Twoja wyszukiwarka

JERZY KOCHANOWSKI
WĘGIERSKA JESIEŃ 1956
Wiedza i Życie nr 10/1996
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 10/1996

Stopień podporządkowania społeczeństwa i natężenie terroru były na Węgrzech nieporównywalnie wyższe niż w innych krajach bloku. Toteż węgierski stalinizm zakończył się erupcją społecznej nienawiści o rozmiarach niespotykanych w całej komunistycznej Europie.

Na mocy wprowadzonej 20 sierpnia 1949 roku konstytucji Republika Węgierska stała się Węgierską Republiką Ludową, państwem "robotników i chłopów". Na arenie politycznej działała jedynie komunistyczna Węgierska Partia Pracujących (WPP), a jej szef, Mátyás Rákosi, nie ukrywał, iż samo tylko istnienie demokratycznych partii poza WPP oznaczałoby stałe rezerwy wroga. Zresztą wrogów szukano również we własnych szeregach, aresztując głównie krajowych działaczy komunistycznych, którzy nie przybyli na Węgry wraz z Armią Czerwoną. W 1949 roku skazano na śmierć ministra spraw zagranicznych László Rajka oraz wiceministra obrony, szefa sztabu generalnego György Pálffy-Oestereichera. Aresztowano między innymi Jánosa Kádára (kwiecień 1951), Gyulę Kallaia, Gézę Losonczyego, Ferenca Donátha. Minister spraw wewnętrznych Sándor Zöld, uprzedzając aresztowanie, popełnił z całą rodziną samobójstwo (20 kwietnia 1951).

Utworzony w 1950 roku Wydział Bezpieczeństwa Państwa (ŻVH) stał się najpotężniejszą siłą w kraju. Dzięki wytężonej pracy kilkudziesięciu tysięcy stałych pracowników i 300 tys. informatorów kontrolował wszystkie dziedziny życia - od bazarów po Biuro Polityczne partii. Tylko w latach 1952-1955 zajmowano się 1 136 434 osobami (co piątym dorosłym obywatelem), przed sądem stanęło 516 708 Węgrów. Już w końcu lat czterdziestych zaatakowano Kościół i dawne elity. Wśród aresztowanych znalazł się prymas József Mindszenty, skazany na dożywocie w pokazowym procesie w lutym 1949 roku. Następnie do więzień trafili arcybiskup József Grösz, biskupi Endre Hamvas, Lajos Ordass, László Ravasz. Rozprawiono się z dawną elitą - tylko z Budapesztu w maju i czerwcu 1951 roku wysiedlono na prowincję 38 tys. "wrogów ludu".

Demonstracja pod pomnikiem Petöfiego w Budapeszcie

W 1949 roku uderzono w "kułaków", zmuszając ich do zakładania spółdzielni. Powodowało to naturalny opór chłopów - część pól leżała odłogiem, masowo wybijano bydło. W 1952 roku produkcja rolna spadła o 1/3. Znowu trzeba było racjonować żywność. "Oczkiem w głowie" władzy stał się natomiast przemysł ciężki, z racji politycznych forsowany bez liczenia się z jakimikolwiek racjonalnymi względami ekonomicznymi i specyfiką gospodarczą kraju. Pochłaniał on środki przeznaczone dla produkcji konsumpcyjnej, powodując ogołacanie rynku i spadek poziomu życia. Budżet państwa coraz bardziej obciążały wydatki na państwową i partyjną biurokrację, służbę bezpieczeństwa, wojsko. Na początku 1953 roku sytuacja wewnętrzna kraju stała się wręcz katastrofalna.

Wydawało się, że zmianę na lepsze przyniesie "odwilż" zapoczątkowana śmiercią Józefa Stalina w marcu 1953 roku. Trzy miesiące później węgierska delegacja pojechała z wizytą do ZSRR. W jej wyniku Rákosi złożył samokrytykę, wyznaczając na premiera nie obciążonego czystkami dotychczasowego wicepremiera Imre Nagya, który był postrzegany jako zwolennik bardziej liberalnego kursu. Nowy premier obiecał zerwanie z polityką niepraworządności, podniesienie stopy życiowej, zwiększenie produkcji artykułów konsumpcyjnych. Zwolniono tempo kolektywizacji, zaczęto wypuszczać więźniów politycznych, a "wrogom ludu" zezwolono na powrót do miast.

