Twoja wyszukiwarka

ROMAN HOŁYŃSKI MAGDALENA FIKUS
TRANSGENICZNE STRACHY
Wiedza i Życie nr 4/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 4/1997

Do redakcji wpłynął od pana Romana B. Hołyńskiego list, którego ze względu na objętość nie możemy zamieścić w całości. Jest to polemika z artykułem M. Fikus, "WiŻ" nr 9 /1996 pt. Transgeniczne strachy, dotyka on również problemów poruszonych przez tę samą autorkę w "WiŻ" nr 2/1997 pt. Transgeniczna żywność. Poniżej drukujemy główne tezy wypowiedzi autora, skrótów dokonaliśmy na naszą odpowiedzialność. (red.)

(...) Człowiek przez tysiące lat zażarcie walczył z przyrodą; dopiero (...) kiedy "wróg" znalazł się u progu ostatecznej likwidacji, do świadomości Panów Świata (...) zaczęła docierać przykra prawda, że to wspaniałe zwycięstwo jest w rzeczywistości bez porównania gorsze od pyrrusowego. Wtedy (nie zaprzestając zresztą walki, tyle że skierowanej teraz nie przeciw wielkim drapieżnikom czy europejskim puszczom, (...) lecz przeciwko "szkodnikom" i tropikalnej dżungli) zaczęto z jednej strony "chronić" przyrodę, (...) z drugiej ją "ulepszać". (...) jeszcze znacznie szkodliwsza (od Stalinowskich planów przeobrażenia przyrody) jest ożywiona działalność leśników (...) i innych "miłośników przyrody" zalesiających Tatry alpejskim świerkiem, zarybiających bezrybne jeziora, (...) "wzbogacających ekosystem" gatunkami z innych kontynentów. W większości wypadków - na szczęście! - próba introdukcji obcego gatunku się nie udaje: nie będąc przystosowany do miejscowych warunków, nie może się on utrzymać i... ginie. (...) W rzeczywistości można przyjąć za pewnik, że każde wprowadzenie obcego elementu do "wolnej" przyrody powoduje zakłócenia w biocenozie - jeśli "żadnych negatywnych zmian nie zaobserwowano" (Cytat z art. Transgeniczne strachy), to tylko z powodu naszej ignorancji. (...) Pani Magdalena Fikus pisze co prawda (...) o sztucznie wytworzonych, genetycznie zmodyfikowanych "transgenicznych" odmianach, (...) ale odmiana taka jest w (...) każdej biocenozie elementem równie obcym jak świerk alpejski w Tatrach. (...) Autorka ma oczywiście rację, że zwykle "organizm transgeniczny jest gorzej przystosowany do życia w środowisku naturalnym" i prawdopodobieństwo jego przetrwania jest niewielkie, (...) jednak znacznie większe od zera. Transgeniczny organizm nie dlatego może powodować spustoszenia w środowisku, że "wymyśliliśmy coś bardziej doskonałego niż Matka Ewolucja". (...) Obcy element nie "doskonałość", lecz właśnie obcość czyni groźnym. (...) To jest właśnie jeden z najpoważniejszych argumentów przeciwko próbom ulepszania przyrody! Biologowie znają według optymistycznych ocen najwyżej 10% (...) istniejących na Ziemi gatunków, przy czym w odniesieniu do ogromnej większości dumne słowo "znają" oznacza tylko: "wiedzą, że istnieje i mniej więcej jak wygląda". (...) Gdybyśmy wysiłki i środki przeznaczane na "ulepszanie" przyrody skierowali na jej poznanie (...) zanim nasze "poprawki" zniszczą ją zupełnie, to niewątpliwie byłoby to nader korzystne i dla przyrody, i dla nas! Czy wynika z tego, iż należy zaprzestać badań "biotechnologicznych" i/lub stosowania metod "inżynierii genetycznej" do produkcji skutecznych leków albo zwiększania plonów pszenicy? Oczywiście, nie! Nie zaniedbujmy żadnej dziedziny nauki, (...) produkujmy jak najskuteczniejsze leki, dostosowujmy do naszych potrzeb plony pszenicy, odporność truskawek na przymrozki, mleczność krów itd. Ale niech badania będą prowadzone w zamkniętych laboratoriach, produkcja leków w fabrykach, a uprawa pszenicy i hodowla krów na przeznaczonych do tego celu polach i pastwiskach przy zastosowaniu wszelkich możliwych zabezpieczeń przed przedostaniem się produktów naszych genetycznych manipulacji do "wolnej" przyrody. A propagowanie niefrasobliwego lekceważenia zagrożeń (...) nasuwa podejrzenie, że Magdalena Fikus, autorka wielu ciekawych i mądrych artykułów, tym razem niezbyt starannie przemyślała problem...

Roman B. Hołyński, zoolog
Milanówek

Cieszę się, że problem ten wzbudził tak ciekawą polemikę, mam nadzieję, że na cytowanym liście się nie skończy; weszliśmy w Polsce w fazę takiego rozwoju inżynierii genetycznej i biotechnologii, a także tak daleko posuniętej na ten temat informacji publicznej, że poruszyła ona czytelników spoza wąskiego grona specjalistów. Nie jestem niefrasobliwa i wiele moich zastrzeżeń nasz korespondent niesłusznie uznaje za stylistyczne chwyty. Byłam i jestem dumna z tego, że środowisko biologów samo i pierwsze zwróciło uwagę świata na potencjalne zagrożenia współczesnych technik molekularnych. W ostatnich latach dyskusja o tych zagrożeniach przesunęła się z obaw o ewentualne niezamierzone wydobycie się genetycznie modyfikowanych organizmów ze źle zabezpieczonego laboratorium, na te przypadki, kiedy w sposób zamierzony biolog konstruuje stworzenia, które chce wyprowadzić do środowiska. Fala protestów, jakże identycznych, przetoczyła się najpierw przez USA (w latach osiemdziesiątych, tam najwcześniej takie stworzenia powstały), Niemcy, Holandię, Francję i inne kraje Europy Zachodniej zaawansowane w technologiach genowych, na początku lat dziewięćdziesiątych. Nie umiemy skorzystać z tych doświadczeń i odpowiedzi, które udało się udzielić w tamtych gronach i wszystko zaczynamy od początku. To dobrze, tak się lepiej i skuteczniej uczy. Pan Roman Hołyński jest dyskutantem uczciwym i rzetelnym, pisze z temperamentem i emocjami, ma swój punkt widzenia, choć zapewne ani on, ani ja, nie mamy patentu na rację. Te racje trzeba przedyskutować i na tę drogę właśnie wkroczyliśmy.


O podobnych zagadnieniach przeczytasz w artykułach:
(01/97) WOKÓŁ RYTÓW Z CÔA
(03/97) ODPORNOŚĆ KONTROLOWANA
(04/97) POMIDOR PRZECIW WŚCIEKLIŹNIE, BANAN PRZECIW MALARII
(08/97) WINO GENETYKÓW
(09/97) GENETYCZNI KOLONIZATORZY
(09/96) TRANSGENICZNE STRACHY
(02/97) TRANSGENICZNA ŻYWNOŚĆ