Twoja wyszukiwarka

MAREK W. KOZŁOWSKI
MOTYLE NOCY
Wiedza i Życie nr 6/1996
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 6/1996

Jesteśmyprzez naturę przysposobieni do oglądania świata w świetle dnia.Ciemność wydaje się nam pełna tajemnic i grozy. I może dlatego nie lubimy motyli nocy.

Błyszczka kostrzewica (Plusia festucae)

Rozpraszamy mrok światłem świec i lamp. Sztuczna jasność sprawia, że możemy w nocy czynić użytek z naszych oczu i żyć prawie jak w dzień. Przyciąga ona także z czeluści nocy owady. Wystawiając na dwór lampę, w ciepłą bezwietrzną noc, możemy przywabić dziesiątki, a nawet setki latających istot, spośród których chyba najbardziej frapujące to ćmy. Są wśród nich sówki, niedźwiedziówki, barczatki, zawisaki, pawice, a także wiele mniejszych, ledwie widocznych.

Bywa że po krótkim trzepotaniu ćma przysiądzie na ścianie koło lampy, ukazując swe włochate ciało, wzorzyste skrzydła i duże, wypukłe oczy. Trzeba przyznać, że dla wielu ludzi ma ona wygląd nieco demoniczny, jak istota z obcego świata - świata mroku. Podobny zresztą dreszczyk czujemy wobec innych zwierząt nocy: sów, nietoperzy i ropuch. Uważa się, że te odczucia są wynikiem przystosowania naszych zmysłów do dziennego trybu aktywności, wymagającego nieco innych sprawności niż życie w mroku nocy. Już taką mamy naturę, że to co dla nas nietypowe i niezrozumiałe postrzegamy zrazu jako obce i dziwaczne, a nawet wrogie. Spróbujmy zmienić niechętne nastawienie do ciem, poznając szczegóły ich życia.

PUŁAPKA INSTYNKTU

W kręgu światła lampy pojawia się nagle ćma. Tor jej lotu wydaje się bezładny, choć wnikliwe oko dostrzeże w nim elementy spirali o promieniu zmniejszającym się w miarę zbliżania się do światła. Z reguły ten dziwny pląs kończy się dla ćmy tragicznie, jeśli źródłem światła jest świeczka, ognisko, czy gorący halogen. Samobójczy akt możemy wytłumaczyć jako pułapkę instynktu, zakładając że ćma pomyliła lampę z... Księżycem. Instynkt ten kształtował się, gdy nie było żarówek. Nocne ciemności rozświetlało jedynie odległe światło ciał niebieskich, może poza nieistotnymi w ogólnym rozrachunku wypadkami bioluminescencji. Przy wędrówce wykorzystującej menotaksję, czyli poruszanie się do przodu przy zachowaniu stałego kąta wobec wybranego stałego obiektu, Księżyc nadawał się znakomicie na punkt odniesienia.

Wyobraźmy sobie, że jesteśmy ćmą gnaną popędem migracji i chcemy nocą iść (a może lecieć?) ciągle przed siebie. Powinniśmy baczyć, by Księżyc mieć stale po tej samej stronie. Co się stanie, jeżeli zamiast odległego Srebrnego Globu użyjemy, jako punktu odniesienia, bliskiej latarni? (patrz: schemat) Podróż nasza będzie miała tak samo żałosny przebieg, jak wędrówka ćmy. Chcąc utrzymać stały kąt względem źródła światła, musielibyśmy modyfikować kierunek wędrówki, kreśląc torem swojej drogi spiralę i nieuchronnie zbliżać się do lampy. W taką właśnie pułapkę wpadają nocą ćmy.

ĆMY I NIETOPERZE

W świetle lampy może się pojawić też inna latająca w nocy istota - nietoperz. Nie zwabiło go tu jednak samo światło lampy, ale obfitość ofiar, których obecność nietoperz może wyczuć, stosując rozwinięty do perfekcji system echolokacji. Wiele obyczajów łowieckich nietoperzy kształtowało się w odpowiedzi na obronne reakcje ciem, tak jak wiele cech motyli nocy powstało jako zabezpieczenie przed atakami nietoperzy. Prostym przystosowaniem obronnym ćmy jest sam charakter jej lotu. Rzadko kreśli ona w powietrzu linie proste lub rozległe łuki; lot jest raczej powikłany i chaotyczny. Taki bezładny tor lotu na pewno znacznie utrudnia nietoperzowi złapanie owada. Tym bardziej że pokryte futerkiem ciało i skupiska miękkich włosków na skrzydłach ćmy głuszą znacznie dźwięki emitowane przez nietoperze, dzięki którym namierzają one swe ofiary.

