Twoja wyszukiwarka

X.RUT
LUBIMY SIĘ OSZUKIWAĆ
Wiedza i Życie nr 3/1996
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 3/1996

W haśle Taxation, Encyclopaedia Britannica, wyd. 7 (1830-1842), J. R. McCulloch,pierwszy profesor ekonomii politycznej na Uniwersytecie Londyńskim, napisał: Trudności w ocenie dochodów są dwojakie: 1. Trudności wiarygodnego określeniaprzychodów poszczególnych osób. 2. Jeśli nawet te wielkości są znane, pozostajetrudność nałożenia równego podatku na dochody z różnych form przychodu.
Nie ma powodu zatrzymywać się dłużej nad pierwszą z tych trudności. Dochodyz ziemi oddanej w dzierżawę, domów i innych realności można określić zwystarczającą dokładnością; ale nigdy nie było i (ośmielamy się twierdzić)nigdy nie będzie można, nawet w przybliżeniu, określić dochodów rolników,fabrykantów, pośredników i ludzi wolnych zawodów. Na próżno próbuje sięprzezwyciężyć tę trudność wprowadzając, obrzydliwe, indywidualne dochodzenia.Trudno sobie wyobrazić, by nie całkiem zniewoleni ludzie zechcieli tolerowaćtakie dochodzenia, ale czy na nie przystaną, czy nie, wynik będzie takisam. Dochodzenia okażą się bezwartościowe i inspektorzy podatkowi będąw końcu musieli polegać na deklaracjach podatników. Wobec tego podatekspadnie w pełnym wymiarze na osoby rzetelne, podczas gdy milionerzy wątpliwejuczciwości będą go unikać. Będzie to przeto podatek od uczciwości i nagrodadla oszustów i krzywoprzysiężców. Jeśli podatek taki będzie na tyle wysoki,żeby stanowił źródło istotnego dochodu (budżetu państwa - X.R.), doprowadzion do najoczywistszego sprostytuowania zasad i walnie przyczyni się dozniszczenia poczucia honoru, które jest jedyną pewną podstawą narodowej rzetelności i cnoty.

Od tego czasu wiele wody upłynęło w Tamizie i w Wiśle, podatek dochodowypłaci się i tam, i tu. Ocenie szanownych czytelników pozostawiam, czy toon właśnie spowodował "sprostytuowanie zasad". Co do jednego McCullochnie mylił się na pewno: urzędy skarbowe istotnie wymagają składania deklaracjipodatników, w naszym przypadku - osławionych PITów. Ponieważ jednak fiskusnie za bardzo wierzy w powszechną uczciwość, próbuje weryfikować zgodnośćdeklaracji ze stanem rzeczywistym. A przynajmniej stwarza pozory, że próbuje.I tu dochodzimy do tematu niniejszego felietonu: czy technokratycznymiśrodkami można rozwiązać problem etyczny?

Trudności zdefiniowania podstawy, od której oblicza się podatek dochodowy,występują wszędzie tam, gdzie jest on pobierany. Wynika to z prostego faktu,że jest on niejako przeciwnej natury niż wszystkie inne podatki. Podatkigruntowe, od nieruchomości, od konsumpcji, ba, od luksusu nawet, a takżeów niezmiernie skomplikowany podatek od wartości dodanej (VAT), najogólniejpowiedziawszy, są podatkami od użytkowania, czy zużywania tych czy innychdóbr, które, przynajmniej teoretycznie, mogłyby służyć komuś innemu. Skorowięc, to ja te dobra konsumuję czy użytkuję, płacę podatek - opłatę narzecz społeczności, którą korzystania z tych dóbr pozbawiam. Można teżzrozumieć, że im więcej i im cenniejsze jest to, co posiadam czy użytkuję,tym większa jest ta opłata, której, rzecz prosta, nie należy mylić z zapłatą,uiszczaną przy kupowaniu dobra. (Transakcje kupna/sprzedaży można tu traktowaćjako wymianę jednych dóbr na inne.)

Tego - uproszczonego, choć nie karykaturalnie! - uzasadnienia nie da sięzastosować do podatku dochodowego, zwłaszcza gdy objęte nim są dochodystanowiące wynagrodzenie za pracę. W tym przecież przypadku to ja dostarczamdóbr, wzbogacam mą pracą społeczność, albo konkretnego odbiorcę, i za topobieram wynagrodzenie, stanowiące ekwiwalent mej pracy. Wychodzi na to,że im więcej dóbr swą pracą przysparzam, tym więcej muszę za to zapłacić.Zauważmy, że kiedy otrzymaną za swą pracę zapłatę będę wymieniać na jakieśinne dobra, zapłacę podatek od posiadania (użytkowania, zużywania); podatekdochodowy nie jest przeto opłatą za to co mam czy konsumuję. Złośliwiepowiedziawszy, jest to podatek od owocnego wysiłku: im bardziej ci siębracie udało, tym więcej płać!

