Twoja wyszukiwarka

JAN MIODEK
VACLAV HAVEL - MISTRZ SŁOWA I INTELEKTU
Wiedza i Życie nr 2/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 2/1997

W rozmowach prywatnych oraz w wystąpieniach publicznych często ujawniam swój więcej niż serdeczny stosunek do czeskiego pisarza i prezydenta Vaclava Havla. Jest on moją wielką sympatią polityczną i intelektualną. Toteż gdy w grudniu roku 1992 otrzymywał doktorat honoris causa naszego Uniwersytetu Wrocławskiego, uroczystość ta stała się dla mnie pretekstem do poświęcenia jednego z odcinków telewizyjnej "Ojczyzny polszczyzny" językowym problemom związanym z jego imieniem i nazwiskiem.

Powiedziałem wtedy, m.in., że formy takie jak Havel, Haendel, Mendel czy Hegel są bezwyjątkowo adoptowane do czeskiego systemu fleksyjnego, czyli gubią w odmianie "e": Havla, Haendla, Mendla, Hegla. U nas akurat wszystkie przywołane tu nazwiska też się odmieniają z "e" ruchomym, ale ścisłej reguły ustalić się nie da, bo sposób deklinowania zależy od stopnia przyswojenia danej formuły. Z jednej strony mamy więc postacie Havla, Mendla czy Hegla, ale z drugiej - Ravela, Szczakiela, Staszela, Tochela itp. Wreszcie bywa i tak, że w niewielkim kręgu społecznym (rodzina, mała miejscowość) dane nazwisko zakończone na "-el" odmienia się z "e" ruchomym (Merkla, Dekla), większość natomiast użytkowników polszczyzny ogólnej skłonna jest do niegubienia tego "e" w odmianie (Merkela, Dekiela).

Zwróciłem też uwagę na postać Vaszek, będącą w czeszczyźnie popularnym zdrobnieniem imienia Vaclav. Tak się kiedyś tworzyło zdrobnienia w językach słowiańskich - cząstką "-ch" wymieniającą się z "-sz": Wach, Wasz - od Wacław; Broch, Brosz - od Bronisław; Pach, Pasz - od Paweł; Piech, Piesz - od Pieter (pierwotna postać Piotra), Tych - od Tymoteusz; Jach, Jasz - od Jan itp. (do dziś: Zbych - od Zbygniew, późn. Zbigniew; Stach - od Stanisław). Potem dodawano do tych form przyrostki "-ek", "-ko" i powstawały formacje typu Waszek, Paszek, Pieszko, Zbyszko.

A gdy kiedyś nazwisko Havla pojawi się na tabliczkach ulicznych, u nas powstanie połączenie ulica Havla (tak jak Sienkiewicza, Mickiewicza, Reymonta, Kościuszki), a u Czechów - na pewno ulica Havlova (tak jak Masarykova, Beneszova czy Haszkova). Bo bracia Czesi ciągle wolą dzierżawcze przydawki przymiotnikowe, podczas gdy w polszczyźnie zdecydowanie częściej używa się rzeczownika w dopełniaczu (niewątpliwie wyrazistszego pod względem znaczeniowym). Jeszcze Jan Kochanowski przetłumaczył Psałterz Dawidów (Dawidów - stara postać przymiotnika od imienia Dawid). Dziś z pewnością posłużyłby się konstrukcją Psałterz Dawida - tak jak wyłącznie się słyszy o kazaniach Skargi, choć jeszcze w XVII wieku mówiło się na co dzień o kazaniach Skarżynych. W powszechnym użyciu były też połączenia list Piotrów (dziś list Piotra), spadek macierzyn (dziś po matce, matki), Katarzynowa oćca krowa (krowa ojca Katarzyny) czy pana Spytkowy dziewki (córki pana Spytka).

Nikt też w Czechach nie ma wątpliwości, że żona Havla to pani Havlova, bo nawet Marlena Dietrich czy Brigitte Bardot są tam paniami Dietrichovą i Bardotovą. Konsekwentnie tworzy się też formy żeńskie za pomocą przyrostków w nazwach zawodów czy godności: dekanka, rektorka, profesorka, docentka, inżynierka itp. U nas nawet księgowa chce być coraz częściej... księgowym, a zakres postaci typu nauczycielka, kierowniczka, instruktorka, dziennikarka kurczy się coraz szybciej. I w tej materii są więc Czesi wierniejsi tradycji języków słowiańskich - silnie eksponujących za pomocą środków słowotwórczych rodzajowość gramatyczną.

Ale i sam Vaclav Havel, a nie tylko jego imię i nazwisko, zasługuje na szczególne potraktowanie. Im dłużej obcuję z tekstami czeskiego prezydenta, tym coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że jest on nie tylko wielkim myślicielem, intelektualistą, lecz także wytrawnym mistrzem słowa.

