Twoja wyszukiwarka

ŁUKASZ KĄDZIELA
SARMATYZM
Wiedza i Życie nr 5/1996
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 5/1996

Niegdyś oryginalny rys kultury szlachty polskiej, jej ideologia i styl życia, z czasem stał się marzeniem o wielkości Rzeczypospolitej i świadkiem jej upadku. Do dziś przetrwał w obyczajowości i charakterze narodowym Polaków.

Sarmatyzm należy do tych pojęć z zakresu historii kultury, które - choć potocznie używane - z trudem poddają się precyzyjnym definicjom. Odpowiedzialność za te trudności w części ponosi wielość znaczeń, w jakiej terminu tego używano, w części zaś jego późna geneza. W XVI, XVII i pierwszej połowie XVIII wieku mówiono bowiem i pisano o sarmackim animuszu, sarmackim narodzie, sarmackiej krwi, wolności, Kopernika określano mianem "sarmackiego Ptolemeusza", lecz nie stosowano ogólnego terminu "sarmatyzm". Ukuli go dopiero Oświeceni, określając nim całość zjawisk kulturalnych, z którymi przyszło im się zmagać. Pojęcie to zachowuje i dziś przydatność, zważać jednak trzeba na przypisywane mu znaczenia.

Istniał bowiem sarmacki mit o początku, analogiczny do wielu innych mitologicznych genealogii narodowych, rozpowszechnionych w społecznościach późnośredniowiecznych i wczesnonowożytnych (frankogallizm we Francji, teutonizm w Niemczech, nordyzm w Szwecji). Wszystkie one przydawały znaczenia i powagi odwołującym się do nich narodom w tym samym stopniu, co genealogie rodowe - poszczególnym rodzinom. Staropolscy Sarmaci uważali, że wywodzą się od prehistorycznego ludu Sarmatów, zamieszkującego w IV-II wieku p.n.e. tereny między dolną Wołgą a Donem. Autorzy Odrodzenia podchwycili znaną już Ptolemeuszowi z Aleksandrii (II w. n.e.) nazwę Sarmacja Europejska, z której mieli wywodzić się nasi przodkowie, odróżniając ją od azjatyckiej. Choć dziś wiemy, że wydarzenia, które nastąpiły później, w szczególności wielka wędrówka ludów (IV w. n.e.), całkowicie odmieniły zaludnienie naszego kontynentu i o jakichkolwiek rzeczywistych więzach krwi mowy być nie może, to jednak poczynając od XV wieku (Jan Długosz oraz - później - Maciej Miechowita) sarmacki mit o początku pojawił się w rodzimej historiografii, spełniając ważkie, wskazane wyżej funkcje.

Drewniany dwór szlachecki z XVII wieku w Ożarowie pod Wieluniem. Dziś mieści się tu Muzeum Wnętrz Dworskich

W XVI stuleciu różne wersje tego mitu były już powszechne w dziełach pisarzy zarówno rodzimych, jak i obcych (Filip Melanchton, Konrad Celtes), zaś u schyłku tego stulecia, za sprawą Macieja Stryjkowskiego, Stanisława Sarnickiego (wywodził Sarmatów z czasów biblijnych) oraz mniej znanego Aleksandra Gwagnina, doszło do ostatecznego sformułowania sarmackiego mitu o początku. Mit ten legł u podstaw oryginalnej i - jak się okazało - bardzo trwałej ideologii szlachty polskiej. Zgodnie z nią Sarmatą miał być szlachcic, a jego główne zadanie - walka w obronie Ojczyzny - nawiązywać miało do wojowniczych cech dawnych, prehistorycznych Sarmatów.

