Twoja wyszukiwarka

ANDRZEJ KRUSZEWICZ
WRÓG CZY PRZYJACIEL
Wiedza i Życie nr 6/1996
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 6/1996

Przywykliśmy sądzić, że drapieżniki są pożyteczne, gdyż eliminują zwierzęta chore, słabe i kalekie, a trzebiąc populację swoich ofiar, nie zagrażają jednak jej istnieniu. Wyniki badań przeprowadzonych na ptakach podają w wątpliwość te przekonania.

Drapieżnik wyrusza na polowanie, by zdobyć pożywienie. Wybiera ofiarę, którą najłatwiej schwytać. W gronie pechowców znajdą się więc nie tylko zwierzęta chore, ale także nowo narodzone, ciężarne samice lub zajęte tokowaniem samce. Łatwe do złapania są również ptaki lęgowe, które budują gniazdo lub, karmiąc pisklęta, stale pojawiają się w tym samym miejscu. Wystarczy więc tylko na nie zaczekać...

U niektórych gatunków ptaków śmiertelność bywa bardzo wysoka, tak samo jak produkcja młodych. Na przykład wróble w trzech lęgach mogą wychować do 15 młodych, z których większość zjedzą jednak drapieżniki

Zwierzęta chore często są mniej ruchliwe i chowają się w zacisznej kryjówce. Robią tak na przykład gryzonie i drobne ptaki. Dlatego właśnie łowca posługujący się głównie wzrokiem (np. ptak) ma mniejsze szanse na zauważenie ich. Dla "ochrony sanitarnej" środowiska bardzo pożyteczne byłoby usuwanie martwych zwierząt, zwłaszcza jeżeli przyczyną ich śmierci były chorobotwórcze mikroorganizmy. Jednak większość drapieżników interesuje się padliną tylko w obliczu śmierci głodowej. A może niechęć do padliny wynika właśnie z ryzyka zarażenia się?

DRAPIEŻNA SŁUŻBA SANITARNA

Drapieżniki, jak twierdzą uczeni, spostrzegają już najmniejsze oznaki słabości - zmianę w wyglądzie, a także zachowaniu się potencjalnych ofiar i "wyciągają odpowiednie wnioski". Dlatego zwierzęta osłabione chorobą są w szczególnie trudnej sytuacji - niejako wystawione na atak łowców. Czasem bywa to nawet korzystne dla populacji ofiar, gdyż pozwala utrzymać ją w optymalnej kondycji. Często jednak choroba bywa wynikiem naturalnego zaszczepienia. Przechorowanie jest bowiem sposobem nabycia immunologicznej odporności na pasożyty. Gdyby więc nawet lekko osłabione chorobą zwierzęta ginęły w szponach drapieżników, to po pewnym czasie z gatunku ofiary zniknęłyby osobniki, które zdobywają odporność na pasożyty. W takiej sytuacji wszystkie byłyby na nie wrażliwe, co stanowiłoby zagrożenie dla istnienia całej populacji. Kontakt z pasożytami oznaczałby dla nich śmierć albo na skutek inwazji, albo apetytu drapieżników. To znów byłoby ryzykowne również dla pasożytów. Chyba że potrafiłyby żyć także w organizmie drapieżnika. Jaki wtedy "zysk" miałby drapieżnik z chwytania zwierząt zarażonych pasożytem?

Ważnym składnikiem pokarmu krogulców są zięby, sikory i wróble

By rozwiązać ten problem ekolodzy postanowili sprawdzić, czy drapieżniki rzeczywiście odławiają głównie najsłabsze osobniki danego gatunku. Zbadano w tym celu pokarm łowców, koncentrując się w analizach na gromadzie ptaków. Okazało się, że im dany gatunek ofiary jest trudniejszy do złowienia, tym częściej posiłkiem drapieżnika będą kalecy lub chorzy jego przedstawiciele. Oczywiście, to co łatwe dla jednego gatunku drapieżnika, nie musi być łatwe dla drugiego. Na przykład złowienie myszy dla kobuza jest tak samo trudne, jak schwytanie młodej jaskółki dla myszołowa. Wiele drapieżników wyspecjalizowało się w chwytaniu określonego rodzaju ofiary. W naturalnym środowisku mamy do czynienia z różnymi drapieżnikami polującymi w tym samym czasie i przestrzeni oraz różnymi gatunkami ofiar. Losy tych ostatnich zależą nie tylko od łowców, ale także od dostępności pokarmu i miejsc do budowy gniazd, czy pogody podczas wędrówek. Wpływ na zachowanie drapieżnika mogą mieć również jego wcześniejsze doświadczenia łowieckie. To tylko jedne z najbardziej oczywistych czynników kształtujących zależność między łowiącym a łowionym.