Rákosi nie zamierzał bynajmniej ustępować. 14 kwietnia 1955 roku Imre Nagy został pozbawiony wszelkich funkcji partyjnych, cztery dni później przestał być premierem, a w listopadzie skreślono go z listy członków WPP. Nowym szefem rządu został Andras Hegedüs, całkowicie uzależniony od pierwszego sekretarza. Rákosi nie mógł jednak w pełni powrócić do dawnych metod działania. O złagodzeniu kursu miały świadczyć demonstracyjne decyzje: kardynał Mindszenty został przeniesiony z więzienia do ścisłego aresztu domowego, uwolniono wdowę po Rajku, Julię. Można było zauważyć ożywcze powiewy w kulturze. W końcu 1955 roku powstał przy Związku Młodzieży Pracującej tzw. Klub im. Petöfiego, który podobnie jak Klub Krzywego Koła w Polsce, stał się forum wymiany myśli młodych intelektualistów oraz swego rodzaju płaszczyzną porozumienia między inteligencją a robotnikami. Aktywizowała się również partyjna opozycja zgrupowana wokół Imre Nagya (nie wytworzyła jednak żadnej struktury w sensie formalnoorganizacyjnym). Kolportowano memorandum opracowane przez byłego premiera, krytykujące panujący system. W pobudzonym przez "odwilż" węgierskim społeczeństwie Nagy stawał się symbolem przemian. W kraju zaczynało wrzeć.

Przysłowiową oliwą dolaną do ognia stały się wypadki w Polsce. Pod ich wpływem 27 czerwca 1956 roku w Klubie im. Petöfiego pisarze Tibor Déry i Tibor Tardos zażądali likwidacji cenzury, ustąpienia Rákosiego oraz umożliwienia Nagyowi przedstawienia i obrony swych racji. Trudno powiedzieć, jak zareagowałyby władze, gdyby nie wydarzenia 28 czerwca w Poznaniu. Rákosi, zwolennik rozwiązań siłowych, 30 czerwca zamknął Klub, a wnioskodawców usunął z WPP. Postanowił także zlikwidować opozycję w partii. Na plenum KC WPP 12 lipca ujawnił "spisek" Nagya i zażądał aresztowania jego przywódcy wraz z 400 "wspólnikami". Tego było za dużo tak dla komunistów węgierskich, jak i dla przeżywającej "odwilż" - po śmierci Stalina - Moskwy. 17 lipca przybył do Budapesztu wicepremier ZSRR Anastas Mikojan, następnego dnia zaś zebrało się Plenum KC WPP, na którym powiadomiono, że Rákosi z powodów zdrowotnych i zaawansowanego wieku poprosił o zwolnienie ze stanowiska. Wkrótce też były przywódca wyjechał na "leczenie" do ZSRR, skąd już nie wrócił. Zmarł w 1971 roku.

Odejście Rákosiego tylko w niewielkim stopniu uspokoiło sytuację. Jego następcą został bowiem Ernö Gerö, odpowiedzialny nie tylko za wypaczenia polityczne, lecz również za tragiczny stan gospodarki. Rozczarowywały i inne decyzje plenum: dokooptowano wprawdzie do KC między innymi niedawno uwolnionego Jánosa Kádára, pominięto natomiast Imre Nagya. Było to tym bardziej uderzające, że obradujące w tym samym czasie w Warszawie (18-28 lipca) VII Plenum KC PZPR zrehabilitowało - coraz częściej porównywanego z Nagyem - Władysława Gomułkę.

Manifestująca młodzież węgierska niesie portret Imre Nagya oraz transparenty z napisami: Przyjaźń polsko-węgierska; Nie chcemy prowokatorów w naszych szeregach

Działania Gerö zmierzające do ostudzenia nastrojów odnosiły wręcz przeciwny skutek. Równocześnie kryzys gospodarczy sięgnął dna. W czasie wizyty Gerö i Kádára w Moskwie na początku października zgodzono się, że jedynym rozwiązaniem będzie powrót Nagya, który 14 października stał się ponownie członkiem WPP. Następnego dnia Biuro Polityczne KC PZPR zdecydowało o dokooptowaniu do KC - oprócz Władysława Gomułki - Mariana Spychalskiego, Zenona Kliszkę i Ignacego Logę-Sowińskiego. W obu krajach bieg wydarzeń nabierał tempa.

