Twoja wyszukiwarka

BOGDAN MIŚ
TRWA WOJNA PRZEGLĄDAREK
Wiedza i Życie nr 10/1996
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 10/1996

Jak doskonale wiedzą Czytelnicy tej rubryki, światowa sieć WWW stała się prawdziwym przebojem. Wprawdzie niedobitki fanatycznych zwolenników innych sposobów wykorzystania Internetu nieco się krzywią, że WWW to "takie coś dla dzieci" i "w ogóle za łatwe", ale sytuacja ta przypomina - wypisz wymaluj - "wojnę" sprzed paru lat zwolenników DOS-u z amatorami Windows. Jak wiadomo, "konserwatyści" - czyli zwolennicy siermiężnego, choć potężnego w rękach fachowca, systemu operacyjnego, opartego na wydawaniu poleceń wypisywanych na klawiaturze - przegrali. Tak samo będzie, oczywiście, z niechętnymi przeglądarkom WWW.

W tej akurat dziedzinie twórczości programistycznej dzieje się ogromnie dużo. Z początku wszystkich konkurentów biła przeglądarka o nazwie "Mosaic"; bardzo elegancka i zachwycająco prosta w użyciu, mająca do dziś gorących zwolenników. Potem pojawił się sławny "Netscape Navigator" i on okazał się tak dobry, że (wedle stanu na sierpień; trzeba to zaznaczyć, sytuacja bowiem zmienia się w tempie iście zawrotnym...) produkt ten w zasadzie opanował rynek: 80% "internautów" korzysta właśnie z różnych jego wersji.

Microsoft, największa firma software'owa świata kierowana przez multimiliardera Billa Gatesa, przespał z początku koniunkturę. Jego programiści, zajęci tworzeniem nowej wersji "okienek", czyli systemu Windows '95, i dostosowywaniem podstawowych programów do ich wymagań, nie mieli zapewne dostatecznych "mocy przerobowych", by podjąć i to internetowe wyzwanie; niewykluczone też, że był to błąd strategiczny w zarządzaniu firmą.

Jakkolwiek było, owo zagapienie należy już do przeszłości. Gates podjął rękawicę i z właściwym sobie rozmachem wkroczył na rynek z przeglądarką o nazwie "Internet Explorer"; w sierpniu otrzymaliśmy jej wersję trzecią i usłyszeliśmy oficjalne zapewnienie, że na początku roku 1997 pojawi się wersja 4.0, pod koniec zaś tegoż roku - wersja 5.0. I o ile dwie pierwsze wersje przeglądarki Microsoftu były takie sobie, o tyle trzecia jest już w pełni porównywalna z "Netscape Navigatorem"; prawdę mówiąc, trudno sobie wyobrazić co będzie w wersjach następnych.

Jak to jest w zwyczaju Gatesa, inauguracja nowego produktu odbyła się z niesłychanym rozmachem. Microsoft udostępnił "Explorera" bezpłatnie poprzez sieć, w ramach gigantycznej akcji "Midnight Madness" ("Szaleństwo o północy"). W efekcie w pewien sierpniowy wtorek łącza internetowe do serwera Microsoftu zostały kompletnie zablokowane...

Bill Gates jest fachowcem, także w dziedzinie handlu i zarządzania. Trzecia wersja jego "Explorera" była już udostępniana użytkownikom w tzw. postaci "beta", czyli testowej. W zasadzie wszyscy więc wiedzieli, co dostaną. Tymczasem firma w tajemnicy szykowała kilka ważnych nowości, które do produktu profesjonalnego zostały dołożone w ostatniej chwili, wywołując niemałą sensację i planowo zwiększając napięcie. Tymi nowościami były: 128-bitowe szyfrowanie (niestety, tylko dla obywateli USA), zapewniające bezpieczeństwo zakupów sieciowych z kartą kredytową i pozbawiające ważnej przewagi "Navigatora", oraz wbudowanie w przeglądarkę zupełnie nowej opcji przeszukiwania "światowej pajęczyny".

Dotychczas, aby czegoś poszukać, trzeba było w zasadzie korzystać ze specjalnych "maszyn do penetracji sieci", jak AltaVista, InfoSeek, czy Lycos. Nie jest to trudne, ale trzeba znać adres sieciowy takiej maszyny i zrealizować połączenie. Tymczasem teraz uruchomimy "Explorera" i wpiszemy dowolne słowa, kojarzące się z przedmiotem poszukiwania. Na zorganizowanym w połowie sierpnia w Warszawie pokazie prowadzący napisał po prostu "go BMW" i po kilku sekundach na ekranie monitora widniały adresy około dziesięciu połączeń z miejscami w sieci, które miały coś wspólnego z tą firmą.

Jeszcze kilka słów o organizacji "Szaleństwa o północy". Dla skuszenia internautów Microsoft przeznaczył dla pierwszych 10 tys. ściągających program darmowe T-shirty. Warunek: trzeba było skopiować program między północą a szóstą rano przez Internet, zainstalować, uruchomić, zarejestrować się (wypełniając sieciową ankietę i udostępniając w ten sposób firmie bezcenne dane adresowe) i odszukać ikony z logo "Explorera" 3.0. Na chętnych oczekiwało kilkanaście potężnych serwerów na obu wybrzeżach USA, oraz siedem szybkich łączy T3 (45 MB/s). Mimo to, jak mówiliśmy, ściągający 8 MB kopie "Explorera" praktycznie zapchali łącza.

Ważniejszym dodatkiem do "Explorera" niż owe 10 tys. koszulek jest przysługujące każdemu użytkownikowi programu gratisowe prawo do korzystania z dziewięciu popularnych usług sieciowych. Jest tam m.in. Wall Street Journal Interactive Edition (sieciowe wydanie WSJ), Hollywood OnLine, MTV Online, a także ulubione informacje dla graczy giełdowych, zbiory shareware dla miłośników oprogramowania, serwisy wiadomości sportowych i komputerowych...

Nie wiadomo, jakie niespodzianki w odpowiedzi szykuje Netscape, który z pewnością nie odda rynku. Nie mając tak wielkich sum na reklamę i marketing, nie mogąc sobie pozwolić na żadne szaleństwa, firma musi konkurować z Microsoftem jakością swego produktu, jego niezawodnością i bogactwem funkcji. Udostępniona niebawem po premierze "Explorera 3.0" wersja 3.0 "Navigatora" okazała się w istocie wysoce konkurencyjna.

W całej tej historii ważne jest jedno: jaka firma wygra "wojnę przeglądarek", jest w zasadzie zupełnie obojętne; faktycznie wygra użytkownik sieci, który otrzyma do dyspozycji niesamowite wręcz możliwości za umiarkowaną zgoła cenę, albo i nawet za darmo...

O podobnych zagadnieniach przeczytasz w artykułach:
E-mail
FTP
JPEG, ZIP, UUE etc...
Jak szukać programów?
Grupy dyskusyjne: Usenet
World Wide Web
Tu warto zajrzeć...
Ta wspaniała, nikomu niepotrzebna wiedza...
WWW-szukamy informacji
IRC-pogawędki w Internecie
Pliki i katalogi