Twoja wyszukiwarka

JOANNA NURKOWSKA
PRZEDWCZESNA RADOŚĆ
Wiedza i Życie nr 11/1996
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 11/1996

Już od kilku lat w wielu wiodących europejskich i amerykańskich klinikach stosuje się rewolucyjną technikę zapładniania. Polega ona na wprowadzeniu pojedynczego plemnika bezpośrednio do komórki jajowej. Dzięki temu nawet niedojrzały plemnik, na przykład pobrany z jąder, może zapłodnić jajo. Pozwala to na ojcostwo bezpłodnemu dotąd mężczyźnie, bo wytwarzającemu albo zbyt mało plemników, albo nieruchliwych lub o nieprawidłowych kształtach. Problemy takie trapią 40% bezpłodnych par. Dotychczas przypuszczano, że technika ta jest zupełnie bezpieczna, nie stwierdzono bowiem niepokojących zaburzeń u narodzonych dzięki niej dzieci.

Ostatnio jednak poważnie wzrastają obawy przed przekazywaniem w ten sposób potomstwu genetycznych niedoskonałości ojca. Stwierdzono na przykład, że niedostateczna produkcja plemników jest wynikiem braku pewnego genu w chromosomie Y. Synowie mężczyzn obarczonych takim defektem będą więc w przyszłości mieli ten sam problem. Wskazują na to badania uczonych z Edynburga. Ostrzegają oni przed zbyt pochopnym stosowaniem tej techniki zapłodnienia przypominając, że podczas ewolucji specjalnie wykształciły się mechanizmy nie dopuszczające do rozmnażania się osobników "niepełnowartościowych".

Nikt nie wie jeszcze, jaką cenę przyjdzie zapłacić za przechytrzanie natury. Tym bardziej, że metodę wprowadzono bez testowania jej na zwierzętach. Ciekawe, co na to obrońcy praw tych ostatnich.

"New Scientist", 2043/1996

O podobnych zagadnieniach przeczytasz w artykule:
Zamrożone macierzyństwo