Twoja wyszukiwarka

STEFAN BRATKOWSKI
PIRWSZA POLSKA FINANSJERA
Wiedza i Życie nr 3/1996
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 3/1996

Dziś poznamy pierwsze banki w Polsce. Historia ich była nie mniej barwnai dramatyczna, niż cała epoka "odrodzenia w upadku" (jak nazwał czasystanisławowskie Tadeusz Korzon). Kapitalizm rodził się szybko. Miejscedla banków otworzył, z jednej strony, porządek monetarny, zaprowadzonypo wyborze Stanisława Augusta, a z drugiej - konstytucja sejmowa z 1775roku, ustanawiająca prawo wekslowe.

Pieniądze pożyczano w Polsce na długo przed początkami kapitalizmu. Ba,w dziedzinie kredytu hipotecznego przynależy nam wręcz prymat światowy,bo nigdzie hipoteka nie rozwinęła się tak wcześnie, jak u nas; konstytucjęsejmową regulującą pierwszeństwo zapisów hipotecznych mamy z roku 1588!

Niemniej był to kredyt na wskroś feudalny. Nie tworzył kapitału. Szlachtapożyczała pieniądze między sobą, zastawiała dobra, prowadziła najrozmaitszeinteresy, tyle że jedynie po to, aby więcej wydawać. Rodziła i wielkichcwaniaków, którzy od pozycji drobnych szlachetków dochodzili do magnackichmajątków. Sam prześledziłem karierę takiego nuworysza w XVIII wieku - zacząłod administrowania magnackim kluczem; bezlitośnie ściągał należności odswoich dłużników, zajmował ich ziemie, eksmitował z dworów, był kauzyperdąwytrwałym i bezwzględnym, a tak przebiegłym, że fredrowski rejent Milczekto przy nim ciepłe kluski! Doszedł do krzesła w senacie, umarł bogaczem,ale kapitalistą nigdy nie został. Bogacił się, żeby móc jak najwięcej wydawać.

Dwór pożyczał też chłopom. Głównie, oczywiście wtedy, kiedy ich dotknęłajakaś klęska - zniszczenia wojenne lub przemarsze wojsk, zaraza, pomór,epidemia wśród bydła, czy pożar lub głód. Nieraz dwór wtedy wieś i darmowspomagał. Na ogół jednak chłop musiał swój "kredyt", wzięty w zbożu,grochu, sianie czy rzepie, jakoś spłacić. Dwór z kolei spłacał też po wielekroćchłopskie długi zaciągnięte na... gorzałkę i piwo w karczmie, arendowanejprzez dwór karczmarzowi.

Nasz wielki historyk gospodarki, prof. Jan Rutkowski, skarżył się przedpół wiekiem, że o wiejskich stosunkach kredytowych w dawnej Polsce prawienic nie wiemy. Dziś nadal nie wiemy więcej, mimo potężnych dzieł o historiichłopów polskich i gospodarstwa wiejskiego w Polsce. Jedyny rejon jakośprzebadany w tym względzie to ekonomia samborska nad Dniestrem, niedalekoLwowa. Ale - dość mało reprezentatywna: jedna z najbogatszych w kraju,z ekstra dochodami, jakie dawała warzona tu sól, a w samym Samborze odXV wieku bujnie kwitły rzemiosło i handel. Gromada wiejska nie musiałatu wysilać głów na zaradność własną.

Chłopi pożyczali na pewno. Po pierwsze, nie brakowało na wsi ludzi bogatych.W XVI wieku - czytałem takie testamenty - legowali spadkobiercom po kilkadziesiątsztuk bydła i kilkanaście koni; chłop, ojciec naszego poety łacińskiego,Klemensa zwącego siebie Janicjusem, opłacał nauki swego syna w szkołach.W XVII wieku gospodarowali chłopi i na 70 hektarach! Po drugie, wieś miałaswój samorząd; ograniczony, ale miała; panowie zaś chętnie przerzucalipomoc potrzebującym na gromadę wiejską. Kredytowały i gminy same, i specjalne,odrębne kasy gminne. Tyle, że - tak czy siak - była to raczej samopomocwzajemna, niż użyczanie kapitału.

