Twoja wyszukiwarka

EWA KOŁODZIEJAK-NIECKUŁA
LĄDY, MORZA I POWIETRZE POD LUPĄ KLIMATOLOGÓW
Wiedza i Życie nr 8/1996
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 8/1996

Wkrótce po tym, jak efekt szklarniowy zaistniał na naukowej scenie, okazało się, że nie wszystek "cywilizacyjny" dwutlenek węgla gromadzi się w atmosferze. Część tego gazu gdzieś znika. Jak duże są to ilości i gdzie się podziewają?

Pytania te, podstawowe dla zrozumienia najistotniejszych problemów środowiskowych, długo pozostawały bez odpowiedzi. Stały się również przedmiotem wieloletnich sporów geochemików z ekologami. Precyzyjnego rozwiązania zagadki w dalszym ciągu nie ma, ale wiemy już, że najwydajniejszymi "pochłaniaczami" dwutlenku węgla są oceany i lasy porastające północną półkulę (pisaliśmy o tym obszernie w artykule Gdy w tundrze cieplej w "WiŻ" nr 6/1995).

Według "Nature" (6579/1996), udział tych ekosystemów w oczyszczaniu atmosfery, na podstawie danych z lat 1991-1994, przedstawia się następująco: w wyniku działalności człowieka co roku przybywa 6 mld ton węgla; zawartość tego pierwiastka w powietrzu wzrasta tylko o 2.3 mld ton; 1.1-2.9 mld ton węgla pochłania roślinność lądowa; bilans zamykają morza i oceany, które zatrzymują 0.8-2.6 mld ton węgla.

Wyniki te potwierdzają wcześniejsze analizy, a ich porównanie niesie jeszcze jedną krzepiącą wiadomość. Mimo że emisja dwutlenku węgla w latach dziewięćdziesiątych była większa niż w poprzedniej dekadzie, zanieczyszczenie atmosfery tym gazem zmniejszyło się z ponad 3 do około 2 mld ton węgla. Zawdzięczamy to wyłącznie przyrostowi biomasy lądowych ekosystemów, ponieważ pochłanianie CO2 przez oceany nie zmieniało się w tym okresie.

"Cywilizacyjny" dwutlenek węgla zwykle kojarzymy z kominami przemysłowymi, ale jego pokaźnym źródłem (około 1.6 mld ton węgla rocznie) jest także karczowanie lasów tropikalnych, najczęściej poprzez wypalanie. W cyklu obiegu węgla, w skali globu, drzewa strefy umiarkowanej rekompensują wylesianie na równiku. Proceder ten ma jednak wpływ na skład chemiczny atmosfery.

W "Science" (5262/1996) czytamy, że pożary dżungli powodują wzrost stężenia troposferycznego ozonu na południowej półkuli. Od sierpnia do listopada, kiedy wypalanie lasów odbywa się na największą skalę, koncentracja ozonu w najniższej warstwie atmosfery wzrasta ponad dwukrotnie.

Ozon jest niezwykle ważnym regulatorem chemizmu troposfery, ponieważ bierze udział w wielu reakcjach, od których zależy trwałość innych gazów, na przykład metanu, tlenku węgla, halonów. Jednakże w dużych stężeniach, jako składnik zanieczyszczeń powietrza, szkodzi organizmom.

O podobnych zagadnieniach przeczytasz w artykułach:
W tropikach bez zmian
Lista szkód coraz dłuższa