W początku XVII wieku polscy pisarze polityczni odwoływali się do tego mitu, aby uzasadnić polską interwencję w Moskwie. Podobne modyfikacje oficjalnej ideologii, powodowane bieżącymi wydarzeniami, miały miejce i później. Równocześnie społeczna rola obrońcy Ojczyzny uzasadniała uprzywilejowane stanowisko szlachty w stosunku do innych stanów społecznych, w szczególności do mieszczan i chłopów. Zbędne dodawać, że poglądom tym towarzyszyło przekonanie Sarmatów o własnej wyższości nad innymi stanami i innymi nacjami. Od razu powstał też zbiór cech, którymi winien charakteryzować się Sarmata (umiłowanie wolności, prawość, szczerość, odwaga, gościnność, dobroduszność, wymowność, indywidualizm, niezależność). W ślad za nim upowszechniło się przekonanie o odrębności charakteru narodowego Polaków.

Idealizacji podlegał też ustrój Rzeczypospolitej, dla którego poszukiwano uzasadnień w republikańskim Rzymie. W XVII wieku ustrój ten - pod piórem niektórych twórców - doznawał sakralizacji (miał być bezpośrednio kreowany przez Boga). Podobnie traktowano dawne prawa i obyczaje. Kwestia wyznania Sarmatów nie była traktowana kategorycznie w tolerancyjnym XVI stuleciu. W miarę postępów kontrreformacji z jednej, a polonizacji i przechodzenia na katolicyzm litewsko-ruskiej szlachty Rzeczypospolitej z drugiej strony, sprowadzała się w drugiej połowie XVII wieku do utożsamienia Sarmaty z katolikiem. Dodatkowych impulsów do takiej identyfikacji dostarczył dokonany wszak przez innowierców "potop" szwedzki oraz równolegle dwukrotne zagrożenie tureckie. Właśnie to legło u narodzin koncepcji przedmurza chrześcijańskiej Europy, którym miała być Rzeczpospolita, i ukształtowało mesjanizm szlachty polskiej (widoczny np. w twórczości Wacława Potockiego i Wespazjana Kochowskiego). Wracający spod Wiednia król Jan III Sobieski uosabiał właśnie cechy, które przypisywano w tym czasie Sarmatom.

Wojny XVII wieku, świadczące o zagrożeniu ze strony obcych, przyczyniły się do narastania postaw ksenofobicznych, pierwotnie obcych sarmatyzmowi. Jak nieraz bywa, niechęć do cudzoziemców rosła w miarę zmniejszania się kontaktów z nimi, a pod tym względem wiek XVII przyniósł wydatne ograniczenie liczby podróży na zachód Europy w celach edukacyjnych lub poznawczych. Natomiast kontakty z cudzoziemcami napływającymi do Rzeczypospolitej miały przez dłuższy czas przeważnie charakter walki.

Z biegiem lat w ideologii sarmackiej pojawiły się akcenty pacyfistyczne. W XVIII wieku szlachta sprzeciwiała się powiększeniu wojska także z przekonania, iż słabość państwa stanowi gwarancję jego dalszego istnienia, dla którego decydujący jest fakt, że Rzeczpospolita nikomu nie przeszkadza i nikomu nie zagraża.

Sarmatyzm gloryfikował swojskość, a zwłaszcza szlachecką prowincję. Właśnie wieś, w której po trudach walki o Ojczyznę odpoczywał szlachcic, stanowiła jego naturalne środowisko, wysławiane przez nader licznych poetów od Odrodzenia do Oświecenia. Rozrzucenie szlachty po wielkich obszarach wiejskich warunkowało sarmackie poglądy polityczne, w myśl których każdy dwór (nie mówiąc już o magnackich pałacach i zamkach) wraz z przynależnymi dobrami ziemskimi tworzył zamknięty układ zależności ekonomicznych i społecznych, nieprzenikniony dla wpływów administracji państwowej.

Autonomia szlacheckiego dworu zaowocowała z jednej strony doktryną egalitaryzmu szlacheckiego, z drugiej - sprzyjała wzrostowi znaczenia sejmików szlacheckich, jako tych zgromadzeń, na których brać szlachecka in corpore mogła zająć stanowisko w najważniejszych sprawach państwa (jeden z XVII-wiecznych publicystów nazwał sejmiki, sejmy, rokosze, zjazdy, legacje, wojny itp. "kościołami cnoty obywatelskiej").

