Twoja wyszukiwarka

ANDRZEJ ZIMNIAK
PIEKIELNY TRÓJKĄT
Wiedza i Życie nr 12/1996
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 12/1996

Zagadka trójkąta bermudzkiego ciągle budzi wiele emocji. Wygląda na to, że można ją rozwiązać, nie uciekając się do pomocy Marsjan ani sił nadprzyrodzonych.

W środowiskach naukowych przeważa opinia, że za katastrofy i nieraz dosyć tajemnicze zniknięcia statków oraz samolotów w trójkącie bermudzkim należy winić niestabilność klimatyczną regionu. Rzeczywiście, jeśli dokładniej prześledzimy mapy pogody tego obszaru, stwierdzimy nagminność występowania tajfunów, burz i zawirowań typu tornado na styku ciepłych, tropikalnych frontów i chłodniejszych mas powietrza. Tego rodzaju zaburzenia atmosferyczne generalnie nie są rzadkością w pobliżu zwrotników, ale na Karaibach dodatkowo sprawę komplikuje bliskość kontynentu amerykańskiego. Ów kontynent właściwie nie ma równoleżnikowo usytuowanych łańcuchów górskich, wszystkie rozciągają się południkowo, co umożliwia swobodne przemieszczanie się mas powietrza z północy na południe lub w przeciwnym kierunku.

Łatwo sobie wyobrazić, co musi się dziać na styku gorącego zwrotnikowego frontu o wilgotności 95% oraz temperaturze 40°C i chłodnych, suchych mas atmosferycznych z głębi lądu. Nie dość, że "chmury się urywają", ponieważ połowa pary wodnej z powietrza skrapla się raptownie, to na styku ocierających się o siebie gazowych "bąbli" powstają trąby powietrzne, czyli tornada. Taki lej pędzi granicą obu obszarów z prędkością pociągu pospiesznego i wydaje łoskot jak walący się Empire State Building. Trudno przed nim uciec, ale można próbować, mając szybki samochód. Jeśli się nie uda, biada, bo siła ssąca oraz niszcząca wiru jest olbrzymia i mało co mu się oprze. Nic dziwnego więc, że tak kapryśna aura sprzyja katastrofom morskim i powietrznym w tej części globu, a więc także na obszarze między Florydą, Kubą i Bermudami, gdzie natężenie ruchu towarowego, pasażerskiego i patrolowego jest szczególnie duże.

Mapa pokazuje rozmieszczenie zasobów hydratów metanu i ich grubość (w metrach) u wybrzeży Północnej i Południowej Karoliny

Zastanawia wszakże liczba doniesień o zniknięciach oraz dziwnych zjawiskach, dotycząca właśnie tego regionu. Przecież w innych miejscach kuli ziemskiej też obserwuje się zwrotnikowe anomalie pogodowe, a ruch statków i samolotów jest porównywalnie intensywny. Na przykład w okolicach Japonii i u wybrzeży innych państw Dalekiego Wschodu. Tam, a także w pobliżu Australii i Nowej Zelandii także szaleją niszczycielskie tajfuny. Ale z żadnego, najbardziej nawet niebezpiecznego zakątka Ziemi nie nadeszło przez ostatnie dwa wieki tyle meldunków o niewyjaśnionych katastrofach i zaginięciach bez śladu. Znikały nawet duże statki i całe eskadry samolotów, a ich szczątków nigdy nie odnaleziono. Czy jest to tylko legenda, która rodzi następne, czy może coś się kryje za tymi tajemniczymi zjawiskami? Coś lub, jak wierzą niektórzy, ktoś?

Nie wszyscy naukowcy twierdzą, że zagadkowe zjawiska w tym regionie mieszczą się w granicach normy. Przyjrzyjmy się wynikom dociekań tych, którzy uznają obszar za szczególny i chcieliby wyjaśnić, na czym polega jego odmienność.

