Twoja wyszukiwarka

ZBIGNIEW P. ZAGÓRSKI
WYWIAD NADPRZYRODZONY
Wiedza i Życie nr 7/1996
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 7/1996

Centralna Agencja Wywiadowcza Stanów Zjednoczonych (CIA) ujawniła pod koniec ubiegłego roku swoje zaangażowanie w zbieranie informacji od różnego rodzaju jasnowidzów i wróżbitów. W ciągu ostatnich 10 lat wydała na ten cel 20 mln dolarów. Dla porównania Departament Energii (DOE) przeznacza 70 mln dolarów rocznie na utrzymanie grupy naukowców i techników przygotowanych do odparcia nuklearnego ataku terrorystycznego na USA.

CIA ze skruchą przyznaje, że uległa sugestiom ludzi czytających różne pisemka poświęcone zjawiskom paranormalnym, a także towarzystwom pseudonaukowym. Wyniki dziesięcioletniego zaangażowania w parapsychologię okazały się humorystyczne.

Główne zainteresowanie CIA to, oczywiście, odgadywanie miejsca pobytu osób zaginionych, lokalizacji tajnych instalacji wojskowych itp. Niektóre zdobyte w ten sposób informacje wzbudzały wesołość, na przykład wiadomość, że uprowadzony w roku 1981 oficer amerykański, gen. James Dozier jest przetrzymywany we Włoszech w kamiennym domu z czerwonym dachem. Nieliczne lokalizacje można wytłumaczyć przypadkowym trafieniem, sugestią prowadzącego sprawę, a także niewątpliwą bystrością "paranormalnych", którzy stosują triki iluzjonistów. Specjaliści wywiadu wykorzystujący różne metody stracili w końcu cierpliwość i zwolnili tajemniczych szarlatanów, pracujących w dobrze strzeżonych pomieszczeniach Fortu Meade w stanie Maryland.

Doniesienia prasy amerykańskiej komentującej rezygnację z usług osób wpatrujących się w szklaną kulę albo kiwających wahadełkiem nad mapą nie wspominają jednak zdarzeń, w których właśnie służby specjalne były stroną inicjatywną i wręcz prowokowały zainteresowania paranormalne. Otóż od początków istnienia wojny podwodnej kluczowym problemem była łączność dowództwa z zanurzonym okrętem, pod wodą bowiem zwykle stosowane fale radiowe nie rozchodzą się. W czasie II wojny światowej zauważono, że najlepiej nadają się do tego fale długie, kilometrowej długości, lecz ich wysyłanie jest trudne i wymaga m.in. wielokilometrowych linii uziemiających. Jedną z takich linii zbudowali Niemcy na Bemowie, do łączności ze swoimi okrętami na Atlantyku.

Postęp po wojnie nastąpił w tej dziedzinie ogromny, toteż Amerykanie i Rosjanie wzajemnie się podejrzewali o jakieś tajemnicze i tajne rozwiązania. Obydwie strony zaczęły nawet sugerować, że łączność z okrętami następuje poprzez ludzi obdarzonych zdolnościami łączności parapsychologicznej. Pisała o tym również nasza prasa, opierając się na informacjach podrzucanych przez służby specjalne do prasy angielskojęzycznej, z której korzystały nasze media. Nie trzeba dodawać, że były to akcje zmyłkowe. Zresztą ciarki przechodzą na myśl, że rozkaz wystrzelenia rakiety międzykontynentalnej z głowicą nuklearną mógłby zostać przesłany za pośrednictwem czarownika wpatrującego się w jakiś magiczny rekwizyt.

Akcji zmyłkowych, świadomie organizowanych przez służby specjalne nie tylko z błogosławieństwem, ale i na polecenie generałów było więcej. Katastrofę wyrafinowanego technicznie balonu szpiegowskiego, który miał lecieć nad Związek Radziecki (działo się to przed erą satelitarną) zakamuflowano jako próbę lądowania UFO, z zaprzysiężonymi zeznaniami ludzi pracujących w wojsku, którzy oświadczyli, że widzieli zwłoki zielonych ludzików, a nawet byli przy ich sekcji.