Twoja wyszukiwarka

BARBARA PRATZER
MAGAZYN KANCEROGENÓW
Wiedza i Życie nr 3/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 3/1997

Łatwość, z jaką tkanka gruczołu piersiowego absorbuje substancje rakotwórcze, może wyjaśnić wiele spośród pół miliona nowych przypadków raka piersi notowanych co roku na świecie - twierdzą brytyjscy naukowcy. David Phillips z londyńskiego Institute of Cancer Research pobrał próbki zdrowej tkanki od 40 kobiet, które poddały się operacji zmniejszenia biustu i wnikliwie przeanalizował je w laboratorium. Analiza wykazała, że zawarte w tkance piersiowej związki chemiczne mają zdolność uszkadzania komórkowego DNA, co może zainicjować rozrost nowotworowy.

Zdaniem naukowców to nie jest przypadek, że w piersi gromadzą się kancerogeny. Bardzo często są one związkami organicznymi rozpuszczalnymi w tłuszczach, nic więc dziwnego, że gruczoły piersiowe zbudowane w 80% z tkanki tłuszczowej są dla tych niebezpiecznych substancji bardzo przyjaznym środowiskiem.

Badania Phillipsa po raz pierwszy wykazały, że piersi są swoistym magazynem substancji rakotwórczych. Teraz trzeba będzie sprawdzić, skąd te substancje tam się biorą. Najbardziej prawdopodobnym ich źródłem wydają się zjadane potrawy, choć na razie nie sposób wykluczyć, że są produktami metabolizmu lub też przenikają do organizmu z powietrza.

Jak zawsze, gdy prowadzi się badania dotyczące procesu nowotworzenia pojawia się pytanie, jakie praktyczne korzyści może przynieść nowe odkrycie. I jak zawsze odpowiedź nie jest prosta. Zdaniem Douga Eastona, epidemiologa z Institute of Public Health w Cambridge w wielu przypadkach nie uda się zmniejszyć ilości kancerogennych substancji w otoczeniu kobiety, nawet jeśli dokładnie poznamy ich pochodzenie. Z drugiej jednak strony, skoro występują tak duże różnice w zachorowaniach na raka piersi między różnymi krajami, to z pewnością można je częściowo zniwelować, choćby zmieniając zwyczaje żywieniowe. Dobrym przykładem są tu Japonki. W ich kraju rak piersi występuje bardzo rzadko, jednak kobiety, które na stałe przeniosły się na przykład do USA, chorują nań znacznie częściej.

"New Scientist", 2059/1996