Wyjątkowa natura podatku dochodowego zmusza prawodawców do różnych zabiegów,mających osłodzić gorzką prawdę o jego janosikowej proweniencji. Zabiegite polegają głównie na wprowadzaniu różnych ulg, które - znowu w uproszczeniu,choć nie karykaturalnym! - sprowadzają się do tego, że podatku dochodowegonie pobiera się od tej części dochodów, którą sami oddajemy na rzecz społecznościlub przeznaczamy na pomnażanie dóbr, od których pobiera się inne wysokiepodatki.

Im więcej rodzajów ulg, czyli wyjątków, tym bardziej skomplikowany systemewidencji, tym więcej możliwości wybiegów i zwykłych kantów. Co więcej,ponieważ dochody i wydatki zwalniające od podatku nie muszą być zsynchronizowane,a zaliczkę na podatek dochodowy pobiera się przy niektórych tylko wypłatachna rzecz potencjalnych płatników podatku dochodowego, cała ta gmatwaninama być raz na rok rozliczona przez samego podatnika - w postaci deklaracji(PITu) właśnie, a te mają być sprawdzone przez urzędy skarbowe. Teoretycznie,owa kontrola ma wykryć oszustwa i doprowadzić do sprawiedliwego obciążeniaobywateli podatkiem dochodowym, przy czym "sprawiedliwy" oznacza tuco najwyżej: "zgodny z bieżącymi przepisami".

Zauważmy, że takie coroczne, specjalne deklaracje podatkowe są koniecznetylko ze względu na dziwaczną naturę podatku dochodowego (jak przewidywałMcCulloch!) - wszelkie inne zeznania podatkowe powstające bezpośrednioprzy realnych działaniach gospodarczych (rzadziej przy aktach prawnych),stosunkowo prosto mogą być wkomponowane w normalną dokumentację buchalteryjnąi razem z nią, w dowolnym czasie i miejscu prowadzenia tej dokumentacji,rozliczane. Tylko podatek dochodowy - jako dotyczący czegoś, co nie jestrealnym zdarzeniem gospodarczym - wiąże się z arbitralnym okresem sprawozdawczymi wywołuje coroczne rozgorączkowanie całego społeczeństwa.

Ogrom pracyzwiązanej z wypełnianiem deklaracji podatkowych, ewidencjonowaniem ichw urzędach skarbowych i wewnętrzną weryfikacją rachunkową każdej deklaracjipochłania mnóstwo pieniędzy. Wysiłek potrzebny do pełnej weryfikacji, porównaniadeklaracji podatników z wszystkimi doniesieniami o wypłatach dokonanychna ich rzecz, przekracza ramy wyobrażalnego. Rodzi się przemożne pragnienieskomputeryzowania tych czynności, co oczywiście wydatnie zwiększa ich koszt,przynajmniej początkowo, a czasem - jak w przypadku Polski - prowadzi dokompromitacji: po latach działania zagranicznych pomagierów, po poniesieniuogromnych kosztów, podatkowy system komputerowy nadaje się właściwie dowyrzucenia.

Nie warto wnikać w detale, drzeć szat, przypominać, że wszyscy krajowispecjaliści proszeni o ocenę projektu tego systemu dali negatywną opinięi, naturalną koleją losu, przestali być proszeni o dalsze opinie. Nawetjeśli taki system zostałby uruchomiony, nie zmieniłoby to faktu, że...przynosi straty. By nie być gołosłownym: wpływy budżetowe z zaliczek napodatek dochodowy są o kilka procent wyższe, niż ostateczna, globalna sumatego podatku! Cały skomplikowany i nader kosztowny proces zbierania i weryfikacjideklaracji podatkowych* powoduje, że urzędy skarbowe więcej zwracają nadpłat,niż pobierają dopłat. Systematycznie! I nie tylko w Polsce.

Armia pracowników urzędów skarbowych pracuje więc, per saldo, po to tylko,by zwrócić część pobranych już pieniędzy. Z czysto buchalteryjnego punktuwidzenia: pracuje na stratę!

Można naturalnie powiedzieć, że praworządność wymaga, by obywatel, któryprzepłacił podatek, otrzymał zwrot. I jest to zdanie słuszne. Ale z drugiejstrony nie sposób odmówić zasadności wątpliwościom: po co tę żabę jemy?Albo inaczej, dlaczego tak się dzieje, że suma zaliczek na podatek dochodowy,statystycznie, zawsze przekracza sumę należności z tego tytułu?

