Twoja wyszukiwarka

JOANNA NURKOWSKA
SPOSOBY NA DEPRESIĘ
Wiedza i Życie nr 2/1996
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 2/1996

Co roku prawie milion ludzi na świecie umiera z powodu depresji najtragiczniejszą, bo samobójczą śmiercią. Rzesze innych dolegliwość ta pozbawia radości i sensu życia. Czy można im pomóc?
Statystyka
Przeciwdepresyjny arsenał
Leki a płeć pacjenta

Codzienność końca XX wieku dręczy nas różnorakimi stresami, stawia wobec wyzwań nieraz ponad siły i wytrzymałość. Współczesna cywilizacja, która na starcie obiecywała - przez rozwój nauki i techniki - ludziom szczęście, nie sprostała rozbudzonym nadziejom. Prawdziwa radość życia jest więc dziś zjawiskiem coraz rzadszym, ustępuje pola wszechogarniającemu smutkowi. Ten zaś przekracza często granice naszej tolerancji, kierując nas na manowce choroby. Jest ona wyjątkowo perfidna i przewrotna - czyni bowiem spustoszenie w uczuciach, emocjach, opanowuje wolę i popycha ku najbardziej przeciwnemu naturze gwałtowi, jaki może zadać żywa istota - ku samozagładzie.

Depresja, bo o niej mowa, ma wiele bezpośrednich przyczyn i przyobleka rozmaite maski (pisałam o tym w listopadowym numerze "WiŻ"). Trudno czasem o diagnozę, od trafności której zależy wiele, a przynajmniej dalsze rokowania i skuteczność przeciwdziałania, stąd strach przed tą chorobą. W ostatnich latach uczeni odarli depresję z mitu choroby nieobliczalnej i nieuleczalnej. Postępu, jaki dokonał się w jej poznawaniu, nie da się porównać z żadnymi innymi osiągnięciami w dziedzinie psychiatrii. Im więcej wiemy o depresji, tym łatwiej ją obłaskawić, opanować jej niszczącą siłę.

CZYM GROZI DEPRESJA

Depresję należy leczyć, bywa bowiem chorobą śmiertelną. Dane statystyczne wskazują, że około 15% osób cierpiących na depresję endogenną odbiera sobie życie. Ludzie ci stanowią większość samobójców (30 - 64%, zależnie od źródła informacji), dominują także w grupie odratowanych (31-88% prób samobójczych). Duży rozrzut wyników świadczy również o tym, jak trudno rozstrzygnąć czasem o przyczynie zgonu. Wiele samobójstw pozorowanych jest bowiem na wypadki. Śmierć w górach, czy zderzenie czołowe bez śladu hamowania - zawsze pozostawiają wątpliwości, które można różnie interpretować.

Depresji nie wolno lekceważyć także z innych powodów. Ostatnie badania niemieckich psychiatrów wskazują szkodliwy wpływ tej choroby na kondycję ciała. Depresji towarzyszą często zmiany hormonalne. Wielu poważnie chorych ma na przykład wysokie stężenie kortyzolu we krwi. Nadmiar tego produkowanego przez nadnercza hormonu jest właśnie jedną z przyczyn osteoporozy - zmniejszenia gęstości kości. Tak więc depresja może sprzyjać rozwojowi tych zmian. Potwierdziły to tomograficzne pomiary końcowego odcinka kręgosłupa grupy osób cierpiących na depresję. W porównaniu z ludźmi zdrowymi cechował ich 15 % spadek gęstości tych kręgów.

Nieleczona choroba często staje się mniej wrażliwa na leki. Nawroty manii i depresji są częstsze i bardziej nasilone. Co gorsza, osoby cierpiące na zaburzenia nastroju dość powszechnie nadużywają alkoholu, leków nasennych i uspokajających, które czynią dodatkowe spustoszenie w organizmie i obciążają emocjonalnie. Stwierdzono również, że jeśli u osoby predysponowanej genetycznie wystąpiła depresja na skutek stresu, jej nawroty mogą się pojawić pod wpływem słabszych bodźców. Wówczas tylko wczesna interwencja medyczna może zmniejszyć prawdopodobieństwo nawrotów, czy rozwoju cięższych postaci choroby.

