Twoja wyszukiwarka

MAGDALENA SZCZĘSNY-MRÓWCZYŃSKA
PAMIĘTNIK MALARSKI ALEKSANDRA SOCHACZEWSKIEGO
Wiedza i Życie nr 1/1996
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 1/1996

Portrety katorżników - towarzyszy niedoli, sceny rodzajowe z życia zesłańców w więzieniach etapowych, w kopalniach i w bezkresnych śniegach podczas ucieczek - to tematyka twórczości artysty. Dziś jego kolekcja stanowi nieocenione źródło historyczne dla badaczy losów zesłańców na Syberii w XIX wieku.

Na syberyjskim szlaku

Na dalekim Uralu, w pobliżu linii kolejowej, którą przejeżdża Ekspres Transsyberyjski z Moskwy do Władywostoku, we wsi Rieszoty wznosi się kamienny obelisk o dwu drogowskazach. Jeden z nich z napisem "Europa" zwrócony jest na zachód, drugi z napisem "Azja" wskazuje wschód.

Obelisk ów przez dziesiątki lat był milczącym świadkiem pożegnań rozstających się z bliskimi zesłańców, wędrujących do odległych często miejsc w Azji, skazanych na katorgę lub zesłanie. Był też widomym znakiem granicznym ich dotychczasowych praw, a także języka, religii i obyczajów, jednym słowem- wpływów kultury europejskiej.

Syberia, ta odległa, położona na wschód od Uralu kraina Rosji, ze względu na niedostatek zwykłych dróg i brak jakichkolwiek połączeń kolejowych, stała się dla caratu idealnym miejscem odosobnienia jeńców wojennych, działaczy politycznych oraz odbywania kary przez pospolitych przestępców.

"W drodze do katorgi". Obraz znany jest też pod tytułem "Jutrznia".Katorżnicy prowadzeni do pracy na drugą stronę Angary, jeszcze skutej lodem. W kolejności idą: J. Kalinowski, Kamelski, T. Iwanicki, J. Gieysztor, L. Godlewski

Pierwsi zesłańcy powędrowali na Syberię pod koniec XVI wieku, jeszcze za cara Iwana Groźnego. Liczba ich znacznie zwiększyła się w wieku XVIII i pierwszej połowie wieku XIX. Toteż kilkakrotnie w tym stuleciu próbowano kwestię tę prawnie uregulować, jednak bez większych sukcesów. Powodem tego był chroniczny brak jednolitej polityki Rosji wobec Syberii.

Karę zesłania stosowały wszystkie państwa posiadające kolonie od chwili ich zdobycia. Od dawna też praca przymusowa była formą kary. Rosja za tem niewiele różniła się pod tym względem od innych państw europejskich. Anglia miała swoją Australię, a Francja Gujanę. A jednak, to o Syberii mawiało się, że jest "wielkim więzieniem bez dachu" i "grobem nadziei".

Bo też Syberia nie była zwykłą, podobną do innych kolonią penitencjarną. Sprawiały to: łatwość dostępu (Syberia nie była oddzielona morzami od metropolii) i bezwzględność systemu carskiego, który skazywał rzesze ludzi za drobne przewinienia lub prewencyjnie, w trybie administracyjnym za domniemany zaledwie zamiar przestępstwa. Wędrowali oni na zesłanie i katorgę wraz z tymi, którzy dopuścili się zbrodni.

U progu XX wieku, gdy większość państw zaczęła odstępować od kary zesłania i przymusowych robót, a coraz mniej liczne przypadki ich stosowania traktowano jako anachronizm, w Rosji - mimo nieustannej krytyki w kołach rządzących- rozbudowywano je i utrzymano do końca istnienia caratu. Także po rewolucji październikowej, chociaż nastąpiła zmiana ustroju, Syberia nie tylko pozostała miejscem zsyłki, lecz wręcz zyskała jeszcze bardziej ponurą sławę.

Pierwszy okres dziejów polsko-syberyjskich rozpoczął się wraz z powstaniem silnego państwa rosyjskiego, które zdolne było prowadzić wojny z państwami sąsiedzkimi. Stąd, wędrujący w tych czasach na zesłanie nasi rodacy byli jeńcami wojennymi. Drugi okres tych dziejów rozpoczęła Katarzyna II, ogłaszając w 1768 roku ukaz skazujący pojmanych w niewolę konfederatów barskich na wygnanie syberyjskie. Po nich przyszła kolej na innych obrońców świętej sprawy - niepodległości ojczyzny, którzy jako ofiary szlachetnych porywów naznaczyli dzieje te stygmatem męczeństwa.

