Twoja wyszukiwarka

STEFAN BRATKOWSKI
ANGLIĘ REWOLUCJI PRZEMYSŁOWEJ STWORZYŁ PIENIĄDZ
Wiedza i Życie nr 1/1996
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 1/1996

W XVIII wieku na terenie Anglii i Szkocji dokonała się jedna z najważniejszychrewolucji w dziejach naszej cywilizacji rewolucja przemysłowa. Alew relacjach o niej niewiele jest informacji o roli pieniądza i banków wtym wielkim przewrocie. Tym bardziej - o dziejach angielskiego obrotu pieniężnegoi o wynalazkach wówczas czynionych w tej dziedzinie, bez których trudnosię dziś obyć.

Rewolucję przemysłową zrodziły - wedle obiegowego poglądu - wielkie wynalazki.Jednakże ekspansja przemysłowa Anglii i Szkocji zaczęła się wcześniej,z wielkim handlem i wielkimi obrotami pieniężnymi. Specjalnością brytyjską,wcześniej niż stal i węgiel, była bowiem wełna. To ona stanowiła symbolAnglii. Eksport wyrobów wełnianych z Anglii podwoił się w ciągu XVII wiekui jeszcze raz podwoił się w wieku XVIII. To były miliony funtów szterlingówrocznie. Tak, jak o Newcastle z jego węglem pisał poeta już w 1650 roku,że to angielskie Peru...

Atrakcyjność zbrojnych jatek przyćmiewa w historii rywalizację handlową.Ale i handel niósł ze sobą anegdotę. W roku 1700 rząd Anglii zakazał przywozudrukowanych tkanin bawełnianych z Indii, Chin i Persji; pozwolił drukowaći farbować je tylko na miejscu. Nieoceniony Defoe notował w 1708 roku:

"Ogólne upodobanie ludzkie do wyrobów z Indii Wschodnich wzrosło do takiegostopnia, że drukowane perkale, przedtem używane tylko na chodniki, kołdry,itp. lub na ubiory dzieci bądź gminu, stały się obecnie strojem dam, asiła mody jest taka, że oglądamy szacowne osoby w strojach z indyjskichzasłon, które przed paru laty ich pokojówki uznałyby za nazbyt pospolite(...) i nawet samej królowej było miło pokazać się w chińskich jedwabiachi perkalach. A to nie wszystko, bo wkradły się one do naszych domów, naszychszaf i sypialni; zasłony, poduszki, krzesła, a w końcu i łoża same to nicinnego, jak tylko perkale lub materiały z Indii".

W 1720 roku, kiedy rząd położył kres spekulacji akcjami giełdowych "baniekmydlanych", zakazał także używania i noszenia drukowanych perkali- bez względu na to czy byłyby drukowane w Anglii, czy poza nią. Oczywiście,przegrał. Popyt na zagraniczne tkaniny wcale nie zmalał, zaś handel poradziłsobie z tym, i to z zyskiem. Obroty tekstyliami rosły. I wymagały corazwięcej pieniądza. Na długo przed eksplozją przemysłu węgla i stali. A pieniądzaw Anglii, inaczej niż w Szkocji, nie brakowało.

W dwadzieścia pięć lat później ten sam Daniel Defoe będzie tęsknił za czasami,które nie znały "baniek mydlanych", spekulacji akcjami, loterii, handlurentami, ani - uwaga! - emitowanych przez państwo papierów wartościowych.Jego rodaków ale także obserwatorów zagranicznych przeraża rosnący angielskidług państwowy. Fachowcy ciągle rokują Anglii załamanie i powszechne bankructwo.Anglia musi upaść, a jednak - nie pada...

Dopiero w drugiej połowie XVIII wieku nowe pokolenia znawców zaczynajądostrzegać, że dług publiczny jest dla Anglików po prostu solidną lokatą,która wchłania nadmiar pieniądza. Korona nauczyła tego swych poddanych,płacąc porządnie i regularnie procenty od swych długów, zaś gwarancję zestrony parlamentu bankierzy przywykli traktować jako gwarancję najwyższejwiarygodności. Stąd i rząd Zjednoczonego Królestwa nigdy nie będzie miałkłopotów z pożyczaniem pieniędzy od obywateli.

W drugiej połowie osiemnastego stulecia pieniądz angielski znajduje sobienowe pola ekspansji: buduje się drogi, kanały, a potem kopalnie węgla ihuty stali. Ale kto, co i jak finansuje, o tym wiemy dość mało. Szkociwynaleźli - z niedostatku środków - spółki akcyjne dla budowy portów ikanałów, ale Anglia po krachu 1720 r. bała się wszelkich spółek akcyjnych.Pierwszy liczący się kanał, między swoją kopalnią węgla w Chat Moss (Worsley)a Manchesterem, zbuduje książę Bridgewater za pieniądze pożyczone.

