Twoja wyszukiwarka

KRYSTYNA JARZĄBEK
ŻYCIE W MILCZENIU
Wiedza i Życie nr 4/1996
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 4/1996

W codziennych kontaktach umowne gesty odgrywają rolę skromną: po prostu towarzyszą mowie. W niektórych społecznościach gestykulacja stanowi jednak czasem główną bądź jedyną formę komunikacji. Bywa tak wówczas, gdy ich członkowie muszą z pewnych przyczyn zrezygnować z pośrednictwa mowy. Tak właśnie dzieje się wśród mnichów trapistów.

W klasztorze

W wielu wypadkach systemu skonwencjonalizowanych gestów musiały używać plemiona indiańskie, żyjące na preriach Ameryki Północnej, mówiły bowiem tak licznymi językami i dialektami, że często nawet ludy sąsiadujące ze sobą nie mogły się porozumieć. Ten bezsłowny język prerii jeszcze niezupełnie został zapomniany. Na całkowite wymarcie nie pozwalają mu nieliczni, starzy już Indianie i uczeni interesujący się ich kulturą.

Swoisty język ciała, głównie rąk, bywał w przeszłości przydatny plemionom łowieckim, żyjącym w Australii. Wynikało to z tego, że gesty były dobrze widoczne podczas polowań na otwartej przestrzeni. O popularności tej formy porozumiewania się decydowały też inne względy - przede wszystkim ogromne zróżnicowanie językowe tubylców oraz ich częste przemieszczanie się. Wśród niektórych plemion australijskich panuje ponadto zwyczaj, który zmusza kobiety do milczenia przez długi czas po stracie męża bądź bliskich im mężczyzn. Nabywają one wówczas takiej wprawy w "konwersacji" prowadzonej za pomocą rąk, że często nie chcą z niej zrezygnować nawet wtedy, gdy nic ich już do tego nie zmusza.

Językiem gestów, nazywanym też migowym, posługują się inwalidzi słuchu. Jest to, odbierany za pomocą wzroku, umowny system oparty na ustalonych układach rąk i palców, uzupełniający lub zastępujący język, którego podstawę stanowią dźwięki. Gesty są tu zasadniczym środkiem porozumiewania się -tym ważniejszym, im w mniejszym stopniu ukształtowana jest mowa niesłyszącego. Dla głuchoniemych, u których mowa nie została w ogóle wykształcona lub zachowana, konwencjonalny język migowy staje się jedynym środkiem kontaktu z otoczeniem.

Trapista przyodziany w kukullę

Wymienione społeczności, z wyjątkiem ostatniej, traktują język gestów jako pomocniczy, drugoplanowy w stosunku do języka naturalnego. Co więcej, nawet osoby ze znacznie upośledzonym słuchem próbują dzięki specjalnym ćwiczeniom i aparatom wzmacniającym dźwięk opanować mowę. Wynika stąd, że niemal każdy człowiek dąży do kontaktu słownego z innym człowiekiem. W tej sytuacji intrygujący wydaje się fakt, że istnieje na świecie społeczność, która dobrowolnie zaakceptowała życie w milczeniu - jak wspomniano na wstępie, tworzą ją mnisi z zakonu kontemplacyjnego trapistów. Właśnie oni, aby porozumieć się w podstawowych dla siebie sprawach, wymyślili jeden z najdoskonalszych systemów gestowych.

Trapiści są zreformowanym odłamem mnichów cystersów o obostrzonej regule. Nazwa "trapiści" pochodzi od La Trappe, cysterskiego opactwa, położonego w Normandii. Zreformowaniem życia mieszkańców owego klasztoru zajął się Armand Jean le Bouthillier de Rancé, żyjący w latach 1626-1700. Początkowo prowadził żywot pełen uciech. Zmianę w jego zachowaniu spowodowała dopiero- jak się przypuszcza - śmierć jednego z krewnych bądź też kochanej przezeń pięknej i młodej kobiety. Wyświęcony w 1651 roku na kapłana, w 1662 roku wstąpił do klasztoru w Perseigne, a w 1664 roku, po złożeniu ślubów zakonnych, został opatem w La Trappe. Postanowił wówczas nie tylko sam pokutować, ale i podległym sobie mnichom narzucił niesłychanie surowy tryb życia. Z tego względu niewielu było chętnych, aby przystąpić do tego zakonu. Interwencja papieża oraz ogólna krytyka, z jaką spotkał się de Rancé, zmusiły go z czasem do złagodzenia przyjętych zasad postępowania. Mimo to wiele zwyczajów wprowadzonych za jego rządów przetrwało w klasztorach trapistów do dziś.

