Twoja wyszukiwarka

JAROSŁAW WŁODARCZYK
PODWÓJNA HELISA I SOWY
Wiedza i Życie nr 3/1996
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 3/1996

Przeczytałem przed laty "Podwójną spiralę" J.D. Watsona ­ historięodkrycia struktury DNA i mechanizmu procesów dziedziczenia. Książka zrobiłana mnie ogromne wrażenie. Kończyłem właśnie studia, podejmowałem pierwszepróby samodzielnej działalności naukowej i przeżywałem męki okrutne, charakterystyczne,jak teraz widzę, dla wielu młodych badaczy.

Chciałem zająć się jakimś poważnym problemem; jeśli nie na miarę teoriiwzględności, to jednak nie czymś zupełnie marginalnym. Okazywało się jednak,że każde, nawet błahe zagadnienie obrośnięte jest potężną literaturą ­paroma monografiami i kilkuset artykułami. Próby poznania tej literaturykończyły się zwykle klęską. Po przeczytaniu kilku stron artykułu ­ po angielskuoczywiście, co było dodatkowym utrudnieniem ­ czegoś nie rozumiałem, nieznałem jakiegoś terminu, w końcu traciłem wątek.

Próbowałem nie czytać literatury i sam coś wymyślić. Gdy wydawało mi się,że mam wreszcie pomysł, kolega, w podobnej z resztą jak ja sytuacji, poradziłmi: "Idź do biblioteki; jeśli problem jest rzeczywiście dobry, to się dowiesz,że już ktoś go rozwiązał, albo że jest nierozwiązywalny". Znów zacząłemodwiedzać bibliotekę, by po ciężkiej pracy przekonać się, że kolega miałrzeczywiście rację.

W takim stanie ducha przeczytałem, a właściwie pochłonąłem "Podwójną spiralę".Nie mogłem wyjść ze zdumienia, że taki "wunder Kind" jak Watson miałpodobne do moich problemy: że nie bardzo rozumiał czytane prace, że walczyłze sobą by przymusić się do systematycznych studiów (w jego przypadku chemiiorganicznej), że nie chciał zajmować się tym, co mu szef podsuwał, itd.

Obraz świata nauki, jaki wyłaniał się z książki, był zupełnie odmiennyod widzianego przez pryzmat konferencji, seminariów czy literatury fachowej.Naukowcy to ludzie ułomni jak inni, ich badaniami kierują nie tylko chłodnyracjonalizm, lecz sympatie i antypatie, namiętności i próżność. Nawet cinajwięksi popełniają poważne omyłki, borykają się ze zrozumieniem prackolegów czy nowych teorii. Problemy, które zdawały się być wynikiem tylkomojej nieudolności, braku inteligencji, lub siły woli, okazały się problemami,których wszyscy w większym lub mniejszym stopniu doświadczają.

Książkapokazała, jak "robi się" wielką naukę, jak powstają odkrywcze ideei jak ewoluują. Watson nie starał się oszołomić czytelnika swą genialnością.Przeciwnie, wielokrotnie pisał o błędach jakie popełniał i napotkanychtrudnościach. Zdawał się mówić, że nie trzeba być genialnym, posiąść wszystkierozumy, przestudiować całą literaturę, aby mieć udział w naukowej przygodzie.To ogromnie optymistyczne przesłanie towarzyszy mi już od kilkunastu lat.Uprzytomnienie zaś sobie owego ludzkiego wymiaru nauki pozwoliło przetrwaćchwile zupełnego zniechęcenia.

Niewielka książeczka zaginęła mi gdzieś bezpowrotnie, więc ogromnie sięucieszyłem, gdy znalazłem w księgarni jej nowe wydanie. Nazywała się jednaknie "Podwójna spirala" lecz "Podwójna helisa". Nowe tłumaczenie­ pomyślałem. Ale nie. Pisząc o pierwszym wydaniu tłumacz wyjaśnia: "Dośćbezmyślnie przetłumaczyłem "helix" jako "spiralę", zamiast ­jak należało ­ helisę. Do dziś ma mi to za złe mój wykładowca genetyki(...). I rzeczywiście, spirala to płaska figura geometryczna, a śrubowatozwinięta wstęga to helisa, toteż we wznowionym wydaniu, bijąc się w piersi,poprawiam ów błąd (...)".