W ten sposób najpełniej realizowała się zasada demokracji szlacheckiej, obejmującej liczną jak na ówczesne (a nawet i XIX-wieczne) standardy, gdyż szacowaną na 7 do 10% ogółu ludności, szlachtę. Postępujący kosztem sejmu wzrost znaczenia sejmików, przy równoczesnym uwiądzie władz wykonawczych Rzeczypospolitej, skłonił historyka Bogusława Leśnodorskiego do ukucia terminu "decentralizacja suwerenności" na określenie najważniejszego procesu ustrojowego Rzeczypospolitej końca XVII i pierwszej połowy XVIII wieku. Najistotniejsze decyzje w państwie, zamiast jego najwyższych organów, podejmowały bowiem sejmiki w powiatach, ziemiach i województwach. Otóż decentralizacja ta, jakkolwiek dziś widzimy jej karykaturalność, stanowiła w istocie konsekwencję najważniejszych tez ideologii sarmackiej. Nadmieńmy, że walnie przyczyniła się do ograniczenia horyzontów umysłowych przeciętnego szlachcica do własnego partykularza.

Przeciwieństwem szlacheckiej prowincji było miasto. Co prawda w grę wchodził tu zarówno czynnik przestrzenno-demograficzny (skupienie znacznej liczby ludności na małym obszarze), jak społeczny (korporacyjna organizacja miasta średniowiecznego i wczesnonowożytnego). Jednak odmienność ta, za którą iść mogły i szły inne ideały oraz styl życia, nie raziła tak bardzo, gdyż rozmiary większości miast w Rzeczypospolitej były niewielkie, a miejskie życie nie różniło się wiele od życia na wsi. Co najmniej równie ważną rolę w kształtowaniu szlacheckiego poczucia odrębności w stosunku do miast odegrała obawa braci herbowej przed królem i próbami wprowadzenia absolutum dominium, o które podejrzewano wszystkich wybitniejszych władców. Świadczy o tym także sarmacki katalog cech idealnego monarchy (łagodność, ludzkość, sprawiedliwość, szczodrość, ochrona swobód i wolności szlacheckich).

Miasto redukowało się więc często do stolicy - siedziby władcy, a polityczna treść sarmackiej pochwały prowincji - do republikańskiej obawy przed monarchistycznymi tendencjami króla. Hamowaniu tych ostatnich służyć miał cały szereg instytucji prawnych, cieszących się poparciem Sarmatów - od senatorów-rezydentów, mających w stolicy dozorować poczynania władcy, poprzez liberum veto, które według ideologów miało stanowić zaporę dla korupcji uprawianej przez dwór monarszy, aż do omnipotencji sejmików.

Uwagi powyższe wskazują na znamienny i częsty rozbrat między ideologią a rzeczywistością społeczną. Sarmatyzm gloryfikował rycerskie cechy szlachty akurat wtedy, gdy w skali masowej osiadła ona na roli porzuciwszy rycerskie rzemiosło. Republikańskie akcenty sarmackiej myśli politycznej wzmagały się, mimo że stanowisko króla w Rzeczypospolitej słabło i - obiektywnie biorąc - coraz bardziej nikłe były szanse na monarchiczny zamach stanu. W miarę upływu czasu szlacheccy ideologowie skłonni byli uznawać za naruszenie status quo nawet najbardziej niewinne posunięcia władcy. Zamykali przy tym oczy na odwrotną tendencję rozwojową w krajach ościennych, gdzie budowa absolutyzmu prowadziła do wrostu pozycji władcy, a wraz z nią i siły państwa.

