Twoja wyszukiwarka

LESZEK SOLSKI
PRZEPEŁNIONA ARKA
Wiedza i Życie nr 12/1996
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 12/1996

W czasie, jaki poświęcisz Czytelniku na przeczytanie tego artykułu, zostanie wycięte 500 ha lasu tropikalnego, a przynajmniej dwa gatunki zwierząt bezpowrotnie znikną z powierzchni Ziemi.

Ile zwierząt zachować?
Specjalność gepard
Polskie ślady
Durrell i jego zwierzęca rodzina
Reintrodukcja po polsku

Nosorożec sumatrzański

Biblijna arka miała 150 m długości, 25 m szerokości i 15 m wysokości. Na trzech poziomach rozmieszczono komory i przegrody, do których - zgodnie z zaleceniem Boga - Noe wprowadził po parze spośród wszystkich żyjących wówczas gatunków zwierząt. Dzięki temu przetrwały potop i mogły ponownie zasiedlić Ziemię. Dzisiaj znowu stajemy przed problemem ratowania zwierząt i zachowania bioróżnorodności naszej planety.

Gatunek to populacja osobników podobnych do siebie budową i funkcjami, o wspólnym pochodzeniu, krzyżujących się w naturze wyłącznie między sobą i wydających na świat płodne potomstwo. Obecnie żyje na Ziemi 4200 gatunków ssaków, 8600 - ptaków, 6000 - gadów i 3000 - płazów. Kłopoty zaczynają się jednak już przy rybach; jedni badacze doliczyli się ich 23 tys., podczas gdy inni aż 40 tys. gatunków. A co z bezkręgowcami? Samych tylko mięczaków jest ponoć 130 tys. gatunków, a jeszcze do niedawna liczbę gatunków owadów szacowano na ponad milion. Jednak podczas badań w wilgotnych lasach równikowych Amazonii odkryto, że praktycznie każdy gatunek rosnącego tam drzewa ma odrębną faunę składającą się przede wszystkim z chrząszczy, pluskwiaków i innych owadów. Stąd dodatkowe zamieszanie w gatunkowej buchalterii.

Goryle rozmnażają się w ogrodach zoologicznych dość dobrze, ale młode są przeważnie odchowywane przez pielęgniarzy

Według naukowców na naszej planecie żyje 5-100 mln gatunków zwierząt. Najczęściej wymienia się liczbę 30 mln, jako najbardziej realną. Jest bardzo prawdopodobne, że parę milionów gatunków zniknęło bezpowrotnie zanim jeszcze zdołaliśmy je zauważyć. Przy obecnym tempie destrukcji kolejne 20% wyginie w ciągu dwóch najbliższych dziesięcioleci. Wśród nich większość stanowić będą ssaki lądowe (być może z wyjątkiem gryzoni i nietoperzy) i ponad połowa z żyjących dziś gatunków ptaków. Zubożeje zatem świat zwierząt najlepiej dostrzegany i znany przeciętnemu człowiekowi.

Panda wielka i w niewoli, i na wolności rozmnaża się nie najlepiej

I choć bezpośrednią przyczyną wyginięcia tych zwierząt będzie aktywność rolnicza i przemysłowa, to przyczyn dramatu dopatrywać się należy w niepohamowanym i nie kontrolowanym przyroście ludności. Przy obecnym tempie rozrodu już około 2030 roku będzie nas 12 mld, a pod koniec XXI wieku być może nawet 50 mld. W tej sytuacji o pozostawieniu choćby skrawków dzikiej przyrody nie ma nawet co marzyć. Gdzie więc mają przetrwać pozostali mieszkańcy Ziemi? Zdaniem wielu miłośników zwierząt szansę taką stwarzają im ogrody zoologiczne.

Przystępując do rozważania możliwości zachowania bogactwa gatunkowego naszej planety w zoo, trzeba dowiedzieć się, ilu zwierzętom można dać schronienie i ile osobników muszą liczyć kolekcje ogrodów zoologicznych, aby dany gatunek nie znikł bezpowrotnie z katalogu ziemskiej bioróżnorodności. Odpowiedzieć na to ostatnie pytanie pomoże nam genetyka populacyjna. Nauka ta zajmuje się tak właściwościami genetycznymi poszczególnych osobników, jak też przekazywaniem genów.