Na Węgrzech bacznie obserwowano wydarzenia w Polsce - początek obrad VIII Plenum PZPR, nagłą wizytę I sekretarza KC KPZR Nikity Chruszczowa, osiągnięcie porozumienia i objęcie władzy przez Gomułkę. Zanim jednak to nastąpiło, oczekiwano wręcz wybuchu wojny między Polską a ZSRR, wiążąc z nią nadzieję na odzyskanie wolności przez Węgry. Pisarze, artyści, dziennikarze, studenci opracowywali listy żądań wobec władz, programy naprawy kraju. Szczególną karierę zrobił jeden z nich opracowany 22 października 1956 roku na Politechnice Budapeszteńskiej. Domagano się w nim powołania nowego rządu z Imre Nagyem na czele, wycofania wojsk radzieckich, demokratyzacji życia oraz reformy gospodarczej.

W szesnastym punkcie tego programu wezwano do wyrażenia poparcia dla przemian w Polsce przez zorganizowanie następnego dnia demonstracji pod pomnikiem Józefa Bema. Mimo wyznaczenia terminu manifestacji dopiero na popołudnie 23 października, już od rana w stolicy dało się wyczuć napiętą atmosferę. Sprawiło ją opublikowanie tego właśnie dnia przez "Szabad Nép" wygłoszonego na VIII Plenum KC PZPR przemówienia Gomułki, w którym nakreślił on "polską drogę do socjalizmu" i zapowiedział oparcie stosunków polsko-radzieckich na równoprawnych zasadach. Od rana tłumy zbierały się pod polską ambasadą i pomnikiem Sándora Petöfiego. Na transparentach widniały hasła solidaryzujące się z Polską, żądania władzy dla Nagya, nie brakowało również deklaracji antyradzieckich. O trzynastej radio nadało komunikat MSW zakazujący jakichkolwiek zgromadzeń. Wkrótce decyzję tę odwołało Biuro Polityczne WPP. Była to wyraźna wskazówka dla demonstrantów, że są liczącą się siłą. Tak też było w istocie. Sympatię dla manifestantów wyrażali nawet uczniowie szkoły oficerskiej. Jest rzeczą znamienną, że to ich koszary były jednym z pierwszych miejsc, które przyozdobiono symbolem węgierskiej rewolucji - narodowym trójkolorowym sztandarem z dziurą po wyciętym stalinowskim godle.

Spod pomnika Bema demonstranci przeszli pod parlament z nadzieją usłyszenia Nagya. Krótkie wystąpienie byłego premiera tylko na chwilę uspokoiło tłum: oczekiwano przecież decyzji, a nie ogólników. Należy przypuszczać, że gdyby wtedy partyjne kierownictwo zdecydowało się na ustępstwa, przeprowadziło radykalne zmiany personalne, obiecało demokratyzację, wydarzenia na Węgrzech mogłyby mieć zupełnie inny przebieg. Jednak zamiast deklaracji, manifestanci usłyszeli wieczorem radiowe przemówienie Ernö Gerö. Słowa pierwszego sekretarza, jakby wzięte z minionej już epoki, dowodziły zupełnego niezrozumienia sytuacji: Dziś głównym celem wrogów narodu jest osłabienie władzy klasy robotniczej, rozluźnienie więzi między naszą partią i okrytą chwałą partią radziecką. Potępiamy tych, którzy nadużywając wolności zorganizowali nacjonalistyczną demonstrację. Słowa te podziałały jak kij włożony w mrowisko. Ludzie zebrani pod gmachem radia zaczęli odbierać milicjantom i żołnierzom broń, chcieli zdobyć budynek i przekazać w eter wspomniany wyżej szesnastopunktowy program. Rozpoczęła się wymiana ognia ze strzegącymi rozgłośni "awoszami" (tak popularnie zwano węgierskich pracowników Wydziału Bezpieczeństwa Państwa). Padli pierwsi zabici i ranni. W tym samym czasie na budapeszteńskim Placu Bohaterów stutysięczny tłum zwalił dwudziestopięciometrowy pomnik Stalina.

