Twoja wyszukiwarka

JAN STRZAŁKO KATARZYNA KASZYCKA BETINA KUJAWA
NAJPIĘKNIEJSZA JEST PRZECIĘTNA
Wiedza i Życie nr 5/1996
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 5/1996

To, co jest piękne - jest dobre. Nic więc dziwnego, że poszukujemy partnerów atrakcyjnych, choć zaskakujące,że atrakcyjny to tyle, co przeciętny.

Badania psychologiczne dowiodły, że wygląd zewnętrzny ma wpływ na wzajemne oczekiwania ludzi wobec siebie. Zanim z osobą spotkaną po raz pierwszy zaczniemy rozmawiać, zanim poznamy jej możliwości i zamiary, dokonujemy wstępnej oceny. Może się nam wydać sympatyczna, wzbudzająca zaufanie, zdecydowana, pogodna, energiczna, łagodna, ogólnie - pociągająca, albo wręcz przeciwnie - niesympatyczna, podejrzana, niepewna, ponura, słaba, złośliwa, a więc odpychająca.

Jak powstaje uogólniony obraz cudzej osobowości zbadali specjaliści z dziedziny psychologii społecznej. Oczywiście może być on zestawiony z innych cech niż wyżej wymienione. Istotne jest jednak to, że w ogólnym przekonaniu pociągający wygląd koreluje wyraźnie z urodą, a odpychający z jej brakiem. Jest rzeczą oczywistą, że w zależności od typu relacji między ludźmi, znaczenie pierwszego wrażenia jest rozmaite. Inne gdy spotykają się partnerzy w interesach, inne w przypadku pasażerów tego samego przedziału kolejowego, a jeszcze inne - gdy ocenia się wzajemnie dwoje młodych ludzi, których pierwszy kontakt może z czasem przerodzić się w trwalszy związek z możliwymi konsekwencjami nie tylko społecznymi, ale także biologicznymi. W tym ostatnim typie relacji kwestia urody występuje zresztą najwyraźniej. Pojawia się jednak wątpliwość: jeśli w doborze par - nazwijmy je umownie - erotycznych, atrakcyjność fizyczna odgrywa istotną rolę, to dlaczego poza przypadkiem wyraźnych upośledzeń, a więc patologii, z równą łatwością (albo trudnością) partnerów znajdują ludzie o dowolnym poziomie urody? Być może odpowiedź powinna brzmieć: ostateczna realizacja celu, jakiemu służy kontakt między ludźmi nie zależy od pierwszego wrażenia. To rozmowa rozstrzyga o tym, czy ludzie z sobą będą współdziałać czy nie. Jeśli tak jest - dla biologa problem przestaje być interesujący.

Biolog ma jednak powody do wątpliwości. Zjawisko nie musi mieć charakteru deterministycznego, by jego efekty wymagały uwzględnienia w interpretacji zjawisk populacyjnych. Wystarczy, że różnice w atrakcyjności wpływają na to, czy prawdopodobieństwo sukcesu w kontaktach między ludźmi jest duże czy małe, by rzecz warta była zbadania.

POSZUKAJMY W GENACH

Atrakcyjnością fizyczną będziemy nazywać konfigurację cech morfologicznych ciała ludzkiego, w tym wymiary i proporcje twarzy, która u obserwatora wywołuje pozytywne nastawienie do osoby obdarzonej tymi cechami. Inaczej mówiąc, u obserwatora pojawia się chęć, a co najmniej zgoda na nawiązanie kontaktu z oglądaną osobą. Tak rozumiana atrakcyjność jest niewątpliwie cechą zmienną (w sensie statystycznym) i to zmienną ciągłą. Można więc wyobrazić sobie "skalę" atrakcyjności - wzorzec, według którego porównywany osobnik okazałby się atrakcyjny w "jakimś stopniu". Czy taka skala - wzorzec atrakcyjności - jest możliwa do uzgodnienia między ludźmi? Albo, inaczej mówiąc, czy istnieje jeden obiektywny wzorzec w obrębie jednej populacji ludzkiej, czy może wiele różnych subiektywnych wzorców? Inne pytanie, na które, tak jak i na poprzednie, nie ma satysfakcjonującej odpowiedzi, dotyczy pochodzenia cech składających się na atrakcyjność, a w szczególności ich powiązania z wyposażeniem genetycznym osobnika.