Tymczasem ponad 3/4 osób cierpiących na depresję w ogóle nie trafia do lekarza, a z grupy zgłaszających się wiele przypadków jest błędnie zdiagnozowanych. Często także, nawet przy prawidłowo postawionym rozpoznaniu, stosuje się niewłaściwe leczenie. Takie są wnioski zakończonych niedawno badań koordynowanych przez Światową Organizację Zdrowia (WHO), obejmujących 15 ośrodków z 14 krajów świata. Z przeanalizowanej grupy 25 tysięcy osób zgłaszających się po pomoc lekarską tylko 5 % skarżyło się na problemy psychiczne, choć w wyniku badań chorobę psychiczną (najczęściej depresję) rozpoznano u 24%, u dalszych 9% zaś jej wysokie prawdopodobieństwo.

Sprawdzono również, jak często lekarze mylą się przy stawianiu diagnozy. Okazało się, że w Szanghaju na przykład choroby psychicznej nie rozpoznano aż w 84% przypadków, podczas gdy w Weronie przeoczono ich 25% (średnio, we wszystkich badanych ośrodkach, 50% prawidłowych diagnoz). Powszechnie stwierdzono też, że osoby cierpiące na choroby psychiczne (w tym depresję) są nieprawidłowo leczone mimo istnienia odpowiednich ku temu środków. Lekarze najczęściej przepisują te same leki cierpiącym na depresję, jak i na zaburzenia lękowe z napadami paniki, czyli terapia nie ma związku z diagnozą i w efekcie pogłębia jeszcze stan chorego.

Natomiast to, że tak niewiele ludzi szuka fachowej pomocy wynika często z niewiedzy. Pomijając tych, którym po prostu nie przychodzi do głowy traktowanie swego złego samopoczucia w kategoriach choroby, wiele osób świadomych tego co dzieje się w ich umysłach boi się stygmatu choroby psychicznej albo uzależnienia od środków psychotropowych. Okazało się na przykład, że chorzy już leczeni odstawiają często przepisane im lekarstwa nie ze względu na skutki uboczne ich zażywania (jak sądzili lekarze), ale ze strachu przed popadnięciem w nałóg. Trudno się temu dziwić, skoro 18% ankietowanych w tej sprawie Anglików jest przekonanych, że uzależnia nawet aspiryna.

Strach przed depresją łatwiej zrozumieć, gdy uświadomimy sobie, jak krótka jest historia jej skutecznego leczenia. Jeszcze przed II wojną światową jedynym ratunkiem dla pogrążonych w głębokiej melancholii były elektrowstrząsy. Przełom nastąpił dopiero w roku 1949 wraz z odkryciem właściwości soli litu, a właściwie w latach pięćdziesiątych, gdy pojawiły się leki przeciwdepresyjne. Na szczęście dla tak licznych z nas lista owych środków stale rośnie.

Leczenie farmakologiczne (czyli tzw. terapia biologiczna) stanowi obecnie podstawowy sposób walki z chorobami afektywnymi (dotyczącymi nastroju -m.in depresji). Właśnie dlatego, że okazał się on tak skuteczny, dolegliwości te uznano powszechnie za choroby w sensie medycznym, mimo że przejawiają się dla otoczenia anomaliami zachowania, a dla samego chorego zaburzeniami przeżywania.

Tym, kto przesądza o konieczności podania leków jest wyłącznie lekarz. Zbyt niebezpieczny to grunt, by zaufać choremu, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego niechętny stosunek do samego siebie. Leki, którymi dysponuje psychiatra, działają na 3 "poziomy": nastrój, lęk i napęd. Rodzaj przepisanego medykamentu będzie więc zależał od postaci depresji; tego czy towarzyszy jej apatia czy przeciwnie, nadmierne pobudzenie. W pierwszym przypadku stosuje się środki przeciwdepresyjne mające wpływ odhamowujący, w drugim uspokajający i przeciwlękowy.

