Twoja wyszukiwarka

ANDRZEJ KAJETAN WRÓBLEWSKI
OPPIE
Wiedza i Życie nr 8/1996
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 8/1996

Julius Robert Oppenheimer (1904-1967) był jednym z najbardziej znanych w świecie uczonych ze względu na kierowniczą rolę w "Projekcie Manhattan" - budowy amerykańskiej bomby atomowej.

Jego ojciec był zamożnym kupcem w Nowym Jorku, toteż Robert - ponieważ nie znosił i nie używał swego pierwszego imienia - od początku miał zapewniony dobrobyt i dostęp do najlepszych szkół. Bardzo wcześnie wykazał swe nieprzeciętne zdolności. Mając 5 lat, zaczął kolekcjonować minerały, jako jedenastolatek został członkiem Nowojorskiego Klubu Mineralogicznego, a w rok później wygłosił tam wykład. W szkole zbierał tylko najwyższe stopnie, zadziwiając nauczycieli rozległością zainteresowań. Mając 11 lat, znał klasyczną grekę i czytał w oryginale Homera oraz Platona.

Początkowo nie wykazywał żadnego zainteresowania sportem. Dopiero gdy na osiemnaste urodziny dostał od ojca dziewięciometrowy jacht, pokochał żeglowanie i z młodszym bratem Frankiem pływał wzdłuż atlantyckiego wybrzeża. Na uniwersytecie harwardzkim zamierzał specjalizować się w chemii, ale pod wpływem wykładów Percy Bridgmana, późniejszego laureata Nagrody Nobla, postanowił poświęcić się fizyce i wyjechał do Cambridge doskonalić się pod kierunkiem Ernesta Rutherforda i Johna Josepha Thomsona. Był to w fizyce okres kryzysu pojęciowego, w którym rodziła się mechanika kwantowa dająca możliwość nowego spojrzenia na świat.

Zmagając się z tym wyzwaniem przyrody, Oppenheimer wpadł w poważną depresję. Diagnoza psychiatrów była jednoznaczna: dementia praecox (otępienie), na które nie ma lekarstwa. Robert przerwał na jakiś czas studia i wyjechał na długi odpoczynek na Korsykę. Potem nie kontynuował już nauki w Anglii, lecz udał się do Getyngi pracować nad doktoratem pod kierunkiem Maxa Borna. Była to wówczas Mekka młodego pokolenia fizyków, gdzie przebywało wielu późniejszych znakomitych uczonych, między innymi Paul Dirac.

Oppenheimer zadziwiał studentów rozległością zainteresowań. Kiedy zapisał się na dwie godziny dziennie wykładów na temat twórczości Dantego, ucząc się oczywiście włoskiego, by czytać go w oryginale, Paul Dirac zapytał: Dlaczego tracisz czas na takie głupstwa? Kiedy "Oppie" zaczął pisać poezje, Dirac naciskał go, by mu wyjaśnił, co to ma wspólnego z fizyką: Nie rozumiem, jak możesz robić te rzeczy naraz. W nauce mówi się językiem zrozumiałym dla wszystkich o rzeczach przedtem nikomu nie znanych, a w poezji akurat odwrotnie. Doceniano jednak nieprawdopodobną lotność umysłu i wiedzę "Oppiego", tak że nawet najlepsi mówili: On wszystko wie lepiej i rozumie szybciej.

W 1927 roku Oppenheimer uzyskał w końcu doktorat, nie bez kłopotów, bo okazało się, że zapomniał po przyjeździe do Getyngi dopełnić formalności rejestracyjnych w uczelni.

Po powrocie do Ameryki Oppenheimer nie mógł się zdecydować na miejsce pracy i początkowo spędzał pół roku wykładając na politechnice w Pasadenie, a drugą połowę - na uniwersytecie kalifornijskim w Berkeley. Wreszcie wybrał Berkeley, a dziekanowi wydziału powiedział, że na jego decyzję wpłynęło ostatecznie trochę starodruków w bibliotece uniwersyteckiej - wydanie francuskich poetów XVI i XVII wieku. Było to zrozumiałe u człowieka, który lubował się w starej poezji francuskiej, studiował sanskryt, by czytać w oryginale arcydzieła literatury indyjskiej, kochał muzykę i sztukę.