Szlachecka megalomania narastała wraz z upadkiem znaczenia Rzeczypospolitej w Europie, a także ze spadkiem w kraju poziomu nauki i edukacji (przynajmniej na szczeblu wyższym). Postawy ksenofobiczne - jak wspomniano - rozprzestrzeniły się w okresie zawężenia kontaktów zagranicznych polskiej szlachty. Przykłady można mnożyć. Przekonują one, że w miarę upływu czasu sarmatyzm, pierwotnie ideologia średniej szlachty świadomie i kompetentnie korzystającej z prerogatyw demokracji szlacheckiej, którą uzasadniał, stawał się skostniałym systemem przekonań legitymującym anachroniczny system społeczny i polityczny. Równocześnie bowiem szlachta, której przybywało, różnicowała się coraz bardziej, własność ziemska koncentrowała się w rękach magnaterii, która także podejmowała wszystkie ważne decyzje. Sarmatyzm służył obecnie jako uzasadnienie dla tych zmian.

Umiłowanie koni w Polsce wywodzi się z naszych wielowiekowych tradycji kawaleryjskich. Oprócz hodowli rasowych arabów w słynnej stadninie w Janowie Podlaskim kultywowane są zwyczaje jazdy konnej i powożenia zaprzęgami

Sarmatyzm to także styl życia, a więc moda, obyczajowość, sztuka użytkowa, kultura dnia codziennego. Właśnie tak rozumiany sarmatyzm okazał się najbardziej pociągający dla współczesnych. Szlachecki strój, żupany, kontusze, słynne pasy słuckie, broń, rzędy końskie, wyposażenie wnętrz mieszkalnych (kobierce, gobeliny) zrobiły furorę nie tylko na ziemiach Rzeczypospolitej. Unikalną specjalnością kultury sarmackiej był szlachecki portret trumienny zachowany do dziś w niektórych kościołach i zasobniejszych muzeach. Obyczajowość sarmacka, poza polowaniami, zajazdami, kuligami, pojedynkami itp., szczególnie silnie odcisnęła się na oryginalnej "swadzie" (retoryce) staropolskiej i ceremoniale pogrzebowym (pompa funebris).

Fascynacja Orientem w istocie stanowiła tylko jeden ze składników synkretycznej kultury sarmackiej, łączącej w sobie pierwiastki Wschodu i Zachodu, Północy i Południa. Z tego względu zainteresowanie Wschodem miało w Rzeczypospolitej inny charakter niż na zachodzie Europy. Tam bowiem kultura Orientu dostarczała raczej ciekawostek, podczas gdy w Rzeczypospolitej - jednego ze składników nowej jakości. Sarmatyzm spełniał również rolę przekaźnika dorobku różnych kultur; zapewne dlatego był tak atrakcyjny dla mieszkańców obszaru znacznie szerszego niż Rzeczpospolita. Ocenia się, że jego wpływy rozciągały się na Mołdawię, Wołoszczyznę, częściowo Siedmiogród, Moskwę w XVII wieku, Inflanty i Kurlandię, Prusy Wschodnie, a także na Śląsk i Pomorze Środkowe. Tak szerokie rozpowszechnienie sarmackiego stylu życia oznacza, że akceptowały go grupy ludności dalekie od zachwalanego przez sarmacką ideologię idealnego wizerunku szlachcica-Polaka-katolika.

Również w przestrzeni społecznej wpływy sarmatyzmu były znacznie szersze, niż by na to zdawała się wskazywać oparta na szlacheckim ekskluzywizmie ideologia. Znaczna część mieszczaństwa, nie należąca do szlachty część wojskowych, służby magnackiej i szlacheckiej, a także górna warstwa Żydów hołdowały (o ile stać je było na to) gustom sarmackim. Jeśli chodzi o chłopstwo, to wciąż trwa dyskusja, na ile kultura szlachecka i ludowa rozwijały się niezależnie, na ile zaś wpływały na siebie wzajemnie. Gdyby przyjąć tę drugą możliwość, krąg oddziaływania sarmatyzmu jeszcze bardziej rozszerzyłby się. Tak czy inaczej okazuje się, że sarmatyzm wpływał także na te warstwy społeczne, które w myśl jego własnej ideologii powinny stać poza nawiasem sarmackiej komitywy. Rzecz to zrozumiała, chociażby z tego powodu, że do sarmatyzmu, jako do kultury warstwy wyższej, aspirowali pragnący awansować nie-szlachcice.

