Twoja wyszukiwarka

TOMASZ BORKOWSKI
ZŁE GRY
Wiedza i Życie nr 2/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 2/1997

ZABAWA JEST STARSZA OD KULTURY. BAWIĄ SIĘ TAKŻE ZWIERZĘTA I ROBIŁY TO DUŻO WCZEŚNIEJ, ZANIM NA ZIEMI POJAWIŁ SIĘ CZŁOWIEK.

Granica między grą a zabawą jest trudna do przeprowadzenia. Niektóre języki nie odnotowują nawet takiego rozróżnienia, na przykład włoski wyraz gioco czy niemiecki Spiel znaczą i jedno, i drugie. Gry i zabawy łączy zasada "na niby". Toczą się one jakby poza realnym światem. Oto na przykład obraz Walka karnawału z postem Piotra Bruegela Starszego (1525?- 1569). W przedstawionej przez artystę parodii turnieju rycerskiego widać postać, która zamiast kopią mierzy w przeciwnika rożnem ze świńskim ryjem, kurczakami i kiełbasą (ryc. na stronie obok).

Przebieranie się za kogoś innego, odgrywanie pewnych ról, udawanie stanowią istotę większości gier i zabaw. Podstawową cechą jest tu oderwanie się od świata rzeczywistego, czerpanie przyjemności z bycia "gdzie indziej" i "kimś innym". Jak w podróży lub we śnie. Albo jak w kinie.

W pewnych warunkach, na przykład w czasie karnawału, żebrak może na chwilę stać się biskupem lub królem. Władca zaś incognito spaceruje wśród swoich poddanych, udając jednego z nich. A potem wszyscy budzą się i powracają do swoich zwykłych ról. A zatem takie błazenady, jak choćby ta u Bruegela, miały do spełnienia ważne zadanie. Wieśniak czy mieszczanin mógł poczuć się szlachetnym rycerzem (to nic, że zamiast konia dosiadał beczki) i bezkarnie wykpić swojego pana. Różnego rodzaju frustracje i napięcia społeczne znajdowały w ten sposób ujście - takie rewolucyjne "na niby" z rozlewem piwa zamiast krwi.

Gry również przenoszą człowieka "gdzie indziej". Szachista staje się strategiem, dowódcą wysyłającym do walki posłuszne mu oddziały. Ludzka skłonność do współzawodnictwa wyładowuje się tu w pozorowanej walce. To samo można powiedzieć o warcabach, piłce nożnej czy grach komputerowych. Także wojna staje się swego rodzaju grą, satysfakcja zaś jest - wydaje mi się - wprost proporcjonalna do posiadanego stopnia wojskowego.

W 1283 roku zakończono prace nad bogato ilustrowanym dziełem pt. Libros de acedrex, dados e tablas (Księga o szachach, grach w kości i grach tablicowych), powstałym z inicjatywy króla kastylijskiego Alfonsa X, zwanego Mądrym. Był to światły monarcha, biegły w naukach i sztukach. Słynna była jego wiedza astronomiczna - tablice ruchów ciał niebieskich, jego autorstwa, wykorzystywał jeszcze w nawigacji morskiej Krzysztof Kolumb. Alfons X jest także wynalazcą tzw. szachów astronomicznych, gry w istocie niewiele mającej wspólnego ze znanymi nam szachami. Była ona raczej związana z horoskopem.W owym dziele została przytoczona stara opowieść o tym, jak powstały różne gry. Otóż żył w Indiach pewien król, który zadał mędrcom pytanie: Co jest ważniejsze w życiu, Rozum czy Szczęście? Pierwszy mędrzec odpowiedział, że Rozum znaczy więcej niż Szczęście. Kto bowiem w życiu kieruje się Rozumem, to nawet jeśli poniesie stratę, jest bez winy, bo zrobił wszystko, co do niego należało. Drugi mędrzec dowodził, że Szczęście jest więcej warte niż Rozum. Kiedy ktoś, kto ma Szczęście, coś traci lub zyskuje, to nawet najtęższy umysł na nic się nie zda, aby odwrócić bieg wydarzeń. Trzeci zaś mówił, że ten żyje najlepiej, kto pożytkuje i jedno, i drugie. Powinno się wykorzystywać Rozum dla pomnożenia zysków, gdy Szczęście dopisuje, a także unikania szkód, gdy Szczęścia zabraknie.

