Twoja wyszukiwarka

RYSZARD BADOWSKI
SPÓR O ŹRÓDŁA AMAZONKI
Wiedza i Życie nr 3/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 3/1997

DOWODY PRZEDSTAWIONE PRZEZ PIOTRA CHMIELIŃSKIEGO ŚWIADCZĄ O TYM, ŻE TO ON JAKO PIERWSZY DOTARŁ DO MIEJSCA NARODZIN NAJWIĘKSZEJ RZEKI ŚWIATA I SPŁYNĄŁ NIĄ AŻ DO UJŚCIA W OCEANIE ATLANTYCKIM, WPISUJĄC SIĘ TYM SAMYM DO KSIĘGI REKORDÓW GUINESSA.

David Livingstone, szkocki eksplorator, lekarz i misjonarz, opromieniony sławą wcześniejszych wielkich odkryć, przed 125 laty pasjonował się wyprawami badaczy Afryki do źródeł Nilu. Spośród nich zapuścił się najdalej w głąb Czarnego Kontynentu. Przewędrował nieznane wcześniej obszary tego lądu, odkrył wiele jezior i rzek, których przed nim nie oglądał żaden biały człowiek, wśród nich Lualabę - źródłową rzekę Konga, którą błędnie uznał za początek najdłuższej rzeki świata.

Ponieważ od początku największej z wypraw dzielnego Szkota wszelki słuch po nim zaginął, gazeta "New York Herald" wysłała na jego poszukiwania swego najlepszego reportera. Henry Stanley, który miał potem zostać zaszczycony tytułem brytyjskiego lorda, odnalazł w 1871 roku w Udżidżi nad jeziorem Tanganika wyczerpanego trudem przedzierania się przed dżunglę starszego o 28 lat i schorowanego wędrowca. Patrząc na niego z zachwytem, rzekł: Pan David Livingstone, jak mniemam? Stanley, nowicjusz w geografii, nie podejrzewał wówczas, że sam wpisze do historii badań kontynentu afrykańskiego wiele olśniewających stronic. Przez rok wspólnie badali północne wybrzeża Tanganiki i okolice tego jeziora. Po daremnych próbach dotarcia do prawdziwych źródeł Nilu rozstali się. Dwa lata później Livingstone zmarł w pobliżu jeziora Banguelu na terenie dzisiejszego Zimbabwe.

W 1874 roku Stanley podjął drugą ekspedycję w głąb Afryki, celem której było wyświetlenie zagadki źródeł Nilu i Konga. Tym razem oprócz amerykańskiej gazety finansował go angielski dziennik "Daily Telegraph". Dotarł wówczas do Jeziora Wiktorii, opłynął je, badał wpływającą do tego zbiornika wodnego Kagerę. Ta ostatnia została uznana za rzekę źródłową Nilu, chociaż sama powstaje z połączenia rzek Nyawarongu (źródła w Ruandzie) i Ruvuvu (źródła w Burundi).

Trasa wypraw Piotra Chmielińskiego w środkowe Andy: 1981 rok - do kanionu Colca, 1985 rok - do źródeł Amazonki

Historia lubi się powtarzać. Obecnie podobny spór, jak niegdyś o źródła Nilu, toczy się o źródła Amazonki, która ponadto rywalizuje z Nilem o tytuł najdłuższej rzeki świata.

W wyścigu do źródeł Amazonki uczestniczyli w ostatnich latach nie Anglik i Szkot, ale dwaj Polacy. Który z nich dotarł do prawdziwej "kolebki" tej rzeki?

23 lipca 1996 roku "Gazeta Wyborcza" doniosła: Od wczoraj dzięki polskiemu podróżnikowi Jackowi Pałkiewiczowi najdłuższą rzeką świata nie jest już Nil, lecz Amazonka. Z podziemnego lodowca, znajdującego się w zboczu góry Quehuisha w Andach Peruwiańskich, 5170 m nad poziomem morza, wypływa rzeczka Ukajali. Poprzez przełęcz Apacheta, 36 km na południe od miata Caylloma, strumyk spływa do stóp góry Quehuisha. To on właśnie daje początek potężnej Amazonce - oświadczył wczoraj w Limie Jacek Pałkiewicz, znany podróżnik i kierownik międzynarodowej wyprawy poszukującej źródeł tej rzeki.