Chociaż sarmatyzm rozumiany jako mit o początku datuje się od XV, a jako ideologia - od XVI wieku, to jednak jego apogeum przypada na okres baroku. Powstaje pytanie o wzajemny stosunek tych dwóch pojęć. Jak wiadomo nazwa "barok" wywodzi się z dziedziny sztuk plastycznych, skąd z opóźnieniem przeniesiono ją do historii literatury. Oznacza zarówno prąd w sztuce, jak i epokę w dziejach kultury. Zdaniem historyka Janusza Tazbira, który zastanawiał się nad tą kwestią, barok dostarczał metod i konwencji wzorowanych na dziełach sztuki w innych krajach. Natomiast treści, które wypowiadano za pomocą tego szczególnego języka, wynikały ze specyfiki Rzeczypospolitej i odpowiadały głównym nurtom sarmatyzmu. Jeśli wrócić teraz do postawionego na wstępie pytania: czym jest sarmatyzm? - wypadnie zgodzić się z historykiem literatury Januszem Maciejewskim, iż najbardziej odpowiednim terminem dla określenia tak zróżnicowanego zjawiska jest pojęcie formacji kulturowej.

Wraz z końcem XVIII wieku następuje powolny odwrót sarmatyzmu. Z sarmackim mitem o początku rozprawiło się dokumentnie Oświecenie, którego luminarze zaproponowali kilka innych, mniej egzotycznych koncepcji, wyjaśniających pochodzenie Polaków i - szerzej - Słowian. Jeśli chodzi o sarmacką ideologię, to przebieg wypadków wykazał fatalny wpływ (jej części politycznej i ustrojowej) na losy Rzeczypospolitej. Inna rzecz, czy fakt ten powszechnie sobie uświadamiano. Dłużej przetrwały te nurty ideologii sarmackiej, które uzasadniały uprzywilejowane stanowisko społeczne szlachty, zwłaszcza wobec chłopów. Rysy ksenofobiczne sarmatyzmu, osłabione przez kosmopolityczne Oświecenie, doznały wzmocnienia najpierw na skutek upadku państwa, później zaś - jeszcze wyraźniej - w rezultacie walk narodowowyzwoleńczych w XIX wieku i następujących po nich represji. Cierpienia narodowe wzmocniły sarmacką megalomanię, co zostało szczegółowo opisane przez badaczy literatury romantycznej.

To właśnie pisarstwo postawiło na nowo koncepcję Polski jako przedmurza chrześcijaństwa oraz jej mesjanizmu. Nie trzeba dodawać, że pisarze romantyczni z sentymentem odnosili się do sarmatyzmu, traktując go jako skarbnicę tradycyjnych wartości i obyczajów. Włączenie dawnych ziem polskich do Rosji (a także, choć w mniejszym stopniu, do Austrii) otworzyło nową perspektywę przed sarmackim umiłowaniem Orientu. Podróże na Krym i dalej jeszcze na wschód (Adam Mickiewicz, Jan Potocki), fascynacja kulturą i przyrodą Wschodu (Wacław S. Rzewuski) świadczą o realizowaniu w nowych warunkach starych upodobań. I jakkolwiek trudno wszystkich tu wymienionych uznać za dziedziców sarmatyzmu, to jednak trzeba pamiętać, iż za tymi najsłynniejszymi szli także inni.

