Twoja wyszukiwarka

ANDRZEJ KAJETAN WRÓBLEWSKI
LEPSZY NIŻ CELSUS
Wiedza i Życie nr 11/1996
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 11/1996

Jego pełne imię i nazwisko brzmiało Philippus Aureolus Theophrastus Bombastus von Hohenheim. Na szczęście jednak przybrał sobie krótki, chociaż nieskromny przydomek Paracelsus, chcąc podkreślić, że przewyższa Celsusa, sławnego uczonego z czasów rzymskich. Urodził się w 1493 roku w miejscowości Einsiedeln w kantonie Schwyz w Szwajcarii, dokąd przywędrował z Niemiec jego ojciec Wilhelm Bombast, by prowadzić praktykę lekarską. Wątłemu i chorowitemu chłopcu nie dawano większych szans na przeżycie, ale dzięki troskliwej opiece rodziców dorósł, a od ojca, który miał znaczną bibliotekę dzieł medycznych i alchemicznych, zdobył pierwsze nauki. Kiedy po śmierci żony ojciec Paracelsusa przeniósł się do Villach w Austrii, chłopiec uczył się w lokalnej szkole górniczej, a potem w tamtejszych kopalniach rud metali dowiadywał się od górników sekretów ich zawodu.

Późniejszy ekstrawagancki tryb życia naszego bohatera sprawił, że stał się przedmiotem licznych opowieści i legend, co utrudnia oddzielenie w jego życiorysie faktów od zmyśleń. Wiadomo jednak, że mając 14 lat Paracelsus opuścił dom rodzinny i wzorem wielu młodzieńców w tamtych czasach zaczął wędrować po Europie w poszukiwaniu wiedzy medycznej. Zapisywał się na różne uniwersytety, słuchał wykładów w Bazylei, Wiedniu, Lipsku, Heidelbergu i uczelniach innych miast, ale wszędzie rozczarowywał się poziomem nauczania i książkową wiedzą. Utrzymywał, że w 1516 roku na uniwersytecie w Ferrarze uzyskał dyplom doktora medycyny, ale nie sposób tego sprawdzić wobec zaginięcia rejestrów uniwersyteckich z tego właśnie roku.

Przez następne dwadzieścia lat Paracelsus nieustannie wędrował po świecie. Odwiedził niemal wszystkie kraje Europy, przez Polskę i Rosję dotarł nawet do Konstantynopola, a potem do Egiptu, Arabii i Palestyny. Przez pewien czas pełnił funkcję chirurga w armii holenderskiej podczas wojen z Hiszpanami o niepodległość Zjednoczonych Prowincji.

Zatrzymywał się na niektórych uniwersytetach, w Montpellier zapoznał się z medycyną arabską, jednak nad uniwersytecką naukę przedkładał wiedzę ludową, toteż najchętniej przebywał w towarzystwie cyrulików, znachorów, alchemików, wróżbitów, Cyganów i od nich zdobywał wiadomości na temat leczenia. Dobrze się czuł za stołem w karczmie, gdzie mógł popijać ze spotkanymi ludźmi.

Rozgłos przynosiły Paracelsusowi przeprowadzane po drodze udane kuracje, zwłaszcza możnych ludzi. Sam ogłaszał, że wykurował aż 18 książąt, których lekarze pozostawili, uznając ich stan za beznadziejny. Wpływowego wydawcę książek, Johanna Frobeniusa z Bazylei, uchronił przed amputacją objętej gangreną prawej nogi, a goszczącego wtedy w tym mieście wielkiego Erazma z Rotterdamu wyleczył z podagry i dolegliwości żołądkowych.

Liczne sukcesy Paracelsusa, a zwłaszcza poparcie Frobeniusa sprawiły, że zaproponowano mu w 1526 roku katedrę medycyny na uniwersytecie w Bazylei. Nowy profesor zaszokował swych uniwersyteckich kolegów tym, że zaczął wykładać po niemiecku, a nie - co było przyjętą regułą - po łacinie. Nie używał tradycyjnego czerwonego stroju doktorskiego, lecz ubierał się jak prosty chłop i pojawiał się na sali w zniszczonym ubraniu. Program swoich wykładów przybił na uczelnianej tablicy ogłoszeń i zachęcał do uczestnictwa nie tylko studentów, lecz - rzecz niesłychana - wszystkich innych. Istotnie, zwabiony ekstrawagancją profesora przychodził go słuchać także "cały nieokrzesany tłum cyrulików i alchemików".

