Twoja wyszukiwarka

STEFAN BRATKOWSKI
PAPIER-ZWYCIĘZCA
Wiedza i Życie nr 4/1996
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 4/1996

Wracamy do Anglii. Wracamy do niej w roku 1793, roku drugiego rozbioruPolski, a dla Anglii - początku wojny z rewolucyjną Francją. Nie ma jakiejśjednej historii Anglii tamtych lat. Anglii wojen napoleońskich, Angliirewolucji przemysłowej, Anglii walki z niewolnictwem. I - Anglii papierowegopieniądza. Tej Anglii, która zapewne była głównym zwycięzcą Napoleona.

Owe lata osiemdziesiąte XVIII stulecia - ach, co to była za epoka! Nigdyświat nie oglądał takiego rozwoju. W ciągu jednej dekady zbudowano w Anglii,tak właśnie - zbudowano, przemysł stalowy. Świetna rosyjska stal spod Uralu,gdzie węgla drzewnego nie brakowało, straciła naraz rynki Zachodniej Europy;węgiel koksujący nie dawał stali tak dobrej, ale dawał jej więcej i dużotaniej. Maszyna parowa podbijała przemysł, eksplozja zaś wynalazków wewłókiennictwie wręcz zwielokrotniła potencjał wytwórczy Anglii, obniżajączarazem ceny tkanin. I teraz do pracy można było w miejsce wykwalifikowanychrzemieślników użyć nawet dzieci - co zapoczątkowało ponad stuletnią gehennędzieci w przemyśle światowym...

Wszystko szło szybciej, ludzie wcześniej dorastali: Robert Owen, przyszłyreformator stosunków w przemyśle, kierował fabryką z pięciuset robotnikami,mając 18 lat. William Pitt został premierem rządu Jego Królewskiej Mości,Jerzego III, w wieku lat 24, ale kanclerzem skarbu, czyli ministrem finansów,był już w poprzednim gabinecie. Nie dlatego, że kariery bywały w tej Angliitak łatwe; Pitt, drugi syn wielkiego brytyjskiego polityka, też WilliamaPitta, zwanego Starszym, lorda Chatham, po prostu przygotowywał się doswych zadań.

Studiował ekonomię Adama Smitha, znał się na pieniądzu i obejmował swójurząd z opracowanym w pełni programem reformy systemu skarbowego! Prasaobśmiewała go jako "sztubaka", jednakże londyńska City, jak pisałwielki Trevelyan Macaulay, ufała mu i kochała go - tak zresztą, jak i jegoojca. Zreformował też cła, likwidował synekury i wykorzeniał korupcję -sam nieprzekupny i nie poddający się żadnym wpływom. Nigdy się nie ożenił,a w tej epoce obyczajów dość lekkich nie związał się z żadną kobietą; świetnymówca parlamentarny i urodzony przywódca, nie miał w sobie nic z młodzieńczegoentuzjazmu: był w swej roli bezwzględny do okrucieństwa, zimny i wyrachowany,ba, wręcz cyniczny.

Stanął w 1793 roku na czele dziewięciomilionowego narodu do wojny z rewolucyjnąFrancją (liczącą w 1789 roku 26 milionów mieszkańców!), był potem najtrudniejszymprzeciwnikiem Napoleona i architektem zwycięstwa nad nim - którego jednaknie dożył. Opłacał swoją wielką życiową przygodę stałym napięciem, rozładowującje alkoholem, aż zmarł przedwcześnie w roku 1806 na wiadomość o tym, żeNapoleon rozgromił jego sprzymierzeńców pod Ulm i Austerlitz...

W pierwszym okresie jego rządów, po roku 1783, pieniądze angielskie wprostszukały okazji kredytowania. Do 1792 roku banki w samej Anglii, nie liczącSzkocji i Irlandii, rozmnożyły się do liczby ponad dwóch tysięcy! A wszystkiecountry banks, banki prowincjonalne, położone poza promieniem 65 mil wokółLondynu, emitowały swoje banknoty (tak zresztą wówczas rozumiano podstawowefunkcje banku).