Motyle nocne poza biernym zabezpieczeniem mogą także słyszeć już z kilkudziesięciu metrów ultradźwiękowe pokrzykiwania drapieżcy. Wyławianie tych dźwięków umożliwiają im swoiste uszy - parzyste narządy tympanalne umiejscowione na przewężeniu tułowia i odwłoka. Każde ucho jest zaopatrzone w membranę unerwioną przez dwie komórki receptorowe połączone aksonami bezpośrednio ze zwojem tułowiowym. Uszy ciem są jednym z najprostszych i najbardziej czułych narządów zmysłowych spotykanych u zwierząt. Umożliwiają prawdziwie przestrzenne słyszenie. Udowodniono, że za pomocą tych uszu ćmy wyczuwają kierunek, z którego nadchodzi niebezpieczeństwo i reagują ucieczką w stronę przeciwną. Za reakcję tę odpowiedzialne jest pobudzenie pierwszej z dwóch komórek czuciowych. Kiedy nietoperz jest blisko, reaguje druga komórka ucha, wyzwalając odruch obserwowany niekiedy u latających po pokoju sówek, czy niedźwiedziówek, kiedy to spadają one bezwładnie w odpowiedzi na brzęknięcie kluczami, czy uderzenie łyżeczką o szklankę. Wiele ciem zawdzięcza życie temu unikowi, ale nie zawsze jest on skuteczny. Nietoperze przez pokolenia "nauczyły się" tak modyfikować tor lotu, aby łapać w pysk lub zagarniać skrzydłami nurkujące ćmy. Ciekawe, że istnieje drobne roztocze Diclorocheles phalacnodectes, żyjące tylko w uszach ciem z rodziny sówkowatych. Roztocze to żywi się hemolimfą gospodarza, zapełniając komorę ucha odchodami, a w końcu i swym potomstwem. Jednak nigdy nie spotyka się ciem z zasiedlonymi oboma uszami. Jest w interesie roztoczy, aby nie pozbawiać swego gospodarza zdolności słyszenia. W przeciwnym wypadku mogłyby one rychło znaleźć się wraz z nimi w żołądku nietoperza.

SZCZĘKI, SSAWKI I KŁUJKI

Wiele dorosłych ciem nie przyjmuje pokarmu. Żyją kosztem zapasów nagromadzonych w ciele podczas życia larwalnego. Ich aparat pyszczkowy jest silnie uwsteczniony. Takie rozwiązanie ma swoje zalety - dorosły owad nie zużywa energii na wyszukiwanie pokarmu - ale ma także wady. Długość jego życia jest ograniczana wielkością zapasów.

Szczerbówka ksieni (Scoliopteryx libatrix)

