyjścia poza siebie i dostrzeżenia cierpienia innego człowieka, któremu przyjść można z pomocą w imię międzyludzkiej wspólnoty. Taki był gest ewangelicznego Samarytanina i on swym moralnym tchnieniem ożywia duchową treść każdej ofiary, w której jeden człowiek, w duchu chrześcijańskiej lub po prostu ludzkiej miłości bliźniego, solidaryzuje się z drugim człowiekiem we wspólnym przeżywaniu doświadczeń trapiących ludzką kondycję. W tak ukształtowanym świecie moralnych idei, oddawanie narządów w najgłębszej swej istocie jest zawsze darem, któremu szlachetności przydaje fakt, że służy jakby przedłużeniu własnego życia w cudzym życiu. Stałą komponentą moralnej wartości dawstwa narządów jest jednak postulat bezinteresowności. Wzbudzić w społeczeństwie ducha samarytańskiego poświęcenia to wielkie, trudne, ale i konieczne zadanie.

Ks. prof. TADEUSZ ŚLIPKO jest filozofem moralności, emerytowanym profesorem Akademii Teologii Katolickiej.

O podobnych zagadnieniach przeczytasz w artykułach:
Tak to się zaczęło
Serce na dłoni
Śmierć mózgu, śmierć człowieka
Nie ma jak rodzina