Kiedy oburzeni członkowie wydziału lekarskiego postanowili zakazać Paracelsusowi prowadzenia wykładów, wywołał kolejny skandal. Oto w dniu świętego Jana, 24 czerwca 1527 roku, kiedy rozpalono tradycyjne ognisko, przy którym świętowali studenci i profesorowie, pojawił się nagle ze "świętymi" traktatami medycznymi Galena i Avicenny i rzucił je demonstracyjnie w ogień, wołając: Ten wasz Galen i wasz Avicenna i wszyscy ich naśladowcy wiedzą mniej niż zapinki moich trzewików... Jestem królem lekarzy i mogę wam udowodnić to, czego wy nie możecie... To nie gwiazdy uczyniły mnie lekarzem, lecz Bóg... Nie potrzebuję przeciw wam wdziewać kolczugi ani nosić tarczy, ponieważ nie jesteście dostatecznie uczeni, aby obalić choćby jedno moje słowo... Powiem wam tyle: każdy mały włosek na moim karku wie więcej niż wy, a moja broda ma więcej doświadczenia niż wszystkie wasze kolegia...

Mimo tych skandali i wściekłych ataków wrogów Paracelsus pozostawał profesorem, ponieważ rada miejska Bazylei, w której nie brak było jego protektorów, miała prawo sama decydować o obsadzie jednej katedry medycyny. Tymczasem jednak w następnym roku zmarł nagle na zawał serca Frobenius i pozbawiony głównego protektora Paracelsus przestał być nietykalny dla swych wrogów. Oskarżono go zaraz o spowodowanie śmierci Frobeniusa, a potem wykorzystano zatarg z bogatym kanonikiem, którego Paracelsus pozwał do sądu o niezapłacone honorarium. Gdy przegrał proces, obraził sędziów, więc ci wydali rozkaz jego aresztowania. Nie czekając na dalsze kłopoty, Paracelsus potajemnie uciekł z Bazylei i odtąd już bezustannie błąkał się od miasta do miasta.

Nadal prowadził hulaszcze życie i podobno przeważnie bywał pijany. Większość czasu spędzał w karczmach w towarzystwie prostych ludzi i sypiał tam w ubraniu na podłodze. Jego służący Oporinus twierdził, że Paracelsus dyktował swoje prace w upojeniu alkoholowym. Trudno znaleźć bardziej właściwe wyjaśnienie dla mętnego, pełnego sprzeczności stylu większości jego dzieł. Nadal jednak sprzyjało mu szczęście i udawało mu się wiele wyleczeń. Najczęściej jeździł konno z torbą skórzaną, gdzie woził rękopisy i najpotrzebniejsze przybory do doświadczeń chemicznych oraz z mieczem z wydrążoną w rękojeści kulą, gdzie trzymał pigułki dla chorych. Mówiono jednak, że Paracelsus w tej kuli wozi diabła, z którym pozostaje w zmowie.

Paracelsus zmarł w 1541 roku w gospodzie w Salzburgu, nie zdoławszy wydobrzeć z ran otrzymanych podczas wynikłej tam burdy. W pozostawionym dobytku znaleziono tylko Biblię i kilka innych ksiąg religijnych oraz 7 rękopisów. Wiele innych rękopisów poginęło podczas peregrynacji autora, ale i tak wydanie jego dzieł wszystkich liczy 2600 stron in folio.

Paracelsus uważał, że alchemicy nie powinni tracić czasu na poszukiwanie kamienia filozoficznego, lecz zająć się metodami wytwarzania skutecznych leków z substancji mineralnych, a nie jak dotychczas, z roślin i ziół. Wobec rozgłosu, jakim się cieszył, wywarł wielki wpływ na ówczesną chemię i medycynę.