Ćmy nie przyjmujące pokarmu (pawice, barczatki, brudnice, niektóre miernikowce) żyją z reguły od kilku dni do kilku tygodni. Często samice tych owadów nie latają, czekając aż samce odnajdą je po zapachu. Migracja z drzewa na drzewo jest u tych gatunków domeną wędrujących po gruncie lub przenoszących się na nitkach jedwabiu gąsienniczek. Motyle dzienne i nocne są stosunkowo nowym wynalazkiem ewolucji. Pojawiły się na Ziemi, a przynajmniej stały się liczniejsze, dopiero pod koniec kredy, a więc w czasie, kiedy zaczęły bujnie rozkwitać rośliny okrytozalążkowe. Przodkowie ciem mieli pyszczki zaopatrzone w szczęki i prowadzili prawdopodobnie żywot drapieżców bądź padlinożerców (tak jak czynią to do obecnie spokrewnione z motylami wojsiłki). I dzisiaj możemy jeszcze spotkać ciemki o archaicznej budowie aparatu gębowego, robiące użytek ze swych dobrze rozwiniętych szczęk. Są to przedstawiciele dwóch rodzin - skrzydliniakowatych i plątaczkowatych - istotek o kilkumilimetrowych skrzydełkach. Grupki skrzydliniaków możemy spotkać na kwiatach jaskrów. Te ruchliwe motylki z charakterystyczną kępką "włosków" na głowie, zasiedlają kwiaty w celach matrymonialnych i konsumpcyjnych. Oprócz osobników dobierających się w pary, możemy dostrzec też takie, które posilają się pyłkiem, dokładnie przeżuwając każdy kęs. Kwiatowa, białkowa dieta prawdopodobnie była w ewolucji motyli etapem przejściowym - od odżywiania się białkiem zwierzęcym do korzystania z kwietnych nektariów. Antofilia, czyli kwiatolubność, to ważna cecha wielu ciem. Podobnie jak pszczoły są one bardzo wrażliwe na kwiatowe zapachy. Do pobierania nektaru z dna kielicha ćmy używają aparatu uformowanego w języczek lub ssawkę. Powstały one z jednego elementu żuchwy, zaś pozostałe jej części zostały zredukowane. Ssawka może być całkiem krótka, kilkumilimetrowa lub - jeżeli motyl staje wobec konieczności wydobycia nektaru z czeluści długiego kielicha - znacznie wydłużona, a podczas spoczynku zwijana w przemyślną trąbkę. Jest wiele roślin, które wyspecjalizowały się w wytwarzaniu kwiatów przygotowanych na przyjmowanie nocnych gości. "Ćmolubne" kwiaty ma na przykład kielisznik, lepnica, wiciokrzew, narcyz, podkolan, czy robiący ostatnio karierę w farmaceutyce wiesiołek, zwany świecą nocną. Obserwacja tej rośliny nocą, (kwiaty zamykają się na dzień), gwarantuje spotkanie z ciekawymi sówkami i zawisakami o długich ssawkach.

Nie sposób nie przywołać w tym miejscu historii madagaskarskiego zawisaka Xanthopan morgani predicta. Predicta znaczy przewidziany. Karol Darwin domyślił się istnienia tej ćmy, kiedy w roku 1862 pokazano mu okaz storczyka z tej wyspy o monstrualnej, kilkunastocentymetrowej ostrodze - rurce prowadzącej do nektaru. Darwin stwierdził, że kwiat taki nie może istnieć bez motyla wyspecjalizowanego w jego zapylaniu. Dopiero w roku 1903 "przyłapano na gorącym uczynku" zawisaka z ponad 20 cm ssawką.

Ewolucja niekiedy płata figle. Przynajmniej w jednym wypadku zmodyfikowała motylą ssawkę w sposób - chciałoby się powiedzieć - perfidny. Hans Baezinger, szwajcarski entomolog badający ćmy Malezji, złapał kiedyś na skórze bawołu ćmę, którą podejrzewał o zlizywanie krwi sączącej się z ranki pozostałej po ukłuciu komara. Aby to sprawdzić, zrobił nakłucie na swoim palcu i posadził przy nim podejrzaną ćmę. Motyl, ku zaskoczeniu badacza, nie ograniczył się do zlizania kropelki krwi, ale wprowadził swój aparat gębowy, (okazał się on nie trąbką, ale sztywną kłujką) głęboko pod skórę. Jak pisze Beazinger: Ból, jaki poczułem, wyzwolił krzyk... radości. Odkryłem bowiem ćmę, która dla pozyskania krwi wkłuwa się w ciało. Odkryta przez niego Calpe (= Calyptra) eustrigata była jedyną znaną wtedy (niedawno odkryto jeszcze trzy inne należące do tego rodzaju), z ponad 200 000 znanych gatunków ciem, które wysysają krew.