Wysłuchawszy ich opinii, król zażądał dowodów. Mędrzec, który obstawał za Rozumem, przyniósł skonstruowane przez siebie szachy i na ich przykładzie wykazał, że mądrzejszy i uważniejszy może pokonać przeciwnika. Drugi, który był za Szczęściem, zademonstrował grę w kości i udowadniał, że Rozum nic nie znaczy wobec Szczęścia, które zależy tylko od rzutu przynoszącego zysk lub stratę. Trzeci zaś pokazał warcabnicę i kości do gry (które w owym czasie służyły do wyznaczania ruchów kamieni w warcabach) i wyjaśnił, że dobry gracz nawet przy niekorzystnym wyniku rzutu kośćmi, może - używając Rozumu - uniknąć strat.

Błazeński turniej. Piotr Bruegel Starszy, Walka karnawału z postem, fragment obrazu

Podczas gdy najświatlejsze umysły oddawały się podobnym rozważaniom, w zamkach, karczmach, w domach i na placach, a nawet w kościołach ludzie w praktyce starali wykazać się Rozumem i zjednać sobie łaskę Fortuny. Grywano przede wszystkim w kości. Była to gra najpopularniejsza do XIV wieku. Potem zaczęły ją wypierać karty. Oprócz tego zabawiano się różnego rodzaju grami planszowymi: szachami, warcabami i ich odmianami, jak dama, młynek i tryktrak. Do gier tych używano pionków lub figur drewnianych, kościanych albo wykonanych naprędce ze skorup rozbitych glinianych naczyń. Grywano także w kule zrobione z gliny, kamienia lub drewna.

Jedną z najprostszych gier, znaną już w czasach starożytnych [patrz: Alfred Twardecki, Gra w kości w starożytności."WiŻ" nr 6/1995] była gra kośćmi skokowymi (astragale) bydła, owcy, kozy albo świni. Kości tych zawsze było w bród, nawet w miastach, i nie nadawały się do niczego innego poza grą. Gra astragalami polegała na podrzucaniu ich w górę, kiedy zaś spadły na ziemię, z ich ułożenia odczytywano wynik. Każdej płaszczyźnie odpowiadała określona liczba punktów. Zasady były zatem zbliżone do znanej nam gry w kości, która być może rozwinęła się z tamtej gry.

Najczęściej niewielkie, sześcienne kostki do gry wykonywano z kości bydła oraz poroża jelenia i sarny. Zdarzały się jednak także kostki kamienne, bursztynowe i z kości słoniowej. W Polsce sensacyjne było w latach sześćdziesiątych odkrycie prawie pełnego kompletu wczesnośredniowiecznych szachów arabskich w Sandomierzu. Zestaw ten składa się
z 29 figurek wykonanych z poroża jelenia.