Masowy napływ Polaków na Syberię nastąpił po powstaniu styczniowym. W latach1863-1867 zesłano do Rosji Europejskiej, na Kaukaz i na Syberię ponad 25 tys. osób. Wraz ze skazanymi szlakiem poprzedników powędrowało około 1800 ich krewnych i powinowatych. Wśród zesłanych znalazł się także dwudziestoletni student warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych.

Trasa polskich zesłańców po powstaniu styczniowym na Syberię liczyła około 16 tys. kilometrów

Aleksander Sochaczewski, bo o nim mowa, urodził się 3 marca 1843 roku w miasteczku Iłowo pod Sochaczewem. Ojciec jego, człowiek niezamożny, był szamesem - osobą przygotowującą nabożeństwa - w bóżnicy. Młody Aleksander od dzieciństwa lubił malować. Nikt jednak w rodzinie nie traktował jego zamiłowań poważnie. Rodzice pragnęli raczej, by ich syn otrzymał staranne wykształcenie i wybrał dobry zawód. Dlatego wysłali go do Warszawskiej Szkoły Rabinów, uczelni cieszącej się opinią bardzo postępowej. W Warszawie po półtorarocznej edukacji Sochaczewski, marzący ciągle o malarstwie, przeniósł się pod koniec 1860 roku do warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych. Tu rozpoczął studia pod kierunkiem profesora Józefa Simmlera. Szybko zyskał opinię wyjątkowo uzdolnionego młodzieńca. Niespełna rok później prace jego znalazły się wśród najlepszych płócien uczniów szkoły, które eksponowano w Pałacu Kazimierzowskim w Warszawie. Kto wie, na gwiazdę jakiej wielkości rozbłysłby talent Sochaczewskiego, gdyby nie wypadki, które nastąpiły później.

Pod koniec lat pięćdziesiątych XIX wieku przed społeczeństwem polskim otwierały się dwie drogi. Współpraca z rządem carskim pozwalała spodziewać się co najwyżej bardzo ograniczonych ulg i połowicznych reform. Współpraca z rewolucją rosyjską otwierała nadzieje całkowitego przewrotu - politycznego i społecznego- oraz niepodległości. Było jasne, że tę drugą drogę odrzuci polskie ziemiaństwo, ale rosnąca na znaczeniu burżuazja, pracownicy umysłowi, czekający na reformy zasymilowani Niemcy i Żydzi, lud Warszawy - jak zawsze patriotyczny - ci chętnie poprą myśl rewolucyjno-powstańczą. Szczególnie podatna na jej hasła okazała się młodzież, która zaangażowała się w działalność spiskową, masowo uczestniczyła w manifestacjach patriotycznych, uwijała się przy hektografach, odbijając odezwy do ludzi różnych zawodów i grup społecznych, wzywające na nabożeństwa odprawiane w rocznice bitew kościuszkowskich i wydarzeń epoki powstania listopadowego.

Demonstracje uliczne i manifestacje kościelne - mimo represji coraz śmielsze i liczniejsze - drażniły Petersburg. Car Aleksander II nastawał na wprowadzenie stanu wojennego i zahamowanie "nieporządków" siłą zbrojną. W tej sytuacji manifestacyjny pogrzeb arcybiskupa Antoniego Fijałkowskiego, wielkiego zwolennika ruchu patriotycznego, nazywanego interrexem (zastępcą króla) w Polsce, stał się pretekstem do ogłoszenia 14 października 1861 roku rozporządzenia o stanie wojennym.

Na decyzję cara społeczeństwo zareagowało podjęciem tajnej pracy organizacyjnej, która przyspieszyła konsolidację rozproszonych kółek i większych organizacji oraz zaowocowała powstaniem dwóch obozów: białych i czerwonych. Wir polityczny wciągnął także Sochaczewskiego, który zaangażował się w prace stronnictwaczerwonych.

W jego mieszkaniu przy ulicy Chmielnej w Warszawie odbywały się spotkania organizacyjne, drukowano ulotki agitacyjne i instrukcje. Mieścił się też skład prasy wydawanej w tajnych drukarniach głównie przez młodzież studencką i przez nią kolportowanej. Tu można było otrzymać "Pobudkę", "Kosyniera"i "Strażnicę" oraz okolicznościowe broszury.