Z kolei ingerencja administracji zaborców w życie dworów i majątków szlacheckich, choć w różnym stopniu nasilona w poszczególnych częściach ziem polskich, była znacznie bardziej intensywna niż za I Rzeczypospolitej. Ograniczała więc autonomię szlachty w jej dobrach. Mimo to swojskość, prowincjonalizm, obyczajowość, styl życia i bycia, elementy kultury materialnej czy wręcz mody stanowiły te dziedziny, w których sarmatyzm przetrwał najdłużej.

Jeśli zgodzimy się na przyjęcie połowy XIX wieku jako umownego kresu sarmatyzmu, to trzeba poczynić dwa zastrzeżenia. W dworach, którym udało się przetrwać szok uwłaszczenia chłopów, w omawianych tu sferach życia w istocie niewiele się zmieniło. Świadczy o tym chociażby Przedwiośnie Stefana Żeromskiego czy piękna, ostatnia książka Stefana Kieniewicza Dereszewicze 1863 oraz wiele innych tytułów. Przymusowa rezygnacja z pańszczyzny i oparcie gospodarowania na pracy najemnej w minimalnym stopniu wpływały na te rysy sarmackie, które jeszcze przetrwały, w tym także na charakterystyczne, nieco irracjonalne (gdyż nie dające się w zupełności objaśnić ani różnicą majątku, ani wykształcenia) poczucie wyższości wobec chłopstwa. O ile oczywiście próba gospodarowania na nowych zasadach się powiodła... W przypadku fiaska na porządku dnia stawał wyjazd do miasta z poczuciem deklasacji. Tym samym duże miasto, pierwotnie żywioł obcy Sarmatom, musiał zostać przez ich spadkobierców z konieczności "oswojony". Dokonywało się to albo przez podjęcie zajęć typowo mieszczańskich i na ogół stopniowe wejście w kulturę tymczasem rozbudowanych miast, albo przez kultywowanie reliktów sarmatyzmu przez inteligencję pochodzenia szlacheckiego.

W ten sposób znaleźliśmy się na gruncie dyskusji o genezie polskiej inteligencji. Wiadomo obecnie, że głośne tuż po ostatniej wojnie tezy socjologa Józefa Chałasińskiego, który powstanie inteligencji wiązał z napływem do miast zdeklasowanej szlachty po 1864 roku i oskarżał ją o przeniesienie do nowego środowiska najgorszych cech szlacheckich, nie całkiem odpowiadają rzeczywistości historycznej. Wprawdzie dzięki badaniom w minionym ćwierćwieczu Ryszardy Czepulis-Rastenis i jej zespołu widzimy dziś genezę inteligencji polskiej jako proces dużo dłuższy i znacznie bardziej różnorodny, niż chciałby to widzieć Chałasiński, przecież nie ulega wątpliwości, że jeśli w którejś warstwie w końcu XIX i w XX wieku upatrywać nosiciela cech sarmackich, to jest nim przede wszystkim inteligencja.

Historycy obliczyli, że wśród ludzi pióra w dwudziestoleciu międzywojennym aż 1/3 przyznawała się do rodowodu ziemiańskiego. Wydaje się więc zrozumiałe, że właśnie oni, obok właściwych ziemian (ok. 0.3% społeczeństwa), decydowali o kultywowaniu reliktów sarmatyzmu. Nie chodzi przy tym o żywy, w omawianym okresie, folklor heraldyczny i genealogiczny, nad którym łamali ręce prawdziwi znawcy tych dyscyplin, ani o zniesione konstytucją marcową (1921) tytuły rodowe. Mowa tu raczej o dworkowym stylu zabudowy, polowaniach, stroju sportowo-myśliwskim, jeździe konnej, Polskim Kodeksie Honorowym Władysława Boziewicza, a także wywodzących się z tradycji sarmackiej cechach osobowych, mentalności i stylu życia. Takie nawiązania do szlacheckiej przeszłości były wśród inteligencji powszechne i nie zależały od politycznej przynależności: dotyczyły zarówno socjalistów i piłsudczyków, jak również endeków oraz konserwatystów.