Tylko lekarz potrafi tak dobrać lek i dawkę, by najpierw poprawić nastrój chorego, a dopiero później pobudzić go do działania. Przy odwrotnej sekwencji zdarzeń skutek mógłby okazać się tragiczny. Z tego względu, a także w sytuacjach głębokiego załamania grożącego podjęciem próby samobójczej, do momentu opanowania, czy wyrównania nastroju najbezpieczniejsze jest leczenie szpitalne.

Walka z chorobą jest długotrwała. Pierwsze oznaki poprawy występują zazwyczaj po dwóch tygodniach kuracji, na efekt pozwalający powrócić do normalnego życia trzeba czekać 4-6 tygodni. Po ustąpieniu ostrych objawów depresji leki należy przyjmować jeszcze przez kilka miesięcy, a bywa że i przez wiele lat.

PIGUŁKI NA SMUTEK

Najstarszym środkiem stosowanym przy leczeniu chorób afektywnych są sole litu. Intuicyjne zainteresowanie ich właściwościami leczniczymi sięga już do II w n.e., kiedy to grecki lekarz Galen zalecał chorym z objawami manii picie i kąpiele w alkalicznych wodach mineralnych, zawierających lit. W sposób zamierzony związek ten stosowano od lat czterdziestych XIX wieku do leczenia tak różnych schorzeń jak padaczka, cukrzyca, nowotwory, a nawet bezsenność. Prawdziwą wartość soli litu dla psychiatrii odkrył jednak dopiero w 1949 roku lekarz australijski John Cade, udowadniając ich skuteczność w stanach manii. Wkrótce okazało się, że sole litu pomagają także w depresji, a przede wszystkim stanowią podstawowy lek stosowany w profilaktyce, będący wybawieniem dla 60 - 80% chorych cierpiących na choroby afektywne.

Obecnie w USA i Wielkiej Brytanii co najmniej jedna osoba na 1000 otrzymuje lit w celach profilaktycznych. Pozwala to uwolnić całkowicie od nawrotów depresji i manii aż 50% chorych, dalszych 25% doświadcza je zaś rzadziej. Lit nie należy do grupy leków uspokajających i nie powoduje uzależnienia. Stosowany w odpowiednich, kontrolowanych dawkach może być zażywany bezpiecznie przez całe życie, jednak przyjęty w nadmiarze ma działanie toksyczne. Terapia litem nie jest wolna od skutków ubocznych, do których należą przyrost wagi ciała i niedoczynność tarczycy.

Choroby afektywne przyjmują wiele postaci i mają różne objawy. Dlatego stosuje się różne typy leków: poprawiające nastrój, przeciwpadaczkowe, o specyficznym działaniu przeciwlękowym. Historycznie najstarsze są neuroleptyki (1952 rok, Pierre Deniker i Jean Delay - chloropromazyna) - środki działające przeciwmaniakalnie i łagodzące urojenia pojawiające się niekiedy w stanach manii.

Do walki z samą depresją natomiast wykorzystuje się najczęściej trzy podstawowe grupy leków: tzw. trójpierścieniowe leki przeciwdepresyjne (TLPD), inhibitory monoaminooksydazy (I-MAO) oraz nowe leki przecidepresyjne hamujące selektywny wychwyt serotoniny (SSRI - selective serotonin re-uptake inhibitors). Wszystkie one poprawiają działanie odpowiednich grup komórek nerwowych, zwiększając różnymi sposobami dostępne im neuroprzekaźniki. Różnice dotyczą przede wszystkim skuteczności leku, wybiórczości, czyli precyzji z jaką działa i skutków ubocznych, które jego akcja za sobą pociąga.

Leki przeciwdepresyjne nie wywołują uzależnienia (poza zdarzającym się uzależnieniem psychicznym pacjenta od przyjmowania pigułki), a ich odstawienie nie daje objawów abstynencyjnych. Niektóre wywierają wpływ antyobsesyjny, zmniejszają ponadto odczuwanie bólu nawet przy dolegliwościach niedepresyjnych.