Czuły się potrzebne - i patronowały każdemu niemal ryzyku. Jak to komentowałekonomista z pierwszej połowy XIX wieku (w ówczesnym polskim tłumaczeniu),mogły istnieć jedynie tylko przez działanie hazardowne, chwytając się wszelkichnowych wynalazków, dobrych czy złych, przychodząc w pomoc każdemu bez różnicyprzedsiębierstwu i na ślepo podniecając się produkcją, nie troszcząc się,czyli znajdzie się dla niej odbyt.

Pitt odbudował finanse państwa po utracie kolonii amerykańskich i wydatkachna przegraną w Ameryce wojnę. Przedstawiając w parlamencie budżet państwana rok 1792, zapowiadał 15 lat pokoju i dalszą prosperity. Tak sobie teżwszyscy w Anglii wyobrażali przyszłość. Ale tegoż roku do walki z Francjąruszyły Prusy i Austria - by dostać nb wnyki od francuskich "amatorów wojny";ci zaś, pozbawiwszy najpierw swego Ludwika XVI tronu, ścięli go 21 stycznia1793 roku, a 1 lutego wypowiedzieli wojnę Anglii i Niderlandom.

Anglia już wtedy żyła z eksportu. I wojna prawie z dnia na dzień wywołałakrach. Józef Kuliszer w swej słynnej po dziś dzień i niezastąpionej Powszechnejhistorii gospodarczej mówi, że wedle komisji z początku XIX wieku zawiesiłowypłaty w roku 1793 przeszło sto angielskich banków prowincjonalnych, aleja zacytuję znów swoje wczesno-XIX-wieczne źródło: banki nadały zanadtosilny popęd wszystkim gałęziom produkcji, ze wszystkich stron nawiezionodo magazynów Wielkiej Brytanii massy produktów, które nie mogły być (teraz)sprzedane (...). Rękodzielnicy, będący dłużnikami banków, nawet ze stratąnie mogli zbyć swoich towarów; stali się niewypłacalnymi i pociągnęli zasobą w przepaść przeszło pięćset banków prywatnych.

W 1793 roku 956 "domów", czyli firm handlowych i przemysłowych, ogłosiłoniewypłacalność, dalsze sto zawiesiło wypłaty; czterysta przystąpiło dolikwidacji. I jedynie Bank Anglii nie stracił nerwów podczas runu na swekasy. Swoje banknoty wymieniał na pieniądz kruszcowy bez ograniczeń, chytrzeteż osłabiał nerwowość atmosfery - ówczesny gubernator Banku, Bosanquet,kazał wypłacić znaczne sumy w złotych monetach zaufanym przyjaciołom Banku,ci je przekazali swoim wspólnikom, którzy następnie, jak gdyby nigdy nic,udawali się do Banku i z demonstracyjnym spokojem wpłacali je do kas naoczach kłębiącego się tłumu. Tak manifestowane zaufanie ze strony poważnychludzi musiało robić wrażenie...

Dodajmy, że Bank Anglii wykorzystał sytuację, by nieco oczyścić rynek pieniężnyz banków niekompetentnych i słabych. Wykupywał banknoty, emitowane przezcountry banks, i przedstawiał im je do wymiany. Trudno oszacować, jakiprocent banków, które padły w roku 1793, sam wykończył.

Ludzie Banku Anglii nie byli amatorami. Wiedzieli, że jeśli pożyczą zadużo "twardego" pieniądza, zagrozi to własnym rezerwom Banku. Aleteż odkrycie związku między ilością pieniądza, cenami i stopą dyskontową(czyli tym procentem od wartości weksla, który potrącał sobie bank, kupującten weksel od kogoś) mieli dopiero przed sobą.

