Twoja wyszukiwarka

BOGDAN MIŚ
INTERNET BEZ TAJEMNIC
Wiedza i Życie nr 3/1996
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 3/1996

Internet staje się coraz bardziej "modny". Po tej globalnej sieci komputerowej buszują już dziś nie tylko naukowcy, którzy przekonali się o korzyściach płynących z dostępu do nieograniczonych praktycznie zasobów wiedzy i możliwości błyskawicznego kontaktu z kolegami z całego świata, czy maniacy komputerowi, ale i zwykli użytkownicy tych wspaniałych maszyn, nawet młodzież i dzieci, szukający tylko czystej rozrywki. Albowiem w Internecie jest wszystko - wszystko, co tylko ktoś wymyślił, i wszystko, czego ktokolwiek poszukuje. Trzeba tylko wiedzieć, jak się do tego dobrać...

Zapewne wiedza ta w ciągu najbliższych lat stanie się powszechna co najmniej tak, jak dziś umiejętność prowadzenia samochodu, czy używania telefonu. Obecnie jednak dla wielu jest to jeszcze wiedza tajemna, dostępna w dość powszechnej opinii jedynie "szamanom UNIX-a", którzy używają niedostępnego dla profanów języka, pełnego różnych telnetów, gopherów, ftp i tak dalej. Nic przeto dziwnego, że coraz większa liczba autorów próbuje wytłumaczyć szerokiej publiczności, że nie taki internetowy diabeł straszny: wciąż pojawiają się nowe książki o Sieci. Niestety, są albo trudne, albo zbyt podlizują się czytelnikowi kolokwialną formą i stają się przez to - przynajmniej dla niżej podpisanego - nie do przyjęcia. Doprawdy, rzadko trafia się coś, co człowiek ma ochotę wziąć do ręki.

A teraz... Proszę sobie wyobrazić: książka ma niemal 700 stron dużego formatu (ponad 43 arkusze wydawnicze) i nie jest bynajmniej kryminałem ani powieścią obyczajową, a przeczytałem ją w ciągu czterech wieczorów! Oznacza to, że: po pierwsze, autor pisze niezwykle przystępnie, pięknym językiem i bardzo barwnie; po drugie, że sposób ujęcia trudnego tematu jest pasjonujący. Należałoby jeszcze dodać, że przekład (dzieło pracownika Instytutu Informatyki Uniwersytetu Warszawskiego, Grzegorza Grudzińskiego) jest wyborny, redakcja - jak zawsze w WNT - staranna, a wydanie piękne w sensie poligraficznym.

Autorem Internetu jest Paul Gilster, amerykański autor cyklu felietonów informatycznych Computer Focus, publikowanego w czasopiśmie "The News & Observer", pisujący stale także w kilku czasopismach komputerowych. Gilster zalicza się - moim zdaniem - do tej nielicznej grupy posiadaczy rzadkiego talentu popularyzatorskiego, do której niegdyś należeli słynny Pierre de Latil czy sir Ritchie Calder; grupy ludzi znających biegle temat, o którym piszą, i potrafiących opowiedzieć o nim z najwyższą biegłością formalną, zrozumiale i pięknie, bez zbędnych uproszczeń, bez wątpliwych dowcipów, z całkowitą precyzją. Słowem, Gilster to poważny pisarz i dziennikarz popularnonaukowy w pełnym tego słowa znaczeniu.

Cóż więc znajdziemy w jego książce, słusznie opatrzonej podtytułem Przewodnik użytkownika? Otóż wszystko, co niezbędne zarówno zupełnie początkującemu eksploratorowi Sieci, jak i średnio zaawansowanemu "internaucie". Co więcej, książka będzie przydatna nie tylko posiadaczowi komputera z Pentium i Windows '95, ale także tej całej rzeszy (w Polsce szacuje się ją na 60% ogółu użytkowników komputerów), która z uwagi na słaby sprzęt musi pracować w trybie tekstowym, nie mając dostępu do wszystkich udogodnień i "wodotrysków" graficznych. Nawet właściciel starutkiego AT z procesorem 286, który wyposaży swoją maszynę w modem, będzie mógł korzystać z pożytkiem z Sieci, jeśli tylko przestudiuje starannie dzieło Gilstera.

Mamy więc w książce definicję Internetu, krótki zarys jego ciekawych dziejów, omówienie jego struktury i najważniejszych części składowych, wykaz źródeł i podręczników... Dalej znajdziemy, jak łączyć się z Internetem, w prosty sposób podane informacje o poleceniach systemu UNIX, zasadach ściągania plików za pomocą ftp i nowszego ncftp, zasadach zdalnej pracy na innym komputerze przy użyciu telnetu, szczegółowy opis świata poczty elektronicznej, sieci BITNET i USENET. Książka uczy też pracy z gopherem, czyli odnajdywania niezbędnej informacji, przedstawia podstawowe narzędzia informatyczne, takie jak programy whois czy netfind. Szczegółowo poznajemy fingera i jego możliwości...

Wszystko to jest wyjaśnione na przykładach. Gilster wychodzi za każdym razem od konkretu. Powiada na przykład: interesuje mnie informacja o tym i o tym, po czym bardzo dokładnie pokazuje, jak tę informację uzyskać, a przy okazji uczy posługiwania się skomplikowanymi narzędziami zaawansowanej informatyki. Wreszcie, znajdziemy w książce mnóstwo pożytecznych i logicznie ułożonych adresów internetowych: ciekawych baz danych, węzłów łączności i tak dalej.

Czy znaczy to, że książka jest bez wad? Dla "elity komputerowej", miłośników rozwiązań graficznych, dysponujących potężnymi komputerami, będzie tu zapewne zbyt mało o WWW i jej technikach. Pobieżny opis odchodzącego już w zapomnienie programu Mosaic i brak choćby jednego słowa o programie Netscape Navigator zostanie zapewne Gilsterowi poczytane za uchybienie. Podobnie jak to, że poświęca on zbyt wiele miejsca na omówienie systemu WAIS, tracącemu dziś na znaczeniu niemal z dnia na dzień. Można również narzekać, że w książce mamy tylko jeden adres polskiej firmy, zapewniającej komercyjny dostęp do Sieci.

Jeśli jednak krytyk zastanowi się choćby przez chwilę, musi dojść do wniosku, że są to zarzuty niezasadne: fazy tworzenia książki, tłumaczenia jej i redagowania, a potem druku nie nadążają dziś za postępem technik informatycznych. Przekładu dokonano z drugiego wydania oryginału z roku 1994, czyli tempo pracy WNT było w tym wypadku wręcz zawrotne. Przecież przed kilkunastoma miesiącami mało kto w Polsce - poza wąskim gronem specjalistów - korzystał z Internetu, pół roku temu dostęp do niego zapewniało kilku ledwie "usługodawców". A dziś? W momencie pisania tej recenzji w samej tylko Warszawie można skorzystać z oferty około 20 firm, zapewniających komercyjny dostęp do Sieci.

Nie wybrzydzajmy więc. Dostaliśmy dzieło wybitne, względnie tanie i wspaniale wydane.

Paul Gilster: Internet. Przewodnik użytkownika. Przełożył Grzegorz Grudziński, Wydawnictwa Naukowo-Techniczne, Warszawa 1995, s. 695.