Genetyczne właściwości populacji są charakterystyczne dla danego gatunku, jednak mogą zmieniać się pod wpływem takich zjawisk i czynników, jak wielkość samej populacji, różnice w płodności i żywotności, sposoby kojarzeń, zdarzenia losowe i przypadkowe mutacje.

Duże papugi ary z Ameryki Południowej; niemal wszystkie ich gatunki zostały już mocno przetrzebione

W dużej, losowo wybranej populacji wpływy czynników zewnętrznych są marginalne, a częstość występowania alleli (czyli odmian) genów stała. Taka stabilność genetyczna nie utrzymuje się jednak w małych populacjach - tu zmiany mogą zachodzić w każdym kolejnym pokoleniu. Takie losowe zmiany częstości alleli nazywamy dryfem genetycznym. Zjawisko to w naturalnych, nie podlegających kontroli człowieka populacjach może mieć różne konsekwencje. Przede wszystkim w przypadku małych i do tego fizycznie odizolowanych grup (na przykład na wyspach) prowadzi do powstania subpopulacji, które z czasem, po narośnięciu dużej liczby różnic genetycznych, mogą przekształcić się w nowe gatunki. Ale znacznie częstszym i mniej korzystnym efektem dryfu genetycznego jest utrwalenie i zwiększenie częstości występowania genów recesywnych, które najczęściej są też genami letalnymi. Prowadzi to do utraty płodności i żywotności, co określa się mianem śmierci genetycznej populacji. Konsekwencją jest zaś fizyczna śmierć wszystkich osobników i wyginięcie całej populacji lub nawet gatunku.

Wynika z tego, że do przetrwania gatunku poza wieloma innymi czynnikami niezbędna jest pewna minimalna liczba osobników (minimalna efektywna wielkość populacji) pozwalająca utrzymać taką częstość występowania alleli genów, jak w dużej, losowo wybranej populacji. Jak liczna musi być ta grupa, zależy m.in. od tzw. odległości międzypokoleniowej. Okazuje się, że im dane zwierzę wolniej dojrzewa i rozmnaża się (długa ciąża, nieliczny miot), tym mniej osobników potrzeba do zachowania gatunku.

Obliczenia i modelowanie komputerowe pozwoliły oszacować efektywną wielkość populacji, która, zwłaszcza w przypadku ginących gatunków ptaków i ssaków, musi wynosić co najmniej 250, a najlepiej 500 osobników. Czy w ogrodach zoologicznych znajdzie się miejsce dla tylu zwierząt?

Liczbę istniejących obecnie tego typu placówek szacuje się na 2 tys., obejmuje ona zarówno prężnie działające zoo z ogromnymi tradycjami, jak też komercyjne parki safari i małe, zaniedbane zwierzyńce w parkach wielu miast. Wyliczono, że liczba wszystkich żyjących pod taką kuratelą człowieka zwierząt wynosi 250-500 tys. Z prostej arytmetyki wynika więc, że obecnie ogrody zoologiczne mogą dać schronienie 1000-2000 gatunków. Jeśli tak, to które wybrać i otoczyć opieką, a które pozostawić własnemu losowi?

Trzeba przyznać, że dotąd dobór zwierząt do zooarki jest dość przypadkowy. Decydują o nim głównie aktualna kolekcja zwierząt danego ogrodu zoologicznego i realizowane programy rozrodu. Szczególną preferencję mają także przedstawiciele gatunków zagrożonych, które już są na krawędzi wymarcia. Jest ich około 5 tys., a wśród nich wiele liczy mniej osobników niż genetyczne minimum 250 sztuk. Czy zatem warto je ratować?

WĄSKIE GARDŁO EWOLUCJI

Znamy kilka przykładów zwierząt, które jako gatunek nadal trwają, mimo że wywodzą się z niewielkiej liczby par rodzicielskich. Akademickim, choć skrajnym przykładem jest chomik syryjski. Wszystkie żyjące dziś chomiki tego gatunku pochodzą od jednej i tej samej samicy. Mimo to rozmnażają się wspaniale i nie ujawniają niekorzystnych cech.