Latem 1862 roku przybył do Warszawy nowy namiestnik Królestwa, wielki książę Konstanty. W radykalnym skrzydle czerwonych zrodził się pomysł przygotowania nań zamachu, podobnie jak i na osobę margrabiego Aleksandra Wielopolskiego, który pełnił podówczas funkcję naczelnika rządu cywilnego. Strzały padły, lecz kule zamachowców nie sięgnęły celu. Wzmogły natomiast aktywność policji tropiącej przywódców ruchu. Nastąpiły liczne aresztowania, których ofiarą stał się również Aleksander Sochaczewski. Podejrzanych zatrzymano w warszawskiej Cytadeli. Podczas rewizji w mieszkaniu malarza znaleziono broń, formy do odlewania kul, pieczęcie do podrabiania dokumentów, prasę i ulotki. Ogółem w protokole zanotowano 61 pozycji. Za każdą z nich groziła kara śmierci lub w najlepszym razie katorga. Śledztwo zamykał raport z 11 stycznia 1863 roku. Oddawał on sprawę Sochaczewskiego pod Sąd Wojenny. Ten wydał wyrok już po wybuchu powstania, skazujący malarza na karę śmierci. Zgodnie z ówczesnymi przepisami decyzję swą sąd przedłożył naczelnikowi Królestwa do konfirmacji. Wielki książę Konstanty uznając niepełnoletniość skazanego- Sochaczewski nie miał jeszcze 21 lat - za okoliczność łagodzącą zamienił karę śmierci na 22 lata katorgi w kopalniach Syberii Wschodniej. O zmianie wyroku skazany dowiedział się pod szubienicą, przygotowany już na śmierć. Teraz czekał go katorżniczy marsz na daleką Syberię i długie lata ciężkiej fizycznej pracy.

"Gudzińska, obywatelka Warszawy, nad przeręblą". Po powstaniu styczniowym wśród skazanych na katorgę znalazły się też kobiety. Gudzińska zmarła w Usolu i tam została pochowana

Drogę do miejsca katorgi Aleksander Sochaczewski przebył podobnie jak tysiące innych skazańców, których nie było stać ani na powóz, ani na opłacenie wyżywienia. W czasie transportu pewne ulgi, na przykład korzystanie z podwód czy zakup żywności, obejmowały osoby uprzywilejowane, o ile nie pozbawiono ich wszelkich praw. Wyłączeni z tego typu przywilejów byli katorżnicy i osoby z długoletnimi wyrokami. Odrębną grupę stanowili więźniowie polityczni, których nie można było poddać karze chłosty, zakuwać w czasie transportu w kajdany, przydzielano im w drodze wyższe "karmowe" i separowano od kryminalistów.

Z Warszawy do Moskwy, gdzie istniał centralny punkt przesyłkowy, zasłańcy jechali koleją. Następnie, po zorganizowaniu w partie, rozpoczynała się piesza wędrówka przez Jekaterynburg na Uralu do Tiumenia i Tobolska, gdzie tworzono nowe partie więźniów i kierowano w różne strony - najczęściej parostatkami w górę lub w dół Irtyszem do Tary, Omska, a nawet Tomska. Innych posyłano dalej na wschód, w okolice Irkucka. Trasa, którą musieli przebyć polscy zesłańcy, liczyła 14.5-16 tys. km. Pokonywano ją zachowując rytm podróży - od etapu do etapu - który dostosowano do warunków klimatycznych. Przejście partii więźniów uregulowane było drobiazgowymi przepisami. Żadna z grup nie mogła przedłużyć bez pozwolenia swego postoju, by nie doprowadzić do nadmiernego nagromadzenia więźniów.

Po całodziennej wędrówce przybywano do więzienia etapowego, gdzie spędzano noc. Lokowano się, gdzie kto mógł, według zasady: kto pierwszy, ten lepszy. Wszyscy spali w zaduchu, atakowani przez robactwo. Z wycieńczenia i głodu wielu skazanych zapadało na zdrowiu. Chorych zwykle zabierano ze sobą, nie chcąc ich pozostawić w strasznych warunkach. Toteż, kto tylko mógł ustać na nogach, wolał iść, byle prędzej dotrzeć na miejsce przeznaczenia. Gdy jednak pogoda nie dopisywała, gdy rzeki wylały szeroko lub były pokryte zbyt słabą warstwą lodu, partie więźniów zatrzymywano na wiele dni czy nawet miesięcy. Skazani dziesiątkowani przez tyfus pogrążali się w rozpaczy i często popełniali samobójstwa.

