Twoja wyszukiwarka

WOJCIECH ZIELIŃSKI MAGDALENA ŚRODA
KORZENIE ETYKI
Wiedza i Życie nr 5/1996
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 5/1996

W Dodatku Humanistycznym "Wiedzy i Życia" (12/1995) ukazał się artykuł dr Magdaleny Środy pt. Etyka zawodowa. Charakteryzując tytułowe zagadnienie w jego relacji do problematyki etyki ogólnej, autorka poczyniła kilka uwag, z którymi nie mogę się do końca zgodzić.

Można więc powiedzieć - twierdzi autorka - że etyka zawodowa istniała przed etyką ogólną (np. etyką chrześcijańską) albo też obok niej. W każdym razie w obrębie pewnych zawodów. Sądzę, że wkradł się tu duży skrót myślowy. Jeżeli mówimy o etyce chrześcijańskiej jako wywodzącej się z działalności i nauczania Jezusa z Nazaretu, to oczywiście musimy przyznać, że powstała ona później niż kodeksy Hipokratesa czy Cycerona. Tylko czy etyce chrześcijańskiej jako etyce ogólnej można przypisać tak wyraźną datę powstania? Przecież etyka chrześcijańska odwołuje się między innymi do Dekalogu, który - jak wiadomo - jest dużo starszy od przypowieści Jezusa. (...) W dalszej części artykułu pani M. Środa wylicza argumenty, które pozwalają uznać, iż etyka zawodowa nie zastępuje, lecz uzupełnia etykę ogólną. Autorka wyraźnie podkreśla, że ma to miejsce w ściśle określonych warunkach i granicach. Mimo to jednak, cytowany fragment może budzić wrażenie, jakoby normy etyki ogólnej pozostawały w omawianej kwestii w sprzeczności z normami danej etyki zawodowej.

Tymczasem jest chyba nieco inaczej. Można co prawda mówić o pewnej literalnej sprzeczności niektórych norm obu rodzajów etyk, ale czy można dopuszczać sprzeczność co do ich istoty? Gdy mówimy o etyce chrześcijańskiej, musimy pamiętać, że jej normy, oparte na Dziesięciorgu Przykazaniach, obowiązują bez względu na okoliczności i każde odstępstwo od nich pozostaje złem. Zarazem, właśnie ze względu na ową kategoryczność Dekalogu, a także z uwagi na najważniejsze w etyce chrześcijańskiej przykazanie miłości, dopuszczalne jest uchylenie literalnie rozumianych norm w sytuacjach ekstremalnych. Zabicie człowieka jest zawsze złem, jednak dopuszcza się je w obronie własnej.(...) Normy etyki ogólnej (tu: chrześcijańskiej) obejmują zatem rozwiązania ekstremalne. Etyka zawodowa zaś rozwiązania te jedynie opisuje, uwzględniając warunki danego zawodu. Z tego względu, zamiast o odstępstwach od norm ogólnych, lepiej jest mówić o ich wyjątkowym, szczegółowym zastosowaniu. Gdyby było inaczej, gdyby sformułowano kodeks etyki zawodowej, którego normy nie wynikałyby z norm ogólnych, lub pozostawałyby w jawnej sprzeczności z nimi, wartość moralna takiego kodeksu byłaby bardzo wątpliwa.(...)

Etyka ogólna, jaką jest etyka chrześcijańska, opiera się w całości na przykazaniu miłości Boga i bliźniego, które jest jej normą podstawową. Bazę zaś dla określonego w jej łonie wzorca osobowego, będącego, a przynajmniej mogącego być, fundamentem dla każdego wzorca "uszczegółowionego" stanowią między innymi nauki Jezusa zawarte w Kazaniu na Górze (Mt 5,1 - 7,29) - traktowane jako kodeks etyki chrześcijańskiej - oraz Hymn o miłości z Pierwszego Listu św. Pawła do Koryntian (1 Kor 13).

