Twoja wyszukiwarka

ANDRZEJ KAJETAN WRÓBLEWSKI
ACH, TE EGZAMINY!
Wiedza i Życie nr 4/1996
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 4/1996

Ernest Rutherford, o którym w tym miejscu była już nieraz mowa, uważał, że każdy badacz musi umieć szybko oceniać rzędy różnych wielkości fizycznych, z którymi ma mieć do czynienia. Z tego powodu bardzo lubił zadawać podczas egzaminów proste pytania, na przykład: Ile wynosi opór elektryczny kawałka drutu? Jakiego kawałka? - pytał zaskoczony student. Jakiegoś kawałka starego drutu - odpowiadał Rutherford. Odpowiedź, że opór jest rzędu oma, przyjmował z zadowoleniem, przekonany że student potrafi myśleć, natomiast kazał dokładnie sobie tłumaczyć odpowiedzi w rodzaju: 1000 lub 0.001 oma.

Pytał też z upodobaniem: Ile wynosi indukcyjność obrączki ślubnej? Był zadowolony, jeśli student odpowiadał, że indukcyjność jest rzędu średnicy obrączki, czyli około centymetra (uwaga: chodzi o rzadko dziś używany układ Gaussa). Pewnego razu, kiedy Rutherford zadał ponownie swoje ulubione pytanie, egzaminowany student odpowiedział bez namysłu: Indukcyjność wynosi 654.3, panie profesorze. Zupełnie zaskoczony Rutherford zapytał: Ach tak, a jakich jednostek pan używa? Używam, oczywiście, jednostek umownych - odpowiedział student.

Rutherford zdawał sobie sprawę z tego, że oczekujący na egzamin studenci mogą być bardzo zdenerwowani. Starał się tak dobierać na początku pytania, aby uspokoić kandydata i przywrócić mu wiarę we własne siły. Kiedyś na egzaminie doktorskim drugi obok Rutherforda egzaminator zadał skomplikowane pytanie dotyczące teorii widm pasmowych. Zgnębiony doktorant jąkał się przy tablicy, próbując wybrnąć z trudnej sytuacji, toteż Rutherford wykrzyknął do swego kolegi: Proszę pana, to jest zagadnienie, o którym ja sam wiem bardzo niewiele i najwidoczniej nasz student jest w podobnej sytuacji. Może wobec tego zechce pan sam odpowiedzieć na to pytanie! Zażenowany współegzaminator musiał ze wstydem przyznać, że też niewiele pamięta, co kiedyś wyczytał w książce, wobec tego sądził, że to będzie dobre pytanie, bo, słuchając odpowiedzi, odświeży swoje wiadomości.

Podobno wydarzyło się to ponad sto lat temu na uniwersytecie w Oxfordzie. Egzaminator z fizyki poprosił studenta: Proszę mi opowiedzieć o elektryczności. Na to student: Panie profesorze, tak mi przykro, jeszcze wczoraj naprawdę wiedziałem, co to jest ta elektryczność, ale teraz jakoś wszystko zapomniałem. Wzburzony egzaminator wybiegł z pokoju i z rozpaczą w głosie zawołał do oczekujących na korytarzu studentów: To straszne! Tylko dwie osoby wiedziały co to jest elektryczność, stwórca świata i ten student, a on właśnie to zapomniał!

Na temat egzaminów opowiada się wiele anegdot. Oto kilka z nich.

Czy kula z żelaza może pływać po powierzchni rtęci?

Niezbyt dobrze przygotowany student, jąkając się ze zdenerwowania, powiedział: Panie profesorze, ja tego wszystkiego naprawdę dobrze się nauczyłem i wiem, że chodzi o prawo Archimedesa i gęstości ciał, tylko jakoś nie mam głowy do liczb, więc nie pamiętam, jakie są gęstości rtęci i żelaza.

Mogę je podać - rzekł egzaminator - proszę przyjąć w zaokrągleniu gęstość żelaza jako 7.5, a gęstość rtęci jako 13.5.

To bardzo proste, panie profesorze - rzekł uradowany student - prawie dwie kule z żelaza mogą pływać na powierzchni rtęci.

Inny student, zapytany dlaczego do przesyłania prądu w sieci miejskiej używa się trzech przewodów, odpowiedział bez namysłu: To proste, jeden przewód jest potrzebny do napięcia, drugi - do natężenia, a trzeci do »kosinusa fi«.

Na egzaminie z mechaniki zapytano pewnego studenta o definicję momentu bezwładności. Kiedy rzucimy w górę jakieś ciało, na przykład kamień - odpowiedział - to wznosi się ono coraz wolniej, aż w pewnej chwili jego prędkość maleje do zera. To jest właśnie jego moment bezwładności, po którym ciało zaczyna spadać.

Pewnego razu egzaminator zapytał studenta: Jak można zmierzyć wysokość budynku za pomocą barometru?

To bardzo łatwe - odpowiedział student - trzeba wejść na dach budynku, przywiązać barometr do długiego sznura i opuścić go tak, że dotknie powierzchni gruntu; potem wystarczy wciągnąć go, mierząc długość sznura.

Czy to jedyna metoda jaką pan zna? - zapytał zaskoczony profesor.

Ależ nie, można jeszcze, na przykład, zrzucić barometr z dachu budynku, mierząc czas jego spadku na ziemię; potem wystarczy tylko skorzystać ze szkolnego wzoru na drogę w spadku swobodnym.

I to wszystko, co pan wie na ten temat - rzekł coraz bardziej zdenerwowany egzaminator.

Znam jeszcze inne metody wyznaczania wysokości budynku za pomocą barometru - odpowiedział ze spokojem nie speszony student.

Proszę więc je podać - wykrzyknął zniecierpliwiony profesor.

Można, na przykład, wchodząc po schodach na dach, przykładać niesiony barometr do ścian klatki schodowej i zaznaczać kolejne jego długości; potem wystarczy tylko policzyć te znaczki i to daje wysokość budunku w jednostkach długości barometru. Można też, jeżeli dzień jest słoneczny, zmierzyć długość barometru i jego cienia, a następnie długość cienia budynku, skąd przez prostą proporcję obliczamy wysokość budynku. Jeśli ktoś woli bardziej wyrafinowane metody, to może przywiązać barometr do kawałka sznurka, żeby zrobić proste wahadło, a potem zmierzyć okres wahań tego wahadła na powierzchni gruntu i na dachu budynku. Wykorzystując wzór na okres wahadła można wyznaczyć z tych pomiarów efektywne wartości przyspieszenia ziemskiego, a stąd - posługując się prawem grawitacji Newtona - w zasadzie obliczyć wysokość budynku. Ale ja uważam - ciągnął dalej nie zmieszany student, nie zwracając uwagi na mdlejącego z wrażenia profesora - że najdokładniejszy wynik otrzymałbym, zanosząc ten barometr do biura zarządcy budynku. Mam tu ładny barometr - powiedziałbym do zarządcy - i podaruję go panu, jeśli poda mi pan dokładną wysokość budynku.

Czy naprawdę nie zna pan konwencjonalnej odpowiedzi na zadane pytanie? - wyszeptał zrezygnowany egzaminator.

Ależ znam, tylko to takie nudne, więc chciałem wymyśleć coś bardziej oryginalnego.