Zagadek i tak nie brakowało. Oto krążyły w Anglii bardzo stare, kiepskiejuż, srebrne szylingi, jeszcze z czasów Locke'a, mocno "popsute",czyli z zawartością srebra poniżej nominału i, o dziwo, nie traciły nawartości - przyjmowano je bez żadnych protestów. Co więcej, dłużnicy chcącspłacić dług kupowali na rynku złoto, a nie srebro, by oddać je do mennicyi wybić z niego monety, bo to im wychodziło taniej (formalnie od dawnajuż nie wolno było regulować srebrem zobowiązań powyżej 25 funtów, ale,gdyby ktoś się uparł, dobrym srebrem, wedle stopy menniczej, zapłacić mógł).

Tyle, że srebra było w Anglii za mało. Nawet tych popsutych, starych, srebrnychszylingów! Nie brakowało za to złota. I też dopóki zapasy złota w BankuAnglii nie malały, koniunktura mogła trwać. Szybko zresztą wróciła: największą"gorączkę" budowy kanałów Anglia przeżyła właśnie w latach 1793-1797.

Gorączka musiała pociągnąć za sobą nowe błędy - i nowe trudności w bankach,które ją finansowały. Młodego wówczas Davida Ricardo, spadkobiercę roliAdama Smitha w ekonomii politycznej, wprowadzał wtedy w arkana giełdy ibankowości jego ojciec, makler giełdowy. David poznać mógł więc i owe tarapaty,i działania ratunkowe Banku Anglii.

Za każdym razem - pisał Ricardo - gdy powstała panika albo gdy ją przewidywano,(owe banki) musiały zaopatrywać się w gwinee (złote monety, wartości ponadfunta), aby sprostać wszelkim możliwościom (zagrożeń). W takich wypadkachw zamian za banknoty w dużych odcinkach otrzymywano z Banku Anglii gwineei przewożono je pod opieką zaufanego agenta do banku prowincjonalnego nakoszt i ryzyko tego banku. Po spełnieniu wyznaczonej im funkcji gwineewracały do Londynu i według wszelkiego prawdopodobieństwa trafiały znówdo Banku, o ile tylko nie straciły tyle na wadze, że przestawały odpowiadaćustawowym wymaganiom (tłum. Jan Drewnowski).

Kuliszer znowu dowiedział się z innych angielskich źródeł, jak to się robiło.Żaden dyrektor banku nie mógł po prostu wsiąść do czterokonnej karety pocztoweji udać się do Londynu. Śledzono każdy jego krok. Wyjazd sugerowałby ucieczkęi klienci natychmiast rzuciliby się na kasy. Gdyby zaś miejscowe męty odgadły,że się wybiera po złoto, to, wracając z gotówką, wpadłby ani chybi w ręcerzezimieszków. Wsiadał więc na jakąś lekką jednokonkę i wyjeżdżał z miasta,ot, z wizytą do przyjaciela na wieś; dopiero za miastem przesiadał się"na pocztę" do Londynu...

Nowy krach, nowy run na kasy, nie wynikł jednak wcale z takich kłopotów,czy z jakiegoś przesilenia koniunktury. Znowu cios zadała polityka.

Patersonowski jeszcze akt założycielski z roku 1694 nie pozwalał BankowiAnglii udzielać rządowi jakichkolwiek zaliczek bez zgody parlamentu. Niemniejw praktyce Bank przyjmował weksle skarbu na pewne ograniczone sumy, ot,w skali 30 tysięcy funtów szterlingów. Te z czasem zaczęły rosnąć, aż doszły150 tysięcy funtów. W czasie zaś wojny z Rewolucją Amerykańską Bank odręki postawił do dyspozycji rządu pół miliona funtów, i to bez oprocentowania!

Zabezpieczały wypłacalność rządu wpływy z podatków i zdawało się, że nicjej nie może podważyć; zaliczki więc dalej rosły, a z nimi chwilowe z pozoruzadłużenie państwa wobec Banku. W końcu sięgnęło ono niemal wysokości długuskonsolidowanego, stałego, w który poddani Królestwa, jak pamiętamy, inwestowali,mając go za solidną, a rentowną lokatę dla swych rezerw pieniężnych.