Jedna z ulic w centrum Budapesztu, na której toczyły się walki w październiku 1956 roku

Wystąpienie pierwszego sekretarza ilustrowało rzeczywisty cel partyjnego kierownictwa, które nie zamierzało pójść na ustępstwa. Poczynione kroki miały być działaniami uspokajającymi: obradujący w nocy, pospiesznie zebrany KC dokooptował do swojego grona uprzednio represjonowanych działaczy komunistycznych Ferenca Münnicha, Gézę Losonczyego, Ferenca Donátha, György Lukácsa oraz Imre Nagya, który wszedł także do Biura Politycznego. Zdecydowano też, że Nagy zastąpi Hegedüsa na stanowisku premiera (jednak nie ogłoszono tego równocześnie z informacjami o zmianach w KC). Prawdziwe cele partyjni notable wyjaśnili tamtej nocy komendantowi budapeszteńskiej policji, Sándorowi Kopácsiemu: zrobimy wszystko co konieczne, by zdławić kontrrewolucję.

Tej samej nocy Biuro Polityczne zdecydowało o wezwaniu wojsk radzieckich, które tuż po północy wkroczyły do miasta. Zakładając, że wystarczy tylko demonstracja siły, wysłano jedynie kolumnę pancerną, bez wsparcia piechoty. Kalkulacje były błędne. W wąskich ulicach Budapesztu czołgi stawały się łatwym celem, tym bardziej, że powstańcy dysponowali nie tylko butelkami z benzyną, lecz sprzętem wojskowym zabranym z fabryk i koszar. Na stronę manifestantów zaczęły też przechodzić niektóre oddziały wojska. W większości zakładów miasta rozpoczął się strajk.

Powagę sytuacji rozumiała Moskwa. 25 października ponownie do Budapesztu przybyli na rozmowy członkowie kierownictwa ZSRR. Tego samego dnia demonstranci żądający pod parlamentem odejścia Gerö zostali ostrzelani przez "awoszy". Zginęło prawie 200 osób, rzeź powstrzymała dopiero interwencja radzieckich czołgów. Wypadki pod parlamentem były czynnikiem radykalizującym żądania społeczeństwa, którego nie zaspokoiło już usunięcie Ernö Gerö i zastąpienie go przez Jánosa Kádára. Rewolucja rozlewała się coraz szerzej po kraju. Wyraźnie było widać, jak cienki płaszczyk utkano z komunistycznej ideologii i jak wielka zdążyła do niej zrodzić się nienawiść. W ciągu zaledwie kilku dni budowany od ponad dziesięciolecia system przestał właściwie istnieć. Wszędzie powstawały komitety rewolucyjne i rady robotnicze (czasami - np. w Györ - nie uznające zwierzchnictwa Budapesztu). Likwidowano symbole starej władzy - gwiazdy, pomniki Stalina i wdzięczności Armii Radzieckiej, rozwiązywano spółdzielnie produkcyjne.

Na prowincji potyczki zdarzały się sporadycznie. Najbardziej zacięte walki toczyły się w stolicy, gdzie zresztą aż do 28 października powstańcy nie zajęli żadnego strategicznego obiektu. Udało się natomiast stworzyć kilka centrów oporu: na wyspie Csepel, w Peszcie - w Pasażu Korwina, w VIII i IX dzielnicy, w Budzie - między innymi na placach Széna i Zsigmonda Móricza. Poszczególnymi ugrupowaniami dowodzili wyłonieni w czasie walk przywódcy, dla których polityczne niuanse sporów działaczy komunistycznych nie miały większego znaczenia. Kto ma broń i walczy za 16 studenckich punktów - ten kamrat - mówił jeden z nich, Gergely Pongrátz. Walki toczyły się raczej nie z wojskami radzieckimi, starającymi się unikać starć, ale z powszechnie znienawidzonymi funkcjonariuszami ŻVH. Przeciw nim i niektórym działaczom partyjnym kierowała się też największa agresja powstańców. Dochodziło nawet do brutalnych linczów. Zdarzało się, że "awoszy" musiało bronić wojsko, a także milicja, również coraz częściej opowiadająca się po stronie powstańców.