Gepardy, najszybsze zwierzęta lądowe, nie umknęły przed kłopotami i ich los w środowisku naturalnym jest niepewny. Złożyło się na to kilka czynników: walki grup samców w okresie godowym, wpływ dryfu genetycznego wynikający z bliskiego pokrewieństwa oraz działalność człowieka. Dziś tylko od nas zależy, czy te piękne ssaki przetrwają, by następne pokolenia ludzi mogły je podziwiać

Ostatnie badania molekularne pozwoliły ustalić, że żyjąca obecnie populacja gepardów jest praktycznie identyczna genetycznie. Oznacza to, że w niedalekiej przeszłości gatunek ten przeszedł przez tzw. wąskie gardło ewolucyjne. Dzięki działaniu nieznanych nam czynników populacja gepardów odrodziła się wprawdzie, lecz z bardzo niewielkiej liczby par rodzicielskich. W tym jednak przypadku wysoki stopień pokrewieństwa, czyli chów wsobny, dał znać o sobie. Tylko 25% żywo urodzonych gepardów dożywa wieku dorosłego. Oba te przykłady dowodzą istnienia luk w naszej znajomości genetyki - nie można więc z góry zrezygnować z ratowania danego gatunku tylko dlatego, że jego populacja jest mniejsza od tej, jaką uznaliśmy za minimalną.

Jest jeszcze inny problem. Trudno sobie wyobrazić, aby w jednym zoo, choćby największym, pomieścić całą efektywną populację - 250 słoni czy 500 tygrysów. Narzuca to konieczność współpracy między ogrodami zoologicznymi, co nie zawsze jest łatwe. Utrudniają ją czasem bardzo restrykcyjne przepisy sanitarno-weterynaryjne obowiązujące w wielu wysoko rozwiniętych krajach, takich jak USA, Wielka Brytania, Kanada. Zakazują one importu niektórych grup zwierząt (na przykład papug ze względu na psitakozę, świń z powodu różycy, czy bydła z uwagi na pryszczycę). Stąd też w amerykańskich ogrodach zoologicznych nie spotkamy naszego europejskiego dzika, w australijskich zaś ani bizona, ani żubra. Problem ten powinny jednak rozwiązać stacje aklimatyzacyjno-kwarantannowe.

Pakarana z Peru i Boliwii; jeden z egzotycznych gatunków gryzoni

Zorganizowana współpraca hodowlana między ogrodami zoologicznymi nabrała rozmachu dopiero po upowszechnieniu komputerów oraz ich odpowiednim oprogramowaniu. Dziś blisko 400 takich placówek łączą starania, by rozmnożyć populacje około 100 gatunków zwierząt. Nie jest to, niestety, liczba imponująca. Rozród tych gatunków podlega ścisłej kontroli; na przykład o wyborze pary rodzicielskiej przesądza jak najbardziej odległe pokrewieństwo obu osobników. Można je sprawdzić dzięki istnieniu ksiąg rodowodowych. Ostatnio wprowadza się też, jak na razie bardzo jeszcze kosztowne, badania molekularne DNA pozwalające ustalić stopień pokrewieństwa nawet wtedy, gdy pochodzenie zwierząt nie jest znane.

Skojarzone komputerowo małżeństwo musi się spotkać, by skonsumować związek. Zwierzęta odbywają więc reprodukcyjne podróże po świecie, bliższe - jak wyprawa samca goryla z wyspy Jersey do Londynu i dalekie - na przykład orła małpożera z Frankfurtu nad Menem do Los Angeles.

Czasami jednak, mimo zabiegów i starań ze strony ludzi, nie udaje się w ten naturalny sposób rozmnożyć jakiegoś gatunku. Po prostu zwierzęta mogą nie przypaść sobie do gustu lub też z obiektywnych przyczyn ich przetransportowanie jest niemożliwe. W takich przypadkach hodowcom przychodzą z pomocą wyspecjalizowane techniki medyczne i weterynaryjne.