Gubernator Banku Anglii, Bosanquet, razem z radą nadzorczą Banku, próbowałowego roku 1793 położyć kres tej praktyce. Nowy statut Banku formalnieograniczył skalę takich zaliczek, ale też formalnie oddał decyzje o nichw ręce ministra, a Pitt umiał zręcznie korzystać z nowych możliwości -potrzebował pieniędzy na wojnę, subsydiował wszak sojuszników na kontynencie,i tak w roku 1795 jego weksle sięgały już rzędu 3 milionów funtów!

Tu - zaskoczenie: odpływ złota na subsydia Pitta dla sojuszników w wojniez Francją powinien był osłabić gospodarkę Anglii. Ludwik Wołowski w swoimdziele o Banku Anglii (z roku 1867) podaje, że cena złota wzrosła wtedyz 3 funtów 17 szylingów 10 i pół pensa do 4 funtów 4 szylingów, zaś sumazaliczek Banku Anglii dla rządu Jego Królewskiej Mości doszła niebotycznejsumy 10 i pół miliona funtów. Aliści te subsydia... nakręcały w rzeczywistościkoniunkturę w Wielkiej Brytanii. Wracały do niej w zamian za to, co kupowaliw Anglii subsydiowani sojusznicy: za broń, umundurowanie i amunicję. IAnglia rozkwitała.

Wiemy o tym od Ricarda; nie wiem, czy ktoś dostrzegł to wcześniej... Raczejnie. Panikę, która wybuchła 25 lutego 1797 roku, wywołała plotka o zagrażającejinwazji francuskiej na Wyspy Brytyjskie, o francuskiej ekspedycji na brzegiIrlandii - po tym, jak generał Bonaparte wziął we Włoszech najmocniejszytam austriacki punkt oporu, Mantuę. W grudniu 1796 roku Bank miał w swymręku 2.508.000 funtów szterlingów w złocie, wieczorem w sobotę 25 lutego1797 roku zostało z tego 1.186.170 funtów. Szefowie Banku zwrócili sięo radę i pomoc do premiera, w niedzielę król prezydował wspólnej prywatnejnaradzie, i tak narodził się Restriction Act, zawieszający z poniedziałkiem27 lutego wymienialność banknotów Banku Anglii na złoto. Krążyć miały teraztylko banknoty.

Na kontynencie europejskim pieniądz papierowy skompromitował się naonczasdoszczętnie. Asygnaty Wielkiej Rewolucji Francuskiej spadły do ułamka nominalnejwartości; tak samo papierowe pieniądze walczących z nią królów. Wielkizaś parlamentarny przeciwnik Pitta, Charles Fox, tegoż poniedziałku ogłaszałkoniec potęgi Anglii i ruinę kredytu publicznego w kraju, markiz Lonsdowneprorokował, że nadanie banknotom kursu przymusowego (tj. narzucenie poddanymKrólestwa obowiązku ich przyjmowania) zniszczy zaufanie do nich, dowcipnisieLondynu śpiewali:

O Auguście i Rzymie
poeci pieją w chórze,
iż zastał Rzym z cegły,
zostawił w marmurze.
O Pitt'cie i Anglii
rzec zaś można szczerze,
iż wziął ją ze złota,
zostawi w papierze.

City zareagowała inaczej. Tegoż poniedziałku Bank Anglii ogłosił, że dobrystan jego interesów gwarantuje solidność jego banknotów, a w tym samymczasie wielkie zgromadzenie bankierów i kupców uchwaliło jednogłośnie takąrezolucję:

My, niżej podpisani, odczuwając żywo, na ile konieczne jest w nadchodzącychokolicznościach zachowanie kredytu publicznego, deklarujemy z zapałem,że nie będziemy w żadnym przypadku odmawiali przyjmowania banknotów (BankuAnglii) przy spłacie należnych nam sum i dołożymy wszelkich starań, byw ten sam sposób regulować nasze płatności.