Zacznijmy od wody. Jej cząsteczka o wzorze sumarycznym H2O zbudowana jest z atomów tlenu i wodoru, które bardzo silnie różnią się powinowactwem elektronowym. Na dodatek nie jest liniowa, kąt między wiązaniami tlen-wodór wynosi 105°. Co z tego wynika? To, że drobiny wody nie można porównać z gładką kuleczką, identyczną ze wszystkich stron. Nie jest wszystko jedno, którą jej część rozpatrujemy, albowiem tworzy się silnie spolaryzowany dipol. W efekcie łatwo powstają średnio trwałe wiązania hydratacyjne z molekułami wielu innych związków chemicznych. Cząsteczka wody orientuje się wobec nich albo stroną naładowaną dodatnio (wodór), albo ujemnie (tlen). Zwykle parametry procesu uwodnienia są korzystne, ponieważ inne molekuły też charakteryzują się cząstkowymi ładunkami, powstającymi w wyniku polaryzacji, lub całkowitymi po zjonizowaniu.

Typowym przykładem hydratu jest pięciowodny siarczan miedziowy, tworzący pięknie zabarwione, niebieskozielone kryształy. W czasie ogrzewania w otwartym naczyniu zachodzi proces odszczepienia oraz odparowania wody, i w rezultacie otrzymujemy bezwodny siarczan w postaci białego proszku. Proces jest odwracalny, to znaczy po dodaniu wody ów proszek zabarwi się na początkowo obserwowany kolor.

Rozkład węgla organicznego w zasobach Ziemi (z wyłączeniem rozproszonego węgla) w skałach i osadach szacowanego na około 1000 razy więcej niż pokazana ilość. Liczby w gigatonach

Okazuje się, że wiele gazów, wśród nich także metan, w pewnych wartościach temperatury i ciśnienia tworzy z wodą stosunkowo trwałe hydraty (wodziany), które są ciałami stałymi. W temperaturze kilku stopni i pod ciśnieniem, panującym w oceanie na głębokości 500 metrów, metan z wodą formują bezbarwne, szkliste bryły z wyglądu przypominające lód. Oczywiście, jeśli temperatura wzrośnie lub ciśnienie zmaleje (albo oba zjawiska wystąpią łącznie), hydrat rozkłada się, wydzielając gazowy metan i wodę.

W praktyce przemysłowej po raz pierwszy problem hydratów metanu wystąpił w początkowej fazie eksploatacji rurociągu naftowego, biegnącego przez Alaskę. Przepływ ropy niespodziewanie utrudniała biała gąbczasta substancja, osadzająca się wewnątrz rur. Analiza wykazała, że był to właśnie hydrat, produkt reakcji wilgoci i rozpuszczonego w ropie metanu. Reakcja ta przebiega w niskich temperaturach typowych dla zimy na Alasce. Później okazało się, że hydraty mogą powstawać także w okolicach... podzwrotnikowych.

Na krawędzi szelfu kontynentalnego w okolicach Bermudów przeprowadzono badania za pomocą echosondy. Stwierdzono, że ów stok zbudowany jest z hydratu metanu i uwięzionego pod jego skorupą metanu gazowego. Taka warstwowa struktura powstała w wyniku osuwania się materii organicznej w postaci szczątków żywych organizmów z lądu i płytszych partii oceanu w głąb basenu morskiego. Zasypywane szczątki ulegały procesom gnilnym z uwolnieniem metanu, czyli inaczej gazu błotnego. Metan przenikał przez złoże i w kontakcie z wodą tworzył hydrat, ponieważ na tej głębokości nawet w tropikach jest wystarczająco zimno, aby mógł powstać hydrat. Dalszy proces gnilny zasypanej materii organicznej wzbogacał złoże metanu gazowego, uwięzionego pod szczelną skorupą hydratu.

Ale takie oceaniczne osypisko nie jest tworem ukształtowanym raz na zawsze. Jeśli ruszy podmorska lawina albo nastąpi tektoniczny wstrząs, nawet słaby, spora część górotworu może się osunąć. Wtedy olbrzymie ilości gazowego metanu uwalniają się i rój pęcherzyków płynie ku powierzchni. Woda morska zmienia się w coś w rodzaju wody sodowej.

I cóż z tego? Okazuje się, że implikacje takiego zjawiska mogą być zadziwiające. Zróbmy mały eksperyment z okręcikiem z kory drzewnej. Jeśli puścimy go na wodę, którą nasycimy odpowiednią ilością powietrza w postaci drobnych pęcherzyków, okręt natychmiast pójdzie na dno jak kamień! Dzieje się tak dlatego, że przedmiot może pływać dzięki sile wyporu, która jest równa jego ciężarowi. Im cięższa ciecz, po której pływa ciało, tym większy wypór przy tym samym zanurzeniu, i odwrotnie. Woda nasycona pęcherzykami gazu ma za mały średni ciężar właściwy, aby unieść nasz okręcik z kory. Jest za rzadka, aby unieść cokolwiek, czy to będzie kawałek drzewa, prawdziwy statek, czy na przykład pływająca platforma wiertnicza. Wszystko natychmiast tonie.