GRA ZAPACHÓW

Ćmy pachną, i to niezwykle intensywnie. Tyle tylko, że najczęściej nie wiemy jak. Nasz nos nie jest przystosowany do odczuwania wysyłanych przez samiczki woni, którymi jest przesycone nocne powietrze. Te perfumy składają się z obojętnych dla naszego nosa alifatycznych alkoholi, aldehydów i octanów o kilkunastu atomach węgla. Substancje te, produkowane przez warstwę wyspecjalizowanych komórek skórnego pochodzenia, umiejscowione są u samic niezmiennie na końcowym, międzysegmentalnym odcinku odwłoka. Samicze gruczoły feromonowe mają formę nabrzmień, jamek przewietrzanych wydmuchiwanym z tchawek powietrzem, bądź wynicowujących się woreczków. J. A. Fabre i A. Forel, badacze feromonów płciowych, wabili zaskakująco dużą liczbę samców pięknych i niespotykanych w ich okolicach ciem z rodziny pawicowatych, zamykając w klateczkach nadające swój "zapachowy sygnał" samice. Forel wykazał nawet, że ponętność zamykanej pod szczelnym kloszem samicy nagle malała. Ale badacze, nie wyczuwając żadnej woni, nie mogli uwierzyć, że kluczem do tajemnicy jest zapach. Skłonni byli raczej wszystko przypisywać falom o niezrozumiałej naturze. Obecnie wiadomo już, że samce niektórych pawicowatych, na przykład wspaniałego azjatyckiego jedwabnika Actias selene mogą wyczuwać partnerkę nawet z odległości ponad 3 kilometrów. Wiadomo też, że "nos" samców ciem znajduje się na czułkach, które u pawicowatych, jedwabnikowatych, brudnicowatych, barczatkowatych i kilku innych rodzin mają pierzastą, rozgałęzioną budowę. Zawierają od kilku do kilkunastu włoskowatych receptorów zapachowych zaopatrzonych w komórki czuciowe pobudzane przez dosłownie kilka drobin specyficznej substancji. Z tych powodów systemy receptorowe ciem stały się wręcz modelowym obiektem badań nad istotą węchu. Mechanizm naprowadzający samce na samice zwany jest chemotaksją. Owady, lecąc pod wiatr, wyławiają rozczapierzonymi czułkami nęcącą woń. Gdy podnieta ta ustaje, to znaczy kiedy samiec wyjdzie poza smugę zapachową, wyzwala się u niego odruch zygzakowatych, poszukujących ruchów doprowadzających go z powrotem na właściwą drogę.

Piórolotka pięciopióra (Pterophorus pentadactylus)

Umiemy już szybko określać skład chemiczny feromonów. Umożliwiają to nowoczesne metody analityczne oraz specyficzne odruchy samców na "swoje" feromony m.in. trzepotanie skrzydłami i ruchy odwłoka, a nawet elektrofizjologiczne reakcje odciętych czułków. Przebadano pod tym względem blisko 1000 gatunków. Możemy już syntetyzować i wykorzystywać w ochronie roślin feromony niektórych ciem będących szkodnikami upraw rolniczych i lasów. Dzięki nim owady są masowo wyłapywane, ponadto można precyzyjnie kreślić porę ich pojawiania się. Szczególnie ciekawa jest metoda polegająca na rozpylaniu w powietrzu nadmiaru nęcącego zapachu. Samce dają się tym całkowicie ogłupić i nie mogą odnaleźć partnerki.

Specyficzność i siła działania substancji feromonowych jest niezwykła. Amerykański chemik A. E. Cameron pisał na łamach czasopisma "Journal of Chemical Ecology" (nr 9/1983), że nawet w trzy lata po zaprzestaniu prac z disparlure (syntetykiem feromonu brudnicy nieparki) bywał ciągle obiektem adoracji samców tych ciem. Co więcej, cechę tę przeniósł na żonę i dzieci, które nigdy przedtem nawet nie dotknęły owej magicznej substancji.

I jeszcze kilka słów o samczych feromonach. Samce ciem, w odróżnieniu od samic, pachną także dla nas i to wcale nie najgorzej. Przedstawiciele brzydszej płci (u ciem jest to stwierdzenie co najmniej dyskusyjne!) mogą mieć wonne skrzydła, odwłoki, a nawet odnóża. Mogą przy tym eksponować pędzelkowate, balonowate struktury. Męskie perfumy, w odróżnieniu od samiczych, nie mają jednorodnego składu. Owady wykorzystują nawet pachnidła roślinne, pobierając i gromadząc je podczas życia larwalnego. Zjawisko takie nazywamy farmakofagią. Ci, co mieli okazję znaleźć ul opanowany przez populację mola woskowego - ciemki z rodziny omacnicowatych, których larwy pożerają woskowe plastry - znają zapach nonenalu. Jest to feromon wydzielany przez samce tego gatunku. Natomiast latające w rojach samce niesobki Hepialus hecta wypełniają powietrze zapachem świeżych ananasów, dobywającym się z pędzelków umiejscowionych na... ich udach.