ZOO W PROBÓWKACH

Pierwsze próby sztucznego unasienienia zwierząt czyniono już w XVIII wieku. Metoda ta stała się dość popularna wśród amerykańskich hodowców w latach trzydziestych naszego wieku. Jednak jako sposób prowadzenia racjonalnego chowu i genetycznej kontroli populacji zwierząt gospodarskich przyjęła się dopiero po II wojnie światowej. W ogrodach zoologicznych sztuczne unasienianie stosuje się od połowy lat siedemdziesiątych. Wówczas to opracowano bezpieczne środki usypiające, pozwalające pobrać w znieczuleniu nasienie od samca i wprowadzić je do organizmu samicy. Oznacza to także, iż przyszli rodzice w ogóle nie muszą się "osobiście" spotkać.

Innym sposobem zwiększania liczby osobników zagrożonych gatunków zwierząt stało się przeszczepianie zarodków i to nawet obcym gatunkowo matkom zastępczym. Próby rozpoczęto w latach osiemdziesiątych - w 1984 roku w ogrodzie zoologicznym w Lousiville klacz arabska urodziła zebrę, a już w niecały rok później w zoo w Cincinnati dość pospolita antylopa eland wydała na świat znacznie od niej rzadszą leśną antylopę bongo. W metodzie tej najbardziej ryzykowna (choć już "opanowana") jest procedura pobierania zarodka od naturalnej matki. Czyniono też pierwsze udane próby przeszczepienia zarodków, które ponad rok czekały zamrożone na dalszy rozwój. W roku 1987 zastosowano natomiast inną, dotychczas zarezerwowaną dla ludzi technikę - zapłodnienie in vitro - i uzyskano zwierzę "z probówki".

Wszystkie przedstawione metody powiększania populacji zwierząt nie są jeszcze stosowane na większą skalę i, niestety, nie zawsze się udają. Co gorsza, choćby ze względu na konieczność podania narkozy niosą ze sobą ryzyko dla zdrowia i życia zwierząt. Stwarzają jednak jakąś szansę na przetrwanie w przypadku zagrożonych gatunków, których osobniki w niewoli nie chcą się rozmnażać w sposób naturalny.

SKĄD WZIĄĆ PIENIĄDZE?

Ratowanie ginących gatunków w ogrodach zoologicznych to nie tylko problem medyczny, ale i finansowy. W angielskich i amerykańskich zoo średni koszt utrzymania jednego okazu (płace opieki, żywienie, elektryczność, leczenie, itp.) kształtuje się na poziomie 500 dolarów rocznie. Jeden tygrys oznacza już jednak wydatek w granicach 1.5-3 tys. dolarów (zależnie od kraju), goryl natomiast 4.5-5 tys. dolarów. Od dalszych rachunków może rozboleć głowa. Utrzymanie 500 osobników z 2 tys. gatunków, bo tyle - jak pisałem - są w stanie pomieścić istniejące ogrody zoologiczne, pochłania w ciągu jednego roku 500 mln dolarów. A kolejne lata?

Białe niedźwiedzie w zoo - czy beton może im przypominać ogromne pływające kry?

Ogromne koszty są głównym argumentem wysuwanym przeciwko zoo (oprócz oczywiście kwestii natury moralnej). Pieniądze te są najczęściej przeliczane na budżety rezerwatów i parków narodowych. Nie da się zaprzeczyć, że roczne wydatki na przykład nowojorskiego zoo starczyłyby na utrzymanie kilku takich parków (w krajach trzeciego świata) przez 10 lat. Niestety, szanse przetrwania wspomnianych ostoi dzikiej zwierzyny i przyrody są bardzo nikłe. Rozrastająca się populacja ludzka coraz bardziej ogranicza ich obszar. Już dziś nawet w największych parkach narodowych zwierzęta nie mogą być pozostawione własnemu losowi. Konieczne jest ich dokarmianie, a także niestety odstrzał selekcyjny osobników chorych, starych, a nawet zdrowych, jeżeli dana populacja nadmiernie się rozrośnie.

Wynika z tego, że nawet parki narodowe nie są enklawami prawdziwie wolnej przyrody. Niektórzy naukowcy są zdania, że ewolucja wielu żyjących jeszcze gatunków zwierząt nie toczy się już drogą doboru naturalnego. Większość naturalnych procesów jest bowiem zaburzona przez człowieka i w mniejszym lub większym stopniu pozostaje pod jego kontrolą.