W ten sposób po ponad rocznej podróży partia skazańców, w której szedł Aleksander Sochaczewski, dotarła do Irkucka, a stamtąd po kolejnych tygodniach oczekiwań do Usola. W Usolu mieszkała kolonia Polaków zesłanych tam jeszcze za powstanie listopadowe i udział w Wiośnie Ludów. Ci z nich, którzy skierowani zostali do pracy w tamtejszej kopalni soli, opisywali Usole jako miejsce wyjątkowe, w którym szanowano więźniów politycznych, przestrzegano prawo, a jego przepisy interpretowano na korzyść skazanych, i gdzie istniał samorząd więźniów. Można przypuszczać, że po gehennie, którą przeszli skazańcy w aresztach, w czasie śledztwa, a zwłaszcza w podróży na zesłanie, znośne warunki katorgi wydawały się rajem.

Aleksander Sochaczewski wraz z innymi katorżnikami politycznymi zamieszkał w Usolu w koszarach na wyspie. Spędził tu 5 lat. Był to niezwykle długi okres. Jego towarzysze, jako osoby z niższymi wyrokami, korzystali zwykle z dość licznych ulg i amnestii i najczęściej po roku opuszczali koszary, by zamieszkać w miasteczku. Sochaczewski nie załamywał się jednak. Mimo dojmującej tęsknoty za krajem, wielkiej samotności i ciężkiej pracy fizycznej szukał zajęć, które pomogłyby mu przetrwać. Jeszcze w czasie śledztwa, a potem w drodze na Syberię postanowił, że musi żyć, by służyć "wielkiejsprawie", jaką było dla niego "poświęcenie życia dziełom, które ukażą światu część cierpień narodu, który nie chce umrzeć". Z punktu widzenia potomnych pomysł stworzenia ilustrowanego pamiętnika należał do najszczęśliwszych.

Ze wspomnień towarzyszy niedoli dowiadujemy się, że Sochaczewski żył w Usolu w odosobnieniu, lubił samotne spacery, dużo szkicował - na farby i płótno nie miał pieniędzy, a ręce zgrubiałe od pracy nie potrafiły już tak dobrze jak dawniej władać pędzlem. Nazywano go pogardliwie "RafaelemUsolskim", "dziwakiem", "zarozumialcem". To prawda, że nasz bohater był człowiekiem bardzo ambitnym, lecz prawdą jest też i to, że na Syberii podziały społeczne utrzymały się, a może nawet pogłębiły. Ktoś, kto - jak Sochaczewski - pochodził z nizin społecznych, był biedny, i mając wysoki wyrok ciężko pracował, nie był chętnie przyjmowany w towarzystwie, a i sam się do niego nie garnął. Sochaczewski tak o tym pisał po latach:"Byliśmy szczęśliwi, że nie musieliśmy na siebie patrzeć. W obliczu drugiej osoby odzwierciedlała się i tak nasza nędza i własna niedola, która przez to tylko się zwielokrotniała. Nasze chore dusze, okaleczone serca, nie wyrażały nic innego jak ból, który był naszą istotą".

"Śmierć na taczce". "Zamożny obywatel, powstaniec z Ukrainy, przykuty do taczek, pada przy robocie, wyzwolony przez śmierć litościwą" -tak obraz ten opisał sam Sochaczewski

Z początkiem lat siedemdziesiątych Sochaczewski opuścił Usole, lecz nie Syberię. Zanim pozwolono mu powrócić do Europy, minęło jeszcze ponad 10 lat. Początkowo zamieszkał w Irkucku, gdzie pracował na posadzie urzędnika kolejowego. Następnie wyznaczono mu miejsce osiedlenia w małej wiosce Ajok, w guberni irkuckiej. Na początku lat osiemdziesiątych wrócił do Irkucka. Wreszcie w 1884 roku po ponad dwudziestu latach zesłania, na mocy amnestii, która objęła wszystkich skazanych za powstanie styczniowe, Aleksander Sochaczewski został uwolniony. Obowiązywał go jednak zakaz osiedlenia się na terenach Królestwa Polskiego. Miał wtedy 41 lat.