A więc już mamy hipotezę, próbującą wyjaśnić nagłe zniknięcia dużych pełnomorskich statków bez jakiegokolwiek śladu. Zatonięcie w nasyconej gazem wodzie jest tak błyskawiczne, że nie ma nawet czasu na nadanie sygnału S.O.S. Tym bardziej, że katastrofa nadchodzi zupełnie niespodziewanie. Jeśli ktoś zdąży wyskoczyć w kamizelce ratunkowej, nic mu to nie da. Też zatonie. Jeśli gazu będzie dosyć, zatoną nawet same kamizelki! Gdy w chwili katastrofy na dnie oceanu przesypują się góry hydratów i mułu, nic dziwnego, że nie można później znaleźć wraku; zostaje on pogrzebany pod zwałami osadów.

Nie zawsze jednak erupcja gazu będzie na tyle gwałtowna, aby zatopić statek. Wtedy w wyniku tarcia wody i milionów pęcherzyków metanu powstaną ładunki elektryczne, co z kolei zakłóci pracę kompasu i radia. Z reguły cieczą chłodzącą silniki statku jest woda morska w pierwotnym obiegu. Jeśli zastąpi ją mieszanina wody i gazu, efektywność chłodzenia znacznie się obniży, co doprowadzi do przegrzania i samoczynnego awaryjnego wyłączenia silników. Czyli mamy już prawie wszystkie elementy sensacyjnego opisu katastrofy w trójkącie bermudzkim: radio nie działa, kompas wariuje, silniki same stopują. Tylko... Marsjan wciąż nie widać.

Nie wiadomo, jak zachowa się samolot w powietrzu wzbogaconym w metan. Środowisko będzie rzadsze, o znacznie mniejszej gęstości. Maszyna nagle wpadnie w metanową chmurę i pilot zapewne straci panowanie nad sterami. Z powodu naelektryzowania atmosfery przestaną działać urządzenia pokładowe, co z pewnością przyspieszy katastrofę.

Pozostaje jednakże otwarta kwestia, dlaczego hydraty nie powodują katastrof u wybrzeży Japonii czy w kanale La Manche? Przypuszczalnie ich tam nie ma; do wytworzenia takiego metanowego "lodu" potrzebne są dość szczególne warunki, nie mające jednak niczego wspólnego ze zjawiskami nadprzyrodzonymi. Owszem, stwierdzono obecność hydratów w Oceanie Arktycznym u wybrzeży Syberii, ale tam ruch pasażerski jest raczej mały. Występuje ów uwodniony i wymrożony metan także w Morzu Północnym, lecz nie w postaci stromych stoków, które mogłyby ulegać gwałtownym osunięciom. Jeśli więc gaz wydziela się, to stopniowo, jak z naszych słowiańskich bagien, i nie powoduje żadnych zagrożeń.

W miarę rozwoju nauki wiele zjawisk z obszaru nadprzyrodzonego lub z enklaw magii zostaje niejako "udomowionych", przechodząc do kategorii wydarzeń całkowicie normalnych i dających się wyjaśnić na podstawie znanych praw natury. Dawniej piorun był oznaką gniewu bogów, a hipnoza pozostawała domeną czarowników. Dziś błyskawice pracują w świetlówkach, sugestią hipnotyczną leczy się bóle brzucha, a problemami tzw. psychotroniki zajmują się nie tylko spirytyści, lecz również niektórzy naukowcy. W sprawie trójkąta bermudzkiego jestem optymistą: wiele jego zagadek doczeka się w najbliższym czasie rozwiązania. Zapewne pojawi się jeszcze więcej nowych pytań, ale to między innymi stanowi o uroku poznawania świata.

Mimo swojej elegancji i prostoty przedstawiona powyżej hipoteza "metanowa" pozostanie hipotezą tak długo, aż zostanie zweryfikowana i potwierdzona zarówno w laboratoriach, jak i w środowisku naturalnym.

Zdjęcie: archiwum
Ryc. U.S. Geological Surrey

Jako źródło informacji wykorzystano m.in. film Trójkąt bermudzki, reż. John Simmons.