Farmaceutyki, choć często najskuteczniejsze, nie są jedyną bronią przeciw każdej chorobie afektywnej. Depresje sezonowe na przykład można leczyć, omijając chemię, światłem. Chorych naświetla się około 2 godzin dziennie przez kilka tygodni lampami o sile światła 2500 luksów. (Dla porównania w bezchmurny, letni dzień na nadmorskiej plaży Słońce operuje z siłą 10 tysięcy luksów.) Wiadomo, że białe światło działa przez oczy na mózg, jednak mechanizm tej metody nie jest poznany i wymaga dalszych badań.

TERAPIA WSTRZĄSOWA

Gdy zawiodą leki przeciwdepresyjne, a stan chorego jest szczególnie ciężki i grozi samobójstwem, opcją terapeutyczną pozostają elektrowstrząsy (ECT- electroconvulsive therapy). Niefortunna nazwa przywodzi na myśl krzesło elektryczne, obręcze zakładane na głowę i pełne grozy sceny z filmu "Lot nad kukułczym gniazdem". Nic dziwnego, że wywołują duży opór chorych i ich rodzin. Są jednak metodą nie tylko skuteczną, ale czasem - jak w przypadku kobiet w ciąży- jedyną.

Metodę elektrycznego pobudzania stosowano już w 43 roku n.e, kiedy to cierpiących na uporczywe bóle głowy doprowadzano do szoku za pomocą ryb zwanych drętwami. Prawdopodobie chorzy odbywali z nimi wspólną kąpiel w basenie - wannie, podczas której dotykali do ogona ryby uzbrojonego w kolec z narządem elektrycznym, służącym drętwie do porażania ofiary.

Do współczesnego lecznictwa terapia prądem wkroczyła w latach trzydziestych, obecnie, oczywiście zmodyfikowana, jest powszechnie doceniana przez psychiatrów. Nie ma zresztą nic wspólnego ze wstrząsem. Elektrosejsmoterapię przeprowadza się nie tylko przy udziale psychiatry, ale także anestezjologa, w krótkiej narkozie i przy zwiotczeniu mięśniowym (dlatego nie występują drgawki całego ciała ani też "wstrząs").

Niezależnie od kontrowersji, które budzi stosowanie elektrowstrząsów, po 60 latach praktyki jedno jest pewne - jest to skuteczna, choć nie idealna, broń przeciw depresji. Największy problem pojawiający się przy stosowaniu tej metody dotyczy, zazwyczaj przemijających, zaburzeń pamięci.

Być może już niebawem pojawi się alternatywna, prostsza i bezpieczna metoda. Mark George z National Institute of Mental Health pod Waszyngtonem uważa, że niektórym chorym można pomóc impulsami pola magnetycznego. Skonstruowanym w jego pracowni elektromagnesem udało się bowiem uzyskać znaczną poprawę samopoczucia u kilku pacjentów opornych na inne metody leczenia.

Urządzenie ma wielkość rękawicy baseballowej, a cała procedura sprowadzała się do przykładania go do lewej skroni chorego przez 20 minut dziennie. Uczeni przypuszczają, że magnetyczne impulsy "naśladują" niektóre skutki elektrowstrząsów. W przeciwieństwie do tych ostatnich przezczaszkowa stymulacja magnetyczna (TMS) nie wywołuje napadu drgawkowego. Impulsy magnetyczne pobudzają precyzyjnie (z dokładnością do kilku centymetrów) wybrane rejony mózgu. Istniejące obecnie elektromagnesy mogą jednak "ożywić" tylko powierzchniowe warstwy mózgu (do kilku centymetrów wgłąb). Struktury położone głębiej są jeszcze poza zasięgiem TMS.