BLISKIE SPOTKANIEZ ĆMAMI

Dla tych, których zajmuje zgłębianie wielkiego i nieprzeniknionego świata małych zwierząt, nocne przygody z wabieniem ciem mogą być wspaniałym przeżyciem. Oto kilka rad. Są one adresowane przede wszystkim do obserwatorów przyrody, a nie kolekcjonerów okazów. Nie pochwalam hobby polegającego na wyłapywaniu i uśmiercaniu motyli.

Najwięcej osobników z najbardziej różnorodnych gatunków ciem można zwabić do światła. Najlepiej nadaje się do tego ekran z prześcieradła, częściowo leżący na gruncie, a częściowo wsparty o ścianę lub przytrzymywany przez stelaż, choćby z podręcznych żerdzi. Możemy być pewni licznych odwiedzin, jeżeli oświetlimy go silnym światłem żarówki 100 lub 200-watowej, wiszącej kilka centymetrów od środka jego górnej krawędzi. W ciepłe, bezwietrzne noce drugiej połowy lipca nasza lampa może przywabić tysiące osobników z ponad 100 gatunków ciem, a oprócz nich liczne chrząszcze, muchówki, gąsieniczniki. To oszałamiające bogactwo zacznie się nam układać w pewien system, jeżeli będziemy te sesje powtarzać. Zauważymy, że nieliczne gatunki regularnie występują w znacznie większej liczebności niż inne; wraz ze zmianą pory nocy, a także z biegiem dni i tygodni (obserwacje można prowadzić od wczesnej wiosny do późnej jesieni) gatunki zmieniają się.

Samiec jedwabnika dębowca (Antheraea pernyi)

Nauczymy się rozpoznawać poszczególne gatunki, rodzaje i rodziny na podstawie wielkości, ubarwienia, włochatości, kształtu skrzydeł i pozycji przyjmowanej w czasie spoczynku. Bardziej ambitnym entuzjastom ciem polecam świetlne pułapki gromadzące żywe okazy w siatkach podwieszonych do lampy (najlepiej z ultrafioletową jarzeniówką) i konstrukcji składającej się z płytek gwiaździście otaczających jarzeniówkę, które w dolnej części objęte są lejkiem o średnicy górnego otworu około 30 cm, a dolnego 5-6 cm. Wyczerpujące informacje dotyczące jej obsługi można znaleźć w książce Josefa Reinchholfa Obserwujemy motyle, Jak - gdzie - kiedy? wydanej przez PWRiL w roku 1993.

Ćmy można też przywabić zapachem. Smarując drzewa, słupy lub płachty miksturą miodu, ciemnego piwa lub syropu i piwa (niektórzy twierdzą, że nie zaszkodzi dodać trochę rumu) trafiamy w kulinarny gust wielu sówek, niektórych miernikowców, omacnic i drobniejszych ciemek. W takiej miksturze można też moczyć plasterki jabłek lub kawałki gąbki i zawieszać nawleczone na sznurki między gałęziami. Wystawiając taką przynętę, można zwabić w ciepłe wieczory i noce zaskakująco dużo ciem i to często z innych gatunków niż te, które przylatują do światła. Na koniec, najbardziej rewelacyjny sposób łowów - łowienie samców na samice. Sukces w tej metodzie gwarantują wystawiane na wabia dziewicze samice zamknięte w przewiewnej klateczce. Najlepsze do tego celu są gatunki, których samice nie są zbyt ruchliwe, niekiedy nawet (jak u tzw. zimowych miernikowców czy znamionówki tarniówki) pozbawione funkcjonalnych skrzydeł. Do jednej samicy w ciągu nocy może przylecieć nawet kilkudziesięciu fatygantów. Aby nie więzić zbyt długo samicy, możemy w pewnym momencie skonfrontować ją z samcami. Zapłodniona samica, jak za dotknięciem czarodziejskiej różczki, straci swą atrakcyjność. Przestanie przywabiać nowe samce, ale za to złoży wiele zapłodnionych jaj, z których po pewnym czasie wyjdą żądne żeru gąsieniczki, dając asumpt do innej, wielkiej przygody z ćmami - hodowli larw. O tym jednak może innym razem.

Zdjęcia autora

Dr MAREK W. KOZŁOWSKI pracuje w Katedrze Entomologii Stosowanej SGGW w Warszawie.