Wielki Braudel w swoim pasjonującym trzytomowym dziele cytuje współczesnegoFrancuza, Maurice'a Rubichona, który opisał, na szczęście, mechanizm kredytu:

"Chociaż Bridgewater przedsięwziął w pojedynkę prace wymagające większejilości papierowego pieniądza niż ta, jaka była kiedykolwiek w posiadaniuchwiejnej instytucji zwanej pompatycznie Bankiem Francji, to jednak nigdynie zdarzyło mu się, jak jej, by jego papiery pozbawione były kredytu;i również nigdy nie był jak ona zmuszony do trzymania w swych piwnicachsztuk złota o wartości równej jednej czwartej sumy papierowego pieniądzabędącego u niego w obiegu; i szczęśliwie, że tak się działo, gdyż książęczęsto nie miał przy sobie nawet drobnych na opłacenie woźnicy obwożącegogo wzdłuż podjętych robót". (tłum. Jan i Jerzy Strzeleccy)

Budowa ruszyła w 1760 roku, w 1761 oddano kanał do użytku. Dzięki niemuBridgewater mógł cenę swego węgla w porcie obniżyć o połowę! Transportwodą kosztował go trzy razy taniej niż końmi.

Zaraz potem Bridgewater zainwestował w drugi kanał, by połączyć Manchesterz Runcorn, małym portem nad zatoką, u wylotu której leży Liverpool, czyliz Liverpoolem.

Kolejne ważne kanały przekopano niedługo potem, to znaczy w latach 1766-1769,a istna "mania kanałowa" panowała w Anglii w ostatniej dekadzie stulecia.Dodajmy do tego nowe kopalnie węgla, no i konsekwencje wielkiego przewrotutechnicznego w wytopie stali: w latach osiemdziesiątych Anglia, odkrywszyna nowo stary wynalazek Abrahama Darby'ego - koks jako substytut węgladrzewnego, buduje dziesiątki nowoczesnych wielkich pieców. Zatem i na toidą ogromne pieniądze.

Prawdopodobnie rządziły tymi kredytami identyczne mechanizmy, co w przypadkupierwszego kanału Bridgewatera. Nie znam tylko nazwisk bankierów ani nazwdomów bankowych, które się w owe przedsięwzięcia angażowały.

I tu - zaskakująca pointa. Olbrzymie inwestycje powinny były wyssać z angielskichbanków wszelkie możliwe rezerwy. I oto w apogeum tego inwestowania rządJego Królewskiej Mości pod koniec, idiotycznej zresztą, wojny z walczącymio swą niepodległość Amerykanami będzie potrzebował trzech miliardów funtówszterlingów pożyczki (!) - a bankierzy City postawią do jego dyspozycji...pięć miliardów! Francję, o trzykrotnie liczebniejszej ludności i stąd większychzasobach gotówki, znacznie skromniejsza pomoc dla Stanów Zjednoczonychbędzie kosztowała - Wielką Rewolucję Francuską.

Rozwój Anglii napędzał się sam: pieniądza nie brakowało, więc kredyt byłtani. Nowe środki transportu przyspieszały obrót handlowy. Ryzykowano łatwo,choć - niegłupio. Ryzykowali bankierzy, ryzykowali i przedsiębiorcy. Niedoceniony, jak wspominałem, przez historię wspólnik James'a Watta, MatthewBoulton był właśnie takim przedsiębiorcą - gdyby nie jego impet, zmysłinicjatywy i duch ryzyka, zwyciężyłaby maszyna parowa nie Watta, lecz kogośinnego, na przykład Wilkinsona lub kogoś dziś całkiem nieznanego. L.C.A.Knowles, historyk angielskiej rewolucji przemysłowej, jeszcze w roku 1921zwracał uwagę, ilu wynalazców i techników szkockich przywędrowało ze swejojczyzny do Anglii właśnie w poszukiwaniu kapitału...

A swoją drogą - nikt z zewnątrz nie mógł "dorwać się" do konkurencji.Kupiec zagraniczny nie miał czego w Anglii szukać; wymagano tak wysokichopłat za wejście jego statku do portu i za wyjście, traktowano tak niegrzecznie,że się wszystkim odechciewało.

Joseph Wechsberg, autor wspominanej tu, pasjonującej książki o dzisiejszychlondyńskich "merchant bankers", sugeruje, że dopływ imigrantów z kontynentudo City wziął się z zapotrzebowania na międzynarodowe doświadczenie przyszłychojców wielkich "merchant banks", banków kupieckich. Ale fachowcaminajwyższej klasy byli wtedy Holendrzy; na pewno nie Brandtowie z Petersburga,Lazardowie z Alzacji czy Brownowie z Irlandii.