Kapitałem operowała warstwa, której system feudalny oddał monopol w tejdziedzinie - Żydzi polscy. O ich przeszłości u nas przeciętny Polak niewie prawie nic, a i świat żydowski niewiele więcej. I to nie tylko z powoduholocaustu. Świat Żydów Polski XVIII wieku wielkim zwrotem religijnym ikulturowym, ruchem "chasydów", odciął się od niej zupełnie.

Wielka Encyklopedia Diderota zwała Polskę w XVIII wieku - paradis Judaeorum,rajem Żydów. Ich gminy w Polsce, kahały, cieszyły się szerokim samorządemo dość specyficznym ustroju: wybieralnym władzom kahału co miesiąc przewodniczyłkto inny. Od czasów Stefana Batorego miały i swój parlament, waad - słynny"Sejm Czterech Ziem".

Kahał sądził, uczył, pomagał i odpowiadał jako całość za długi swych członków.Jeżeli któryś z nich zbankrutował, jego wierzyciel miał prawo skonfiskowaćtowary w żydowskich sklepach i magazynach, aresztować Żydów z danego kahałujadących na jarmarki, a nawet - opieczętować synagogę i uwięzić starszychkahału. Dlatego kolejny waad ustalił z początkiem XVII wieku, że na wzięciekredytu członek gminy musi uzyskać chazakę, pozwolenie starszych. Lekkomyślnośćwyeliminowano.

Z czasem, pod koniec XVII wieku, kahały, pod kierownictwem swej doświadczonejstarszyzny, stały się bankami. Lokowali w nich swe kapitały głównie nasimagnaci i duchowni. Korzystnie - na 7 do 10 % rocznie.

Te lokaty "na synagogach" zabezpieczał cały majątek wszystkich członkówkahału, były więc pewne. Dzięki nim kapitały co większych gmin rosły wXVIII wieku do rzędu nawet kilkudziesięciu tysięcy dukatów holenderskich,czyli i dziesięciu ton złota...

Ten pieniądz wracał do szlachty i duchowieństwa poprzez kredyty. Procentnawet z członków kahału ściągano bardzo wysoki - około 30, co świadczydowodnie o stałym niedostatku monet w ówczesnej Polsce. Pieniądz z niejodpływał; było go w gminach ponad potrzeby obrotu nawet i handlu zagranicznegoz udziałem Żydów polskich. Bali się zaś oni - inwestować, żeby widomy ichmajątek nie wywołał podniesienia podatków. Lokowali więc swe nadwyżki -w Amsterdamie, gdzie oprocentowanie kredytu, jeśli Czytelnik pamięta, spadałowówczas nawet do dwóch i pół procent rocznie!

Z chłopów ściągali procent "żydowski", czystą już lichwą - szelągaod jednego złotego na tydzień, czyli w skali roku 57.7 %. Stąd hajdamacyukraińscy mordowali w efekcie pospołu - Lachiw, popiw (księży) i Żydiw.Reszta wsi Rzeczypospolitej nie miała tak krwawych skłonności, ale paręwieków tych stosunków kredytowych posiało w świecie chłopów polskich niemałoantysemickich urazów, zwłaszcza, że i karczmy arendowali od panów głównieŻydzi.

Chronionych przez szlachtę, żyjących z nią w ekonomicznej symbiozie Żydów,ten swoisty stan "dwa i pół", miasta, duszone przez szlachtę, teżnienawidziły. Wcale nie za odrębność kulturową. Za przywileje w konkurencji.Sam system izolował Żydów, a dokończyły dzieła - uroki chasydyzmu.

Tym ciekawszy będzie fakt, że druga polska finansjera, po upadku tej pierwszej,okaże się w XIX wieku mimo takiego punktu wyjścia - polskimi patriotami.