Ogrody zoologiczne tworzone były jednak z myślą o ludziach, a nie o zwierzętach. Zoo bez publiczności traci rację bytu, może stać się najwyżej zamkniętym ośrodkiem hodowlanym. A przecież przez ogrody zoologiczne przewija się rocznie ponad pół miliarda odwiedzających. Wskazuje to na inną, niezwykle istotną funkcję, jaką powinny one spełniać - nieść edukację przyrodniczą. Celem istnienia zoo nie może być już jedynie zapoznanie widza z ogromną różnorodnością form zwierzęcych, lecz jednocześnie uświadomienie dzisiejszych zagrożeń i sposobów ratowania ginących gatunków.

W szanujących się ogrodach zoologicznych działalność edukacyjna traktowana jest priorytetowo i zwrócona przede wszystkim ku dzieciom, które stanowią tradycyjnie blisko połowę odwiedzających. Prowadzone są specjalne programy edukacyjne, istnieją zoo-szkółki. Nie bez znaczenia jest działalność wydawnicza - wiele ogrodów wydaje biuletyny, a nawet miesięczniki.

NIEPEWNA PRZYSZŁOŚĆ

Jakie są rzeczywiste zasługi ogrodów zoologicznych dla ratowania ginącej przyrody? Zwolennik tych placówek niewątpliwie mógłby stwierdzić, że tylko dzięki hodowli w zoo uratowano żubra, dzikiego konia Przewalskiego, chińskiego jelenia milu, hawajską gęś nene, antylopę oryks, południowoamerykańską małpkę marmozetę lwią i... no właśnie. Na tym wyliczanie się kończy. Nie dość, że przykładów tych jest tak niewiele, to tylko ratowanie żubra zakończyło się pełnym sukcesem - zwierzę to przywrócono dzikiej przyrodzie. Dla gęsi nene na Hawajach i jelenia milu w Chinach nie udało się już znaleźć miejsca w naturze. Akcja ponownego osiedlania oryksa na pustyniach Półwyspu Arabskiego i przywracania marmozet dżungli amazońskiej trwa nadal i nie wiadomo, czy się powiedzie. Spory rozgłos zyskał już wdrażany od niedawna program ratowania nosorożca sumatrzańskiego. Do tej pory odłowiono kilkanaście osobników tego gatunku i rozesłano do kilku ogrodów zoologicznych. I choć koszt operacji przekroczył już 10 mln dolarów, to przychówku nadal nie ma.

Może więc współczesną arkę trzeba zaplanować inaczej? Próbę taką podjęto w zoo z San Diego (Kalifornia). Stworzono tam "zamrożone zoo". W pojemnikach z ciekłym azotem (-196°C) przechowuje się jaja, nasienie, zarodki i fragmenty różnych tkanek wielu gatunków zwierząt, nie tylko tych najbardziej zagrożonych, ale nawet lwów, zebr, żyraf itp. Twórcy tego niezwykłego zbioru mają nadzieję, że pozwoli on w przyszłości odtworzyć gatunki, które nie przetrwają w naturze.

Oryks beisa - rzadka odmiana antylopy

Czym więc będą ogrody zoologiczne następnych wieków? Zapewne nie menażeriami osobliwości, ale uprządkowanymi kolekcjami o wyraźnie zaznaczonej specjalizacji. Dziś wizję takiej niezbyt dalekiej przyszłości stanowią bioparki i ekomuzea. Obiekty takie stanowią połączenie muzeum, zoo, ogrodu botanicznego i akwarium. Są jednocześnie ośrodkami ratowania ginących gatunków i centrami edukacji przyrodniczej.

Nawet najwięksi miłośnicy ogrodów zoologicznych nie negują konieczności ratowania i chronienia w pierwszym rzędzie resztek naturalnego środowiska oraz żyjących tam zwierząt i roślin. Nie domagają się też zmonopolizowania programów reintrodukcji wymierających gatunków przez zoo. Jednak nie czas już dziś na jałowe spory i dyskusje, kto ma moralne prawo do chronienia przyrody. Każda inicjatywa może okazać się tą na wagę przerwania.


ILE ZWIERZĄT ZACHOWAĆ?

Gatunek Odległość Minimalna
międzypokoleniowa efektywna
(w latach) wielkość populacji
tygrys syberyjski 7 136
nosorożec indyjski 18 53
antylopa niala 8 115
mysz zaroślowa 0.7 1275
gołąb różowy 10 95
kobra afrykańska 10 95
żaba rogata 7 136
żuraw 26 37
flaming 26 37

Do początku artykułu...