Wielu kupujących na wszystkich bazarach staroci poszukuje przedmiotów, które mogłyby świadczyć o długiej metryce i świetności własnego rodu. Na zdjęciu jarmark wokół krakowskich Sukiennic

Jeśli pominąć komunistyczny margines oraz partie mniejszości narodowych, to prawdziwa linia podziału pod względem stosunku do tradycji szlacheckich biegła między partiami chłopskimi i ich sympatykami (jak wspomniany wyżej J. Chałasiński) a całą resztą. Rzecz to zrozumiała, skoro właśnie tę resztę przede wszystkim zasilała postszlachecka inteligencja. Tym łatwiej było jej porozumieć się z arystokracją (zjazd w Nieświeżu - spotkanie Józefa Piłsudskiego z posiadaczami największych majątków ziemskich). Stwierdzono ponadto, że w ówczesnych badaniach społecznego prestiżu pierwsze miejsce zajmowali ziemianie, wyprzedzając między innymi kapitalistów oraz przedstawicieli wolnych zawodów. Jeśli wziąć to pod uwagę, zrozumiałe się staje, że tworząc związek osadników na niepewnych politycznie Kresach Wschodnich nazwano go Związkiem Szlachty Zagrodowej, odwołując się w większym stopniu do pewnej mitologii niż do rzeczywiście świadomej swych korzeni szlachty zagrodowej. Podobnie, nie można się dziwić powodzeniu najbardziej popularnej literatury osadzonej w realiach ziemiańskich lub wręcz arystokratycznych, ze słynną Trędowatą Heleny Mniszkówny na czele (20 wydań!). Wciąż bowiem jeszcze marzenia szerokich kręgów społecznych, nie mających nic wspólnego z rodowodem szlacheckim, ogniskował klejnot, dwór i majątek ziemiański.

Wydaje się, że nie II wojna światowa, mimo wielkich strat, jakie zadała postszlacheckiej inteligencji i ziemiaństwu, lecz powojenny dekret o reformie rolnej i jego jakże często nazbyt skrupulatna realizacja przypieczętowały los tych pozostałości sarmatyzmu, o których wspominałem. Niebłahą rolę odegrały też represje z lat czterdziestych i pięćdziesiątych oraz planowa wymiana kadr kierowniczych w gospodarce i życiu społecznym, nader często sprzeczna z wymogiem efektywności, by nie rzec - ze zdrowym rozsądkiem.

Obie te akcje w ogromnej części wymierzone były w ziemian i w "starą" inteligencję. Ideologicznie motywowane represje doprowadziły do zniszczenia także sarmackich "miejsc na ziemi", owych dworów, dworków i pałaców, w których jeszcze przed 1939 rokiem kultywowano dawne tradycje. Jednak - jak pięknie pisał Emanuel Mateusz Rostworowski w Popiołach i korzeniach - [...] pozostali ludzie, którzy poddani próbie charakterów zostali zdani na swoje człowieczeństwo nie podparte rusztowaniem społecznej kondycji. [...] runięcie rusztowania spowodowało zarówno ludzkie ruiny, jak i wyzwolenie twórczych sił jednostek, które, rzucone na głęboką wodę, odkryły w sobie powołania i talenty, może nieraz skrępowane w ciepłych i ciasnych powijakach szlachecko-ziemiańskiego bytowania.

Równocześnie tradycje szlacheckie, traktowane jako zakazany owoc, gdyż były przez co najmniej dwa dziesięciolecia spotwarzane w oficjalnej historiografii, stały się przedmiotem zainteresowania szerszych kręgów, w przeważającej części nie mających żadnych związków z ziemiaństwem i postszlachecką inteligencją. Podobnie jak inne epizody dziejów ojczystych były one przedmiotem rewindykacji ze strony społeczeństwa. Książki poświęcone obyczajowi szlacheckiemu oraz życiu codziennemu magnaterii, na równi z biografiami najwybitniejszych postaci wywodzących się z tych warstw, raz po raz stawały się bestsellerami. Wielką rolę odegrał też film, z ekranizacjami Trylogii Henryka Sienkiewicza na czele. Najwyraźniej społeczeństwo, w którym przed II wojną światową - według kapitalnej obserwacji Romana Zimanda - 2/3 ludności mówiło sobie przez "wy", a po wojnie prawie 100% używa formy "pan", uznało tradycje szlacheckie za własne.