Nowa metoda, choć zapowiada się bardzo atrakcyjnie, ma swoich oponentów. Obawiają się oni, że powtarzające się impulsy pola elektromagnetycznego, zmieniając wzorzec wyładowań w płatach skroniowych mogą wyzwolić napad drgawkowy, a także halucynacje i odmienne stany świadomości podobne do przeżyć religijnych (napady skroniowe).

LECZENIE "PRZEZ ROZUM"

Chorób afektywnych nie można sprowadzać jedynie do zaburzeń czysto fizjologicznych. Podczas choroby zachodzi tak wiele zdarzeń psychologicznych i biologicznych, że trudno jest określić, które z nich decydują o rozwoju choroby, a które mają charakter wtórny. Dlatego często niezbędne leczenie uzupełniające stanowi psychoterapia.

Najwięcej uznania lekarzy i chorych zyskały dwie metody psychologiczne - terapia poznawcza i interpersonalna. Sześcioletnie badania Amerykańskiego Narodowego Instytutu Zdrowia Psychicznego (NIMH) dowiodły, że w łagodniejszych postaciach depresji są one równie skuteczne jak imipramina (lek przeciwdepresyjny), zmniejszają objawy melancholii i przyczyniają się do poprawy funkcjonowania pacjenta. W cięższych stanach chorobowych ich możliwości są oczywiście ograniczone.

Terapia poznawcza wychodzi z założenia, że uczucia jednostki - nastrój i emocje - zdeterminowane są jej myślami i wyobrażeniami związanymi z dotychczasowymi doswiadczeniami życiowymi. Zmieniając myśli można więc modyfikować stan ducha. Złe myślenie o sobie, świecie i wyuczona bezradność wespół z innymi czynnikami prowadzi właśnie do obniżenia nastroju. Terapia zmierza do bardziej realistycznego postrzegania siebie i swoich problemów, a przez to do zmiany zachowania.

Terapia interpersonalna koncentruje się na powiązaniach społecznych i związkach osobistych chorego. Jej celem jest poprawienie własnego obrazu oraz umiejętności komunikowania się pacjenta.

Wartość i skuteczność psychoterapii zależy nie tylko od zaawansowania choroby, ale i od jej rodzaju. Przy depresjach endogennych podstawową siłą leczącą pozostaje farmakoterapia, w depresjach nerwicowych jej znaczenie jest mniejsze - tabletka zwalnia bowiem niektórych chorych od odpowiedzialności za własne życie i ubezwłasnowolnia. W tym przypadku trzeba przede wszystkim, nie mogąc zmienić świata, zmienić siebie, czyli zawierzyć psychoterapii.

Kłopot jednak w tym, że w Polsce dostęp do bezpłatnej pomocy psychoterapeutycznej jest bardzo ograniczony (szpitale psychiatryczne). Równie trudno jest o prywatnie praktykującego psychoterapeutę, nie każdego też stać na taką fachową pomoc. Cóż więc pozostaje? Dawniej, gdy nie było psychoterapii, jej rolę z powodzeniem wypełniali przyjaciele; dziś można do tego dodać liczne publikacje i poradniki.

Dla najbardziej nowoczesnych i niezamożnych Amerykanie wymyślili nawet terapię komputerową. Na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles opracowano ostatnio program komputerowy nazwany terapeutycznym programem poznawczym (uczącym). Ma on na celu skonfrontowanie pacjenta z jego problemem i przeanalizowanie kłopotów. Obsługa programu jest prosta - najpierw należy zidentyfikować źródło stresu, potem przechodząc do innego menu - przeanalizować uczucia, jakie wiążą się ze stresem, ich wpływ na nasze zachowanie się, by wreszcie dowiedzieć się, co można zrobić, aby poprawić swą sytuację. Skuteczność programu, w przypadku łagodnej depresji, równa jest ponoć 50 sesjom "na kozetce", pomaga także cierpiącym na poważniejsze postaci depresji (klinicznej). Komputer, częściowo zastępując terapeutę, oszczędzi koszty leczenia, nie zmieniając jakości usługi. Może także pomóc tym, którzy nigdy nie zwróciliby się z osobistymi kłopotami do obcego człowieka; wiele osób powie komputerowi to, czego nigdy nie wyjawiłoby nawet lekarzowi czy psychologowi.