Baringowie opuściwszy rodzinną Bremę, osiedlili się, jak wiemy od Wechsberga,w Exeter w roku 1717, a swój bank założyli w Londynie dopiero w 1763, gdyjuż dawno wtopili się w społeczność brytyjskiego świata interesów. Niebyli już obcy. Byli swoi. Wprawdzie angielski historyk, Charles Wilson,uważa ich za właścicieli jednego z wielkich holenderskich domów handlowych,którzy mieli swą filię w Londynie, podobnie jak Hope'owie i Cliffordowie,ale ja wolę wierzyć Wechsbergowi i jego datom. Sądzę, że Baringowie dopieromieli zrobić swoje wielkie pieniądze, a ich dom handlowy w Amsterdamiebył późniejszą filią Londynu, nie odwrotnie. Ani Hope, ani Clifford zresztąna pewno nie są nazwiskami Holendrów...

W swojej wspaniałej panoramie historycznej (Kultura materialna, gospodarkai kapitalizm XV - XVIII wiek) Fernand Braudel po macoszemu potraktowałbanki i ich rolę w przemianach. Braudel wspomina, że wszyscy lub prawiewszyscy bankierzy wyrośli z kupiectwa, ale podaje, że banki pozalondyńskie,zwane (później!) "country banks", to dzieci epoki "baniek mydlanych"Mórz Południowych, i że padły wraz z nimi - podczas gdy ja nie jestem pewien,czy w ogóle w tym szaleństwie brały udział jakieś banki spoza stolicy.Co więcej, miliony stracili ci, co kupowali akcje owych "baniek mydlanych",a nie ci, którzy tymi akcjami operowali.

Stosunki między Bankiem Anglii i bankierami Londynu też układały się inaczej.Interweniował on czasami na ich korzyść, ale też i oni stanowili dlań oparcie(bliżej o tym w jednym z następnych odcinków).

Nie dziwmy się jednak wielkiemu uczonemu. Nie było skąd brać danych. Niema nawet solidnych opracowań. Ja sam dysponuję postrzępionymi, nie zawszedającymi się skojarzyć wiadomościami. Braudel pisze o bankructwie domuCliffordów 28 grudnia 1772 roku; podobno zgubiły ich akcje Kompanii Wschodnio-Indyjskiej,która zmagała się: "z trudną sytuacją w Indiach, a szczególnie w Bengalu"- jednakże Kompania Wschodnio-Indyjska zakończyła była właśnie podbój Bengalu,przekształcając się "z uzbrojonej korporacji handlowej w mocarstwo azjatyckie"(jak napisał Macaulay Trevelyan), a jej ludzie narabowali się i nakradlityle, że spadek akcji Kompanii jest dla mnie bardziej niż wątpliwy. UpadekCliffordów wstrząsnął giełdą, ale - Amsterdamu, zaś Amsterdam ze swymiwielkimi negocjantami stworzył fundusz ratunkowy dla podtrzymania kredytuinnych i już w styczniu było po kryzysie. W Londynie ponoć zawieszono dyskontowaniewątpliwych weksli, a potem wszystkich. Wszelako dyskontowania niepewnychweksli wystrzegano się zawsze!

I Braudel akurat nie pisze o dwóch doprawdy historycznych dla dziejów pieniądzawydarzeniach, które nastąpiły w owym rzekomo kryzysowym roku 1773.

W tymże roku grupa znaczących londyńskich maklerów i graczy giełdowych("jobberów", czyli, mówiąc wprost, spekulantów) kupiła budynek naThreadneedle Street, dając w ten sposób początek giełdzie londyńskiej,London Stock Exchange. Nie zachowała się prawie żadna dokumentacja dotyczącajej początków, żadne protokoły; wiadomo tylko, że za 6 szylingów mógł wniej znaleźć się każdy - bo nie czyniono pierwotnie żadnych ograniczeńco do członkostwa.

I może ważniejsza inicjatywa - tegoż roku ruszył Clearing House. Choć różneopracowania informują, że powstał "około roku 1775", źródła angielskieoznaczają datę jednoznacznie.

Operacje kompensowania weksli i innych wierzytelności prowadzono, jak byćmoże Czytelnicy pamiętają, już w średniowieczu na jarmarkach szampańskich.Ale jarmarki nie mogły takim rozliczaniem wielostronnych należności kilkarazy w roku przyspieszyć poważnie obrotów.

W czasach nowożytnych rachunek kompensacyjny, czyli wyrównawczy, pierwsiuruchomili u siebie - no, któż by? - Szkoci. Ale systematycznie funkcjonującąizbę rozrachunkową, jak się to po polsku od XIX wieku nazywa, uruchomiłyich wzorem banki londyńskie. Dla jasności: banki prywatne, a nie Bank Anglii.Kto to zainicjował? Ba, żeby to wiedzieć...