Gwałtownie odreagowywano jałowe lata stalinizmu, rozkwitało niezależne życie polityczne. Reaktywowano Partię Socjaldemokratyczną, Narodową Partię Chłopską (pod nazwą Partia Petöfiego), Niezależną Partię Drobnych Rolników, Chrześcijańską Partię Ludową. Na przełomie października i listopada każdego dnia w samym tylko Budapeszcie konstytuowało się kilkadziesiąt partii, zrzeszeń, komitetów, rad, związków zawodowych, stowarzyszeń. Nie brakowało wśród nich również ruchów anarchizujących, jak chociażby kierowany przez Józsefa Dudasa Węgierski Komitet Narodowy, który samowolnie ogłosił neutralność Węgier.

Wydarzenia w kraju oddziaływały na partyjne elity, powodując wzrost liczebny i okrzepnięcie zgrupowanej wokół Nagya grupy liberalnej, co nastąpiło kosztem partyjnych ortodoksów (których wpływy były jednak w dalszym ciągu znaczne). Zaledwie w ciągu trzech dni zmieniła się retoryka oficjalnych wypowiedzi. O ile 25 października Nagy mówił: W ciągu ostatnich dni ojczyzna nasza przeżywa tragiczne wydarzenia. Nieliczne elementy kontrrewolucyjne rozpoczęły przeciwko ustrojowi naszej Republiki Ludowej zbrojny atak, który poparła znaczna część mas pracujących Budapesztu z rozpaczy nad położeniem kraju, o tyle 28 października zmienił zdanie: Rząd odgradza się od tych poglądów, które głoszą, jakoby obecny, potężny ruch ludowy miał być kontrrewolucyjnym.

Oprócz akceptacji ruchu demokratycznego premier obiecał uznanie rewolucyjnych samorządów i włączenie ich do państwowej administracji, rozpoczęcie pertraktacji z ZSRR, zarówno w celu wycofania wojsk, jak i ułożenia równoprawnych stosunków, zastąpienie wojska i milicji demokratyczną Gwardią Narodową, rozwiązanie ŻVH, przywrócenie tradycyjnego godła i świąt narodowych.

Choć nie było jeszcze mowy o systemie wielopartyjnym, 27 października do rządu weszli pierwsi politycy niekomunistyczni - Zoltán Tildy i Béla Kovács (Partia Drobnych Rolników) oraz liberalni intelektualiści tej miary co filozof György Lukács. Obietnicę rozwiązania ŻVH zrealizowano 28 października, zwalniając lub internując jego funkcjonariuszy. Tego samego dnia KC WPP rozwiązał dotychczasowe Biuro Polityczne i Sekretariat. Partią zarządzało tymczasowe, sześcioosobowe Prezydium, którym kierował Kádár. Gerö i Hegedüs odlecieli do ZSRR.

Decydujący wydawał się 30 października. Tego dnia ogłoszono w Moskwie deklarację O podstawach rozwoju i dalszego umacniania przyjaźni i współpracy między Związkiem Radzieckim i innymi krajami socjalistycznymi. Dokument zapowiadał ułożenie wzajemnych stosunków na "równoprawnych" zasadach, przewidywał możliwość rokowań w sprawie pobytu Armii Radzieckiej na terenie sojuszniczych państw. Podkreślono jednocześnie ewentualność wycofania się z Węgier, o ile rząd węgierski uzna to za konieczne. Ponownie przybyła do Budapesztu delegacja radziecka (w rozmowach dużą rolę odegrał polski wiceminister spraw zagraniczych Marian Naszkowski), która uzgodniła w nocy 30 października usunięcie oddziałów radzieckich z Budapesztu i zasady ich wymarszu z całych Węgier.

Polska pospieszyła z pomocą humanitarną walczącym Węgrom

Tego samego też dnia kierownictwo WPP podjęło decyzję o rozwiązaniu partii i powołaniu na jej miejsce Węgierskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej (WSPR). W jej tymczasowych władzach znaleźli się zwolennicy reform - poza Kádárem (przewodniczący) - Nagy, Losonczy, Kopácsi, Donáth, Lukács. Nowa partia nie miała sprawować władzy samodzielnie - Nagy oficjalnie potwierdził powrót do systemu wielopartyjnego, opartego na koalicji z 1945 roku.