Nie był polskim patriotą jej ojciec, Szmul, tj. Samuel, syn Jakuba, czyliJakubowicz, zwany Zbytkowerem, największa potęga kupiecka Polski drugiejpołowy XVIII wieku. W roku 1790 stał na czele organizacji handlującej wołamii skórami od Poczdamu do Kijowa, złożonej z 200 przedsiębiorców, 60 głównych"faktorów" i 200 pomniejszych! A to była jedynie cząstka jego interesów.Sprzedawał temu, kto płacił; armii Sejmu Czteroletniego, jak przedtem -wojskom carycy. Już podczas pierwszego rozbioru był ich generalnym dostawcąi posiłkował się Kozakami w egzekwowaniu swych należności od szlachty (podpatronatem zdrajcy Ponińskiego). Kiedy mógł - kantował bez pardonu. PrzedInsurekcją Kościuszkowską w 1794 roku dał na wszelki wypadek drapaka zWarszawy.

Ortodoksyjny chasyd, opuścił pierwszą żonę dla córki rodziny oświeconychŻydów pruskich, Levich-Buccich, Judyty. Piękna Judyta mówiła po francuskui po niemiecku; właściwie to bardziej ona była matką drugiej finansjerypolskiej, niżeli Szmul - ojcem. Sama prowadziła interesy po śmierci męża,i to świetnie; założyła bank! Wychowała wszystkich: synów, córki i zięciów,późniejszych kupców i bankierów warszawskich - Pragerów, Bergsonów (pra-pra-wnukiemSzmula był wielki filozof, Henri Bergson!), Toeplitzów, Horowitzów, Fraenklów,Laskich. Jedynym wielkim żydowskim bankierem późniejszej Warszawy, którynie pochodził od Szmula, będzie Jakub Epstein, młody chłopiec z Warki -w Powstaniu porucznik ułanów.

Szmul umiał nie tracić. Nie zawiodły go nawet pożyczki dla króla, którymiał, delikatnie mówiąc, słabość do Judyty. Otóż Stanisław August nawetpo detronizacji potrafił u Katarzyny załatwić Judycie wypłatę jej 7 tysięcy(!) dukatów...

Bankierzy warszawscy, których interesy rozkwitły po roku 1775, wszyscybez wyjątku byli jednocześnie - kupcami. Mechanizm narodzin banków powtarzałsię ten sam, co wszędzie.

Pożyczali pieniądze już przedtem; byli czasem, jak Maciej Łyszkiewicz,potomek ormiańskiej rodziny kupieckiej, bankierami już w drugim pokoleniu.Piotr Fergusson, młody Szkot, adoptowany przez "starego" Piotra Teppera,był jego uczniem w interesach i wychowankiem, potem zaś - prawą ręką idziedzicem, "Tepperem młodszym", największą, obok Szmula Zbytkowera,potęgą finansową stanisławowskiej Warszawy.

Nie były to pojedyncze rodzynki. Sama grupa Teppera obejmowała jeszczei banki jego zięciów, Karola Szulca i Augusta Arndta (synowie Teppera wydawalikrocie na konie, psy i polowania, ale do interesów ojciec ich nie dopuścił;zięciowie dostali zaś wiana po 2 tysiące dukatów gotówką i mieli dorabiaćsię sami; poradzili sobie, Tepper miał rację).

Podobnie Fryderyk Kabryt, współpracując ze swoim zięciem, Janem Meysnerem,prowadził interesy - osobno (w chwili krachu przerzucą gotówkę do bankuzięcia i ten - uratują). Najzręczniejszym fachowcem okaże się - Piotr Blank,naturalizowany Szwajcar, który nigdy nie skąpił pieniędzy na cele narodowe,ale mniej pożyczał kiepsko płacącym dłużnikom.

Wszystkim im - i innym ówczesnym bankierom polskim - nadał szlachectwoSejm Czteroletni. Szlachecki sejm, który, jak pamiętamy, odebrał wcześniejszlachcie i duchowieństwu prawo wystawiania weksli...

Szlachectwo było nagrodą za rozkwit interesów w Polsce.