W 1790 roku, w czasach rewolucji francuskiej, trapiści musieli opuścić swe opactwo. Dało to początek nowej epoce w dziejach tego zakonu. Jego członkowie zaczęli osiedlać się między innymi w Anglii, Westfalii, Irlandii, Belgii, Holandii, Hiszpanii, we Włoszech. Poza kontynentem europejskim pojawili się w Ameryce Północnej, Brazylii, Kongo, Syrii, Palestynie, w Chinach, a także w Japonii. Po upadku Napoleona Bonaparte wrócili do Francji, a odzyskawszy swój pierwszy klasztor w La Trappe, jęli zakładać nowe siedziby. Kościołowi polskiemu są obcy, chociaż badacze odnotowują ich krótkotrwały- prawdopodobnie kilkumiesięczny - pobyt pod koniec XVIII wieku w Krakowie, Warszawie i Gdańsku. W naszym stuleciu trapiści stali się popularni zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych dzięki Thomasowi Mertonowi, pisarzowi, żyjącemu w latach 1915-1968. W wieku 26 lat wstąpił do słynącego z surowej reguły klasztoru trapistów w Gethsemani w stanie Kentucky. Napisał tam wiele książek- przede wszystkim o tematyce religijnej, filozoficznej i o życiu zakonnym.

Podstawę bytu trapistów stanowi reguła św. Benedykta z Nursji, żyjącego w latach 480-547 we Włoszech. Około 529 roku osiadł z kilkoma mnichami na Monte Cassino, gdzie rozpoczął budowę kościoła i klasztoru. Tam około 540 roku zredagował regułę zawierającą zbiór przepisów i zasad normujących życie mnisze. Wskazania św. Benedykta dotyczą organizacji klasztoru, zachowania się mnichów oraz ich życia wewnętrznego.

Podczas profesji, czyli przyjęcia święceń zakonnych, mnisi składają uroczyste śluby, określone regułą. Jednym z najważniejszych - oprócz ślubu ubóstwa, czystości, posłuszeństwa, dążenia do świętości - jest ślub stałości miejsca. Wiąże on mnicha z jedną wspólnotą zakonną. Jeżeli przełożeni nie wyślą go do tzw. fundacji, to znaczy klasztoru o tym samym profilu, który właśnie powstaje, zakonnik żyje i umiera w tym klasztorze, gdzie składał śluby. Trzeba specjalnej dyspensy papieża, aby mnich mógł się przenieść do innegoklasztoru.

Najbardziej charakterystyczną cechą reguły trapistów jest życie we wspólnocie. Oznacza to, że wszyscy zakonnicy, zarówno kapłani, jak i nie mający święceń bracia zakonni, tworzą jedną wspólną rodzinę. Zawsze są razem: razem wychodzą do pracy, razem modlą się i śpiewają w kościele, razem czytają i spożywają posiłki. Mają nawet wspólne sypialnie, w których łóżka oddzielone są jedynie firankami. Trapistami rządzi opat lub przeor.

Opactwo w La Trappe; rycina pochodzi z 1795 r.

Mimo wspólnego życia, każdy trapista podobny jest do pustelnika wskutek obowiązku zachowania milczenia. W klasztorze bowiem nie ma takich chwil ani okazji, kiedy można by prowadzić rozmowę. Dlatego ani praca, ani pora posiłku nie przerywają ogólnego milczenia. Co prawda trapista przebywa ciągle z innymi, a jednak zawsze jest sam; żyje w gronie ludzi, ale nie może z nimi porozmawiać. Milczenie w klasztorze trapistów jest czymś, co przenika wszystko, nasyca każdy przedmiot i wypełnia ludzi, którzy tammieszkają.

Nie oznacza to, że nigdy i do nikogo nie wolno im się odzywać. Mówią podczas spowiedzi. Mogą też rozmawiać ze swoimi przełożonymi: opatem, przeorem lub tak zwanym kierownikiem duchowym. Kierownik rekolekcji rozmawia ponadto z gośćmi klasztornymi. Na wymianę myśli dotyczącą spraw osobistych trzeba mieć za każdym razem pozwolenie, które jest udzielane bardzo oszczędnie.