Odpowiedź kryje się w omówionej wyżej perwersyjnej naturze tego podatku,popychającej ustawodawców do tworzenia różnych osłon (w postaci ulg i odpisów),bez których byłby zupełnie nie do zaakceptowania przez żadne społeczeństwo.A to zawsze i wszędzie stwarza rozległe pole do, delikatnie powiedziawszy,różnic interpretacyjnych. Na tym zaś polu, im kto bieglejszego wynajmieinterpretatora, tym większe ma szanse uzyskania przychylnych dla siebierozstrzygnięć. I żadne techniczne ulepszenia, ani komputerowe, ani legislacyjnetu nie pomogą! De facto, podatek dochodowy - podkreślmy to raz jeszcze:ze względu na swój sztuczny charakter - jest wynikiem indywidualnego przetargu,w każdym razie dla tych płatników, którzy mogą i chcą wynająć odpowiedniobiegłego doradcę.

Jednolita zasada głosząca, że od każdej wypłaty pobiera się ustalony procentjako podatek na rzecz ogółu, przyniosłaby identyczne wpływy do budżetupaństwa, bez konieczności uruchamiania skomplikowanego mechanizmu pozorniepełnej kontroli. Odliczywszy jego koszt (a jest on wcale spory w każdymznanym mi państwie!), nie uszczuplając globalnych wpływów budżetu, możnaby nawet zmniejszyć stopę podatku od wypłat w stosunku do obowiązującejstopy podatku dochodowego. A jednak próby zastąpienia zawiłych konstrukcjipodatku dochodowego prostymi podatkami pogłównymi (każdy obywatel płacijednakowy podatek na rzecz utrzymania służb, z których każdy obywatel wjednakowym stopniu korzysta), nawet w małej skali budżetów municypalnych,kończą się tragicznie dla polityków, którzy to forsują (vide casus p. Thatcher).

Jeśli więc nie ma powszechnego żądania zamiany sposobu powszechnego opodatkowania,to chyba tylko dlatego, że w obecnej, zagmatwanej sytuacji łatwo jest udawać,że podatek dochodowy jest "sprawiedliwy", a jeszcze łatwiej odwracaćuwagę opinii publicznej od istoty sprawy, zaprzątając ją stałym majsterkowaniemprzy stawkach i ulgach. W myśl starej zasady Parkinsona: dyskusja o budowiestojaka na rowery za 50 funtów będzie trwała wiele godzin, uchwałę o milionowejinwestycji podejmuje się z marszu! Nie bez znaczenia jest też udawanie,że skoro nad rozliczeniem tego podatku trudzi się (albo ma się trudzić)wspaniały, powszechny, super-hiper system komputerowy wszystko będzie wporządku, uczciwie, bezstronnie i rzetelnie.

Wybierając skrajnie kosztowny system podatku dochodowego i towarzyszącemu ulgi (a także oszustwa), chcąc nie chcąc, akceptujemy zasadę, że imkto zdobędzie się na większy wysiłek i dzięki temu więcej zarobi, tym większączęść swego zarobku winien oddać na rzecz społeczności i tego należy skrupulatniepilnować. A ponieważ - jak w przypadku Szwecji u schyłku długich rządówsocjaldemokratów - prowadzi to do oczywistych absurdów i gospodarczej śpiączki,gmatwamy całą sprawę i szukamy rozwiązań w lepszych systemach technicznychi w stałym modyfikowaniu przepisów, co - naturalnie - niczego radykalnienie polepsza, a tylko zwiększa koszty całej tej "zabawy".

Czasem wydaje mi się, że hipokryzja nie ma granic!

* Powszechnej weryfikacji deklaracji podatkowych nie należy,naturalnie, mylić ze sprawdzaniem zeznań konkretnych osób, co do którychtoczy sie postępowanie karno-skarbowe, albo, co do których, z jakichkolwiekpowodów, powzięto uzasadnione podejrzenia o oszustwo podatkowe. Przypadkitakie stanowią przecież znikomy tylko odsetek wszystkich obywateli. Wartojednak przypomnieć, że słynnego gangstera Al Capone deportowano z USA napodstawie udowodnionych wykroczeń podatkowych (gdy innych przestępstw niesposób mu było udowodnić); rzecz miała miejsce grubo przed wprowadzeniemjakichkolwiek komputerów do pracy w amerykańskich urzędach skarbowych.Z drugiej strony, nie są znane żadne spektakularne sukcesy powszechnejweryfikacji deklaracji podatkowych: na jej podstawie nie wykryto żadnejwiększej afery gospodarczej, ani nie złapano żadnego poważniejszego oszustapodatkowego.