Twoja wyszukiwarka

STEFAN BRATKOWSKI
NA SCENĘ WCHODZĄ ROTSZYLDOWIE
Wiedza i Życie nr 7/1996
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 7/1996

Nie tylko weszli błyskawicznie na scenęHistorii. Równie błyskawicznie zajęli na niej czołowe miejsca. I choć teoretycy pieniądza znacznie bardziej pasjonują się losami Banku Anglii w tym okresie, my będziemypasjonowali się teraz przygodami Rotszyldów. Na dalszy rozwój bankowości i pieniądza wpłynęli nie mniej niż Bank Anglii.

Wbrew informacjom świetnej książki Niemca Petera Martina o wielkich spekulacjach historii, to nie ich uważano w roku 1818 za szóste - obok Rosji, Anglii, Prus, Austrii i Francji - mocarstwo Europy. Tak owego roku szef rządu Ludwika XVIII, książę Richelieu, mówił o braciach Baringach, czyli o niedawno teraz upadłym banku Barings Brothers (Baringowie po klęsce Napoleona obsługiwali finanse armii okupacyjnych; byli naprawdę potęgą).

O Rotszyldach jednak będzie się też tak mówiło niedługo później. W ćwierć wieku potem Henryk Heine nazwie przebogaty paryski pałac Rotszyldów przy rue Lafitte Wersalem absolutnego władztwa pieniądza, Natan Rotschild zostanie w Londynie uznany "królem londyńskiej giełdy", a być królem giełdy londyńskiej znaczyło wtedy tyle, co być królem - niekoronowanym - świata. Bo Natan Rotschild mógł więcej niż którykolwiek panujący w jego epoce - z wyjątkiem może cara WszechRosji, Mikołaja I Romanowa. A rywalizować z nim mogły tylko pozostałe najpotężniejsze banki Londynu, czyli świata.

Joseph Wechsberg zalicza Rotszyldów do grona merchant-bankers, sławnych "kupców-bankierów" londyńskiej City. Ale Rotszyldowie, choć weszli do tego grona przebojem, wcale się z niego nie wywodzili.

Bracia Majera Amszela Rotschilda, założyciela dynastii, handlowali w Wolnym Mieście Frankfurcie - starzyzną. Mieszkali na Judengasse, ulicy Żydowskiej; od XIV stulecia stanowiła ona getto, którego mieszkańcy nie mogli opuszczać po zachodzie słońca; wolno im było zawrzeć nie więcej niż dwanaście małżeństw rocznie, żeby liczba rodzin żydowskich we Frankfurcie nie przekroczyła nigdy pięciuset.

Nazwisko Rotszyldów poszło od rodzinnego domu, opatrzonego czerwonym szyldem, "Rot Schild". Tam w roku 1743 przyszedł na świat Majer Amszel. Peter Martin i Frederic Morton, autor The Rotschilds, napisali, że hobby, "konikiem" Majera Amszela, uczącego się w szkole talmudycznej, stała się numizmatyka. Zyskała mu nawet sławę. Ja mam w tej kwestii wątpliwości. "Numizmatyka" była wtedy w Niemczech po prostu koniecznością handlową: ówczesny handel w Niemczech wymagał wymiany niezliczonej ilości monet najrozmaitszej produkcji i trzeba się było w nich dobrze rozeznawać, żeby cokolwiek dobrze kupić, czy też dobrze sprzedać (przypomnę tu nieoceniony przewodnik po ówczesnym świecie monet, jakim był uniwersał wydany w 1761 roku przez Teodora Wessla, podskarbiego wielkiego Korony Polskiej).

Martin i Morton prostują za to informacje największego historyka gospodarki, Józefa Kuliszera, o początkach kariery Rotszyldów. Wedle Kuliszera ojciec dynastii handlował aż do śmierci odzieżą, angielskimi wyrobami włókienniczymi i winem, przy okazji pożyczając szlachcie pieniądze na lichwiarski procent i dyskontując weksle. Tymczasem po śmierci ojca niedoszły teolog wziął posadę w domu handlowo-bankowym Oppenheimerów w Hanowerze i wykazał się takim talentem, że po kilku zaledwie latach został szefem całego interesu!