Braudel cytuje znowu zachwyty owego Maurice'a Rubichona: "Mechanizm obieguzorganizowany jest w ten sposób, iż można powiedzieć, że w Anglii nie krążyani papier, ani pieniądz. Czterdziestu londyńskich kasjerów dokonuje międzysobą niemal wszystkich wypłat i transakcji całego królestwa; zbierającsię każdego wieczoru, wymieniają między sobą należne każdemu sumy w takisposób, że tysiącfuntowy banknot wystarcza nieraz dla uregulowania wielomilionowegoobiegu". (tłum. Jan i Jerzy Strzeleccy)

Musimy jednak nieco sprostować informacje zachwyconego Francuza...

Clearing House obejmował tylko banki City, a nie cały kraj. Banki spozaLondynu miały co najwyżej w stolicy Anglii swoich "korespodentów",czyli banki miejscowe, które występowały w ich imieniu. O transakcjach"całego królestwa" mowy, rzecz jasna, na razie nie było.

O wpół do dziesiątej rano schodzili się pełnomocnicy stowarzyszonych bankówi innych firm uczestniczących w obrocie pieniężnym. Przynosili ze sobąweksle, czeki, przekazy i wszelkie inne dokumenty wyrażające czyjeś zobowiązaniezapłaty. W izbie rozrachunkowej pełnomocnicy dłużników akceptowali swezobowiązania, a wszystkie uznane zobowiązania trafiały przed zamknięciemposiedzenia izby do tzw. wykazów kredytowych (czyli wykazów tego, co siękomu należy). Czek lub weksel, który nie został zaakceptowany, wracał dowłaściciela z załączoną informacją, dlaczego odmówiono zapłaty.

Pod koniec sesji odźwierni zamykali drzwi wejściowe i nikt nie mógł terazopuścić izby bez specjalnego zezwolenia jej inspektora. Ten zbierał odobecnych wszystkie szczegółowe wykazy kompensacyjne, by sporządzić wykazłączny. W tym wykazie strona "ma" (credit) musiała się oczywiściezgadzać ze stroną "winien" (debet). W razie niezgodności inspektorizby ze swoimi urzędnikami poszukiwał przyczyny, co bywało czasami szukaniemigły w stogu siana, ale zdarzało się to rzadko, bo każdy bał się skompromitowanianieprawidłowym wypełnieniem swego wykazu.

Banki City trzymały rezerwy w banknotach Banku Anglii i na swoim rachunkuw tymże. Bilans końcowy regulowali więc dłużnicy albo tymi banknotami,albo czekami wystawionymi na Bank Anglii. Drobne sumy płacili w brzęczącejmonecie, od ręki, ze swoich sakiewek. Babbage w latach trzydziestych ubiegłegostulecia szacował, że łączna wartość likwidowanych codziennie zobowiązańwynosiła wtedy przeciętnie 2.5 mln funtów szterlingów, co pociągało zasobą łączne płatności w banknotach lub czekami na skalę 200 tysięcy funtówszterlingów i zaledwie... 20 funtów w twardej monecie! W pięćdziesiąt latpóżniej - kompensowano codziennie około 19 milionów funtów...

W drugiej połowie następnego stulecia, kiedy już działał telegraf i jeździłykoleje, dopuszczono do udziału w sesjach Clearing House "country banks",czyli banki pozalondyńskie. Sposób obmyślił w 1865 r. John Lubbock, któryprzewodniczył przedstawicielom "City banks", banków stolicy. Bankipozalondyńskie przekazywały codziennie swoim korespondentom londyńskim,czyli bankom City, wszystkie swe weksle, czeki i przekazy płatne przezinne banki i domy handlowe, a pełnomocnicy banków City odbywali od tejpory specjalną, odrębną sesję "country clearing" podczas przerwy międzyporanną swoją sesją a popołudniową. Różnica polegała tylko na tym, że "countrybankers" mieli na akcept aż trzy dni, podczas gdy na miejscu, w City,weksel musiał być akceptowany tego samego dnia.

Pomyśleć, że w naszych czasach, przy elektronicznych środkach przekazywaniawiadomości i dokumentów, w izbach rozrachunkowych Francji trzeba wnosićspecjalne dopłaty, by rozliczenia dokonano tego samego dnia! Podczas gdydwieście lat temu dysponowano, co najwyżej, liczydłami...

Co myślę o naszej Krajowej Izbie Rozliczeniowej, która obsługuje mniejbanków niż londyński Clearing House w XVIII wieku, przemilczę. Już samajej nazwa odbiega od polskiej tradycji, tworzonej ponad sto lat temu przezpolskiego pioniera rachunku kompensacyjnego, Nikodema Krakowskiego. Praktyka,niestety, tym bardziej.