Twoja wyszukiwarka

JAN MIODEK
O CIEKAWYCH ARCHAIZMACH W KSIĄŻCE ZBIGNIEWA HERBERTA
Wiedza i Życie nr 1/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 1/1997

W Barbarzyńcy w ogrodzie Zbigniewa Herberta mamy takie trzy fragmenty: Leon Baptysta odbył iście renesansowe studia w Bolonii, i to w warunkach studenckiej nędzy, gdyż umarł był w tym czasie jego ojciec; Za ich plecami iści się morderczy zamiar, usymbolizowany w scenę biczowania; Posiadał ponad sto zamków, astronomiczną fortunę, ogromne wpływy i niepożyte ciało. Jak oceniać formy umarł był, iści się i niepożyty?

Zacznijmy od owego umarł był. Jest to kategoria gramatyczna praktycznie zupełnie już dziś martwa, wykorzystywana od czasu do czasu w celach stylistycznych. Zwie się zaś ona czasem zaprzeszłym (łac. plusquamperfectum). Tworzono ją przez dodanie form czasu przeszłego słowa posiłkowego być do formy na "-ł" danego czasownika. Wyrażała ona albo czynność dawno minioną, albo wcześniejszą od innej czynności przeszłej "bo ona dobrze przedtym legła w grobie była, niźli trojańskie umowy grecka noc burzyła".

Następstwa czasowego można by się dopatrzyć w przytoczonym tekście Herberta (najpierw ojciec umarł był - potem Leon Baptysta odbywał studia), ale raczej mamy tu do czynienia z ogólnym sztafażem stylizacyjnym: chodzi o podkreślenie dawności opisywanych wydarzeń.

Z wielkich ludzi nauki i kultury lubił jeszcze stosować czas zaprzeszły znakomity historyk literatury prof. Stanisław Pigoń, zmarły w grudniu 1968 roku: "Tej to wersji znalazłem był i ogłosiłem dwie redakcje bliźniacze" (najpierw znalazłem był - potem ogłosiłem) - czytamy na przykład w jednej z jego prac. A w innej: ťJesienią 1922 r., już jako stały współpracownik "Przeglądu Warszawskiego", po drodze do Wilna wpadałem był do redakcjiŤ. "W jednej z gazet starałem się był przedstawić życie wewnętrzne na wsi powojennej moich stron".

A cóż to jest owo Herbertowskie iścić się? - Nietrudno się domyślić, że to kolejny archaizm, forma staropolska. Używano jej powszechnie do XVIII wieku, rejestruje ją jeszcze Słownik języka polskiego Maurycego Orgelbranda z roku 1861. Znaczy ona tyle co "spełniać się, uskuteczniać się, dopełniać się, potwierdzać się" ("I wyrzucił je do cudzej ziemie, jakoż dziś jiszcze się" - Biblia królowej Zofii z roku 1455, "Bodaj nasze i wasze życzenia iściły się", "Wszystko według proroctwa iści się" - ze słownika Orgelbranda).

Dziś używamy w języku literackim tylko postaci z przedrostkiem "z-" ("Bodaj nasze i wasze życzenia ziściły się" - powiedzielibyśmy). A szkoda, bo gdyby nadal funkcjonował twór bezprzedrostkowy, mielibyśmy wyrazistą opozycję aspektową: iści się (aspekt niedokonany) - ziściło się (aspekt dokonany). Trwanie czynności iszczenia się oddaje także Herbertowska konstrukcja "iści się morderczy zamiar", znacząca tyle, co "morderczy zamiar się spełnia, dopełnia się".

Pozostaje do zinterpretowania trzecia forma odbiegająca od powszechnego zwyczaju językowego - "niepożyte ciało". Dlaczego nie niespożyte - jak niespożyte siły, niespożyta energia, niespożyty starzec itp.? Współczesne słowniki rejestrują tylko postać z przedrostkowym "s-": niespożyty - "nie dający się wyczerpać, mający niewyczerpany zapas sił, niezniszczalny".

I w tym wypadku Herbert sięgnął do formy pierwotnej, przytaczanej przez słowniki dawnej polszczyzny. W staropolszczyźnie istniał bardzo pospolity wyraz pożyć - "pokonać kogoś, sprostać komuś": "Wojną trudno go pożyć, bronią trudno zwyciężyć" (Cyprian Bazylik - XVI w.). Knapski w swym Thesaurusie z roku 1621 przytacza przysłowiowe wyrażenie pożyć sęku, mające znaczyć tyle co dzisiejsze zgryźć orzech, czyli "uporać się z trudnością". Formami imiesłowowymi, utworzonymi od tegoż czasownika, były postacie pożyty i niepożyty ("We wszelkim nieszczęściu i ty bądź niepożyty", "Potłukł zbroje niepożyte, spalił tarcze nieprzebite" - pisał Jan Kochanowski).

W przywołanym tu już słowniku Orgelbranda z roku 1861 też jeszcze znajdujemy hasło niepożyty - "nie dający się pożyć (czyli nie dający się zniszczyć, pokonać)", "niełatwo ulegający zepsuciu, zniszczeniu, upadkowi", "długotrwały, wieczysty". Postaci z "s" w ogóle jeszcze w leksykonie nie ma, choć już w XVI stuleciu zaczęła się ona pojawiać ("Przyjaciół moich wszystkich spożywał, pościnał, wsi ich spalił, czci poodsądzywał" - czytamy na przykład w przełożonym przez Piotra Kochanowskiego Orlandzie szalonym). Przez wtórne, brzmieniowe skojarzenie z czasownikiem spożyć - "zjeść" - utrwaliła się ona w końcu na dobre.

W efekcie mamy dziś do czynienia z parą wyrazową z punktu widzenia językowej logiki nieuzasadnioną: spożyty - "zjedzony", ale niespożyty - nie "niezjedzony", lecz "niezniszczalny, nie dający się wyczerpać".

Jakie prawdy ogólne płyną z dzisiejszego wywodu? Pierwszą, odnoszącą się do formy czasu zaprzeszłego umarł był, można by sformułować następująco: w językową przeszłość odchodzą konstrukcje, które ostatecznie okazują się gramatycznym balastem. W codziennym obcowaniu zupełnie wystarcza czas przeszły (umarł, napisałem, przeczytaliście, wykonali), wyrażenie zaś temporalnego następstwa to doprawdy informacyjny luksus, z którego można zrezygnować.

Prawda druga odnosi się do form iścić się i niepożyty. Nie ma ich, niestety, we współczesnej polszczyźnie, choć mieściły się one w logicznym porządku znaczeniowym (iścić się - ziścić się jak jechać - zjechać; pożyty "pokonany" - niepożyty "niepokonany, niezniszczalny" jak mały - niemały, miły - niemiły, kolorowy - niekolorowy).

Tu ciśnie się na usta wniosek inny: powinniśmy pamiętać o tym, że logika nie zawsze jest ostatecznym prawodawcą w języku; silniejsze od niej okazują się często inne czynniki.