Nie wyobrażamy sobie siły tej eksplozji. W latach siedemdziesiątych wspomnieniazagranicznych podróżników pełne są czarnych obserwacji i takowych myśli.W roku 1780 szlachta polska dowiaduje się jednak o stosunku między wywozemi przywozem, o skali odpływu pieniądza z Polski, i naraz - odkrywa kapitalizm.Odkrywa - interesy.

Robiła je wcześniej, ale wiemy już, jak i po co. Teraz dzieje się coś,jak w "Polsce Balcerowicza". Kolejny obserwator, Johann Joseph Kausch,notuje z początkiem lat dziewięćdziesiątych ożywienie wręcz nieprawdopodobne.Handluje prawie każdy szlachcic. Jeden wołami, drugi końmi, trzeci zbożem.Inny dostarcza miasteczku gorzałki z własnej gorzelni, a wywarem tuczyswoje woły. Jeszcze inny postawił - fabryczkę. Albo uprawia "żydowską"lichwę. Ktoś znów za grosze kupuje cudze pretensje sądowe, by prowadzącsprawy do końca, zarobić dziesięć razy tyle, ile włożył. Albo puszcza wdzierżawę swój majątek, by samemu wziąć w dzierżawę czyjś znacznie większy...

Do grona największych kupców i bankierów awansuje - jeden z Potockich.Syn senatorskiego rodu zostaje mieszczaninem z wyboru.

Prot Potocki startował od wielkich dziedzicznych dóbr plus paruset tysięcydukatów w jednym z banków Amsterdamu. Za to - z niezwykłym doradcą: ks.Michałem Ossowskim, byłym jezuitą, bardzo ciekawym ekonomistą, niedocenionymprzez potomnych, docenionym przez współczesnych, bo to jego Stanisław Augustuczcił specjalnym złotym medalem.

Prot Potocki uruchomił w Warszawie sklepy - z towarami tańszymi, niż ukonkurencji. Uruchamiał własne, kierowane przez zagranicznych fachowcówmanufaktury sukiennicze, piętrzył rzeki dla zasilania ich w energię. Wswoich dobrach pobudował hutę, na stepy za swoją Machnówką ściągnął trzysturolników holenderskich z rodzinami do hodowli bydła i owiec, a w roku 1784wypłynęło z Chersonia u ujścia Dniepru pięć jego statków, statków Kompaniido Handlu Wschodniego, załadowanych ukrainnymi płodami rolnymi, w drodzedo Aleksandrii, Marsylii i Bajonny. Dopłynęły, wróciły i przywiozły pieniądze.By pływać tak niejeden rok...

Prot Potocki miał w tym momencie wszystkiego - 23 lata. Obaj z Ossowskimżyli kultem pracy. Wszystko paliło mu się w rękach. Założył bank - z trzemafiliami, u siebie w Machnówce, w Chersoniu i w Warszawie. Ze specjalnąpocztą, kursującą regularnie trzy razy w tygodniu, tak, że Machnówka miałazawsze bieżące wiadomości.

Nieufna szlachta nauczyła się mu wierzyć. Jego ludzie - dobierał świetnychmenedżerów - pracowali punktualnie i rzetelnie. Z Dubna po styczniowych"kontraktach", czyli wielkich jarmarkach połączonych ze swoistą giełdąprodukcji rolnej, jechało w workach szlacheckie złoto lokowane teraz uProta Potockiego - czasem i dwudziestoma wozami!

W krachu bankowym roku 1793, który był prawdziwym końcem Polski, padł jednaki on, Prot Potocki.

Mechanizm tego krachu do dziś zastanawia historyków. Miałem okazję prześledzićgo bardzo szczegółowo. Nie zgubiło naszych bankierów utracjuszostwo - akuratProt Potocki żył jak protestant, skromnie, a pracowicie. I nie zgubiłyich nadmierne pożyczki udzielane magnatom - komuś musieli pożyczać wielkiepieniądze; ci magnaci oddawali opornie, spóźniali się, ale mieli swe olbrzymiedobra i wcześniej czy później wypłaciliby się. Zgubiły naszych bankierówza małe rezerwy kasowe, a oni to lekceważyli, bo... nie przyszło im dogłowy żadne zagrożenie. Jak wieść niesie, stworzyli nawet swoisty poolrezerw kasowych; krążyły między ich kantorami oznakowane woreczki z pięciusetdukatami każdy, różniące się jedynie kolorami pierwotnych właścicieli.

