Twoja wyszukiwarka

JOANNA NURKOWSKA
AKCJA PODCZAS AKCJI
Wiedza i Życie nr 12/1996
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 12/1996

Na świecie przeprowadza się rocznie ponad 600 tys. pomostów wieńcowo-aortalnych, czyli by-passów. Te precyzyjne operacje wykonuje się na "wyłączonym" z pracy sercu, gdyż jego skurcze są zbyt gwałtowne. Funkcje poddawanego zabiegowi narządu przejmuje maszyna, on sam zaś wypełniany jest schłodzonym płynem bogatym w potas.

Procedura taka wiąże się jednak z pewnym ryzykiem. Serce podczas operacji narażone jest na niedostatek tlenu, a ponadto krew, przepływając przez wnętrze maszyny tłoczącej, styka się z obcymi powierzchniami, czyli różnymi alergenami. Może to wywołać reakcję zapalną ze strony układu odpornościowego chorego. Dlatego też po operacji pacjent musi jednak pozostać w szpitalu co najmniej przez tydzień.

Tymczasem grupa lekarzy pod kierunkiem Corneliusa Borsta z Uniwersytetu w Utrechcie opracowała tańszą i mniej urazową metodę, która być może rozwiąże oba problemy. Kardiochirurdzy holenderscy przeprowadzają operację by-passu nie zatrzymując pracy serca i nie stosując płucoserca. Unieruchamiają tylko operowany rejon za pomocą dwóch miniaturowych ssawek sztywno przytwierdzonych do stołu operacyjnego. Sposób umocowania trzymadeł ogranicza ruchy tkanki: przesunięcia nie przekraczają milimetra.

Metodę wypróbowano dotychczas na 23 pacjentach, pozwoliło to im opuścić szpital już po 4 dniach, a niektórzy powrócili do pracy już w 3 tygodnie po zabiegu. Oszczędności finansowe też były znaczne.

Nowa metoda wykorzystywana jest jednak w najprostszych przypadkach i pozwala wykonać by-pass przy jedynie 10 centymetrowym nacięciu. Poważne zabiegi trzeba jednak przeprowadzać tradycyjnym sposobem.

"New Scientist", 2033/1996