Pod tą rezolucją złożyło podpisy ponad cztery tysiące najpoważniejszychludzi City o największych nazwiskach i - o największych pieniądzach!

Tak bez narzucenia kursu przymusowego ludzie interesu w Anglii zaakceptowalipieniądz papierowy. Kuliszer zgryźliwie komentował tę "ofiarę patriotyczną",że i tak nie mieli innego wyjścia. Otóż to nieprawda; w skarbcach banków,a już zwłaszcza najpotężniejszych banków kupieckich, merchant banks, jakBaringowie czy Rotszyldowie, nie brakowało złota. Ówczesne zaś banki, jakwiemy, za jedną ze swych głównych funkcji uważały emisję banknotów...

Wielki Kuliszer napisał, że wymianę banknotów zawieszono nie na długo.Otóż na bardzo długo. Na 24 lata, na czas dorastania całego jednego pokolenia.

Przez długi okres banknoty stały bardzo wysoko, najpierw bardzo bliskonominału, potem nie schodząc poniżej 90%. A rezerwy pieniądza kruszcowegow Banku Anglii rosły - już w roku 1799 wynosiły 7.563.900 funtów! Wojnaniosła koniunkturę, zaś dyscyplina intelektualna szefów Banku Anglii pozwalaładyscyplinować także rynek.

Jak pisał znakomity angielski znawca i historyk pieniądza, Victor Morgan,uwolniwszy się od płatności w złocie, poczuli się oni zwolnieni od ograniczaniaskali kredytów, ponieważ nie groził im teraz odpływ złota. Pilnowali więcjedynie, dla uniknięcia spekulacji, aby dyskontowano wyłącznie weksle obsługującezdrowe operacje handlowe. Gubernator Banku Anglii, lord Whitmore, tłumaczyłpóźniej, że dzięki temu nie może wejść na rynek za dużo banknotów (wchodziłydo obiegu głównie poprzez dyskontowanie weksli). A Henry Thornton już w1797 roku mówił komisji parlamentarnej, że nie ma różnicy między emisjąpoprzez kredyt a emisją poprzez dyskonto weksli. Nikomu tylko nie wpadłona razie do głowy, że wysokość stopy dyskontowej, jak i oprocentowaniakredytu, można by regulować w proporcji do popytu na kredyty... Stąd, akuratjuż po śmierci Pitta w 1806 roku, koniunktura się "przegrzewała",banknotów krążyło za dużo, aż w roku 1813 ich wartość spadła do 71% nominału.

Kuliszer napisał, że kurs banknotów powrócił do poziomu 98% "po zawarciupokoju". Mimo że Bank Anglii utrzymywał stale tę samą pięcioprocentowąstopę dyskonta... Ale to po prostu spadła koniunktura, przedstawiano więcdo dyskonta mniej weksli i mniej zaciągano kredytów.

Jak dobrze im szło z tym papierem, najlepszy dowód, że w 1802 roku giełdalondyńska przeniosła się do nowego budynku. Tego też roku dzięki owej prosperityniejaki Thomas Richardson zapoczątkował nowy rodzaj interesów pieniężnych- jako makler wekslowy, pośrednik między sprzedawcami i nabywcami weksli.Przyłączyli się doń wkrótce John Overend i kwakier z Norwich, Samuel Gurney.W 1815 roku stworzyli wspólną firmę Overend, Gurney i spółka, aby zacząćkupować i sprzedawać weksle już na własny rachunek, miast ograniczać siętylko do pośrednictwa. Zdominowali na lata londyński rynek dyskontowy,a ten - rynek światowy.

Jest może paradoksem, że Londyn właśnie z pieniądzem papierowym stał się,po zniszczeniu wojnami światowej pozycji Amsterdamu, stolicą finansowąświata.

Niemniej tak właśnie było.

Ryc. Julian Bohdanowicz