Ekspedycja Pałkiewicza wykluczyła definitywnie przypuszczenia uczestników wyprawy z 1971 roku, zorganizowanej przez redakcję "National Geographic", jakoby Amazonka rozpoczynała swój bieg u podnóża góry Coquecorado. Za najdłuższą rzekę świata do tej pory uznawano Nil (6671 km), druga była Missisipi (od źródeł Missouri 6418 km). Amazonkę jeszcze do wczoraj wymieniano na trzeciej pozycji - z dopływem Maranion jej długość szacowano na 6400 km. Teraz "wydłużyła się" do ponad 7 tys. km.

Na replikę nie musieliśmy długo czekać. W kilka dni później można było przeczytać w tej samej gazecie list nadesłany z Waszyngtonu przez Piotra Chmielińskiego przypominającego, że przed Jackiem Pałkiewiczem do źródeł Amazonki dotarła jego wyprawa z 1985 roku, która od źródeł Quebrady Apacheta spłynęła kajakami do ujścia królowej rzek świata w Atlantyku.

Była to następna wyprawa pod patronatem "National Geographic". Nie ta, o której wspominał Pałkiewicz, ale późniejsza o 14 lat. Uczestniczył w niej także inny Polak, Zbigniew Bzdak, któremu fotografie z tej wyprawy przyniosły światową sławę. Międzynarodową ekspedycję kierowaną przez Piotra Chmielińskiego opisał Joe Kane w książce Running the Amazon, przetłumaczonej na jedenaście języków i wydanej w trzynastu krajach świata. Numer "National Geographic" z kwietnia 1987 z artykułem Piotra Chmielińskiego Kayaking the Amazon ukazał się w nakładzie 11 mln egzemplarzy, natomiast miesięcznik "Reader's Digest" ze stycznia 1990 roku z obszernymi fragmentami książki jego amerykańskiego partnera rozpowszechnił ją w 15 językach w nakładzie ponad 28 milionów.

Redakcja "Gazety Wyborczej" skróciła list Chmielińskiego, usuwając istotny cytat z książki amerykańskiego autora. Zawierał on bowiem to samo sprostowanie pomyłki wyprawy z 1971 roku pod kierownictwem Lorena McIntire, które później powielił Pałkiewicz. Joe Kane stwierdził znacznie wcześniej, iż McIntire mylił się, uważając Carhuasantę za nadłuższy ze strumyków (dających początek Amazonce - przyp. R. B.). Nasze mapy zupełnie wyraźnie pokazywały, że płynąca o dwa strumyki dalej na zachód Apacheta jest dłuższa. (...) To, o czym mowa, zamyka się w obrębie może półtora kilometra. Chmieliński przytoczył zatem niezbite dowody, że podanie źródeł rzeki Apacheta jako początku Amazonki nie stanowi odkrycia geograficznego.

Po czterech dniach Jacek Pałkiewicz na łamach tej samej "Gazety Wyborczej" ofuknął Chmielińskiego. Na wstępie oznajmił, że zazwyczaj nie podejmuje dyskusji z krytykującymi go osobami, ale tym razem czyni wyjątek, ponieważ jego list uznał za zbyt napastliwy. Przypomniał, że w ubiegłorocznej ekspedycji, którą kierował, zorganizowanej pod egidą Towarzystw Geograficznych Peru i Rosji, Uniwersytetu Katolickiego w Limie i Departamentu Hydrografii Marynarki Wojennej Peru, wzięli udział geografowie i hydrografowie Rosji, Peru i Włoch, a patronował jej wiceprezydent Peru Ricardo Marquez. Ekspedycja przestudiowała najnowsze zdjęcia wykonane przez francuskiego satelitę SPOT oraz obliczyła wielkość przepływu wód głównych strumieni spływających Doliną Apacheta w regionie Arequipa w Andach Peruwiańskich.

Według Pałkiewicza nowością dla wielu fachowców było odkrycie podczas jego wyprawy, że źródłowe wody Amazonki nie wypływają, jak twierdzono do tej pory, z wiecznych śniegów. Zmiany klimatyczne spowodowały, że w ciągu ostatnich lat zniknęły one prawie całkowicie ze szczytów tutejszych gór. Konkluzja Pałkiewicza brzmiała: Amazonka bierze zatem początek z wody filtrującej z wiecznej zmarzliny.