Trapiści uważają, że jedynym, a zarazem uświęconym powodem i celem mówienia jest wyznawanie wiary w Boga i głoszenie Jego chwały. Mowa bywa wówczas ważniejsza niż życie i śmierć. Kapłani zakonni głoszą zatem Słowo Boże podczas mszy i żyją po to, by Je głosić. Bardzo ważna jest wówczas świadomość tego, co się mówi, a także zrozumienie konsekwencji tej wypowiedzi. Księża nie mogą w związku z tym mówić o sprawach, których jeszcze nie przemyśleli. Kazanie kościelne powinno rodzić się z milczenia i związanej z nim kontemplacji. Trapiści głoszą ponadto chwałę Bożą, śpiewając codziennie kilka godzin w chórze kościelnym.

Zasada milczenia obowiązuje trapistów od kilkuset lat do dziś. Dlatego funkcję mowy przejął w ich życiu system umownych gestów. Zdaniem badaczy system ten liczy ponad 1300 gestów, z których 500 używa się najczęściej. Mnisi radzą sobie z nimi ponoć równie łatwo, jak ludzie z rozmową.

W bezgłośnym języku trapistów występują przede wszystkim znaki ideograficzne, odpowiadające różnym pojęciom. I tak, na przykład, znak krzyża towarzyszący przebieraniu palcami oznacza procesję, a rozłożone ręce i wskazywanie na drzewo to stół. Aby wyrazić określenie opat, trapista wykonuje kciukiem prawej ręki mały znak krzyża na piersi, a chcąc bezgłośnie "powiedzieć"przeor pokazuje kciuk prawej dłoni. Dotknięcie palcem wskazującym prawej dłoni koniuszka języka oznacza sól, a słowo pracować wyraża się, uderzając kilkakrotnie zamkniętymi dłońmi o siebie.

Trapista podczas pracy w ogrodzie

Za pomocą umownych znaków gestowo-mimicznych można też przekazać wiele złożonych treści. Świadczą o tym wypowiedzi Thomasa Mertona zamieszczone w książce Znak Jonasza (Społeczny Instytut Wydawniczy "Znak".Tłum.K. Poborska. Kraków 1962). Stanowi ona zbiór osobistych notatek i rozważań spisywanych w czasie pięcioletniego pobytu jej autora w klasztorze trapistów w Gethsemani. Oto parę cytatów pochodzących z tej książki, które ukazują ów niezwykły sposób porozumiewania się:

Dotarliśmy do domu spiesząc przez zaśnieżony ogród, i stał tam kolorowy rekolektant [tj. uczestnik rekolekcji] przy figurze Matki Boskiej. Popatrzył na mnie i powiedział: "Ojciec Merton? ", ale dałem mu znak, że nie mogę mówić.

Będzie mi bardzo brakowało ojca Waleriana, organisty. [...] Właśnie przeszedł koło mnie z jakimś stęsknionym wyrazem twarzy i dał mi znak, że będzie się bardzo modlić, żeby mnie też wysłali [do fundacji]; odpowiedziałem mu znakiem, żeby się nie modlił za bardzo.

Ojciec Rajmund pokazał mi za pomocą znaków, jak to mu pot spływa po żebrach, gdy jego książki tam [tj. w refektarzu] się czyta.

Mnisi i bracia kręcili się przed furtą, żegnając się za pomocą znaków i obejmując się wzajemnie według zwyczaju w zakonie, a brzmiało to jakby wiatr szeleścił w liściach drzew.

Niektóre bardziej złożone "wypowiedzi" są zrozumiałe dla odbiorcy dzięki korzystaniu przez mnichów z elementów pantomimy: Ojciec Gerwazy [...] umie bardzo zrozumiale dawać znaki. Bez żadnego wysiłku potrafił mnie zawiadomić, że benedyktyn Dom Verner Moore, który dawał nam rekolekcje dwa lata temu, został kartuzem w Miraflores, w Hiszpanii. Ojciec Gerwazy nie potrzebował wspinać się na drabinę i szukać obrazka Miraflores, aby przekazać mi tę informację, tylko zakręcił się na obcasach i trzasnął palcami nad głową, jak gdyby uderzał w kastaniety. Potem zachwycony moim zdumieniem uciekł, zagłębić się w najnowsze książki [...].