Czyż nie było oratorskim majstersztykiem jego przemówienie na powitanie w Czechosłowacji papieża Jana Pawła II? Osią konstrukcyjną tej słynnej przemowy uczynił wtedy Havel niezwykłe składniowo i treściowo wypowiedzenie: nie wiem, czy wiem, co to jest cud. Powtórzone około dziesięciu razy - w konstrukcjach typu: Nie wiem, czy wiem, co to jest cud, ale cudem jest to, że jesteś tu dzisiaj; Nie wiem, czy wiem, co to jest cud, ale cudem jest to, że jesteś w wolnej, suwerennej Czechosłowacji - wejdzie kiedyś z pewnością do podręczników retoryki (nieodparcie nasuwa się tu skojarzenie z powtórzeniami, należącymi do typowych figur stylistycznych Biblii, np. Biada wam, uczeni w piśmie i faryzeusze, obłudnicy - 7 razy powtórzone we fragmencie Ewangelii św. Mateusza 23, 13-36).

Zachwycające językowo było przemówienie prezydenta Republiki Czeskiej z okazji wręczenia mu Nagrody Karola Wielkiego za zasługi na rzecz integracji europejskiej (uroczystość odbyła się 15 maja 1996 roku w Akwizgranie). Głębokie myśli o perspektywach naszego kontynentu Havel rozwinął, wychodząc od... etymologii Europy: Sprawdziłem niedawno - powiedział - skąd właściwie Europa wzięła swoją nazwę i nieco zaskoczony stwierdziłem, że zdaniem wielu badaczy termin ten ma swój prapoczątek w akadyjskim słowie erebu, które oznacza zmierzch lub zachód słońca. Na pierwszy rzut oka może się wydać, iż tego rodzaju odkrycie nie nastraja zbyt optymistycznie: wszak słowo zmierzch łączymy tradycyjnie z wyobrażeniem jakiegoś końca, zaniku, porażki, upadku lub zbliżającej się śmierci. Pod pewnymi względami są to skojarzenia uzasadnione; wraz ze zmierzchem rzeczywiście coś się kończy. Ale też od niepamiętnych czasów to właśnie wieczór był porą, kiedy człowiek zastanawiał się nad tym, co zrobił w ciągu dnia, nad sensem lub bezsensem swoich działań, oraz snuł plany na dzień następny.

Więc jak będzie z naszą Europą? Czy mamy rzeczywiście do czynienia z jej zmierzchem, czy z niepowtarzalną szansą cywilizacyjną? - Mówi Havel: Wydaje mi się, że owa chwila zmierzchu, będąca okazją do autorefleksji, mobilizuje nas, byśmy pamiętali o tradycji europejskiej, przyznając otwarcie, że istnieją wartości, które są ważniejsze i większe od naszych doraźnych działań, i że jesteśmy odpowiedzialni nie tylko wobec swojej partii, swojego elektoratu, swojego lobby czy państwa, ale de facto wobec całego rodzaju ludzkiego, łącznie z tymi, którzy przyjdą po nas, i że wreszcie, w ostatniej instancji, werdykt o wartości naszych czynów zapadnie zupełnie gdzie indziej niż w kręgu śmiertelników, którzy nas otaczają.

To ostatnie zdanie kieruje nasze myśli w stronę transcendencji. I ona jest nieustannie obecna w tekstach Havlowych. W znanych, pisanych z więzienia Listach do Olgi, będących moją ulubioną lekturą filozoficzną, Boga nazywa Havel niezmiennie horyzontem absolutnym (Tylko poprzez ten świat mogę się odnosić także do tego wyższego, absolutnego horyzontu). W przemówieniu akwizgrańskim pojawiają się inne określenia: Sędzia nad gwiazdami (powtórzenie za Fryderykiem Schillerem w zdaniach: Życie w świętym kręgu wolności wymaga przysięgi i zobowiązania w obliczu Sędziego nad gwiazdami; Jak gdybyśmy już całkiem zapomnieli o Tym, który jest Sędzią nad gwiazdami), Autorytet (Wolność możliwa jest tylko wtedy, gdy bierze na siebie odpowiedzialność przed Autorytetem, który ją przewyższa; Ten, w którego Europa wierzy już od dwóch tysiącleci).

To ostatnie stało się podstawą pointującego fragmentu akwizgrańskiego przemówienia: Najwięcej dla świata uczynimy wówczas, gdy będziemy działać w zgodzie z nakazami naszego sumienia, czyli tak, jak sądzimy, że chcielibyśmy postępować wszyscy. Europa musi pokornie i bez ostentacji wziąć na swoje ramiona krzyż dzisiejszego świata i naśladować Tego, w którego wierzy już od dwóch tysiącleci, ale w imię którego wyrządziła także sporo zła. Wówczas zdoła wypełnić najlepszą treścią owo pojęcie zmierzchu, któremu podobno zawdzięcza swoje imię.

Cytowane fragmenty przemówienia akwizgrańskiego przełożył z czeskiego Andrzej Babuchowski ("Gość Niedzielny" z 16 czerwca 1996 roku); fragment Listów do Olgi - w tłum. Elżbiety Szczepańskiej (Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa-Wrocław 1993).