Jak pytać? 
 

JAN MIODEK
PO LEKTURZE PTAŚKA WILLIAMA WHARTONA
Wiedza i Życie nr 7/1996
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 7/1996

Kiedy się przygotowywałem do majowego spotkania z Williamem Whartonem, sięgnąłem do jego Ptaśka (Birdy) w tłumaczeniu Jolanty Kozak. Dzisiejszy artykuł chciałbym poświęcić pięciu jego fragmentom. Oto dwa pierwsze: "Jeszcze jedno jajko leży nie wyklute. To znaczy, że małych jest cztery"; "Nowe pisklaki rodzą się wszystkie jednego ranka. Są cztery".

Nie zgłaszam żadnych poprawnościowych zastrzeżeń do zdania ostatniego. Mamy w nim do czynienia ze związkiem zgody między podmiotem i orzeczeniem w liczbie mnogiej. Składnia taka obowiązuje przy liczebnikach przedziału dwa-cztery: pisklaki są cztery - tak jak np. cztery kobiety stoją, trzy auta jadą, dwadzieścia dwie osoby przyszły.

Nie mogę jednak zaakceptować zdania z pierwszego wypowiedzenia: "Małych jest cztery". Poprawne byłyby konstrukcje małych jest pięć czy małych jest sześć - tak jak pięć kobiet stoi, sześć aut jedzie, dwadzieścia siedem osób przyszło - ze składnią rządu obowiązującą przy liczebnikach powyżej czterech, czyli z podmiotem w dopełniaczu i orzeczeniem w liczbie pojedynczej. Ponieważ w tekście mówi się o czterech ptaszkach, należało całemu wypowiedzeniu nadać formę następującą: "Jeszcze jedno jajko leży nie wyklute. To znaczy, że są cztery małe".

A dlaczego tak często się słyszy niepoprawne połączenia typu "padło cztery bramek", "przyszło dwadzieścia trzy osoby", "zostało dwie minuty" - zamiast padły cztery bramki, przyszły dwadzieścia trzy osoby, zostały dwie minuty? Odpowiedź jest prosta: połączeń z liczebnikami powyżej czterech, przy których obowiązują związki rządu, jest więcej i dlatego mamy ochotę, by tym typem składni objąć wszystkie konstrukcje z liczebnikami.

Działa tu więc ogólnojęzykowy mechanizm upraszczający (proszę zauważyć, że także na gotowych formularzach druków znajdują się tylko czekające na związki rządu połączenia typu: "przybyło... osób", "opuścił... godzin", "ukończyło bieg... zawodników"). Podobne przykłady można mnożyć.

A teraz dwa następne fragmenty Ptaśka: "No i tak wszystko apiać od początku"; "Już teraz widzę, jak łatwo byłoby mi zrobić z siebie wielkiego gieroja". Mamy w nich dwa wyrazy rosyjskie: apiać - "znów, znowu, w kółko" i gieroj - "bohater".

Oba te słowa funkcjonują w naszym codziennym językowym obcowaniu, wzbogacając - jak prikaz czy bumaga - jego ekspresję. Ale język rosyjski to sąsiad naszej polszczyzny, pozostający z nią od wieków w ścisłych kontaktach. Czy wplatanie potocyzmów-rusycyzmów do wypowiedzi chłopców amerykańskich - bohaterów Ptaśka, którego akcja toczy się w latach trzydziestych i czterdziestych naszego stulecia, jest stylistycznie uzasadnione?

Dotykam tu, oczywiście, niuansów pracy translatorskiej, ale myślę, że moje wątpliwości nie są bezzasadne. Jestem natomiast absolutnym zwolennikiem takich pomysłów słowotwórczych jak ten, z którym się zetknąłem w jeszcze jednym fragmencie książki Whartona: "Właśnie skończyłem krzątać się przy ptakach i z utęsknieniem czekam na tegonocny sen". Skoro mamy w języku polskim formację tegoroczny, dlaczego nie moglibyśmy się czasem posłużyć analogiczną strukturą tegonocny czy - dajmy na to - tegoletni?! Czynny stosunek do ojczystego języka przejawia się właśnie w zdolności do tworzenia tego typu słów, pozostających w całkowitej zgodzie z regułami systemowymi, tyle że nie mających za sobą wsparcia powszechnego zwyczaju społecznego.

Znany amerykański lingwista Noam Chomsky mówi, że ta umiejętność jest potwierdzeniem pełnej znajomości języka. Zachęcam więc wszystkich użytkowników polszczyzny, by korzystali z przebogatych możliwości systemu językowego. Zdolność przetwórcza polskich słów jest przecież niebagatelnym atutem stylistycznym.