SPECJALNOŚĆ: GEPARD

Hodowla dzikich zwierząt stanowi obecnie jedną z podstawowych metod ochrony ginących gatunków. Wśród wielu ośrodków, przede wszystkim wywodzących się z ogrodów zoologicznych, działa Centrum Rozmnażania Dzikich Zwierząt (Wildlife Breeding Center) w Wassenaar w Holandii. Założone zostało w 1937 roku jako prywatne zoo. Po II wojnie światowej stopniowo rozwinęło się w jeden z największych ogrodów zoologicznych w Holandii. W 1983 roku część służąca edukacji została przejęła na utrzymanie państwowe. Równocześnie powstało odrębne centrum hodowli. (Zoo zostało zamknięte w 1985 roku z braku funduszy).

Specjalnością holenderskiego ośrodka są gepardy (Acinonyx jubatus). Zwierzęta te w niewoli oswajają się bardzo łatwo, tradycja hodowli sięga starożytnego Egiptu, jednak próby rozmnożenia długo napotykały na poważne trudności. W przełamaniu impasu pomogło nie tylko zdobyte przez hodowców doświadczenie, ale także doskonała lokalizacja i warunki stworzone gepardom. Duże wybiegi otoczone żywopłotem i drzewami zapewniają zwierzętom dostateczny spokój w porze godowej i podczas wychowywania młodych. Wypracowana tutaj metoda powolnego zapoznawania samca z samicą owocuje licznym przychówkiem każdego roku.

Większość młodych sprzedawana jest do ogrodów zoologicznych na całym świecie. Stąd pochodzą gepardy żyjące w Śląskim Ogrodzie Zoologicznym w Chorzowie.

Prywatny zakup takiego "kotka" do domu jest w zasadzie niemożliwy z uwagi na ogromne zainteresowanie ze strony ogrodów zoologicznych, a także wysokie wymagania stawiane nowym opiekunom przez hodowców holenderskich. Jedyne dwa gepardy sprzedane w prywatne ręce nie były w pełni sprawne (po infekcji), a obecni właściele mają doskonałą reputację.

Ośrodek cieszy się bardzo dobrą opinią wśród specjalistów z całego świata, z którymi prowadzi wspólne badania i obserwacje. Zrealizowano tutaj między innymi instruktażową kasetę wideo z godów gepardów. Tutaj też przeprowadzono pierwsze w Europie sztuczne zapłodnienie geparda. Jest to bardzo trudny zabieg, polegający na wprowadzeniu nasienia bezpośrednio w okolice jajników, przeprowadzany za pomocą laparoskopu (wziernik wprowadzany przez powłoki brzuszne). I choć pierwsze próby doprowadziły do zapłodnienia tylko 5% samic, badacze wiążą z tą metodą nadzieje na reintrodukcję gepardów.

Tomasz Marcinów

Do początku artykułu...

POLSKIE ŚLADY

Pierwszym gatunkiem uratowanym przed wytępieniem był żubr. Z inicjatywą zorganizowanej ochrony tego ssaka wystąpił w roku 1928 na kongresie biologów w Paryżu prof. Jan Stolcmann. Przy aprobacie ówczesnych działaczy ochrony przyrody w Poznaniu powstało Polskie Towarzystwo Ochrony Żubra. Ono, wspomagane przez prof. Priemela z Zoo we Frankfurcie n/Menem, nie dopuściło do tego, aby żubr podzielił los tura. Ten pionierski polski eksperyment był pierwszym w skali globalnej programem, który doprowadził do reintrodukcji gatunku w jego naturalnym siedlisku (biotopie) - Puszczy Białowieskiej. Liczebność populacji przekroczyła 2 tys. osobników, co pozwoliło wykreślić żubra z Czerwonej Księgi. Następne programy ratowania gatunków poszły polską drogą.