Wojciech Zieliński
student V roku teologii
w Gdańskim Instytucie Teologicznym
- Filii Wydziału Teologii KUL

Nie ma chyba ważniejszej sprawy dla publicysty, a tym bardziej dla popularyzatora nauki, jak żywa reakcja czytelników, toteż jestem bardzo zadowolona z listu pana Wojciecha Zielińskiego, który był łaskaw zwrócić uwagę na trzy, co najmniej niejasne, sprawy, poruszone w moim artykule. Wszystkie zarzuty związane są - jak sądzę - z odmiennym rozumieniem pojęcia etyki. Autor listu jest przekonany, że etyka w ogóle czy "etyka ogólna" nie jest niczym innym jak etyką chrześcijańską. Pojęcia zaś "etyka" i "etyka chrześcijańska" traktuje jako synonimy. Ja natomiast uważam, że etyka jest dziedziną filozofii (jej historia jest częścią historii filozofii) i - ogólniej - elementem kultury europejskiej. Etyka chrześcijańska jest więc dla mnie takim samym elementem historii doktryn etycznych, jak chrześcijaństwo jest komponentem kultury europejskiej (bardzo ważnym, ale nie jedynym).

Otóż sądzę, że w czasach przedchrześcijańskich kulturę europejską, a więc i jej etykę, kształtowały nie tyle religijne wpływy żydowskiego Dekalogu, ile racjonalna filozofia Greków i Rzymian. W tym też sensie kodeks Hipokratesa czy Cycerona wyprzedza etykę chrześcijańską (nie ma jednak nic wspólnego ze starotestamentowym Dekalogiem, bowiem ani Grecy, ani Rzymianie go nie znali. Jeśli znali, to zeń nie korzystali, gdyż nie był do nich skierowany).

Jeżeli chodzi natomiast o odstępstwa norm etyki zawodowej od norm etyki ogólnej, to zarzut autora - jeśli dobrze go rozumiem - sprowadza się do propozycji zastąpienia zwrotu "odstępstwa" zwrotem "wyjątkowe zastosowania". Z czym mogę się zgodzić. Domyślam się jednak, że autorowi chodziło nie tylko o brak precyzji językowej, lecz o problem merytoryczny. A tego - przyznam się - nie rozumiem. Pan Zieliński pisze na przykład, że "normy, oparte na Dekalogu, obowiązują bez względu na okoliczności" (jak można w związku z tym mniemać, nie ma od nich odstępstw), ale zaraz potem dodaje, że "dopuszczalne jest uchylenie literalnie rozumianych norm w sytuacjach ekstremalnych".

Przyznam, że nie rozumiem, jak normy mogą obowiązywać "bez względu na okoliczności", a zarazem "dopuszczalne jest ich uchylenie". Nie rozumiem również, co to znaczy "literalnie rozumiana norma" i czym się ona różni od normy rozumianej nieliteralnie. Normy Dekalogu mają tak bardzo wysoki poziom ogólności - choćby zasada miłowania bliźniego - że trudno je w ogóle stosować w konkretnych sytuacjach. Trudno zwłaszcza, mimo ich leksykalnego uporządkowania, odnieść je w przypadkach konfliktów moralnych. Co jest bardziej, a co mniej zgodne z literalnie - lub nie - rozumianą normą: okłamać bliźniego, by oszczędzić mu cierpień, czy miłować go przez mówienie mu prawdy, zadając mu ból? Dekalog, jak i inne ogólne normy moralne, w konkretnej sytuacji wymaga uszczegółowienia. Uszczegółowienie zaś jednej normy, lub sam jej wybór, często wiąże się z odstępstem od innej.

Sformułowana przeze mnie teza o odstępstwie norm etyki zawodowej od norm etyki ogólnej (np. w przypadku lekarza, który ze względu na dobro pacjenta okłamuje go w sprawie stanu jego zdrowia) nie ma na celu afirmacji kłamstwa. Kłamstwo zawsze jest złe, ale niekiedy jest mniejszym złem niż okrucieństwo prawdy, która z kolei bywa mniejszym dobrem niż wartość zdrowia czy życia. To są oczywistości. Zmiana sformułowań niczego nie zmieni. Twierdzenie natomiast, że normy etyki zawodowej (policjanta, agenta reklamowego, dziennikarza) są uszczegółowieniem przykazania miłości bliźniego i że wszelkie wzory osobowe (maklera giełdowego, brokera, księgowej, inżyniera budowlanego) są uszczegółowieniem "nauk Jezusa" i "Hymnu miłości" jest być może twierdzeniem interesującym, ale mało konkluzywnym dla praktycznych uregulowań etycznych, o które w artykule chodziło.