Wydawało się, że węgierska rewolucja wygrała, uzyskując znacznie więcej niż "polski październik": zapowiedź wycofania wojsk radzieckich, rzeczywisty wielopartyjny system polityczny, obietnicę wolnych wyborów. Życie powoli wracało do normy, uruchamiano fabryki i przywrócono komunikację, prowincjonalne samorządy, dotąd często nieufnie podchodzące do Nagya, uznawały jego rząd.

Były to jednak tylko pozory i normalizacji, i niezależności. Prawdziwą bowiem intencją władz radzieckich było to, co we wspomnianej deklaracji z 30 października nie zostało napisane, a więc decyzja o drugiej interwencji na Węgrzech, której rozpoczęcie zaplanowano na 4 listopada. Moskwa nie mogła i nie zamierzała dopuścić do wypadnięcia tego państwa z jej bloku. Byłby to bowiem precedens o łatwo wyobrażalnych skutkach: najprawdopodobniej zadziałałaby zasada domina, w którym Węgry stanowiłyby tylko pierwszy kamień. Jak łatwo spowodować lawinę, pokazała Polska, w której wydarzenia stały się katalizatorem wypadków węgierskich. Na decyzji Moskwy zaważyły i inne czynniki. Węgry były ważnym dostawcą boksytu oraz uranu, a także wygodnym pomostem do Austrii i Jugosławii.

Już w czasie pertraktacji o wycofaniu Armii Radzieckiej poinformowano rząd węgierski o napływających przez granicę wojskach rosyjskich. Poproszony o wyjaśnienia ambasador Związku Radzieckiego na Węgrzech Jurij Andropow wytłumaczył, że są to tylko "zmiennicy" wyczerpanych oddziałów stacjonujących na Węgrzech. W miarę nadchodzenia coraz bardziej alarmujących wieści, premier Nagy powtórnie wezwał ambasadora, komunikując o natychmiastowym wypowiedzeniu uczestnictwa w Układzie Warszawskim i ogłoszeniu neutralności Węgier. Niezwłocznie też poproszono Sekretarza Generalnego ONZ Daga Hammarskjölda o powiadomienie wszystkich członków organizacji oraz o wpisanie tej sprawy poza kolejnością na porządek dzienny rozpoczynającej się obecnie XI sesji ONZ. Prośbę powtórzono 2 listopada.

W napiętej sytuacji dzień później zdecydowano się na rekonstrukcję rządu, w wyniku której znaleźli się w nim wyłącznie zwolennicy reform. W pełnym składzie rząd ten nie zebrał się nigdy, bowiem w chwili jego powstania Kádár przebywał już w Moskwie.

Do dziś nie wiadomo dokładnie, jak doszło do wyjazdu Kádára. Powód był oczywisty: ktoś musiał poprosić ZSRR o "pomoc". Najlepiej, gdyby była to osoba kojarzona pozytywnie, posiadająca społeczne zaufanie - te zaś warunki Kádár wówczas spełniał. Nieznane są natomiast osobiste motywy Kádára, który jeszcze 1 listopada wygłosił przemówienie programowe WSPR, mówiąc między innymi, że partia broni i bronić będzie honoru narodowego i niepodległości ojczyzny. Wkrótce potem były minister spraw wewnętrznych Ferenc Münnich, jeden z tych komunistycznych działaczy węgierskich, którzy przekonani byli o słuszności zdławienia "kontrrewolucji" siłą, zaprosił Kádára na spacer w pobliżu ambasady radzieckiej. Nie wiadomo ani o czym rozmawiali, ani jakie argumenty przekonały szefa partii o przejściu do przeciwnego obozu. Następnym miejscem, gdzie ich ponownie zobaczono razem, była Moskwa.

