Twoja wyszukiwarka

BOGDAN MIŚ
WYDARZENIE WYDAWNICZE
Wiedza i Życie nr 9/1996
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 9/1996

W maju odbyły się w Warszawie, zorganizowane z rozmachem, imprezy promocyjne pierwszej w Polsce publikacji książkowej słynnej międzynarodowej oficyny wydawniczej "Reader's Digest". Na rynku pojawiło się luksusowo wydane, wabiące oko wspaniałą szatą poligraficzną dzieło o intrygującym tytule Jak to jest?, liczące ponad 400 stron dużego formatu, lekko oszałamiające przy tym tyleż ceną, co wysokością nakładu...

"Reader's Digest" - firma, o której mówi się, że jej "lokomotywą" jest sławny amerykański miesięcznik o tej samej nazwie, stanowiący przegląd wybranych publikacji z prasy światowej, obecny od pewnego czasu również w Polsce w naszym ojczystym języku. Jest to pismo - z uwzględnieniem kilkudziesięciu mutacji językowych - o jakimś zupełnie niewiarygodnym nakładzie, arcypopularne, przeznaczone dla masowego czytelnika, unikające jak ognia wszelkiej kontrowersyjności, z lekka konserwatywne, zamieszczające ciekawe z reguły, ale naiwne niekiedy materiały dziennikarskie, pisane szalenie prostym językiem. Niegdyś robił w naszym kraju furorę oparty na podobnej formule (i wydawany w identycznej kieszonkowej formie) "Magazyn Polski"; zdaniem piszącego te słowa, o lata świetlne bijący swym poziomem intelektualnym amerykański pierwowzór. Jednak "Magazyn" padł, a polska mutacja "Reader's Digest" robi furorę i osiąga również w Polsce niebotyczne dziś nakłady przy wcale niemałej cenie...

Co jest powodem tego przedziwnego zjawiska? Myślę, że nie można go wytłumaczyć ani współczesnym polskim zafascynowaniem masową kulturą amerykańską, ani obniżeniem się poziomu intelektualnego naszego społeczeństwa w ostatnich latach; to pierwsze jest bodźcem zbyt chyba słabym, to drugie trzeba by udowodnić. Uzasadnienie jest inne: to zupełnie niewątpliwy profesjonalizm, z jakim "Reader's Digest" wziął się za podbój polskiego rynku. Wiem z tzw. dobrze poinformowanych źródeł o masowych badaniach populacji przyszłych odbiorców, o korzystaniu z nabywanych za ciężkie pieniądze wszelkich możliwych baz danych adresowych w celu dotarcia z ofertą do indywidualnego klienta, o rozmachu w rozbudowie działów sprzedaży i marketingu... Zresztą, "Reader's Digest" jest szeroko znany w świecie interesów właśnie z umiejętności handlu swoim produktem. Nie znam dokładnie losów "Magazynu Polskiego", ale gotów jestem się założyć, że ta firma - jak do niedawna przytłaczająca większość (a i obecnie znaczny odsetek) polskich redakcji i oficyn wydawniczych - chronicznie nie miała pieniędzy na takie "fanaberie", jak marketing, promocja, reklama... Sądzono w niej zapewne - jak niemal wszędzie - że wystarczy mieć świetny towar, a "całość sama się ułoży". A to jest mniemanie fałszywe, obalane dziś na naszych oczach, między innym przez "Reader's Digest" z całą bezwzględnością.

Powróćmy jednak do pierwszej na naszym rynku książki amerykańskiej oficyny. Otóż - niezależnie od umiejętności handlowania wydawcy - jest to również towar przedni, pierwszej jakości. I nie chodzi mi tu bynajmniej o pochwalony już na wstępie poziom poligraficzny dzieła, który zresztą jest po prostu normą; można przyjąć, że dla "Reader's Digest" skrajny luksus jest elementarnym wymogiem wydawniczym. Tak więc, nie wygląd decyduje o mojej wysokiej ocenie omawianej książki, a jej treść.

Jest to bowiem jedna z tych cudownych, erudycyjnych, skrzących się błyskotliwie opowieści... o wszystkim, jakie były niezwykle modne w ubiegłym stuleciu i które dziś oto odżywają w całej swojej niebywałej urodzie wydawniczej i intelektualnej. Można się z niej dowiedzieć, jak kalkulatory wykorzystują logikę, jak chowano faraonów, jak żeglowali starożytni żeglarze, z czego się robi coca-colę, jak wynaleziono niesłychanie dziś popularne samoprzylepne karteczki "Post-It", jak zorganizowana jest międzynarodowa poczta kurierska, jak wykrywa się narkotyki i materiały wybuchowe w bagażach podróżnych - i o tysiącu innych rzeczy, o których wiedza jest z pewnością tyleż "niepotrzebna", co wiedza o strukturze antycznego wiersza albo znajomość dzieł Szekspira. Nie ulega wątpliwości: bezpośrednich pieniędzy z takiej wiedzy nie ma, ale to jej właśnie brak lub posiadanie decyduje, czy uznajemy danego człowieka za kogoś mało ciekawego, czy - przeciwnie - za osobę fascynującą.

Jak to jest? dzieli się na kilka części. Są tu więc opowieści o "czarach dnia powszedniego" - fotografii, źródłach światła, zamkach błyskawicznych i tak dalej; są omówione kulisy wielkich przedsięwzięć - organizacji pracy lotniska, zasad funkcjonowania giełdy, żywienia armii w czasie wojny itp.; są gawędy o technikach maskowania i wykrywania - jak choćby ta o "niewidzialnym" samolocie, czy inna o tworzeniu portretu pamięciowego; są rewelacyjne historie genialnych odkryć i błyskotliwych pomysłów; jest obszerny rozdział poświęcony Kosmosowi; inny o fenomenach współczesnej nauki; jeszcze inny o zasadach działania najprzeróżniejszych przyrządów, od tych do użytku domowego po wyrafinowaną aparaturę badawczą; kolejny o budowaniu i burzeniu; następny, wyjaśniający, w jaki sposób zrealizowano tak niesamowite przedsięwzięcia, jak budowa piramid czy Wielkiego Muru Chińskiego; jest wreszcie mowa o ciekawostkach z naszego stołu (wspomniane wyżej sekrety coca-coli czy tajemnice jakości szampana); na koniec, znajdziemy tu rozdział poświęcony naukowym i technicznym kulisom... rozrywki. Słowem - każdy znajdzie tu coś dla siebie. A wszystko napisane przez znakomitych fachowców, starannie zweryfikowane przez nie mniej świetnych konsultantów, dobrze przetłumaczone na polski przez siedemnastu tłumaczy i zredagowane przez pięcioro polskich redaktorów. Całość opatrzona funkcjonalnym skorowidzem, który czyni z książki właściwie rodzaj encyklopedii; ale takiej encyklopedii, którą można czytać jak powieść sensacyjną.

Udał się wydawnictwu "Reader's Digest" debiut książkowy w Polsce. Z niecierpliwością będę czekał na następne pozycje: zapowiadają się rewelacyjnie.

Przegląd Reader's Digest: Jak to jest? Praca zbiorowa, Warszawa 1996, s. 448.