Depresja to "trudna" choroba, nie tylko dlatego, że często bywa oporna na wszelkie metody leczenia. Jak rzadko która stawia duże wymagania nie tylko lekarzowi, ale również choremu. Skuteczność terapii opiera się w przypadku tej dolegliwości na pełnej współpracy lekarza z pacjentem. Co ważniejsze, rola tego ostatniego wydaje się wiodąca. Psychiatra jest tylko przewodnikiem chorego, nie może zaś zmienić jego życia.

Ktoś, kto raz pozwolił depresji sobą zawładnąć, zawsze już musi mieć się przed nią na baczności. Dlatego warto zrobić wszystko, by uniknąć tej choroby, często okazując po prostu szacunek własnemu organizmowi i przyjmując większą odpowiedzialność za swe zdrowie i życie. Od świata, który dręczy i uwiera trudno jest uciec, lepiej więc wyjść mu na przeciw w stosownie dopasowanej zbroi. Nawet wówczas jednak nie ma pewności, czy rachunek jaki wystawi nam życie będzie mniejszy.


STATYSTYKA

Samobójstwa, jak wynika z danych statystycznych najczęściej popełniane są na Węgrzech, w Danii i Austrii. Polska wraz z Kanadą i USA zajmuje w tej ponurej statystyce "środkowe" miejsce. Polscy samobójcy to głównie mężczyźni, (3 razy częściej niż kobiety), mieszkańcy miast, samotni, w wieku dojrzałym (35-60 lat). Wyższe wskaźniki samobójstw odnotowano w okresach kryzysów ekonomicznych (spadek podczas wojen) oraz wiosną i jesienią.

Do początku artykułu...

PRZECIWDEPRESYJNY ARSENAŁ

Trójpierścieniowe leki przeciwdepresyjne (imipramina, amitryptylina, chlorimipramina) zawdzięczają swą nazwę specyficznej budowie chemicznej. Są bardzo skuteczne wywołują jednak liczne niekorzystne skutki uboczne - nadmierne uspokojenie, senność, spadki ciśnienia, przyrost masy ciała, omdlenia, zawroty głowy, suchość w ustach, zaburzenia akomodacji, oddawania moczu, oddziałują na przewodnictwo serca i jego pobudliwość. Większość działań niepożądanych i powikłań wynika z wpływu na układ autonomiczny, część jest rezultatem bezpośredniego działania na narządy wewnętrzne. Z tych powodów nie są odpowiednie dla pacjentów cierpiących na choroby serca i jaskrę, a także dla wielu osób starszych. Upośledzają ponadto sprawność psychomotoryczną uniemożliwiając prowadzenie samochodu. Dodatkowy problem stwarza duża toksyczność tych leków; dawka silnie trująca (często śmiertelna) jest jedynie 3-4 razy większa od maksymalnej dawki terapeutycznej.

Inną grupę leków stanowią tzw. selektywne, czyli odwracalne inhibitory monoaminooksydazy (I-MAO). Monoaminooksydaza jest enzymem rozkładającym neuroprzekaźniki noradrenalinę, serotoninę i dopaminę. Ponieważ z depresją związany jest niedobór dwóch pierwszych, blokowanie działalności enzymu powoduje wzrost ilości dostępnych przekaźników.