Atrakcyjność fizyczna może rzutować na powstanie więzi społecznych, dlatego odpowiedź na drugie z postawionych pytań miałaby istotne znaczenie dla rekonstrukcji filogenezy zachowań społecznych człowieka. Współcześnie wyboru partnerów w przeważającej mierze dokonuje się pod wpływem czynników kulturowych. Z pewnością jednak we wczesnych stadiach człowieczeństwa ich udział był znacznie mniejszy, niż wpływ atrakcyjności fizycznej na ogólną ocenę człowieka. W jakim stopniu i w jaki sposób morfologiczne cechy człowieka, uwarunkowane jego wyposażeniem genetycznym, decydowały o powstawaniu więzi międzyosobniczych w przeszłości, tego oczywiście ustalić się nie da. Można natomiast założyć, że mechanizm "przyciągania" wzajemnego ludzi, jeśli utrwalił się niegdyś w genotypach, jest możliwy do wykrycia, nawet jeśli jego udział w powstawaniu różnych relacji międzyludzkich bywa obecnie nieznaczny.

Żeby sprawdzić, czy atrakcyjność fizyczna ma naprawdę naturę biologiczną, postawiliśmy kilka hipotez, dających się empirycznie zweryfikować. Były one tak skonstruowane, by odrzucenie którejś z nich pozwalało przyjąć hipotezę alternatywną. Na przykład: atrakcyjność fizyczna jest pochodną indywidualnych upodobań oceniającego, nie należy więc oczekiwać zgodności ocen w grupie osób oceniających atrakcyjność innych - oto jedna z hipotez. W przypadku jej zanegowania oczywiste staje się twierdzenie, że co najmniej pewne składniki atrakcyjności kwalifikowane są przez członków tej samej populacji tak samo, a zatem oceny muszą być, przynajmniej częściowo, zgodne. W ten sam sposób zestawiono inne pary alternatywnych hipotez. Oto one:

* cechy morfologiczne (podlegające percepcji wzrokowej, oceniane bez uwzględnienia modyfikacji kulturowych), nie mają wpływu na ocenę atrakcyjności, pod warunkiem, że nie reprezentują wariantów patologicznych lub skrajnych. Jeśli tak nie jest, to ocena atrakcyjności zależy od wystąpienia u ocenianej osoby pewnych szczególnych kombinacji cech morfologicznych;

* cechy decydujące o wysokiej atrakcyjności są wyjątkowe w tym sensie, że występują rzadziej niż inne. Jeśli nie, to znaczy że atrakcyjność fizyczna wiąże się z przeciętnymi cechami;

* ocena atrakcyjności jest niezależna od wyglądu oceniającego. Jeśli nie, to ocena atrakcyjności uzależniona jest od cech morfologicznych, które reprezentuje oceniający.

Weryfikacja powyższych hipotez mogłaby rzucić trochę światła na zjawisko atrakcyjności - ugruntować nasze intuicyjne pojęcie na ten temat, albo też zmusić do zmiany poglądu na to, co przywykliśmy uważać za obiektywną ocenę oglądanych osób. Niezależnie od tego, można by oczekiwać postępu w zrozumieniu mechanizmów kształtowania się specyficznych ludzkich struktur socjalnych i roli ewolucji biologicznej w tym procesie.

PIĘĆDZIESIĘCIU WSPANIAŁYCH SĘDZIÓW

Badania zaplanowano i przeprowadzono w końcu lat osiemdziesiątych w Instytucie Antropologii Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu. Atrakcyjność oceniano na podstawie fotografii. Przemawiała za tym możliwość standaryzacji ocenianych osób, a także tradycja badań prowadzonych przez psychologów, którzy tę metodę stosowali od lat. Zdjęcia przedstawiały 64 młode kobiety - studentki UAM. U każdej z nich wykonano pomiary antropometryczne 16 cech twarzy, wybierając cechy najwyraźniej wpływające na obraz "fizjonomiczny", a więc rozmiar ust, nosa, oczu, proporcje różnych okolic twarzy. Aby umożliwić statystyczną analizę wyników, każde zdjęcie oceniane było czterokrotnie przez 50 "sędziów" - mężczyzn w wieku 20 - 40 lat. Dwie oceny wiązały się z pytaniem, czy kobieta na zdjęciu jest pociągająca w sensie towarzyskim (np. czy oceniający chciałby spędzić z nią wolne popołudnie), zaś dwie dalsze, dokonane po dwu miesiącach, z pytaniem, czy osobę na zdjęciu oceniający zaakceptowałby jako partnerkę związku erotycznego (ewentualnie małżeńskiego). Ocenę sędziowie formułowali w skali punktowej odzwierciedlającej nasilenie akceptacji. Każda kobieta na zdjęciu uzyskała więc po 50 ocen "atrakcyjności" w każdym z powtórzeń obydwu pytań. Na tej podstawie można było wystawić jej średnią ocenę a także ustalić, w jakim stopniu oceny poszczególnych sędziów są zbieżne.