To samo zjawisko (bo przecież nie popyt ze strony byłych ziemian) tłumaczy ustawiczne zapotrzebowanie na herbarze, niezależnie od ich faktycznej wartości, a nawet (w dobie realnego socjalizmu!) na podrabiane wywody genealogiczne i nie zawsze uprawnione sygnety herbowe. Wykorzenione społeczeństwo, pragnąc w kimś z przeszłości uplasować swą potrzebę ciągłości historycznej, wybrało - co zrozumiałe - warstwę dominującą, głośną, opromienioną tryumfami, a przy tym barwną i niepokorną.

Tendencję tę władze w latach siedemdziesiątych próbowały rozmyć w niemalże oficjalnie promowanej "modzie retro", dziwnym tworze łączącym elementy mieszczańskiej secesji, typowego wyposażenia szlacheckiego dworku i nieokreślonego stylistycznie bezguścia.

Zmiany społeczne po 1945 roku spowodowały, że reliktów sarmatyzmu szukać można już chyba wyłącznie w cechach osobowych Polaków, w obyczajowości, być może w charakterze narodowym. Umiłowanie wystawnego trybu życia często ponad stan, pieniactwo, upodobanie do podkreślania swego miejsca w hierarchii społecznej (szczególna rola tytułów naukowych), rozbudzony indywidualizm, pijaństwo, nadmierne przekonanie o własnej wartości [patrz: "WiŻ" nr 4/1996], zachowania ksenofobiczne pomieszane z przejawami megalomanii narodowej, to najważniejsze elementy spadku po sarmatyzmie. Cechy te charakteryzowały i w części nadal charakteryzują nie tylko te wąskie grupy, które mogą przyznawać się do (coraz odleglejszej w czasie) genealogii szlacheckiej, lecz ogół społeczeństwa. Być może na tym polegał spóźniony tryumf sarmatyzmu w dobie realnego socjalizmu.

Ostatnie lata w omawianej tu dziedzinie przyniosły więcej normalności. Przede wszystkim bohaterem masowej wyobraźni stał się biznesmen, wyposażony w typowe cnoty mieszczańskie, a nie szlacheckie. Fakt ten pociągnął za sobą odmienne ukierunkowanie funkcjonujących w społeczeństwie snobizmów. Wzorzec ten upowszechnia się w coraz szerszych kręgach społeczeństwa. Z drugiej strony ostatecznie zdjęte zostało odium z dawnych ziemian, z których najbardziej prężni i zamożni urządzają nawet zjazdy familijne. Czy i w jakim stopniu ich uczestnicy reprezentują tradycje sarmackie, pozostaje do zbadania, choć wydaje się, że w niewielkim. Mimo niejakiego szumu propagandowego wydarzenia takie schodzą jednak do właściwej im rangi ciekawostek. Zarówno w literaturze pięknej, jak w filmie i telewizji, przeszłość wyraźnie zeszła na drugi plan, wyparta przez współczesną problematykę egzystencjalną. Ponadto zunifikowana w skali globalnej kultura masowa nie pozostawia marginesu dla takich osobliwości, jak polskie relikty sarmatyzmu. Czyżby więc miało się okazać, że opóźnianą przez zawirowania historii modernizację mentalności Polacy przeżywają dopiero teraz? I czy w toku obecnych zmian ostatecznie rozstaną się z reliktami sarmatyzmu?

Dr ŁUKASZ KĄDZIELA pracuje w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego.