Twoja wyszukiwarka

ALEKSY BARTNIK
WORLD WIDE WEB
Wiedza i Życie nr 7/1996
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 7/1996

Internet i usługi opisywane w poprzednich odcinkach istnieją od wielu lat. Jednak w zeszłym roku nastąpiła istna eksplozja zainteresowania siecią: liczba użytkowników podwaja się co miesiąc! Prasa, telewizja, radio - wszyscy mówią o sieci. Dwa ku temu są powody: World Wide Web (Światowa Pajęczyna, często pisane WWW lub nawet W3) i Netscape - legendarna dziś przeglądarka zasobów WWW. Ten właśnie program pozwala na łatwy, intuicyjny i wygodny dostęp do wszystkich informacji zawartych w WWW.

WWW można sobie wyobrazić jako olbrzymią liczbę dokumentów (tj. plików informacji w komputerze - tekstów, programów, rysunków, dźwięków etc.) połączonych ze sobą odsyłaczami: jest to system hipertekstowy. Każdy z nas przeglądał kiedyś encyklopedię. Na przykład, czytając hasło "islam", znajdziemy tam odsyłacz: Mahomet (patrz). Encyklopedii nie czyta się więc strona po stronie, lecz "skacze się" zgodnie z odsyłaczami. Tak samo zorganizowany jest dokument hipertekstowy: w jego treści mamy miejsca wyróżnione (wyrazy zaznaczone innym kolorem, ikony), które są "hiperłączami". Wskazując takie miejsce myszką ("klikając"), przenosimy się do innego dokumentu, podobnie jak w encyklopedii, z tym że nowy dokument znajdziemy w innym komputerze na innym kontynencie. Dokument może zawierać grafikę, dźwięk, animacje, które możemy oglądać i słuchać, a także ściągnąć do naszego komputera.

Dokumenty w WWW nazywa się "stronami". Na przykład Wydział Fizyki UW ma swoją stronę, która podaje informacje o wydziale. Stronę tę możemy obejrzeć i przeczytać, hiperłączem dostać się do stron poszczególnych zakładów, a stąd - do stron tych pracowników, którzy zechcieli je sobie skonstruować. Wiele organizacji, firm, muzeów, bibliotek ma już swoje strony. Do dobrego tonu należy dziś posiadanie nie tylko swojego adresu w Internecie, ale także własnej strony w WWW.

Strony dość łatwo budować, dzięki prostemu językowi HTML - (HyperText Markup Language). Bardziej "szpanerskie" strony pisze się w języku JAVA. Prostota tworzenia stron i łatwość ich przeglądania stanowią podstawę błyskawicznej kariery WWW. Światowa Pajęczyna jest więc rodzajem olbrzymiej encyklopedii, którą rozbudowują sami użytkownicy. Każdy może się dołączyć, nie ma ograniczeń ani cenzury (ku rozpaczy niektórych, na ogół zaawansowanych wiekiem, myślicieli). Jednak brak nadzoru powoduje, że jakość informacji musimy sami ocenić i odsiać ziarno od plew. Pojawiają się coraz to nowe zastosowania WWW: prowadzi się na przykład próby stworzenia "cyberpieniądza" internetowego, co umożliwiłoby zakupy przez sieć na szeroką skalę.

Szalone zainteresowanie WWW spowodowało, że Internet jest bardzo przeciążony i trzeba dziś niemałej cierpliwości, aby dostać się do wielu miejsc - zwłaszcza USA. Sytuacja ta ma raczej charakter przejściowy. Przewiduję, że za rok firmy telekomunikacyjne nadążą za popytem. Dziś ciągle jeszcze mamy "ścieżki rowerowe", a nie infostrady z pędzącymi po nich użytkownikami.