Zagrożenie światowej fauny i nasilająca się krytyka ogrodów zoologicznych pobudziła do działania ich miłośników i orędowników. Za podstawowe zadanie współczesnych zoo przyjęto zachowanie żyjących dziś zwierząt dla przyszłych pokoleń. Zapis taki znajduje się w rezolucji uchwalonej przez IUCN - World Conservation Union w Australii w grudniu 1990 roku. W ramach IUCN pracują specjalistyczne komisje koordynujące działania ochroniarskie dotyczące poszczególnych gatunków. Jedna z tych grup zajmuje się sprawami hodowli i rozmnażania zwierząt i gromadzi ponad 200 specjalistów z liczących się ogrodów zoologicznych świata. Powstały specjalne programy kierujace strategiami hodowli zagrożonych gatunków. Polska uczestniczy w pracach programu europejskiego, realizowanego w następujących ogrodach zoologicznych: Poznań (22 gatunki) m.in. - orłosęp brodaty, bielik, dzioborożec dwurogi, kowari, marmozeta lwia, lori mały, orangutan, niedźwiedź okularowy, irbis, norka europejska, pies leśny, wilk grzywiasty, nosorożec indyjski, zebra Grevy'ego, hipopotam karłowaty, sika wietnamska, oryks arabski, wół piżmowy; Warszawa (22 gatunki) - m.in. sęp kasztanowaty, likaon, gepard, tygrys sumatrzański, tygrys syberyjski, irbis, panda mała, wargacz, wydra, słoń indyjski, osioł somalijski, koń Przewalskiego, żyrafa, zebra równikowa, wół piżmowy; Łódź (11 gatunków) - m.in. bielik, makak czarny, wanderu, likaon, tygrys syberyjski, irbis, żyrafa, słoń indyjski, nosorożec biały; Wrocław (8 gatunków) - tygrys sumatrzański, irbis, likaon, hipopotam karłowaty, orangutan, słoń afrykański, nosorożec biały, algazel; Kraków (7 gatunków) - m.in. wydra, irbis, tygrys syberyjski, wilk grzywiasty, osioł somalijski, słoń indyjski; Gdańsk (6 gatunków) - m.in. bielik, lori mały, irbis, wilk grzywiasty, hipopotam karłowaty; Katowice (5 gatunków) m.in. - zebra Grevy'ego, tapir malajski, słoń afrykański, nosorożec biały; Opole (5 gatunków) m.in. - tygrys syberyjski, słoń indyjski, zebra Hartmanna; Płock - zebra Hartmanna.
Do początku artykułu...

Jan Śmiełowski
Ogród zoologiczny w Poznaniu

DURRELL I JEGO ZWIERZĘCA RODZINA

Gerald Durrell z lemurem

Zmarły w 1995 roku Gerald Durrell (ur. 1925), angielski pisarz, filmowiec, a przede wszystkim wielki miłośnik przyrody, był jedną z najbarwniejszych i najbardziej zasłużonych postaci związanych ze współczesnymi ogrodami zoologicznymi. "Zoomanią" ogarnięty był od kołyski - bliscy utrzymują, że pierwszym wymówionym przez niego słowem było "zoo". Swą wielką przygodę z naturą zaczynał od pracy pielęgniarza w angielskich ogrodach zoologicznych, by za uzbieraną gotówkę wyruszyć na wyprawy po dzikie zwierzęta. Dostarczał je do licznych światowych menażerii. Ponieważ jednak z wieloma okazami zaprzyjaźniał się, zgromadził z czasem pokaźną prywatną kolekcję. Zapał i dar zjednywania dla swych idei i pomysłów znaczących osób ze świata biznesu, polityki i kultury doprowadziły Durrella do utworzenia prywatnego zoo na terenie posiadłości zakupionej na angielskiej wyspie Jersey, które zostało otwarte dla publiczności na Wiekanoc 1959 roku. W 1963 roku Durrell powołał do życia Towarzystwo Ochrony Dzikich Zwierząt (Jersey Wildlife Preservation Trust - dziś 15 tys. członków i liczne filie na całym świecie), zrezygnował z dyrektorstwa zoo, zostając honorowym prezesem Towarzystwa i poświęcając się działalności propagandowej na rzecz ochrony dzikich zwierząt. Kręcił filmy, jeździł z odczytami, pisał książki (37 w tym 6 przeznaczonych specjalnie dla dzieci).