Uśrednianie wyglądu ( animacja )

Z czterech twarzy kobiecych komputer skomponował nową osobę, w rzeczywistości nie istniejącą. Po uśrednieniu portretów wyjściowych, a więc odrzuceniu wszelkich skrajności, komputerowy wizerunek stał sie bardziej przeciętny, a sędziowie uznali, że jest ładniejszy

Przede wszystkim okazało się, że przynajmniej część ocen jest wspólna dla wielu sędziów, albo - inaczej mówiąc - możliwa do uzgodnienia między nimi. Reszta zależy od indywidualnych upodobań osób oceniających, ale prawdopodobnie nie od ich wyglądu. Nie mamy jednak całkowitej pewności w tej sprawie. Okazało się ponadto, że atrakcyjność fizyczna wyraźnie wiąże się z cechami morfologicznymi twarzy najczęściej występującymi w populacji. Mówiąc wprost, w kontaktach międzyludzkich najchętniej wybieramy osoby najbardziej typowe.

A więc atrakcyjny to tyle, co przeciętny. Choć wniosek ten brzmi zaskakująco i u wielu budzi sprzeciw, nie jest nowy. Nowa jest statystyczna weryfikacja wyników. Liczby, oceny prawdopodobieństwa, z jakim można kwestionować hipotezy robocze, to argumenty przemawiające do profesjonalistów. Czytelników nie zajmujących się na co dzień statystyką matematyczną i antropometrią o wiele łatwiej przekona metoda wizualna. Rozwój technik komputerowych stworzył taką możliwość. Dowolny obraz można zapisać w komputerze w postaci cyfrowej, a to oznacza, że można go także poddać obróbce matematycznej. Nasunęło to pomysł, by zdjęcia fotograficzne osób ocenianych pod względem atrakcyjności uśrednić komputerowo. Badania takie oczywiście już wykonywano, a ich wyniki wydają się jednoznaczne - twarze otrzymane przez połączenie fotografii wielu osób, a więc ich uśrednienie, zdecydowanie bardziej podobają się oglądającym je "sędziom" niż zdjęcia wyjściowe.

PREKURSOREM BYŁ FRANCIS GALTON

Choć technika jest najnowsza, sama idea nowa nie jest. Przedstawił ją angielski lekarz i antropolog Francis Galton, znany przede wszystkim z zastosowania linii papilarnych do identyfikacji osób. Jakże wielkie musiało być jego zdziwienie, gdy zamiast oczekiwanego przezeń obrazu modelowego kryminalisty uzyskał wizerunek "niepowtarzalnie pięknej, niemalże idealnej" twarzy męskiej. Takimi właśnie słowami określił rezultat swojego nowatorskiego wówczas eksperymentu, opisanego i opublikowanego w 1878 roku w "Nature". Nałożył on za pomocą stereoskopu kolejne klisze fotograficzne i ryciny przedstawiające twarze mężczyzn, pochodzące z kartotek policyjnych, w celu stworzenia wzorcowego wizerunku przestępcy. Sfrustrowany badacz skonstatował, że otrzymany obraz, zatraciwszy wszelkie dysproporcje, jest o wiele atrakcyjniejszy od każdej twarzy użytej do jego skomponowania, a przy tym pozostał całkowicie realny.