A oto wymowny fragment książki Joego Kane'a: Źródłem Amazonki nie jest jeden konkretny stawek lub pojedyncza bryła lodu; jest nim całe otoczenie, cała siatka upleciona ze strumyków. Z pewnością są nim zwały lodu i jezioro McIntire, ale również mgła, wiatr, szczyty gór i delikatna koronka błota i trawy, rozciągająca się na zboczach. Posypało śniegiem. Czy te płatki nie są pierwszymi kroplami Amazonki? Czy da się oddzielić śnieg od strumyka, lód od powietrza, wiatr od słońca?

Trudno uwierzyć, aby Pałkiewicz, wybierając się na wyprawę do źródeł Amazonki, nie przeczytał książki kronikarza wyprawy kierowanej przez Piotra Chmielińskiego, zwłaszcza że miała także włoskie wydanie (twórca "szkoły przetrwania" od ponad 25 lat mieszka we Włoszech). Nie mieści się także w głowie, aby nasz znakomity podróżnik nie czytał "National Geographic". Dlaczego zatem neguje odkrycia wyprawy Chmielińskiego? Czemu sprowadza ją wyłącznie do rangi przygody? Na wyraźne stwierdzenie swego poprzednika, że jego wyprawa pierwsza dotarła do źródeł Quebrady Apacheta, a nawet wniosła do tych źródeł kajaki, odpowiada:

Sportowy wyczyn polskich kajakarzy, którzy spłynęli Amazonką, jest powszechnie znany, a dla mnie osobiście godny podziwu. Nie bardzo jednak sobie wyobrażam, w jaki sposób mogli to zrobić, rozpoczynając podróż od samego źródła, które leży na wysokości 5000 m n.p.m. i gdzie przez wiele początków kilometrów kajak nie mógłby się nawet zmieścić w wąskim i płytkim cieku wodnym.

Przypomnę, że Chmieliński pisał o wniesieniu kajaków wyprawy do źródeł, a nie o spłynięciu nimi od samego źródła. Wyprawa po dojściu do początków rzeki Quebrady Apacheta niosła kajaki z jej biegiem do miejsca, gdzie można je było spuścić na wodę. Z czym tu można polemizować? Książka Joego Kane'a tłumaczona jest na język polski. Ukaże się prawdopodobnie za kilka miesięcy. Wyjaśni wówczas wszelkie kwestie sporne.

Tak daleko nikt tutaj nie dotarł przed nimi. Uczestnicy wyprawy 1985 roku wnieśli kajaki aż do źródeł Amazonki i w miejscu, gdzie z delikatnej koronki błot i trawy przysypanej śniegiem rodzi się strumyk Apacheta, rozpoczęli swój trwający osiem miesięcy spływ największą rzeką świata do jej ujścia

Godzi się przypomnieć, że Chmieliński również miał polskiego poprzednika, poszukującego źródeł Amazonki w nieco innym sektorze Andów. W 1975 roku w prowadzonym przeze mnie programie telewizyjnym "Klub sześciu kontynentów" wystąpił Edmund Bielawski, Polak z Brazylii. W 1961 roku wyruszył on na czele międzynarodowej grupy poszukiwaczy przygód w Kordylierę Andyjską. Większość badaczy tajemnicy źródeł Amazonki sądziła wówczas, że jej rzeką-matką jest Maranion, wypływająca z jeziora Lauricocha na wysokości 3650 m n.p.m. Edmund Bielawski okrążył to jezioro i stwierdził, że wypływa z niego tylko ta rzeka, ale zarazem odkrył inną... wpadającą do jeziora! Wędrował wzdłuż niej cały dzień, a pod wieczór napotkał kolejne jezioro, położone wyżej niż Laurichoca. O brzasku następnego dnia odkrył z kolei strumień wpływający do tego jeziora.

Tu przypomnę fragment opowieści Edmunda Bielawskiego: Coraz bardziej zwężały się wąwozy i przełęcze. Trzeba było zostawić konie i dalej wędrować pieszo. Jeden z indiańskich tragarzy powiedział nam, że ludom zamieszkującym Andy od stuleci jeziora tworzące całą biegnącą coraz wyżej kaskadę były znane. Nazywali je Yanacocha, Patacocha, Ninococha. Nie znał ich tylko i nigdy dotąd nie widział biały człowiek.

Potem dotarli do nie znanych nawet Indianom jeziora oraz rzeczki. Przewodnicy nie korzystali poprzednio z prowadzących dalej górskich ścieżek. Wyczerpywała się im żywność. Nie mogli nawet zjeść swoich koni, ponieważ pozostawili je niżej.