Polska zrobiła w owych kilkunastu latach niebywały skok gospodarczy. Bankierzyamsterdamscy potrafili odmówić kredytu własnemu rządowi i nikomu w Europienie pożyczali wtedy pieniędzy, a Królestwu Polskiemu stawiali do dyspozycjiogromne środki jeszcze wiosną roku 1792. Polskę, nawet okrojoną pierwszymzaborem, uważano za "kurę znoszącą złote jaja" - sam eksport zboża,dochodzący do Amsterdamu, stanowił wystarczającą porękę. W latach osiemdziesiątychsukna z Wielkopolski szły aż do Chin!

W 1789 roku Prot Potocki mógł bez uszczerbku dla swych bieżących interesówpożyczyć rządowi 5 milionów złp. A w roku 1792 Piotr Blank, w pierwsząrocznicę Konstytucji Trzeciego Maja, oddał do dyspozycji Królestwa na 5miesięcy, bez oprocentowania!, sto tysięcy dukatów, czyli 9 milionów złp.I - nie padł w 1793 roku.

To prawda, że Blank najmniej pożyczył samemu królowi, bo w sumie tylko25 tysięcy dukatów. A Tepper przeszło jedenaście razy więcej. Jednakżeto Blank ofiarował na armię Sejmu Czteroletniego dwa tysiące kilkaset dukatów,przeszło dwa i pół raza więcej niż Tepper.

Nikt w Europie, ani w Warszawie nie przypuszczał, że zaborcy rozszarpiątę złotodajną kurę. Blank jedyny chyba zorientował się, co w trawie piszczy.Swoim partnerom holenderskim przekazał awansem kilkadziesiąt tysięcy dukatóww gotówce, upewniając ich - i Warszawę! - o swojej dobrej kondycji. Postarałsię, by cała Warszawa o tym wiedziała.

Tepper też coś czuł: latem 1792 roku wysyła jednego z zięciów po kredytu Levich w Berlinie. W końcu roku Levi - niespodziewanie - odmawia (jedenz Levich jest radcą dworu króla Prus!).

Prusacy wkraczają do Wielkopolski w styczniu 1793 roku. Wybucha panikai run na gotówkę. Blank trwa. A Tepper, od którego zażądano sfinansowaniapodróży króla do Grodna, okaże się na tyle nieostrożny, by zdradzić sięz niedoborem gotówki.

20 lutego 1793 roku Salomon Herszkowicz zaprotestuje weksel Szulca, płatny18 lutego, a 25 lutego będzie dniem oficjalnego bankructwa Teppera.

W ślad za Tepperem zbankrutuje i reszta. Poza Blankiem. I Meysnerem, któremuteść oddał prawdopodobnie resztę gotówki.

I Tepper, i Szulc, i Arndt, i Blank, i Kabryt byli masonami. Masonami patriotycznychlóż. Lojalność masonów nie działała jednak w interesach.

Prot Potocki i ks. Michał Ossowski masonami nie byli. Ale to też nie pomogło.

W szlachcie Kresów Wschodnich, niechętnej reformom Konstytucji TrzeciegoMaja, drugi rozbiór Polski nie wywołał oporu. Myślała, że pod rządami carycybędzie, jak było. I trzej zaborcy też tak myśleli, wymazując Polskę z mapyEuropy.

Ale nigdy już nie miało być, jak przedtem. Wielka koniunktura się skończyła.Wraz z Polską.

Tepper nie dożył trzeciego rozbioru. Blank, Ossowski i Prot Potocki nieo wiele go przeżyli. Prot, umierając, miał niecałe 40 lat.

Ryc. Julian Bohdanowicz