Wkrótce stworzył w Berkeley znaczący ośrodek fizyki teoretycznej i stał się wzorem dla młodej generacji fizyków amerykańskich, czemu sprzyjała otaczająca go aura wszechstronnego geniusza. Większość studentów niewiele korzystała z jego wykładów na temat nowej fizyki. Fama o jego niezwykłej osobowości rozniosła się jednak daleko poza salę wykładową, także do restauracji i nocnych lokali, gdzie zapraszał swych studentów i często płacił za nich rachunki. Oppenheimer pijał kawę czarną, martini - zawsze dry, palił niemal bez przerwy, nawet kiedy wykładał. Studenci świadomie lub nieświadomie naśladowali jego zachowanie także poza salą wykładową, trzymali głowę nieco pochyło, pokasływali, mówiąc - często zakrywali usta dłonią, tak że można ich było łatwo rozpoznać wśród innych.

"Oppie" odmawiał w Berkeley wykładania przed godz. 11 rano. Koledzy sądzili, że to dlatego, iż chce mieć czas, aby całe noce spędzać na dyskusjach z przyjaciółmi, ale odpowiedział, że najlepszą porą dla "robienia fizyki" jest dla niego czas między godz. 2 i 5 rano.

Był kłopotliwym wykładowcą. Zbyt szybkim dla przeciętnych studentów, zbyt matematycznym dla eksperymentatorów, a przede wszystkim dla każdego mówił za cicho. Podczas pewnego seminarium przybysz z Holandii - Paul Ehrenfest powiedział: Drogi Oppenheimerze, proszę mówić trochę głośniej. Oppenheimer nieco podniósł głos, ale Ehrenfest nie mógł go nadal dosłyszeć i zdesperowany zaczął walić pięścią w stół. Zdziwiony Oppenheimer bronił się: Ale to taka wielka sala, na co Ehrenfest odpowiedział: Zawsze tak dopasowujesz głos, żeby trudno było słuchać. Nie mógłbym ciebie usłyszeć nawet w budce telefonicznej.

Pewnego razu jeden z doktorantów skarżył się, że Oppenheimer polecił mu poszukać rozwiązania w podręczniku po holendersku. Oppenheimer zdziwiony odpowiedział: Ależ holenderski to taki łatwy język! Przez wiele lat Oppenheimer żył w swym kręgu zainteresowań, oderwany od świata zewnętrznego. Bardzo rzadko czytał gazety. O wielkim krachu na Wall Street dowiedział się przypadkiem od Ernesta Lawrence'a dopiero po pół roku. Nie brał udziału w wyborach prezydenckich aż do 1936 roku, a i wtedy powiedział do jednego ze swych studentów: Cóż polityka ma wspólnego z prawdą, pięknem i dobrocią?

Kiedy wreszcie zainteresował się polityką, to podobnie jak wielu wtedy intelektualistów, zaczął sympatyzować z komunizmem, zbierał nawet datki dla uchodźców - ofiar wojny domowej w Hiszpanii. Dopiero długie dyskusje z Victorem Weisskopfem rozwiały jego iluzje na temat sowieckiego raju, a po podpisaniu paktu Ribbentrop-Mołotow gwałtownie zmienił poglądy polityczne. Ale przez następne półtora roku spokojnie oddawał się nauczaniu w Berkeley, podczas gdy Leo Szilard, Eugene P. Wigner i inni usiłowali zwrócić uwagę rządu USA na sprawy militarnego wykorzystania energii atomowej.

Trudno wyobrazić sobie większe przeciwieństwo niż subtelny intelektualista Oppenheimer i prymitywny w zestawieniu z nim generał Leslie Groves opisany w "Anegdotach" przed miesiącem. A jednak dzięki nieprawdopodobnemu zrozumieniu między tymi ludźmi "Projekt Manhattan" zakończył się sukcesem.