Swoje własne wielkie pieniądze zrobił i wszedł w świat wielkiej finansjery, pomógłszy książątku Hesji-Hanau, Wilhelmowi, sprzedawać jego żołnierzy jako wojsko najemne (ci Hesi będą potem najgroźniejszymi formacjami wojsk króla Anglii w walce z Rewolucją Amerykańską). W wieku lat 26 na swoim domu mógł wywiesić szyld: "M. A. Rotschild - Fuerstlich Hessen-
-Hanauischer Hoffaktor", "agent dworu księstwa Hesji-Hanau". Ten tytuł był wart zaś dwa razy więcej niż pieniądze, które młody Rotszyld mógł zarobić na prowadzeniu interesów dworu...

Skromny dom na Judengasse zamienił na pięciopiętrowy dom z szyldem zielonego już koloru. Starego domu Rotszyldowie się jednak nie wyrzekli - królowała tam i rodziła tam synów Majerowi Amszelowi jego młodsza o sześć lat żona, Gutele (nie opuściła tego domu nigdy; lord Greville, XIX-wieczny pamiętnikarz angielski, wspomina, że w roku 1843 "stara dama", licząca sobie lat 94, ciągle tam rezydowała, wyjeżdżając tylko powozem do teatru i opery). Wedle Martina nie było wtedy w całych Niemczech drugiego Żyda, który by cieszył się taką pozycją. To pewna przesada: potężni żydowscy bankierzy Berlina pomagali Hohenzollernom, a już na pewno podczas Wojny Siedmioletniej większy wpływ na los Niemiec miał osławiony Efraim, któremu Fryderyk Wielki powierzył mennicę elektora saskiego. Jednakże na pewno nie było w Niemczech nikogo o takich ambicjach i takiej wyobraźni.

Wyobraźnię przyszłych interesów urobił sobie Majer Amszel na skalę kontynentu. Nie pisze o tym ani Kuliszer, ani Peter Martin, ale Majer Amszel, ojciec pięciu synów, każdego z nich osadził w jakimś wielkim centrum finansowym Europy. Amszel został z ojcem na miejscu, Salomon osiedlił się w Wiedniu, Jakub, zwany później z angielska "James'em", w Paryżu, Kalmann (Karl) pojechał do Neapolu, zaś Natan Majer do Anglii. Daty w różnych źródłach znajdujemy różne; rok 1812 jako rok narodzin "domu Rotschildów" w Paryżu, rok 1816 jako początek takiegoż domu w Wiedniu, a rok 1820 - w Neapolu, są datami zbyt późnymi, wszyscy bracia byli tam i działali znacznie wcześniej; są to prawdopodobnie daty formalnego ochrzczenia ich firm "domami", maison po francusku, house po angielsku, haus po niemiecku. Kiedy Majer Amszel umierał w roku 1812, cała sieć już działała i kwitła. A na podstawie tego można wnioskować, że całą piątkę ojciec odpowiednio do skali swych marzeń przygotował. Dał im w dziedzictwie nie tylko umiejętności; także - zmysł ryzyka i rozmach.

Od początku utrzymywali ścisłe między sobą kontakty i najszybciej, jak tylko można, przekazywali sobie wzajem wszelkie istotne informacje. A pracowali z myślą nie tylko o pieniądzach, lecz i o budowie swej reputacji. Rzecz jasna, swoiście pojmowanej - reputacji wśród potencjalnych klientów. "Swojemu" księciu, który objął potem Hesję-Kassel, Rotszyldowie uratowali przed Francuzami ponad milion talarów, które zarobił na handlu swymi żołnierzami. Przekazali je Natanowi do Londynu, a po siedmiu latach, po klęsce Napoleona pod Lipskiem, książę, wracając z wygnania do domu, otrzymał gotówkę z ogromnym procentem, pochodzącym z Natana operacji giełdowych. Rotszyldowie chcieli być niezawodni i byli niezawodni.