Do leków najnowszej generacji zaliczane są natomiast selektywne inhibitory wychwytu serotoniny - SSRI (selective serotonine re-uptake inhibitors). Należy do nich fluoksetyna (znana pod handlową nazwą Prozac), paroksetyna (czyli Seroxat), citalopram, fluwoksamina (Fevarin), sertralina. Związki te różnią się strukturalnie, są produkowane przez różne firmy farmaceutyczne, ale zasada ich działania sprowadza się do tego samego. Zapobiegają "wyłapaniu" neurotransmitera serotoniny z powrotem do wnętrza neuronu podnosząc tym samym ilość działającego przekaźnika, co ma ogromne znaczenie dla przekaźnictwa w neuronie. Nie wchodzą w szkodliwe reakcje z alkoholem i nie upośledzają sprawności motorycznej. Dzięki bardzo wybiórczemu działaniu tylko na jeden proces w jednego typu komórkach nerwowych nie dają również wielu innych skutków ubocznych, znanych chorym zażywającym TLPD. (Nie powodują na przykład tycia, a nawet przeciwnie, pacjenci tracą na wadze.) Przeznaczone są więc dla większej grupy osób, pomagają ponadto przy bulimii, zaburzeniach obsesyjno-kompulsywnych. Nie można się także nimi zatruć, czyli popełnić samobójstwa na skutek przedawkowania.

Ze względu na te cechy umiejętnie podkreślone w gigantycznej akcji reklamowej Prozak, pierwszy lek z tej grupy zyskał ogromną popularność stając się najczęściej przepisywanym (choć najdroższym) środkiem psychotropowym. Okrzykniety pigułką szczęścia zażywany jest także przez osoby zdrowe pragnące w ten sposób poprawić swój komfort psychiczny. Ich zapału nie studzą nawet zdarzajace się czasem niekorzystne działania uboczne - nudności, bezsenność, wzmożona pobudliwość nerwowa, zaburzenia popędu płciowego, w tym opóźniony orgazm lub trudności z jego przeżywaniem i ogólny spadek libido. Pragnienie i dążenie do szczęścia bywa, jak widać, silniejsze niż zdrowy rozsądek.

Do początku artykułu...

LEKI A PŁEĆ PACJENTA

Mimo ogromnych postępów w leczeniu depresji są przypadki, wobec których ciągle jesteśmy bezsilni. Często trudno jest nawet rozstrzygnąć dlaczego wysiłki lekarzy nie odnoszą oczekiwanych skutków. Dopiero niedawno na przykład zwrócono uwagę na fakt, że niepowodzenia w leczeniu kobiet mogą być związane z różnicami między obu płciami. Z zasady nie testuje się leków na kobietach w wieku rozrodczym, czyli dawkę i sposób podawania preparatu ustala się na organizmie mężczyzny. Oznacza to, że wiedza o działaniu środków psychotropowych jest niekompletna. W przypadku kobiet trójpierścieniowe leki przeciwdepresyjne są mniej skuteczne. Być może wynika to z biodostępności tych leków - ze względu na inny metabolizm w wątrobie, odmienny ciężar ciała, ilość krwi, procent tłuszczu, uwodnienie tkanek i wiele innych czynników fizjologicznych.

Według niektórych badaczy aż 75% tych leków przepisywane jest kobietom, a nie wiemy nawet, czy i jak zmienia się skuteczność preparatu podczas cyklu menstruacyjnego. Co więcej nie wiadomo również, jak klimakterium wpływa na przebieg zaburzeń nastroju i ich leczenie, ani jaka jest interakcja między zastępczą kuracją estrogenową, którą coraz częściej stosuje się w okresie menopauzy, i lekami przeciwdepresyjnymi.

Mniejszą satysfakcję mają leczący depresję wieku podeszłego. Psychoterapia, która powinna być opcją z wyboru, bardzo często zawodzi. Jak się obecnie przypuszcza trafia ona po prostu na niepodatny grunt - starsi ludzie nie są obeznani ze stosowanymi przez psychologów technikami. Przy leczeniu farmakologicznym kłopoty dotyczą ustalenia dawki leku. Ze względu na zmiany ilości wody i tłuszczu w starzejącym się organizmie trudno jest ustalić stały jego poziom we krwi.
Do początku artykułu...

Autorka dziękuje panu prof. dr. hab. Stanisławowi Pużyńskiemu za pomoc w przygotowaniu artykułów o depresji.

O podobnych zagadnieniach przeczytasz w artykułach:
Tylko spokój
Naukowa teoria szczęścia