Na wysokości 6000 m w Białych Kordylierach, u podnóża niemal siedmiotysięcznego szczytu Siete Caballeros, ujrzeli szeroką i długą dolinę, której środkiem wiła się tasiemka rzeki. Wypływała z małego jeziorka, przylegającego jednym ze swych brzegów do lodowca. W lodowcu znaleźli wejście do groty wyrzeźbione przez wodę. Z lodowych stalaktytów, z wolniutko topniejących sopli, spadały kropelki rodzące strumyczek, który daje - według Bielawskiego - początek Amazonki, rzeki mającej największe zasoby wody na kuli ziemskiej.

Tak więc również dokonany przez Bielawskiego opis wielkiej rzeki rodzącej się z wód filtrujących z wiecznej zmarzliny, wcześniejszy o 35 lat, był niemal całkowicie zgodny z opisem Pałkiewicza z 1996 roku. Dodam, że Bielawski sfilmował narodziny jednego z niewątpliwych dopływów Amazonki. Jego film Telewizja Polska pokazała w 1975 roku pt. "Bezkresne horyzonty Amazonii".

Muszę zaznaczyć, że Piotra Chmielińskiego znam z tego mniej więcej okresu co Edmunda Bielawskiego. Jego wcześniejsze dokonania podróżnicze także zostały zdokumentowane w programach "Klubu sześciu kontynentów".

Piotr Chmieliński (pierwszy z lewej), Zbigniew Bzdak (w środku) i Françouis Odendall przy źródłach strumienia Quebrada Apacheta stanowiącego źródła Amazonki (sierpień 1985 rok); Piotr Chmieliński pobiera próbki wody (zdjęcie w środku); Duilio Vellutino z Arequipa, Peru, na jednym z bystrzy kanionu Colca (lipiec 1985 rok) - zdjęcie z prawej strony

Jeszcze jako student AGH w Krakowie, Piotr Chmieliński brał udział w brawurowej wyprawie przez górskie rzeki Jugosławii. Wraz z Jurkiem Majcherczykiem i Andrzejem Piętowskim, obecnie zamieszkałymi w Stanach Zjednoczonych, oraz kilkoma innymi kolegami pokonali oni w pięknym stylu rwące i niebezpieczne rzeki: Krkę i Vrbas. "Klub sześciu kontynentów" objął patronat nad ich następną górską wyprawą do Ameryki Południowej nazwaną "Canoandes". Stanowiła ona preludium późniejszej ekspedycji Chmielińskiego do źródeł Amazonki.

Stan wojenny odciął kajakarzy z Krakowa od Polski. Znajdowali się wówczas w Peru. Zdobycie najgłębszego na ziemskim globie kanionu Colca uczyniło ich bohaterami narodowymi tego kraju. Do Piotra Chmielińskiego przylgnął wówczas przydomek "El Polaco", którym ludzie witali go na ulicach. Szeroko pisała o ich wyczynie peruwiańska prasa, pokazywała ich z dumą telewizja.

Studenci z Krakowa nadali różnym miejscom w kanionie Colca i jego okolicach polskie nazwy, które przyjęły się i zostały wprowadzone na oficjalne mapy peruwiańskie. W latach 1983 i 1984 wrócili do kanionu, sponsorowani przez "National Geographic". Potem to samo pismo objęło patronat nad wyprawą Piotra Chmielińskiego od źródeł Amazonki do jej ujścia.

Rekord Piotra Chmielińskiego oraz czwórki jego współtowarzyszy, wśród których znajdował się fotograf Zbigniew Bzdak, wpisany został do Księgi rekordów Guinessa.

Po raz pierwszy pisałem o sporze Chmielińskiego z Pałkiewiczem w "Przeglądzie Tygodniowym" z 7 sierpnia 1996 roku. Ktoś wysłał mu ten artykuł do Waszyngtonu. Wówczas Chmieliński nadesłał na mój adres książkę Joego Kane'a oraz plik amerykańskich i peruwiańskich pism, które pisały o jego wyprawie. Dołączył do niego kopię swej okrojonej w druku korespondencji z "Gazetą Wyborczą".

Odpowiedzią na mają publikację był także artykuł Jacka Pałkiewicza, który ukazał się w "Przeglądzie Tygodniowym" z datą 2 października 1996 pt. Amazonka bez tajemnic. Pałkiewicz nie podjął ze mną polemiki, bo co można było w mojej relacji zanegować? Udokumentowane filmowo i zdjęciowo, szczegółowo opisane w prasie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych wyprawy Bielawskiego i Chmielińskiego?