Mnisi przekazują sobie najczęściej krótkie informacje: Ojciec Abdon przechodzi z różańcem i daje mi znak: "11 dni".

Treści przekazywane gestami stanowią niekiedy odpowiednik niezbyt długich zdań: Ojciec Ozeasz mija mnie i sygnalizuje: "Za dużo piszesz, odpocznij,odpocznij". Ale "zdania" gestowe bywają też niekiedy dosyć rozbudowane:Ojciec szafarz dał mi znak, że nigdy, nigdy, pod żadnym warunkiem nie wolno mi wziąć drugi raz jeepa.

Za pomocą gestów można nawet prowadzić swoistą konwersację: Brat Karol przechodzi i pyta za pomocą znaków, kiedy ukaże się wielka księga stulecia. Sygnalizuję znakami: "Jeszcze długo nie, długo nie". Mówi mi: "Ilestron, dwieście? " Odpowiadam: "Nie, sześćdziesiąt". On na to:"Dwieście obrazków? ". Mówię: "Tak". Odchodzi, nie smutny wprawdzie, ale nie całkiem zadowolony.

Nadmierna gestykulacja jest w klasztorze zabroniona, na co wskazuje następujący cytat: Wczoraj spadł pierwszy śnieg, a zeszłej nocy przed Pasterką ktoś ukradkiem dał mi znak, że znowu sypie.

Ograniczone możliwości porozumiewania się rodzą nierzadko dyskomfort psychiczny:[...] mnisi (ze mną włącznie) stają się bardzo niespokojni na kapitule [tj. podczas zebrania przełożonych klasztoru] z chwilą wprowadzenia elementu kontrowersji. Każda kwestia sporna jest niezmiernie nużąca. Przyczyną tego jest oczywiście to, że nikt nie może odpowiadać. Po latach nieodpowiadania cystersom może robić się słabo na samą myśl o dyskusji.

Z przytoczonych cytatów wynika, że system znaków ruchowych, jakimi posługują się trapiści, jest dość prosty, a równocześnie obrazowy. Dzięki temu bywa doskonale rozumiany. Część znaków, jakie składają się na ten język, da się przyrównać do ideograficznego języka ludzi głuchych i głuchoniemych. Dzieje się tak zapewne dlatego, że na całym świecie znaki ideograficzne powstają dzięki wrażeniom wizualnym: na podstawie kształtu przedmiotu czy też charakterystycznego ruchu symbolizującego daną czynność. Można jednak przypuszczać, że język trapistów jest znacznie uboższy od języka migowego inwalidów słuchu - krąg osób, które z niego korzystają, jest przecież w tym wypadku znacznie węższy. W książkach Mertona nie ma ponadto najdrobniejszej wzmianki na temat znaków daktylograficznych (oddających litery, liczby, działania arytmetyczne, interpunkcję), jakimi również w wielu wypadkach posługują się osoby niesłyszące. Wydaje się to dosyć dziwne, gdyż pierwsze wzmianki o stworzeniu alfabetu daktylograficznego pochodzą z XII wieku- od mnichów z zakonu cystersów. Możliwe, że znaki tego typu nie są po prostu potrzebne trapistom.

Język trapistów nie zwrócił dotychczas baczniejszej uwagi językoznawców, których interesują nie tylko języki naturalne, ale i wiele innych systemów komunikacyjnych. Czeka on zatem ciągle na zbadanie i pokazanie światu, chociaż służy ludziom, którzy ukochali milczenie.

W KLASZTORZE

Trapiści noszą biały wełniany habit. Na niego nakładają czarny szkaplerz, czyli prostokątny kawał sukna z otworem na głowę, połączony z czarnym kapturem. Przepasują się rzemiennym paskiem. Do chóru nowicjusze zakładają dodatkowo biały bezkształtny płaszcz, a mnisi po święceniach - białą kukullę: obszerny, fałdzisty habit z szerokimi rękawami i kapturem. Bracia zakonni, czyli mnisi nie mający święceń kapłańskich, ubierają się w brunatny habit, a zamiast kukulli - w płaszcz tej samej barwy. Wszyscy mieszkańcy klasztoru noszą ciężkie półbuty lub buty, a do pracy w polu, stajni bądź pralni ubierają drewniane chodaki.