W średniowiecznych tekstach roi się od przykładów statecznych zachowań, napomnień i przestróg przed "czczą swawolą". W Kronice polskiej Galla Anonima (XI/XII w.) czytamy na przykład: Siemowit tedy, osiągnąwszy godność ksiąężcą, młodość swą spędzał nie na rozkoszach i płochych rozrywkach, lecz oddając się wytrwałej pracy i służbie rycerskiej zdobył sobie rozgłos zacności i zaszczytną sławę. (Anonim tzw. Gall, Kronika polska. Przeł. R. Grodecki, 1982). Biskup Thietmar (koniec X w. - początek XI w.) prolog do swojej kroniki tak zaczyna: Czytelniku! O względy prosi Thietmara Kronika. Gdy ją pilnie czytać będziesz, wnet znikną Twe troski. Przenosząc je ponad zabawę i inne czcze sprawy, chwal ludzi sprawiedliwych, módl się za grzeszników. (Kronika Thietmara. Przeł. M. Z. Jedlicki, 1953). W ruskiej Powieści minionych lat Nestora (druga połowa XI w. - początek XII w.) znajduje się taka oto wzmianka: Widzimy bowiem igrzyska zatłoczone, ludzi wielkie mnóstwo na nich, tak że pchają się jeden przez drugiego, urządzając widowiska, dzieła od biesa wymyślone, a cerkwie stoją puste. (Kroniki staroruskie. Przeł. E. Goranin, F. Sielicki, H. Suszko, 1987).

Postawa taka nie była w owym czasie tylko domeną autorów chrześcijańskich. Również żydowski uczony, teolog i filozof Majmonides (1135-1204) z dezaprobatą wypowiadał się o grach. Religia muzułmańska początkowo także traktowała gry nieprzychylnie. Dopiero po pewnym czasie uznano szachy za pouczające i pożyteczne; zliberalizowano wtedy zakazy i zaniechano karania graczy.

Gra astragalami. Piotr Bruegel Starszy, Zabawy dziecięce, fragment obrazu

Co powodowało, że oddawanie się tym niewinnym - na pozór - zajęciom, wynikające z odwiecznej potrzeby, niejednokrotnie rozwijające intelektualnie i zwykle dostarczające przyjemności, tak często wchodziło w konflikt z prawem? Jedną z przyczyn było to, że wszystkie gry uprawiane były za pieniądze. Inną - gwałtowne emocje, jakie budziły. Kto nie dostrzega różnicy między wrażliwością wieku XV i naszej epoki - pisze współczesny filozof kultury i historyk Johan Huizinga w Jesieni średniowiecza - być może uchwyci ją poprzez mały przykład, zaczerpnięty z innej sfery uczuć, a mianowicie dotyczący popędliwości. Trudno sobie wyobrazić grę bardziej cichą i spokojną niż szachy. Ale La Marche mówi, że często właśnie podczas tej gry wybuchały spory, przy których najrozsądniejszy tracił cierpliwość (Przeł. T. Brzostowski, 1967). Wincenty Kadłubek opisuje w swojej kronice (początek XIII w.) grę w kości pomiędzy księciem Kazimierzem i jakimś Janem. Stawką była ogromna ilość srebra. Przegrawszy, Jan uniesiony jakimś szaleńczym gniewem podnosi pięść, z rozmachem uderza księcia w twarz - i pod osłoną nocy, wymknąwszy się z rąk krzyczących wokół niego ludzi, rzuca się do ucieczki (Mistrz Wincenty, tzw. Kadłubek, Kronika polska. Przeł. B. Kürbis, 1982). Z Czech pochodzi zbiór gotyckich kafli piecowych, przedstawiający bójkę dwóch graczy w tryktraka.

Potępianie gier nie wynikało więc z ich natury, lecz z towarzyszących im okoliczności. Niepokój duchownych, a także władz świeckich budził też zysk osiągnięty nie dzięki pracy oraz to, że hazardzista marnotrawił czas, nie przeznaczając go ani na modlitwę, ani na pracę, ani nawet na sen. Ponadto miejsca, gdzie najchętniej grywano - karczmy, młyny, bramy, mosty, zaułki i place targowe - były szczególnie kryminogenne.

Władze starały się ponadto chronić klasztory, kościoły oraz centra polityczne przed zaburzaniem ich spokoju. Pierwsze i drugie w obawie przed profanacją, trzecie zaś z uwagi na niebezpieczeństwo społecznych niepokojów.