Zmieniają się czasy, zmieniają się i technologie. W 1990 roku Judith Langlois i Lori Roggman opublikowały w "Psychological Science" rezultaty swoich prac o atrakcyjności, w których wykorzystali pionierską metodę Galtona, używając do tego sprzętu komputerowego. Procedura komputerowego generowania wzorcowej twarzy była następująca: wprowadzone do komputera zdjęcia dwu twarzy kobiecych, zostały nałożone na siebie na monitorze (jedno z nich było półprzezroczyste) i przez powiększanie lub pomniejszanie oraz ich rotację próbowano zbliżyć do siebie punkty leżące w środku źrenic, jak również punkt leżący centralnie na linii szpary ustnej. Zdjęcia były czarno-białe, a program komputerowy traktował je jako zbiór bardzo licznych punktów (oczywiście odwzorowanych numerycznie) różniących się intensywnością czerni (jasnością), na którym przeprowadzał obliczenia matematyczne. Po względnie dokładnym dopasowaniu do siebie dwóch obrazów, nakładał je na siebie. W ten sposób, jak w eksperymencie z kliszami fotograficznymi Galtona, wspólne przestrzenne rozłożenie ciemnych punktów dawało efekt zaciemnienia, a jasnych - względnego rozjaśnienia. Nowa twarz odzwierciedlała cechy, które najczęściej pojawiały się w twarzach rzeczywistych, na przykład szeroko rozstawione oczy, jeśli większość osób na zdjęciach miała taki właśnie rozstaw. Wynik eksperymentu Galtona został przez badaczki potwierdzony - "komputerowa" twarz została oceniona jako atrakcyjna, tym bardziej im więcej twarzy wchodziło w jej skład - najmniej 2, najwięcej 32. Przedstawiona procedura przetwarzania obrazów, podobnie jak metoda Galtona, jest jednak nieprecyzyjna. Prototypowa twarz, która ma przecież reprezentować uśredniony wizerunek twarzy rzeczywistych, pozostała jedynie efektem prostego nałożenia obrazów, nie zaś odzwierciedleniem średniej arytmetycznej rozmieszczenia ich cech anatomicznych.

Nasze badania zmierzające do potwierdzenia tezy o uniwersalności wzorca atrakcyjności, a więc przewidywalności ludzkich preferencji estetycznych, dzięki udoskonalonej metodzie komputerowego przetwarzania obrazów opracowanej w jednej z poznańskich firm komputerowych, są metodycznie doskonalsze. Obecnie opracowujemy modelowy wizerunek męski i kobiecy. Każdy powstaje przez uśrednienie 128 zdjęć twarzy młodych mężczyzn oraz kobiet. A oryginalność pracy polega na tym, że program komputerowy uwzględnia nie tylko jasności punktów, ale i ich położenia. Nastąpi zatem faktyczne uśrednienie przestrzennego położenia cech anatomicznych twarzy składowych (program uwzględnia położenie punktów na rzeczywistej twarzy, osobno przeprowadzając obliczenia dla poszczególnych jej obszarów: oczu, brwi, ust itd.) i skomponowana twarz będzie typową, modelową twarzą męską i kobiecą taką, jaką miał nadzieję uzyskać, wprawdzie dla innych celów, w swoim laboratorium ponad sto lat temu Francis Galton.

Dotychczasowe wyniki badań atrakcyjności (mamy na myśli wyniki badań prowadzonych zobiektywizowanymi metodami i poddające się weryfikacji) z pewnością nie są kompletne. A wypływający z nich podstawowy wniosek, że pociągające wydaje się nam to, co możliwie mało odbiega od "normy", to znaczy od tego, do czego przywykliśmy, co nas otacza i z czym czujemy się pewnie, wydaje się jednak biologicznie uzasadniony. Jeśli dobór partnerów interakcji socjalnych, w tym reprodukcyjnych, choć w części wiąże się z większą akceptacją najbardziej typowych cech morfologicznych, zjawisko to może mieć, a tym bardziej mogło mieć u naszych odległych przodków, wpływ na stabilizujące efekty doboru naturalnego.

Zwierzęta żyjące społecznie, aby zapewnić trwanie gatunku muszą łatwo i szybko odróżnić przedstawicieli własnej populacji. Bardzo w tym pomaga możliwie stały i wyraźny wzorzec morfologiczny (oczywiście u zwierząt posługujących się wzrokiem, u innych będzie to wzorzec zapachowy czy akustyczny). Potrzeba indywidualnego rozpoznawania się osobników tworzących grupę pojawiła się u tych zwierząt stosunkowo późno w filogenezie. Praktycznie odgrywa ona istotną rolę jedynie u wyższych kręgowców - gadów, ptaków i ssaków, a szczególnie naczelnych. U tych właśnie zwierząt tendencja do generalizacji wyglądu musi być zgrana z indywidualnym "oznakowaniem" osobników.

Okazuje się, że człowiek, przy całym swoim indywidualizmie i potrzebie podmiotowości, nie w pełni uwolnił się od dziedzictwa przedludzkich przodków. Nadal za najbardziej pożądanych partnerów uważa się takich, którzy na pierwszy rzut oka możliwie mało odbiegają od populacyjnego wzorca.

JAN STRZAŁKO jest profesorem antropologii, KATARZYNA A. KASZYCKA doktorem antropologii, a BETINA KUJAWA doktorantką, wszyscy pracują w Instytucie Antropologii UAM w Poznaniu.

O podobnych zagadnieniach przeczytasz w artykułach:
Miłość jak narkotyk
Teoria ewolucji dla zakochanych