Lemur mongoz z Madagaskaru; jeden z piękniejszych, rzadszych okazów

Polskim miłośnikom przyrody Gerald Durrell znany jest jako autor pięciu książek: Moje ptaki, zwierzaki i krewni (Czytelnik 1976); Opowieści o zwierzętach (Iskry 1979); Moja rodzina i inne zwierzęta (Czytelnik 1981; Prószyński i S-ka 1994); Zoo w walizce (Alfa 1991) i we wpółpracy z żoną Lee - Poradnik przyrodnika (Muza 1994). Ta ostatnia książka miała swój odpowiednik w serialu telewizyjnym, który w Polsce emitowany był w roku 1986 pod oryginalnym tytułem Miłośnicy przyrody.

Stworzone przez Durrella zoo nie jest jeszcze jednym tradycyjnym ogrodem zoologicznym, przypadkowym zbiorem wielu przedstawicieli różnych grup zwierząt. Jest to przede wszystkim miejsce, gdzie rzadkie zwierzęta rozmnaża się, by zwrócić je ich ojczyznom.

Paw kongijski, niezwykle rzadki gatunek ptaka z centralnej Afryki

Stąd zobaczyć w nim można takie zwierzęta, jak boa z Jamajki i bażanta Edwardsa, które na wolności już nie istnieją, gołębia różowego, których na wyspie Mauritius pozostało tylko 35 sztuk, nietoperza owocożernego Pteropus rodricensis z wyspy Rodriguez (130 osobników na wolności), dużą papugę z wysp St. Lucia na Karaibach (populacja 100 ptaków), czy też małpkę marmozetę lwią (populacja na wolności około 200 sztuk). Pracownicy zoo z Jersey pomagają dziś także nad Amazonką, na Karaibach, czy małych wyspach na Oceanie Indyjskim w przystosowaniu urodzonych w niewoli dzikich zwierząt do życia na wolności.

Gołąb różowy z wyspy Mauritius; jeden z gatunków, które z zoo na Jersey powróciły do swoich pierwotnych środowisk

Durrell rozumiał także znaczenie działalności dydaktyczno-oświatowej. Przy zoo na Jersey powstał miniuniwersytet, w którym kilka razy w roku szkoli się pracowników ochrony przyrody. Gerald Durrell nie był fanatykiem idei ogrodów zoologicznych traktowanych jako oazy przetrwania dzikich zwierząt. Postrzegał je jako przejściowe zło konieczne. Chciał dożyć chwili, gdy ogrody zoologiczne przestaną być potrzebne, wtedy chętnie zamknąłby swoje zoo. Nie doczekał takiego momentu. Dzieło Durrella kontynuować będą jego wychowankowie i współpracownicy, którzy tak jak on wierzą, że resztki dzikiej przyrody i bytujące tam zwierzęta uda się jeszcze uratować.
Do początku artykułu...

REINTRODUKCJA PO POLSKU

Programy odławiania, hodowli, przenoszenia na nowe tereny (albo przywracania na dawniej zasiedlane) i obserwacji zwierząt, czyli ich reintrodukcja prowadzona jest nie tylko w ogrodach zoologicznych. W Polsce od lat realizowanych jest kilka takich kompleksowych projektów, w których współpracują ze sobą urzędy wojewódzkie i miejskie, Polski Związek Łowiecki, akademie rolnicze, parki narodowe i lasy państwowe. Reintrodukcja dotyczy następujących zwierząt: sokoła wędrownego (PZŁ - stacja badawcza w Czempniku, Urząd Wojewódzki Kraków, Akademia Rolnicza Kraków, Pieniński Park Narodowy), bobra (koordynacja - Akademia Rolnicza w Poznaniu), żubra (Lasy Państwowe, Parki Narodowe - Białowieski, Ojcowski, Woliński), żółwia błotnego (Departament Ochrony Przyrody, Wrocławski Urząd Wojewódzki, Urzędy Miejskie Chełma i Radomia), niepylaka apollo (Wrocławski Urząd Wojewódzki, Pro Natura) i rysia (program eksperymentalny prowadzony przez Kampinowski Park Narodowy).
Do początku artykułu...

Zdjęcia autora

Dr LESZEK SOLSKI od lat dzieli się z naszymi czytelnikami swą pasją - ochroną dzikich zwierząt.