WWW stawia duże wymagania sprzętowe: musimy mieć monitor graficzny i system okienkowy (np. Windows 3.1 lub X-Windows pod Unixem), a w wypadku korzystania z modemu jego prędkość transmisji musi wynosić co najmniej 9600 B/s. Należy mieć oprogramowanie sieciowe (pod Windows nazywa się to WinSock) i jakąś przeglądarkę. Dzisiaj wiele firm udostępnia to nam bezpłatnie. Najpopularniejszym tego typu programem, który stał się "lokomotywą" WWW, jest Netscape Navigator. Istnieje on w wersjach dla wszystkich praktycznie systemów operacyjnych. Wczesne wersje były bezpłatne, dziś za pełną wersję trzeba niewiele zapłacić. Instalacja jest stosunkowo trudna i najlepiej powierzyć ją specjaliście.

Nasze podróże po WWW będę ilustrował za pomocą Navigatora, ale inne przeglądarki zachowują się bardzo podobnie. Zakładam, że Czytelnik zna podstawy operowania myszką i okienkami. Po uruchomieniu programu, tak jak nas nauczył ten, co go instalował, pokazuje się ekran (ryc. 1.) zawierający paski - narzędziowy i stanu oraz pole główne, w którym widać przeglądany akurat dokument: w naszym przypadku to Polska Strona w WWW (górny pasek).

Najważniejszym symbolem, jaki ukazuje się nam na ekranie, jest obrazek Ziemi z dużą literą N (z prawej u góry na ekranie): nadlatujące asteroidy pokazują, że mamy połączenie z siecią. Gdy obrazek nie zmienia się przez dłuższy czas, oznacza to, że straciliśmy połączenie.

W głównym polu roboczym mamy po prostu tekst i ewentualnie obrazki (w bardziej złożonych stronach możemy mieć tabele i inne pomysłowe prezentacje). Nasz dokument czytamy, przewijając myszką tekst za pomocą suwaka w pionowym pasku z prawej strony - jest to standardowa technika okienkowa. Zwróćmy uwagę, że niektóre fragmenty tekstu mają inny kolor (niebieski lub fioletowy) i są podkreślone: są to właśnie hiperłącza. Rozpoznajemy je także po tym, że wskazanie ich myszką zmienia wskaźnik ze strzałki w symbol dłoni ze wskazującym palcem; niektóre ikony i obrazki też mają tę własność. Kliknięcie na polu hiperłącza powoduje, że przenosimy się do nowego dokumentu; może on być na zupełnie innym komputerze, tysiące kilometrów od komputera, na którym właśnie pracujemy. Nie musimy martwić się o adres sieciowy i sposób dostępu: wystarczy kliknąć myszką. Do miejsca, skąd wyszliśmy bezpośrednio przed ostatnim przeniesieniem, możemy wrócić, klikając na ikonie z napisem Back (kwadracik u góry z lewej). Przyznaję, że nawet dziś operacje te mają dla mnie coś z magii.

W dolnej listwie pojawia się informacja o połączeniu. Na początku program informuje nas, że łączy się, a potem podaje informacje o przekazie: w naszym wypadku (ryc. 1.) można odczytać, że ściągnąłem 76% całego dokumentu liczącego 20 kilobajtów; prędkość przekazu wynosiła w tym momencie 1.2 Kb/s, a przewidywany czas do zakończenia transmisji wynosi 4 s. Jeśli uznamy, że ściągnięcie dokumentu będzie za długo trwało, możemy przerwać przekaz, klikając na ikonie z napisem Stop (kwadracik u góry z prawej).

Każdy dokument ma swój adres w WWW, tzw. URL (Uniform Resource Locator - jednolity system adresowania dokumentów). Widzimy go w listwie u góry z okienkiem, który oznaczono Location. Adres taki ma w naszym przypadku postać: http://info.fuw.edu.pl/PolskaHome.HTM

Oznacza on, że należy połączyć się z miejscem (komputerem) info.fuw.edu.pl i ściągnąć dokument (tj. plik) PolskaHome.HTM, używając protokołu http (hypertext transfer protocol - protokół przekazu dokumentów hipertekstowych). Adresy ciekawych miejsc podaje często prasa lub grupy dyskusyjne, względnie znajdujemy je sami, podróżując po WWW. Jeśli znamy interesujący nas URL, to możemy go tu wpisać i połączyć się, wciskając klawisz Enter. Nie ma potrzeby zapisywania URL ręcznie (wystarczy automatycznie w "książeczce adresowej"). Aby to uczynić, będąc w interesującym nas dokumencie, klikamy na napisie Bookmarks (zakładki) w listwie kontrolnej u góry, a po rozwinięciu się menu wybieramy opcję Add Bookmark. Tamże, klikając na jednym z zapamiętanych przez nas adresów, uzyskujemy połączenie.

W górnej listwie mamy także standardowe napisy Help i File. Kliknięcie na tym ostatnim rozwija menu, gdzie możemy nie tylko zapamiętać oglądane przez nas dokumenty, ale także mamy opcję wyjścia z programu: exit. W wypadku używania modemu, po wyjściu z programu należy sprawdzić, czy połączenie zostało przerwane; jeśli nie, należy to zrobić ręcznie.

Na zakończenie omówię najbardziej pożyteczny przycisk: ten z napisem Net Search (pośrodku u góry). To on czyni z Netscape'a tak wspaniały program. Jest to narzędzie do przeszukiwania WWW po hasłach. Dla przykładu, niedawno słyszałem o nowej substancji, która zastępuje tłuszcz, ale nie jest wchłaniana przez organizm (olestra). Pozwala ona jakoby na obżeranie się, bez przybierania na wadze, frytkami smakowicie kapiącymi tłuszczem (o olestrze pisaliśmy w "WiŻ" nr 5/1996 - przyp. red.). Postaram się dowiedzieć czegoś więcej na temat tego cudu chemii spożywczej.

Po naciśnięciu przycisku Net Search komputer łączy się z siedzibą Netscape'a w USA i dostajemy do dyspozycji parę systemów wyszukiwania informacji (ryc. 2.). Jeden z najbardziej popularnych nazywa się Yahoo. Po wskazaniu myszką zakładki Yahoo otworzył się prostokąt, gdzie jest pole do wpisania szukanej informacji. Wpisałem tam: olestra i kliknąłem przycisk Search. Wkrótce pokazały się nagłówki dokumentów dotyczące interesującego mnie pojęcia (ryc. 3.). Jest ich rzecz jasna dużo, a każdy ma hiperłącze do pełnego dokumentu. Sami musimy wybrać, który z proponowanych dokumentów zawiera najbardziej przydatne nam informacje.

W następnych odcinkach zapoznamy się dokładniej z różnymi systemami poszukiwania, ale niech ten przykład da nam przedsmak możliwości WWW. Netscape ma, oczywiście, wiele innych możliwości, warto poeksperymentować, a przycisk Help jest przecież zawsze dostępny! Dla tych, którzy mają dostęp do Internetu wyłącznie tekstowy lub przez wolne łącza, istnieje unix-owy program lynx, który też pozwala przeglądać WWW, jednak jest on tak nieintuicyjny w użyciu, że nie radzę się nim posługiwać, donoszę jednak o jego istnieniu z kronikarskiej rzetelności.

Dostaję wiele listów z miłymi komentarzami i zapytaniami, na które staram się w miarę możliwości odpowiadać. Trybu tekstowego nie zamierzam jednak zaniedbywać: w jednym z przyszłych odcinków chciałbym omówić IRC i najpopularniejsze polecenia unix-owe.

O podobnych zagadnieniach przeczytasz w artykułach:
E-mail
FTP
JPEG, ZIP, UUE etc...
BEZKARNE ROZKOSZE STOŁU
Jak szukać programów?
Grupy dyskusyjne: Usenet
Tu warto zajrzeć...
Ta wspaniała, nikomu niepotrzebna wiedza...
WWW-szukamy informacji
IRC-pogawędki w Internecie
Trwa wojna przeglądarek
Pliki i katalogi