W drodze powrotnej z zesłania zatrzymał się we Lwowie u przyjaciela z młodości- Bernarda Goldmana. U niego poznał córkę rabina lwowskiego, Różę Loevenstein, którą rychło poślubił. Małżonkowie postanowili wyjechać do Monachium, gdzie Sochaczewski zamierzał zająć się malarstwem.

Gehenna katorgi i zesłania nie skończyła się dla Sochaczewskiego wraz z powrotem do Europy. Prześladowały go nadal lęki, przewidzenia, koszmary senne, z którymi nie umiał sobie poradzić. Zaczął godzinami malować, bez snu, bez jedzenia. Znowu szukał samotności. Powstały wtedy portrety towarzyszy katorgi. Malował w zapamiętaniu, z pasją, jakby się bał, że dzieła swego nie zdąży dokończyć, że nie pozostawi upragnionego świadectwa. Taki stan ducha malarza okazał się zabójczy dla jego małżeństwa, które przetrwało zaledwie trzy miesiące.

W Monachium powstał trzon kolekcji syberyjskiej, zaprezentowanej po raz pierwszy na wystawie w Londynie w 1895 roku. Wśród wielu szkiców i portretów królował obraz "Na granicy Syberii", bardziej znany pod nazwą "PożegnanieEuropy" - największe dzieło Sochaczewskiego. Z Londynu artysta nie wrócił już do Monachium, lecz zatrzymał się w Brukseli, gdzie spotkał wielu bardzo mu życzliwych sybiraków. Pod wpływem dyskusji w ich gronie odżyły wspomnienia, które skonkretyzowały się w nowym cyklu obrazów pt. "Ucieczkiz Syberii" oraz w złożonym z 10 prac namalowanych węglem i olejem cyklu prezentującym najtragiczniejsze karty z życia skazańców. Tak oto kolekcja rozrosła się do 125 płócien.

W Brukseli Sochaczewski jeszcze raz spróbował ułożyć sobie życie osobiste. Ożenił się z Marią Wuerm, z którą prawdopodobnie miał syna. Sytuacja materialna rodziny była bardzo ciężka. Bo chociaż artysta dużo malował, nie sprzedawał obrazów. Natomiast zabiegał o pieniądze na eksponowanie całości kolekcji w miastach, w których mieszkali byli skazańcy i wychodźcy z Królestwa. W 1900 roku zaprezentował obrazy w Krakowie. Wystawa była wielkim wydarzeniem kulturalnym, przyciągnęła dużą liczbę osób. "Czas" i "Nowa Reforma"w recenzjach nie szczędziły twórcy słów uznania, podnosząc walory jego malarstwa portretowego i mistrzostwo scen zbiorowych.

W 1903 roku państwo Sochaczewscy przenieśli się do Wiednia. Przeprowadzka ta nie przyniosła artyście pożądanej poprawy losu. Można nawet przypuszczać, że sytuacja materialna rodziny stała się tragiczna i na tym tle doszło do rozejścia się małżonków. Osamotnionemu, żyjącemu w skrajnej nędzy malarzowi udzieliło swej pomocy koło Polaków w Wiedniu, wykupując od komornika zajętą kolekcję płócien. Wszystko wskazuje na to, że całe przedsięwzięcie traktowano jako zapomogę, gdyż obrazy pozostały w pracowni artysty.

Pięćdziesiątą rocznicę powstania styczniowego obchodzono w Galicji niezwykle uroczyście. We Lwowie przygotowano wielką wystawę pamiątek po powstaniu. Nad całością dominowały obrazy Aleksandra Sochaczewskiego, po raz kolejny zyskując uznanie krytyki i publiczności. Panowało powszechne przekonanie, że kolekcję należy w całości wykupić od malarza i na stałe eksponować w tutejszym muzeum. Artysta nie zgodził się jednak na sprzedanie płócien, postanowił natomiast przekazać je miastu w zamian za dożywotnią rentę.

Po udanej transakcji Sochaczewski powrócił do Wiednia, gdzie żył samotnie i samotnie malował. Zmarł 15 czerwca 1923 roku.