Natan w 1804 roku przeniósł się z Manchesteru, gdzie zaczynał, do Londynu (według innych źródeł - już w 1798 roku). Wszedł tam w krąg londyńskiej City, a City wymagała niezawodności; wśród merchant-bankers słowo liczyło się tak, jak weksel. Natan podwójnie musiał dbać o opinię - Anglia nie przyznała jeszcze pełnych praw obywatelskich nawet katolikom z warstw wyższych, cóż dopiero mówić o ludziach mojżeszowego wyznania! Rotszyldowie zaś pozostali wierni swojej religii, inaczej, niż na przykład Baringowie, którzy bez oporów zamienili swój niemiecki protestantyzm na brytyjski anglikanizm, unarodowioną wersję katolicyzmu.

Już podczas wojen napoleońskich Rotszyldowie zyskali szczególną renomę: rząd Anglii próbował zaopatrzyć w złoto armię Wellingtona, walczącego przeciw Napoleonowi w Hiszpanii, ale flota brytyjska, która panowała już na morzach, nie mogła podjąć się tej ryzykownej operacji, nie mogła gwarantować jej powodzenia. Przeprowadzili ją Rotszyldowie. Jak?

Natan Rotszyld, ni mniej, ni więcej, dał znać, mimo wojny, swemu bratu, James'owi, do Paryża, a dziewiętnastoletni James nie wahał się ni chwili - Rotszyldowie, przekupując po drodze urzędników i policję, przeszmuglowali złoto przez Francję i całą, ogarniętą szaleństwem wojny Hiszpanię aż do Wellingtona!

Przemilczała ten wyczyn pomnikowa historia Anglii pióra George'a Macaulaya Trevelyana, ale wielki historyk w ogóle nie dostrzegał Rotszyldów; na szczęście dla Anglii, Rotszyldowie byli przeciw Napoleonowi...

Najsłynniejszym wyczynem Natana był wszakże jego sukces po Waterloo. Nie, nie pod Waterloo. Po nim. Wellington z Bluecherem, na nasze nieszczęście, pokonali Napoleona; on, Natan Rotszyld, wygrał Waterloo na giełdzie.

Temu sukcesowi poświęcono tyleż chyba książek, co samej bitwie. Natan Rotszyld nie odniósł go dzięki legendarnemu gołębiowi pocztowemu, który mu rzekomo dostarczył wiadomości wcześniej, niż ktokolwiek dostał ją w Londynie. Ani też nie obserwował Natan bitwy osobiście i - wbrew temu, co stoi u Kuliszera - nie wyprzedził kuriera rządowego w wyścigu do Anglii. To jego specjalnie opłacany agent, Rothworth, wsiadł pierwszy w Ostendzie na szybki stateczek, wioząc holenderską gazetę z 19 czerwca, z opisem rozstrzygniętej już bitwy. Przybył do Londynu wieczorem we wtorek 20 czerwca, w dwa dni po bitwie, ale 24 godziny przed majorem Percy'm, adiutantem głównodowodzącego wojsk brytyjskich, wiozącym słynną "depeszę Wellingtona".

Rotszyld wcale nie polecił swoim ludziom kupować zaraz akcji. Przeciwnie, część swoich papierów skarbowych i akcji sam rzucił do sprzedaży. Rozeszło się więc, że "Rotszyld sprzedaje", wybuchła nieledwie panika, rzucili się sprzedawać wszyscy, kursy się załamały - odgadywano, że Rotszyld wie już o zwycięstwie Napoleona; dopiero wtedy ludzie Rotszylda zaczęli kupować - po śmiesznie niskich cenach. Zanim wiadomość o klęsce Napoleona dotarła po upływie doby do publiczności i zanim kursy równie gwałtownie skoczyły do góry, było jasne, że Natan Rotszyld zarobił w ciągu tylko tej jednej doby olbrzymią fortunę.