Trapistów obowiązuje ścisła asceza. Polega ona na stałym i metodycznym ograniczaniu własnych potrzeb, mającym na celu dążenie do doskonałości i zbawienia. Przybiera ona różne formy: milczenia (o którym jest mowa w tekście), postów, ciągłych modlitw.

Przez większą część roku obowiązuje ich ścisły post jakościowy. Jeśli nie są chorzy, nie jedzą ryb ani jaj. Mięso i rosół wolno im jeść tylko podczas choroby i to na polecnie lekarza. W pewnych okresach obowiązuje ich też post ilościowy. Strawa mnichów jest niezwykle prosta, żywią się bowiem głównie jarzynami, serem i chlebem. Wystarcza to jednak, by utrzymać człowieka w zdrowiu przez wiele lat, a mnisi niejako tradycyjnie umierają w podeszłym wieku.

Reguła św. Benedykta nakłada na zakonnika obowiązek pracy. Rodzaj owej pracy zależy od przełożonego, który uwzględnia potrzeby Kościoła i klasztoru oraz uzdolnienia mnichów i ich możliwości. Praca w klasztorze nigdy nie jest bezużyteczna. Mnisi pracują przede wszystkim na roli. Znaczą część życia spędzają również w ogrodzie, a także rąbią drewno, obierają ziemniaki, myją naczynia i czyszczą podłogi. Niektórzy mnisi mają - można by rzec - stałe zajęcie, którym bywa na przykład produkcja sera, pszczelarstwo, stolarka, pieczenie chleba, malowanie fresków. Zależnie od potrzeb, zakonnicy wykonują też pracę szewców, krawców, tkaczy, introligatorów, grabarzy, hydraulików i elektryków.

W przeszłości trapiści byli zdecydowanie przeciwni wszelkiej pracy intelektualnej. Pozostawało to w zgodzie z jednym z haseł ojca Armanda Jeana le Bouthilliera de Rancé, reformatora reguły zakonnej. W naszych czasach trapiści mogą być na przykład pisarzami, tłumaczami literatury, badaczami zagadnień filozoficznych itp. Ich słuchaczami są młodzi zakonnicy przygotowujący się do święceń kapłańskich.

Według reguły św. Benedykta, najważniejszym obowiązkiem trapisty, nad który niczego przedkładać nie wolno, jest modlitwa. Polega ona na uczestniczeniu w liturgii kościelnej i wspólnym odmawianiu brewiarza. Mnichów zachęca się ponadto usilnie do gorliwości w modlitwie indywidualnej. O różnych porach w ciągu dnia, a także podczas nocnego czuwania, w środkowej części nawy kościelnej zbiera się chór mnichów. Śpiewają tam tak zwane kanoniczne oficjum, składające się głównie z psalmów - uroczystych pieśni religijnych z Księgi Psalmów. W tym samym miejscu zakonnicy spędzają czas poświęcony rozmyślaniom i osobistej modlitwie. Około godziny czwartej nad ranem księża zakonni odprawiają Mszę świętą. Głównym wydarzeniem codziennych zbiorowych i zrytualizowanych czynności religijnych jest Msza święta konwentualna, odprawiana uroczyście w późniejszych godzinach rannych. Celebrujący ją kapłan zmienia się co tydzień. Asystuje mu diakon, śpiewający Ewangelię, i czasami subdiakon, który śpiewa lekcję, podczas gdy chór mnichów wyśpiewuje stałe i zmienne części mszy.

Zgodnie z regułą św. Benedykta, modlitwa powinna być oparta na czytaniu. Lekturę podczas takiego czytania stanowią Pismo Święte oraz dzieła Ojców Kościoła, a także pisarzy katolickich, dotyczące teologii, ascetyki i mistyki.

Do początku strony

Źródła ilustracji: F. Pfannenschmidt, Illustrirte Geschichte der Trappisten oder der zur ursprünglichen Strenge zurückegekcherten Benedictiner- Cistercienser - Mönche seit ihrem Ursprunge bis auf unsere Zeit. Paderborn 1873, Druck und Verlag von Ferdinand Schöningh; The Catholic Encyclopedia, vol. XV. New York 1912.

Prof. KRYSTYNA JARZĄBEK pracuje w Instytucie Filologii Słowiańskiej Uniwersytetu Śląskiego.