Najostrzej tępiono gry nie wymagające prawie żadnych umiejętności, a tylko szczęścia, a więc przede wszystkim grę w kości. Szachy i warcaby były traktowane łagodniej. W późnośredniowiecznej Florencji było zabronione uprawianie gier poza miejscami publicznymi, w ukryciu. Właściciel nielegalnego domu gry schwytany "na gorącym uczynku" płacił wysoką grzywnę, dom zaś pachołkowie miejscy zamieniali w miejsce otwarte przez zerwanie dachu i wyrwanie okien. W innych włoskich miastach istniały legalne domy gry, które odprowadzały do kasy miejskiej spore podatki; władze potrafiły więc wykorzystać hazard.

Mimo licznych szykan gry uprawiano - może z wyrzutami sumienia - dosłownie wszędzie. Lubecus, kronikarz z Getyngi, wspomina na początku XVI wieku o dwóch graczach w kule, rażonych śmiertelnie piorunem na kościelnej wieży.

Grom towarzyszyły oszustwa, bójki, morderstwa, kradzieże, bluźnierstwa, pijaństwo i rozpusta. Zawodowi gracze w kości - kosterzy - byli oczywiście szulerami. Piotr Bruegel Starszy, Walka karnawału z postem, fragment obrazu

Ostre ataki Kościoła wywoływały często spektakularne akty skruchy. W Paryżu i w Artois w r. 1428 i 1429 mężczyźni i kobiety chętnie znosili na stos karty i kości do gry, szachownice i wszelkiego rodzaju ozdoby - czytamy w Jesieni średniowiecza. - Te stosy ustawicznie pojawiają się w XV stuleciu we Francji i Włoszech jako świadectwa głębokiego poruszenia, które wywoływali kaznodzieje. Ci ostatni piętnowali pijaństwo, taniec, występy aktorów, żartownisiów, strojące się kobiety, muzykę, śpiew i różne gry.

W 1453 roku przybył do Wrocławia franciszkanin Jan Kapistran. Wygłaszał płomienne kazania, w których potępiał między innymi "plugawe zabawy". Następnie udał się do Krakowa, gdzie sprawił, że oprócz innych przedmiotów spalono na stosie kości do gry i warcabnice.

Wydaje się, że zapał religijny i mocne postanowienie poprawy nie mogły trwać zbyt długo. Wędrowni kaznodzieje wyruszali w dalszą drogę, a zawodowi gracze w kości - kosterzy - powracali do uprawiania swojego niecnego rzemiosła. Zresztą nawet duchowieństwo - jakże często oficjalnie występujące przeciwko grom - nie dawało dobrego przykładu. We Wrocławiu podczas badań archeologicznych w byłym Dworze Biskupim na Ostrowie Tumskim znaleziono piękną kostkę do gry wykonaną z kości słoniowej, pochodzącą ze schyłku średniowiecza. Kontrola przeprowadzona pod koniec XIV wieku na obszarze archidiecezji praskiej w północnych Czechach ujawniła zaś długą listę prowincjonalnych duchownych, którzy grzeszyli, grając - o zgrozo - w warcaby.

Dzisiaj szachy, warcaby czy kości uchodzą za niewinne igraszki. Ich miejsce zajęły inne gry hazardowe - karty, ruletka. Wszędzie tam, gdzie gra idzie o pieniądze, budzą się emocje, a jaskinie hazardu uchodzą za siedliska wszelkiego występku. Czy nic się zatem nie zmieniło od średniowiecza? Prawie nic, poza tym, że człowiek XX wieku - nie podlegając już żadnym zakazom - sam musi odpowiedzieć na pytanie: grać czy nie grać?

Reprodukcje autora. Ilustracje z książki: Die Gemälde Peter Bruegels des Älteren. Verlag Anton Schroll & Co., Wien 1941. Oba obrazy znajdują się w Kunsthistorisches Museum w Wiedniu.

Mgr TOMASZ BORKOWSKI ukończył studia archeologiczne na Uniwersytecie Wrocławskim. Obecnie jest studentem IV roku w Śląskoznawczym Studium Doktoranckim tego Uniwersytetu.