Zupełnie nie przekonuje mnie to tłumaczenie ­ spirala jest znacznie lepszaniż helisa. Od kilku lat zajmuję się popularyzacją fizyki i często przychodzimi rozstrzygać takie właśnie dylematy. Czy napisać linia geodezyjna czyprosta, extremum maximum czy największa wartość? Problemem leży nie tylkow znajomości słów obcego pochodzenia, lecz również odmiennego w językupotocznym sensu niektórych terminów fachowych. Wszak ekstremalność oznaczapotocznie tyle co skrajność, zaś matematycznie ­ znikanie pochodnej. Ztego powodu największa wartość i extremum maksimum, to w powszechnym odczuciuto samo, zaś z matematycznego punktu widzenia zdecydowanie nie.

Tak samo jest ze spiralą i helisą. Choć możemy ubolewać nad brakiem precyzjijęzyka potocznego, to właśnie "śrubowato zwinięta wstęga" nazywanajest spiralą nie helisą. (Zastanawia mnie, jak wielu Polaków w ogóle znato drugie słowo.) Część grzewcza kuchenek elektrycznych nosi nazwę spirali,prawdopodobnie z racji swojego śrubowatego kształtu. Próba zmiany tegostanu rzeczy wydaje mi się pracą Syzyfa. Naukowcy i tak mają opinię SowyPrzemądrzałej z "Kubusia Puchatka", używającej niezrozumiałych słów."Podwójna helisa" tylko tę opinię utrwala.

Dobrze rozumiem problem tłumacza czy popularyzatora balansującego międzytym, co powszechnie zrozumiałe, a merytorycznie poprawne. Wiem również,że koledzy po fachu wypomną wcześniej czy później wszystkie błędy. Opublikowałemniedawno w wysokonakładowym tygodniku artykuł o czarnych dziurach. Chcącwyjaśnić, co to za dziwo, pisałem o zakrzywieniu przestrzeni, celowo unikającterminu czasoprzestrzeń. Czyż zakrzywiona przestrzeń nie jest dostatecznietrudna do wyobrażenia? Wkrótce otrzymałem długi list, właściwie komputerowąwiadomość, w której błąd został wytknięty, a wulgaryzacja wiedzy napiętnowana.

Cóż, mój kolega profesor miał pewnie rację; tyle że opowieści uczonychczęsto tak wyglądają: "Sowa mówiła dalej, używając coraz dłuższych słów(...). Puchatek już od pewnego czasu mówił tylko "tak" i "nie" na przemian,nie słuchając wcale tego, co mówiła Sowa, a że ostatnio powiedział "tak,tak", więc teraz przyszła kolej na "nie", choć nie wiedział wcale, o coSowie chodziło".

Alan A. Milne ­ autor "Kubusia Puchatka" studiował matematykę właśniew Cambridge, gdzie wśród wielu odkryć pierwszej wielkości dokonano i tegoopisanego w książce Watsona. Będąc tam niedawno, odszukałem wspominanykilkakrotnie w książce dom, w którym mieszkał współodkrywca struktury DNA­ Francis Crick. Tablicy żadnej tutaj nie ma, nad wejściem natomiast umieszczometalową spiralę niby znak cechowej przynależności.


Stanisław Mrówczyński
Kilka dni temu, zapoznając się ze wspomnieniami dotyczącymi Richarda Feynmana,dowiedziałem się, że James Watson proponował, by spisana przez niego historiaodkrycia struktury DNA nosiła tytuł Uczciwy Jim (dlaczego? zainteresowanychodsyłam do prologu książki). Gdyby się tak stało, problem tytułu by nieistniał. Polskiego tytułu, gdyż zarówno amerykański wydawca, jak i samautor opowiedzieli się jednoznacznie za jego brzmieniem: The Double Helix(Podwójna helisa); gdyby woleli Podwójną spiralę ­ cokolwiek to miałobyznaczyć ­ wybraliby: The Double Spiral. Język angielski, podobnie jak polski,wyraźnie rozróżnia te terminy. Co więcej, "helisę" można bez truduznaleźć w Słowniku wyrazów obcych (PWN) i Słowniku ortograficznym językapolskiego (PWN), podczas gdy radosnego słowotwórstwa Sowy Przemądrzałej­ tam nie uświadczysz. Może więc lepiej potraktować nową wersję tytułuksiążki ­ zgodną, podkreślmy raz jeszcze, z intencją autora ­ jako próbęprzywrócenia faktycznego stanu rzeczy, od czego nie stronił nawet Miś obardzo Małym Rozumku: [...] a Puchatek czując, że z każdą chwilą corazbardziej zaczyna być gdzie indziej, zaczął rozglądać się za sobą samym.(Alan A. Milne).


Jarosław Włodarczyk

redaktor serii "Na ścieżkach nauki"