Obrazy jego pozostały we Lwowie. Drugą wojnę światową dzieła Sochaczewskiego przetrwały w magazynach Muzeum Narodowego im. Jana III Sobieskiego (obecnie Muzeum Historyczne m. Lwowa), gdzie przeleżały do połowy lat pięćdziesiątych. 12 lipca 1956 roku Ministerstwo Kultury ZSRR przekazało kolekcję syberyjską Polsce. Znalazła ona gościnne miejsce w Muzeum Historycznym m.st. Warszawy. W 1963 roku, w setną rocznicę powstania styczniowego, większość kolekcji Aleksandra Sochaczewskiego oddana została w depozyt właśnie utworzonemu Muzeum X Pawilonu Cytadeli Warszawskiej i tam też dzisiaj obrazy są eksponowane na stałej wystawie poświęconej malarstwu artysty. Historia zatoczyła koło. Zbiór płócien znalazł się tam, gdzie ich twórca rozpoczął katorżniczą drogę.

NA SYBERYJSKIM SZLAKU

Zesłani na Syberię, ze względu na różny rodzaj kary, dzielili się na cztery kategorie: tych, którzy mieli odbyć katorgę, skazanych na osiedlenie, osadzenie i zamieszkanie. Kara katorgi orzekana była za morderstwa i zabójstwa, zwykle też za rabunki i napady z bronią w ręku, za większe oszustwa lub fałszerstwa. Zastępowano nią w drodze łaski carskiej karę śmierci, grożącą również za te same czyny, o ile popełnione były w sposób szczególnie okrutny.

Kara katorgi mogła być okresowa lub wieczysta. Droga na katorgę wieczystą poprzedzona była obrzędem śmierci cywilnej, w czasie którego okaleczano lub piętnowano więźniów przez wypalenie na twarzy liter KAT albo WOR. Dodatkowym upokorzeniem było golenie włosów z połowy głowy. Okrutny ten zwyczaj przetrwał do połowy lat sześćdziesiątych XIX wieku. Zniesiono go pod wpływem protestów rosyjskich demokratów.

Skazani na katorgę byli zamykani w więzieniach, skąd każdego dnia zakuci w kajdany maszerowali do ciężkiej pracy w kopalniach lub zakładach przemysłowych (np. w warzelniach soli). Jeśli sprawowali się dobrze, po 3 latach mogli opuścić więzienie, osiedlić się i ożenić. Czas ten mógł być skrócony do roku. Praca katorżnicza trwała jednak nadal, z tym że 10 miesięcy liczono za rok kary. Gdy termin katorgi upłynął lub gdy nadeszło ułaskawienie (akty łaski i amnestie były dosyć częste), następowało osiedlenie.

Bardzo często na katorgę wędrowali przestępcy polityczni. Sprawy ich zwykle nie trafiały przed zwyczajne sądy, lecz decydowały o nich sądy wojskowe, specjalnie powołane komisje lub różne szczeble administracji państwowej. Zesłani w trybie administracyjnym stanowili pod koniec XIX wieku około 60% wszystkich skazanych. Wobec Polaków stosowano dodatkowe restrykcje, na przykład szczególnie wzmożony nadzór, zakaz korespondencji, zakaz podejmowania prac zarobkowych przy jednoczesnym ograniczeniu pomocy materialnej od rodzin. Często odnosi się wrażenie, że traktowani byli gorzej niż zwykli kryminaliści.

Drugą kategorią zesłanych byli osiedleńcy, pozbawieni wszelkich praw, co było równoznaczne z podporządkowaniem gubernatorowi guberni, do której zostali zesłani, lub uzależnieniem od strażników i żandarmów. Mogli być też karani cieleśnie, w praktyce jednak unikano bicia więźniów politycznych. Kara zesłania na osiedlanie często zastępowała katorgę.

Osadzenie było karą poprawczą, niejednokrotnie zamieniano nią wyroki wieloletniego więzienia. Osadzeni mieli ograniczone prawa podatkowe, spadkowe oraz własności. Obowiązywał ich zakaz zawierania małżeństw przez 5 pierwszych lat odbywania kary. Wyrok ten najczęściej otrzymywali włóczędzy.

Zesłanie na zamieszkanie stosowano głównie wobec osób uprzywilejowanych tzn. tych, których nie można było karać cieleśnie (szlachta, duchowieństwo, obywatele honorowi, kupcy skupieni w gildiach, osoby dyplomowane). Skazanych wysyłano do guberni Rosji Europejskiej albo na Syberię. Zwykle nie wolno im było opuszczać miejsca zamieszkania lub - gdy przewinienie nie było zbyt ciężkie - guberni.

"Pożegnanie Europy". Przy obelisku na granicy Europy i Azji grupa zesłańców należących do wszystkich wymienionych wyżej kategorii; jedną z postaci - blisko monumentu, po prawej stronie - jest Aleksander Sochaczewski