Joseph Wechsberg podaje wszelako za współczesnymi nam historykami informację, której nie ma w książkach o Rotszyldach. Otóż Natan bynajmniej nie zatrzymał wiadomości o klęsce Napoleona dla siebie. Tegoż ranka w środę, kiedy początkowo kazał swym ludziom sprzedawać swoje walory, pospieszył z gazetą do przyjaciela, jednego z komisarzy rządowych, a ten zabrał go na Downing Street, do premiera, lorda Liverpool. Tyle, że Londyn spodziewał się raczej klęski sprzymierzonych, stąd i premier, przygnębiony brakiem wiadomości od Wellingtona - nie dał wiary holenderskiej gazecie...

Oczywiście, nie temu jednemu wielkiemu sukcesowi giełdowemu zawdzięczali Rotszyldowie potęgę i pieniądze. Stali się bankierami władców i rządów. Bardziej, niż Baringowie. Ich sieć finansowa objęła całą Europę.

Dysponowali zawsze najświeższymi informacjami, które mogły wpłynąć na notowania giełdowe. Świadectwo, jak działała ich sieć kurierów, znalazłem w pamiętnikach lorda Greville'a - już rankiem 30 lipca 1830 roku dzięki jej raportowi wiedziano w Londynie ze szczegółami o wybuchu Rewolucji Lipcowej w Paryżu; dopiero w nocy z 31 lipca na 1 sierpnia dotarł do Londynu ze skąpym meldunkiem kurier rywalizującej z nią agencji Stuarta!

Rozpisywali Rotszyldowie pożyczki zaciągane dla swych utytułowanych klientów i ich rządów, a subskrybenci tych pożyczek mogli wskazać, w jakiej walucie chcą odbierać odsetki. W latach 1818-1832, a więc przed wybuchem "gorączki kolejowej", tylko sam dom bankowy Natana wypuścił obligacje, wedle Kuliszera, na łączną sumę 25 milionów funtów szterlingów. Było to więcej, jak zwraca uwagę Kuliszer, niż wszystkie łącznie pożyczki zaciągnięte w Amsterdamie w ciągu całego XVIII wieku, ale my wiemy, że nie było to jednak aż tak dużo: przed rokiem 1820 tylko dla obsługi rynku samej ówczesnej Wielkiej Brytanii trzeba było osiemnastu milionów funtów w banknotach Banku Anglii, nie licząc innych. Trudno w ogóle porównywać wiek XVIII z wiekiem XIX. Rotszyldowie zaś, przy całej swej potędze, byli jednym z domów owych merchant-bankers londyńskiej City. I nie przypadkiem Natan Rotszyld skonstatował w 1832 roku, że to Anglia w ogólności stanowi bank dla całego świata; w tym kraju negocjuje się i załatwia wszelkie transakcje dotyczące Indii, Chin, Niemiec i całego świata.

Z Kuliszerowych informacji ważna jest inna: Zdarzało się, że Rotszyldowie umieszczali jakieś państwo na czarnej liście, czyli zamykali mu dyskonto wekslowe. Było to równoznaczne z bankructwem finansowym tego państwa (tłum. M. Borkowicz i R. Winter-Rudnicki).

Dotyczyło to głównie młodych państw Ameryki Łacińskiej, które zrzuciły panowanie Korony Hiszpańskiej, ale nigdy nie nauczyły się radzić sobie ze swą niepodległością. W Europie Świętego Przymierza odgrywali natomiast Rotszyldowie paskudną rolę jego finansowego oparcia.

Stronili od polityki i wszelkich idei społecznych, a nawet handlowych. Nic nie wiadomo nawet o tym, by Natan Rotszyld sygnował swym podpisem w roku 1820 petycję kondyńskiej City, domagającej się wprowadzenia wolnego handlu. Przypomnijmy: drugie pokolenie londyńskich Baringów spotkamy w ruchu walczącym o zniesienie niewolnictwa, ale też Baringowie byli już od dawna pełnoprawnymi poddanymi Korony Brytyjskiej. Tak bardzo pełnoprawnymi, że jeden z nich w trakcie rozruchów chłopskich 1830 roku obił kijem zakutego już w kajdany więźnia... Niczego w tym rodzaju o Rotszyldach nie wiemy; Rotszyldowie sami jako Żydzi, przywiązani do swej religii, należeli do mniejszości pozbawionej praw.

