Twoja wyszukiwarka

JOANNA NURKOWSKA
CZYM SKORUPKA ZA MŁODU...
Wiedza i Życie nr 6/1996
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 6/1996

Jeśli chcemy wykorzystać w pełni potencjał intelektualny i uzdolnienia, z jakimi przychodzimy na świat, intensywną edukację powinniśmy rozpocząć już w niemowlęctwie. Przy tym najważniejsze dla naszych późniejszych osiągnięć jest pierwsze pięć lat życia. Ta lansowana już dość powszechnie teza zyskała ostatnio naukowe, jednoznaczne potwierdzenie w wynikach trzech prowadzonych przez wiele lat amerykańskich programów badawczych: Abecedarian, CARE i Infant Health and Development.

Pierwszy z nich rozpoczął się w 1972 roku i polegał na niezwykle intensywnym i specjalnie opracowanym programie nauczania. Do eksperymentu wybrano zdrowe dzieci niewykształconych rodziców, wykonujących proste prace fizyczne i należących do najuboższych warstw społeczeństwa. W świetle wcześniejszych badań socjologicznych środowisko, w jakim wzrastała większość z tych dzieci, zazwyczaj przesądzało o ich losie - najczęściej nie były one w stanie podołać wymaganiom szkoły podstawowej, zasilając szeregi podopiecznych pomocy społecznej, a czasem i służb penitencjarnych.

Projekt przewidywał dwa warianty kształcenia. Pierwsza grupa - dzieci od 6 miesiąca do 5 roku życia - uczęszczała do całodziennej i całorocznej szkoły, w której główny nacisk kładziono na rozwój umiejętności językowych i czytanie. Druga grupa nie przeszła intensywnego nauczania przedszkolnego, jednak od 5 roku życia, wraz z podjęciem obowiązkowej edukacji szkolnej, zaoferowano jej specjalne dodatkowe lekcje. Pierwszy typ kształcenia okazał się bez porównania lepszy - dzieci wypadały bardzo dobrze w testach z matematyki oraz czytania i to zarówno w wieku 8, 12, jak i 15 lat, czyli nawet po 10 latach od zakończenia intensywnego "treningu".

Pozostałe projekty realizowano na podobnych założeniach, z pewnymi dodatkowymi wariantami (np. badania obejmowały także wcześniaki). Wyniki były jednoznaczne - dzieci niezamożnych rodziców o niskim ilorazie inteligencji i wcześniaki mogą ogromnie zwiększyć swe intelektualne zdolności, jeśli w pierwszych 5 latach życia ich rozwój będzie intensywnie pobudzany. Pozostawione same sobie, czy raczej zwyczajowemu wychowaniu, mogą okazać się nawet mniej inteligentne od rodziców, klasyfikując się do grupy dzieci opóźnionych lub z pogranicza normy. Stwierdzono jednocześnie, że iloraz inteligencji czterolatków poddanych wczesnemu "treningowi" nie był niższy niż 85. Pozwala to dziecku skorzystać lepiej z dalszej edukacji, co zwiększa tym samym jeszcze jego możliwości intelektualne.

Niektóre wyniki programów były dość zaskakujące. "Domowe" nauczanie dziecka przez przeszkolone w tym kierunku matki nie zdało egzaminu. Najlepsze i znaczące wyniki uzyskano jedynie u dzieci kształconych w specjalnych ośrodkach edukacyjnych. Okazało się także, że dzieci najbardziej zagrożone opóźnieniem intelektualnym to potomstwo nie tyle najuboższych, co najmniej inteligentnych rodziców i o najniższych zdolnościach językowych. Świadczy to o genetycznym komponencie intelektu.

Podstawowe zalecenia, jak wspomóc rozwój dziecka, są znane: należy zachęcać je do samodzielnych poszukiwań, uczyć podstawowych umiejętności - przekładania myśli na słowa, celebrować sukcesy i dużo z nim rozmawiać. Badania pozwoliły dorzucić do tej listy jeszcze jedno - wystrzegać się nieżyczliwości i zbędnego krytykanctwa. Czyli: zdecydowanie więcej marchewki, kij tylko w ostateczności.

Szkopuł w tym, że zalecany sposób kształcenia jest dość drogi. Projekt Abecedarian kosztował 6 tys. dolarów rocznie w przeliczeniu na każde dziecko, podczas gdy przeprowadzone w 1994 roku z funduszy rządowych tradycyjne programy opieki nad dziećmi zamykały się w kwocie 4.3 tys. dolarów. Może jednak warto podjąć takie finansowe ryzyko, by oszczędzić później wydatków z funduszu opieki społecznej. W ogólnym rozrachunku taka inwestycja powinna się społeczeństwu opłacić.

"New Scientist", 2018/1996