Twoja wyszukiwarka

SZCZEPAN KUNKA
BIOCHEMIA MIŁOŚCI
Wiedza i Życie nr 11/1996
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 11/1996

W majowym numerze "Wiedzy i Życia" ukazał się artykuł pt. Miłość jak narkotyk. Jestem pełen uznania dla pani Barbary Pratzer za podjęcie tego tematu. Jego trudność wiąże się nie tylko ze złożonością wiedzy neurofizjologicznej, ale również z pewnymi aspektami natury filozoficznej. W artykule tym czytamy o uczuciu miłości następujące słowa: Czym jest, jak się rodzi, jak umiera - na te pytania nadal nikt nie potrafi odpowiedzieć. Z pewnością nie dlatego pojawia się, że mózg wytworzył jakieś substancje chemiczne. Odwrotnie - najpierw rodzi się uczucie i dopiero pod jego wpływem mózg zmienia swą aktywność biochemiczną.

Nie do końca mogę zgodzić się z przytoczonymi słowami... Trudno podważać pierwotność zjawisk biochemicznych, których ekspresją jest praca danego narządu, do efektów tej pracy.

Jako przykład może służyć istnienie wielu związków egzogennych, których podanie zmienia oddziaływania neurodiatorów w układzie nerwowym. Amfetamina posiada m.in. działanie euforyzujące. Euforia jest, wydawałoby się, zjawiskiem - podobnie jak miłość - czysto duchowym, mającym swoje korzenie w tej nieśmiertelnej części człowieka. Doskonale dzisiaj wiemy, że uczucie to jest wynikiem zmian biochemicznych mózgu wywołanych w danym przypadku związkiem egzogennym. I ilekroć euforia zawita w naszej psychice, jeśli nawet nie przyjmiemy żadnych środków chemicznych, to jest to wynik chwilowej zmiany oddziaływań biochemicznych w konkretnych strukturach mózgu (hipokamp, układ limbiczny, kora mózgowa). Podobnym przykładem jest podawanie lecznicze w depresji endogennej związków nasilających przekaźnictwo noradrenergiczne, jak również oddziaływanie neuroleptyków na przekaźnictwo dopaminergiczne, co umożliwia ingerencję w naszą świadomość.

Taki punkt widzenia, chociaż podane przykłady są faktami, dla wielu będzie trudny do zaakceptowania z uwagi na potrzebę wiary w ducha - jako pierwotny byt podporządkowujący sobie wszelkie oddziaływania materialne zachodzące nawet na najwyższym szczeblu. Obawa jednak nie jest uzasadniona. Nikt nam w końcu nie powiedział, że idea i materia to byty spacerujące osobnymi ścieżkami. A może właśnie zdane są na siebie od początku istnienia i obie wspólnie wypełniają pojęcie atomu?

Stwierdzenie, że na pytanie "czym jest miłość?" nikt nie potrafi odpowiedzieć, jest prawdziwe, ale wynika z poziomu wiedzy neurofizjologicznej. Być może kiedyś poznamy dokładnie biofizjologię miłości, a może nawet będziemy ją umieli indukować, zmieniać lub bezpowrotnie amputować z naszej psychiki. Badania takie będą się wiązały jednak z poznaniem mózgu, jego natury i czynności. Należy zwrócić uwagę, że będziemy tego dokonywać mózgiem - czy wobec tego nie zaistnieją te pewne ograniczenia, czy narząd ten może sam się poznać, czy może zgłębić neurofizjologię poznania?

Szczepan Kunka
student V roku medycyny z Lublina