Dopiero mądry Wellington, wtedy już - książę Wellington, jako premier przeforsował najpierw w roku 1829 równe prawa dla katolików, potem zaś w roku 1830 przeprowadził ustawę, która łagodziła dyskryminację wyznania mojżeszowego. Ale i tak Żydzi byli tą mniejszością religijną Anglii, która najdłużej czekała na pełne równouprawnienie - aż do roku 1860. Baringowie zostali członkami izby lordów jeszcze w XVIII wieku, pierwszym lordem mojżeszowego wyznania został pierwszy Rotszyld dopiero w roku 1886. Mimo że to dzięki pieniądzom, pożyczonym rządowi przez Rotszyldów, Anglia weszła wcześniej w posiadanie zbudowanego przez Francuzów Kanału Sueskiego.

Peter Martin twierdzi, że Rotszyldowie dość późno oswoili się z ideą budowy kolei, czego najlepszym dowodem jest fakt, że pierwszą linię Stephensona, Liverpool-Manchester, kredytować musiał w roku 1830 rząd angielski.

Jednakże Rotszyldowie angażowali się w jakieś przedsięwzięcia po dokładnym zbadaniu ich perspektyw. Gdy już je rozpoznali, inwestowali z rozmachem niebywałym, rozmachem Rotszyldów. Opasły tom francuskiego historyka, Maurice'a Levy-Leboyera, o roli banków europejskich w międzynarodowym uprzemysłowieniu Europy w pierwszej połowie XIX wieku, pełen jest informacji o tym, jak pieniądze Rotszyldów nakręcały wówczas rozwój przemysłu.

Lata trzydzieste XIX wieku przyniosły w Anglii istną "gorączkę kolejową". Zasadną: nakłady na budowę linii kolejowych zwracały się w ciągu dwóch, trzech lat, potem sypały przez dziesięciolecia nieustającymi zyskami. W latach czterdziestych koleje podbijały Francję, potem resztę Europy i Amerykę. Rzecz jasna, żaden z "domów" Rotszyldów niczego sam nie budował we Francji, w Niemczech czy monarchii austriackiej. Oni finansowali budowy, dobierając do nich najlepszych przedsiębiorców budowlanych, głównie - angielskich. Inwestowali często razem z rządami i o wielu "rządowych" kolejach Europy mówiło się, że nie należą do państwa, lecz do Rotszyldów; dany władca mógł być królem w swej monarchii, ale "królami kolei" byli Rotszyldowie. Państwa-
wspólnicy gwarantowały im za to bezpieczeństwo ich pieniędzy.

W połowie XIX wieku majątek Rotszyldów szacowano na ponad pół miliarda funtów szterlingów. Same procenty od udzielanych kredytów przynosiły im - nie licząc zysków z kolei, przedsiębiorstw przemysłowych i ubezpieczeń - ponad dwa miliony funtów każdego roku.

Niestety, książki o Rotszyldach niewiele zawierają rzeczowych danych o ich operacjach finansowych i handlowych. U Mortona najciekawsze było dla mnie credo Natana Rotszylda: Działam od ręki i nigdy nie tracę czasu. Przybywam gotów na wszystko i załatwiam umowy na miejscu... Zawsze mówiłem sobie, że to, czego potrafi dokonać inny człowiek, potrafię dokonać i ja.

Jeśli coś tu Natan Rotszyld przemilczał, to informacje skrupulatnie i równie szybko gromadzone przed podjęciem jakichkolwiek działań. Ale o ich znaczeniu w interesach Rotszyldów już w Europie wszyscy wiedzieli. I wiedzieli, że nie były to interesy szczęśliwych chucpiarzy.

Ryc. Julian Bohdanowicz