Kolejnym niezbędnym elementem radzieckiej gry była zgoda pozostałych członków Układu Warszawskiego na interwencję na Węgrzech. Jej zdobycie wymagało od Chruszczowa niezwykłej wręcz aktywności: 1 listopada uzyskał w Brześciu zgodę Polski; 2 listopada w Bukareszcie - Rumunii i Czechosłowacji oraz w Sofii - Bułgarii; zaś w nocy z 2 na 3 listopada - Jugosławii. W czasie gdy Nikita Chruszczow i Josip Broz Tito omawiali ten problem, radzieckie oddziały stały już gotowe do ataku na Budapeszt. Węgrzy nie obserwowali już żadnych ruchów wojsk - co też w pewnej mierze uśpiło ich czujność. Tym bardziej, że ambasador Andropow poinformował węgierski rząd o planowanym przybyciu delegacji Armii Radzieckiej, której zadaniem miało być ustalenie harmonogramu wycofywania się wojsk rosyjskich. Poinformowana o tym Rada Bezpieczeństwa ONZ, uspokojona, odroczyła wyznaczoną już debatę nad kwestią węgierską.

Podczas spotkania z delegacją Rosjan wspólnie ustalono, że wojska radzieckie opuszczą Węgry do 15 stycznia 1957 roku. Omówieniem szczegółów miano zająć się wieczorem, w kwaterze rosyjskiego dowództwa w Tököl. Przybyli na spotkanie Węgrzy zostali przyjęci serdecznie. Rozmowy trwały jednak zaledwie dziesięć minut, po których szef KGB generał Iwan Sierow poinformował swych gości, że są aresztowani. Niemal dokładnie tak samo postąpił w marcu 1945 roku z przywódcami polskiego podziemia. Podobny był też cel - pokaz własnej siły i osłabienie przeciwnika.

Wczesnym rankiem 4 listopada siedemnaście radzieckich dywizji (celem czterech z nich było zdobycie stolicy), wspomaganych przez lotnictwo, broń pancerną, artylerię, przystąpiło do akcji. O godzinie 5:05 w audycji radiowej nadanej z Użgorodu (ówczesny ZSRR) lub Szolnok powołany w Moskwie "Rewolucyjny Rząd Robotniczo-Chłopski" ogłosił swój - opracowany przez radzieckie władze - manifest. Gabinet, któremu szefował János Kádár, istniał właściwie tylko na papierze, składał się bowiem zaledwie z kilku "ministrów", którzy jednak nie dysponowali niezbędnym aparatem. Kwadrans po ogłoszeniu owego manifestu budapeszteńskie "Radio Kossuth" podało apel premiera Nagya: O świcie wojska radzieckie zaatakowały naszą stolicę z oczywistym celem obalenia legalnego, demokratycznego rządu Węgier. Nasze oddziały walczą. Rząd jest na swoim posterunku. Informuję naród węgierski i świat o tym fakcie. Następnie pisarz Gyula Háy w imieniu Związku Pisarzy zwrócił się do pisarzy, uczonych, organizacji literackich, akademii i organizacji naukowych całego świata: Wzywamy pomocy intelektualistów wszystkich krajów. Nasz czas jest ograniczony. Wszyscy znacie naszą sytuację. Nie ma potrzeby powtarzać. Pomóżcie Węgrom. Pomóżcie pisarzom, uczonym, robotnikom, chłopom i całej węgierskiej inteligencji. Pomóżcie! Pomóżcie! Pomóżcie!

Wezwanie musiało pozostać bez odzewu. Oczy świata zwrócone były bowiem nie na Dunaj, lecz na Kanał Sueski, który po nacjonalizacji w lipcu 1956 roku stał się centrum międzynarodowego sporu. Równocześnie z wybuchem węgierskiej rewolucji na tajnym spotkaniu przedstawicieli Francji, Anglii i Izraela 23 października w Sevres opracowano zasady wystąpienia przeciw Egiptowi. 29 października Izrael uderzył na Egipt, dwa dni później brytyjskie i francuskie samoloty zaczęły bombardować strefę Kanału, 5 listopada wylądował tam silny desant angielsko-francuski. Działania wojsk zachodnich na Bliskim Wschodzie dawały ZSRR ważkie argumenty do odpierania wszelkich zarzutów interwencji na Węgrzech. Również mocarstwa zachodnie znalazły się w niezręcznej dla siebie sytuacji i nie miały ochoty - oprócz wyrazów sympatii - podejmować w sprawie Budapesztu żadnych zdecydowanych i radykalnych kroków. Co prawda Zgromadzenie Ogólne ONZ w dniach 8-10 listopada przyjęło trzy rezolucje, które domagały się wycofania wojsk radzieckich z Węgier, wzywały wszystkie kraje do udzielenia wsparcia ludności tego kraju, a ZSRR do zaprzestania utrudniania takiej pomocy, jednak były one bagatelizowane przez Związek Radziecki.