Nie znając pełnego listu Chmielińskiego do "Gazety Wyborczej", Pałkiewicz upierał się przy swoim. Twierdził, że Chmieliński i Kane wnieśli swoje kajaki nie do źródeł Apachety, ale Carhuasanty, uznanej błędnie przez Lorena McIntire'a za źródło Amazonki.

Apachetę przypisał sobie. Uznał ją za ciek główny, dający początek wielkiej rzece, gdy Rosjanie, uczestniczący w jego wyprawie stwierdzili, że przepływ wody w Apachecie wynosi 150 litrów na sekundę i jest ponad dwa razy większy niż w cieku Carhuasanta. Powtórne pomiary, dokonane przez Peruwiańczyków, potwierdziły ten wynik.

Co zatem ustalił Pałkiewicz? Sądząc z jego własnych słów, wykluczył Carhuasantę z dalszego programu badań, przekreślając definitywnie teorię prestiżowej instytucji, jaką jest "National Geographic".

Skromności w tych słowach nie było. A przecież Pałkiewicz poszedł w górę cieku Apacheta śladem wyprawy Chmielińskiego. I co zobaczył? Ciek przybierał coraz bardziej nikłe rozmiary:

Przed samym wierzchołkiem Nevado Quehuisha strumień wody staje się już mało zauważalnym. Zatrzymujemy się przy zielonej wysepce kontrastującej silnie z okruchami skalnymi tworzącymi szerokie rumowisko. Pośród soczystej trawy i licznych "yareta", miniaturowych, twardych jak kamień zielonych kopców roślinnych, nieśmiało wydobywa się na powierzchnię krystaliczna woda.

Wszyscy przeżywamy chwile emocji i doznajemy przyjemności z tego odkrycia.

Więc kto jest wreszcie odkrywcą źródeł Amazonki, skoro jeden i drugi podróżnik wskazują zgodnie, że rodzi się ona z cieku wodnego Apacheta? Chmieliński przytacza dowody, które Pałkiewicz ignoruje. Okazuje się bowiem, że wyważał wcześniej otwarte drzwi. Priorytet Piotra Chmielińskiego nie przekreśla doniosłego znaczenia wyprawy Jacka Pałkiewicza, który jako pierwszy przeprowadził naukowe badania przy źródłach Amazonki. Cenne są zwłaszcza dokonane przez członków jego ekspedycji pomiary hydrologiczne najwyżej położonych cieków wodnych i strumieni, dających początek tej rzece. Potwierdzają one, że Chmieliński, nie mając w swej ekspedycji tej klasy fachowców co Pałkiewicz, trafnie określił Apachetę jako źródło-matkę.

Prestiżowe amerykańskie pismo "Outside Magazine" z października 1992 roku zaliczyło przepłynięcie Amazonki przez Piotra Chmielińskiego do pięciu najważniejszych osiągnięć w dziedzinie eksploracji ostatnich 15 lat. Jego nazwisko wymieniono obok Reinholda Messnera, słynnego zdobywcy korony najwyższych szczytów ziemi. "The New York Times" w grudniu 1992 roku zaliczył wyczyn Chmielińskiego do dwudziestu największych osiągnięć ostatnich 100 lat, stawiając Polaka w jednym rzędzie ze zdobywcą bieguna północnego Robertem Pearym, ujarzmicielem Everestu Edmundem Hillarym i amerykańskim astronautą Neilem Armstrongiem, który jako pierwszy człowiek stanął na Księżycu.

Z takiego piedestału nie łatwo będzie go zepchnąć. A w ogóle komu potrzebna ta kłótnia w rodzinie? Tak czy owak, jedno nie ulega wątpliwości - odkrywcą źródeł Amazonki jest Polak.

Zdjęcia: Zbigniew Bzdak

O dorzeczu Amazonki pisaliśmy w artykule Jerzego Makowskiego Ani ziemia, ani woda..., "WiŻ" nr 12/96.

RYSZARD BADOWSKI jest dziennikarzem, podróżnikiem, autorem wielu książek i filmów dokumentalnych.

O podobnych zagadnieniach przeczytasz w artykułach:
(12/96) ANI ZIEMIA, ANI WODA...
(07/97) SPORU O AMAZONKĘ CIĄG DALSZY