Frank Götmark, szwedzki ornitolog twierdzi, że barwne upierzenie samców niektórych ptaków jest informacją dla drapieżnika, że: "taki kolorowy to musi być niezły cwaniak i pewnie trudno go złapać". Wynikałoby z tego, że barwniejsze osobniki są rzadziej narażone na ataki drapieżnika niż ich mniej kolorowi pobratymcy. Wspomniany badacz w swoich eksperymentach nad muchołówkami i krogulcem udowodnił tę hipotezę, nazywaną "hipotezą nieefektywnej zdobyczy". Doskonale pasuje ona do modnego ostatnio twierdzenia, że intensywność ubarwienia samców jest świadectwem ich stanu zdrowia i kondycji ("WiŻ", 4/1994). Jednak norwesko-polski zespół, badając naturalną populację muchołówek zaobserwował prawidłowość odwrotną - bardziej kolorowe samce ginęły wielokrotnie częściej niż ich mniej barwni konkurenci. A więc ofiarami krogulca padały głównie bardziej wartościowe samce, podczas gdy "nie lubiane" przez samice i stąd rzadziej przystępujące do lęgów samce brązowe unikały niebezpiecznych spotkań z drapieżnikiem. Jak to się ma do twierdzenia, że zjadane są zwłaszcza ofiary chore i słabe?

REGULATORZY?

Jak wiemy z podręczników biologii, rolą drapieżników w biocenozie jest m.in. regulacja liczebności ofiar. Czyli im więcej drapieżników, tym mniejsza liczebność potencjalnych ofiar. Zależność tę można także odwrócić - jeśli populacja ofiar jest nieliczna, to odżywiających się nimi drapieżników także nie będzie za dużo.

Takie mechanizmy wzajemnej regulacji liczebności obserwowano u drapieżnych bezkręgowców specjalizujących się w określonym rodzaju pokarmu, a także u kręgowców żyjących na dalekiej północy. W przypadku kręgowców naszej strefy klimatycznej byłyby to zależności zbyt uproszczone. Różnorodność potencjalnych ofiar jest tu bowiem znacznie większa i jeżeli drapieżnik ma trudności ze złapaniem ofiary z gatunku A, to może próbować szczęścia z gatunkiem B itd.

Badania Iana Newtona z Wielkiej Brytanii, dotyczące drapieżnictwa krogulca wykazały, że nie zmienia on w sposób znaczący liczebności populacji drobnych ptaków, na które poluje. Pojawia się jednak pytanie: co rozumiemy pod pojęciem liczebności populacji? Jest oczywiste, że inna jest liczba małych ptaków śpiewających wiosną, a inna jesienią. Śmiertelność niektórych gatunków może być bardzo wysoka, tak samo jak liczba potomstwa. Na przykład wróble w trzech lęgach w ciągu roku mogą wychować do 15 piskląt. Ile z nich przeżyje do następnego sezonu lęgowego zależy od czyhających na nie drapieżników, pasożytów, panujących warunków klimatycznych i dostępności odpowiedniego pokarmu. Aby zachować nie zmienioną liczebność populacji lęgowej wróbli, wystarczy, by z owych teoretycznych 15 ptaków do następnej wiosny przeżyły tylko 2. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Otóż drapieżca wpływa na liczebność populacji ofiary wtedy, kiedy zmienia wielkość populacji lęgowej.

Jesienne łowy są więc jedynie redukcją "nadwyżek", ptaków które i tak nie przetrwałyby do wiosny, choćby z powodu niedostatków pożywienia. W pewnych warunkach drapieżniki sprzyjają nawet populacji ofiary. Na przykład, jeżeli ilość dostępnych nasion, którymi żywią się drobne ptaki zimujące w naszej strefie klimatycznej, jest ograniczona, to zbyt duża liczebność tych ptaków jesienią prowadzi do przedwczesnego wyczerpania zasobów pokarmowych. Redukcja "nadwyżki ofiar" przez drapieżniki gwarantuje wówczas pozostałym przy życiu ptakom przetrwanie zimy. Jest to, co prawda, jedynie teoretyczny model, ale przez wielu naukowców uznawany za realny.

CZY EKSTERMINATORZY?

Oczywiście, w przyrodzie mogą mieć miejsce wszelkie typy zależności pomiędzy drapieżnikiem i ofiarą. Na przykład na wyspach, gdzie ptaki nie znały drapieżników, pojawienie się domowych kotów, psów lub nawet szczurów może doprowadzić lokalną awifaunę do katastrofy. Jak to się dzieje? Powszechnie przyjmuje się, że jeśli drapieżnik wytrzebi całą populację swych ofiar, to wyda wyrok i na siebie. Atakowane zwierzę ma większą motywację do ucieczki niż drapieżnik do pogoni - ten może co najwyżej stracić posiłek, potencjalna ofiara walczy zaś o życie. Prawdopodobnie dlatego jaskółki latają szybciej i są bardziej zwrotne od polujących na nie kobuzów. Z ewolucyjnego punktu widzenia mówi się o intensywniejszym doborze naturalnym u ofiary niż u drapieżnika.

W pewnych warunkach może jednak być inaczej. W środowisku zmienionym przez działalność człowieka, ofiary często mają mniejsze szanse ukrycia się przed drapieżnikami. Kuropatwy, na przykład, zakładają gniazda na miedzach (wąskich pasmach chwastów pomiędzy sąsiednimi uprawami), które mogą być stosunkowo łatwo penetrowane przez lisy, psy i koty.

Ludzie, osiedlając się na odległych wyspach, przywozili często ze sobą psy i koty, a także pasażerów "na gapę" - szczury. Właśnie tacy rabusie spowodowali wyginięcie sporej liczby gatunków ptaków. Z 93 gatunków i 83 podgatunków ptaków, które wymarły od 1600 roku, aż 93% występowało na wyspach, z tego 40% wytrzebiły drapieżniki. Były nimi najczęściej zdziczałe koty, świnie, psy, mangusty, lisy, łasice, ale także małpy. Aż 56% ptaków, które wyginęły z powodu drapieżnictwa, zjadły szczury (tylko 26% koty!). Na oceanicznych wyspach pomiędzy Japonią a Nową Gwineą los siedemnastu gatunków ptaków przypieczętował przywieziony tam przez ludzi nadrzewny wąż z rodzaju Boiga.

Do takich ostatecznych rozwiązań dochodzi wtedy, gdy ofiary danego gatunku są łatwe do złapania, a ponadto dostępny jest jeszcze inny, alternatywny pokarm. Wówczas drapieżnik poluje przede wszystkim na łatwą zdobycz, mając w odwodzie pożywienie, którego zdobycie wymaga większego wysiłku. Dzięki temu populacja drapieżnika ma się dobrze i rośnie w siłę, co źle rokuje łatwym do zdobycia, a niezbyt licznym ofiarom. Taki przypadek miał miejsce na jednej z wysp w pobliżu Nowej Zelandii, gdzie przywiezione przez osadników koty zagroziły istnieniu papug kozich. Stan dynamicznej równowagi pomiędzy liczbą kotów i papug utrzymywał się od 1810 do 1880 roku. W 1879 roku na wyspę wypuszczono króliki. Spowodowało to rozmnożenie się kotów, a efektem tego było wyginięcie papug już około 1890 roku (na szczęście przetrwały one w klatkach hodowców i są na całym świecie znanymi ptakami ozdobnymi).

Z badań Iana Newtona wynika, że gdy na Wyspach Brytyjskich masowo stosowano DDT krogulce zniknęły, natomiast pojawiło się dużo gili. W latach siedemdziesiątych populacja krogulców odrodziła się, a gili znów zmalała. Jest to jednak jedyny przykład wpływu krogulca na liczebność ofiary. Zdaniem Newtona sytuacja była wynikiem sposobu żerowania gili - posilające się na ziemi ptaki łatwo dawały się zaskoczyć krogulcom

Wszystkie wspomniane fakty, wbrew pozorom nie świadczą jednak o "szkodliwości" drapieżników, ale o potrzebie dokładniejszych badań nad ich rolą w naturalnym, jak najmniej zmienionym przez człowieka, środowisku. Wiele tajemnic kryje się jeszcze w mechanizmach funkcjonowania układu drapieżnik-ofiara-pasożyt.

Zależności pomiędzy drapieżnikami i ofiarami mogą przybierać bardzo różne formy, nie tylko te znane z podręczników biologii, a ludzka ingerencja w skomplikowane, ekologiczne zależności może spowodować tak poważne zakłócenia, że te sprawdzone przez całe pokolenia mechanizmy przestaną działać bezawaryjnie.

Zdjęcia: G. i T. Kłosowscy

Dr ANDRZEJ G. KRUSZEWICZ od 10 lat bada wpływ pasożytów na dzikie populacje ptaków, pracując m.in. w Instytucie Ekologii PAN w Dziekanowie pod Warszawą oraz Instytucie Biologii Uniwersytetu w Oslo. Jest także założycielem "Ambulansu dla Ptaków", którego celem jest udzielanie fachowej pomocy potrzebującym jej ptakom.