Niezależnie od sytuacji międzynarodowej zachodnie demokracje (zwłaszcza Waszyngton) nie ufały Imre Nagyowi ze względu na jego komunistyczną przeszłość. Amerykanie woleliby widzieć jako przywódcę państwa uwolnionego przez rewolucję z aresztu prymasa Mindszentyego. Ten jednak w swoich wystąpieniach wyraźnie dystansował się od wydarzeń. Uważał bowiem, że nowy gabinet Nagya jest - podobnie jak jego poprzednika Rákosiego - także rządem komunistów. Również Radio "Wolna Europa" aż do 4 listopada podchodziło bardzo negatywnie tak do Imre Nagya, jak i jego rządu. Nie wykorzystano też okazji, aby przed drugą interwencją umieścić na Węgrzech niezależnych obserwatorów. Potem było już na to za późno.

Warto wspomnieć o stosunku Polski do wydarzeń węgierskich. Kierownictwo PZPR - jako jedyne we wschodnim bloku - nie potępiło "kontrrewolucji", społeczeństwo zaś wyrażało otwarcie swoją sympatię. Było też nieprzerwanie i obiektywnie informowane o rozwoju wypadków przez przebywających na miejscu korespondentów: Hannę Adamiecką, Wiktora Woroszylskiego, Mariana Bielickiego, Krzysztofa Wolickiego. Przed szpitalami ustawiały się kolejki chętnych do oddania krwi. Od 27 października do 9 listopada dostarczono jej prawie 800 litrów. Oprócz tego - 415 litrów plazmy, wiele ton lekarstw, środków opatrunkowych, żywności. W całym kraju przeprowadzano zbiórki pieniędzy. Każda z tych form pomocy cieszyła się życzliwym poparciem społeczeństwa.

Wróćmy jednak nad Dunaj i Cisę, gdzie od 4 listopada toczyły się walki między Armią Radziecką a oddziałami popierającymi rząd Imre Nagya. Kierownictwo państwa zdawało sobie sprawę nie tylko z beznadziejności oporu, lecz również z niepewności własnego losu. Jeszcze 4 listopada kilkadziesiąt osób, wśród nich członkowie rządu, Imre Nagy, Géza Losonczy, Zoltán Va oraz György Táczos (sekretarz generalny Klubu Petöfiego), Sándor Haraszti (przewodniczący Związku Dziennikarzy), schroniło się w ambasadzie jugosłowiańskiej, przeczekując tam okres walk. W Budapeszcie najdłużej broniły się zakłady zbrojeniowe na wyspie Csepel - do 11 listopada, a niektóre duże punkty oporu na prowincji nawet cztery dni dłużej (choć potyczki zdarzały się jeszcze w grudniu). Zginęło ponad 3 tys. osób, a rannych zostało 18 tys. Węgrów (straty Armii Radzieckiej: 720 zabitych i 2260 rannych), 215 tys. wyemigrowało, zniszczeniu uległo 4 tys. budynków, szkody materialne obliczano na 22 mld forintów.

Skutki społeczne i polityczne Węgrzy odczuwali jeszcze przez wiele lat. Na śmierć skazano około 800 osób, 500 wyroków wykonano, między innymi na Imre Nagyu i Pálu Maleterze. Blisko 10 tys. osób przesiedlono, 15 tys. znalazło się w obozach pracy, a 20 tys. w więzieniach. Większość z nich zwolniono na początku lat sześćdziesiątych, ostatnich dopiero w połowie lat siedemdziesiątych.

Jeszcze w czasie walk - 7 listopada - do Budapesztu powrócił János Kádár. Powrócił na długo - sprawował władzę aż do maja 1988 roku.

Dr JERZY KOCHANOWSKI pracuje w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego.