Twoja wyszukiwarka

PRZEMYSŁAW URBAŃCZYK
JAK ŚWIĘTY WOJCIECH ARCHEOLOGOM POMÓGŁ
Wiedza i Życie nr 4/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 4/1997

DOPIERO "ZA PIĘĆ DWUNASTA" OKAZAŁO SIĘ, ŻE ZAINTERESOWANIE ŚWIĘTYM WOJCIECHEM JEST DUŻO WIĘKSZE POZA GRANICAMI POLSKI NIŻ W KRAJU, W KTÓRYM ZGINĄŁ I ZOSTAŁ POCHOWANY.

Święty Wojciech poza Polską i Czechami znany jest pod nadanym mu na bierzmowaniu imieniem Adalbert. Dzięki pochodzeniu z ksiąężcej rodziny Sławnikowiców z Libic i starannemu wykształceniu w magdeburskiej szkole prowadzonej przez mistrza Oktryka zaliczał się do grona ścisłej elity środkowoeuropejskiej drugiej połowy X wieku. Nic więc dziwnego, że już w wieku 28 lat został biskupem w Pradze. Szybko okazało się, że kanony wiary traktował bardzo poważnie, nie wykazując skłonności do kompromisów z brutalną rzeczywistością wczesnośredniowiecznego świata. Broniąc sprzedawanych w niewolę chrześcijan, wszedł w konflikt z władcą Czech. Kolejne interwencje nieprzejednanego biskupa spowodowały wypędzenie go z kraju. Po krótkim pobycie w Italii został namówiony do powrotu. Sytuacja powtórzyła się jednak i Wojciech wraz z jednym z braci osiadł w italskim klasztorze, znajdując ukojenie w mniszej wspólnocie.

I tam dosięgnęła go jednak wielka polityka. Nie chcąc wrócić do Czech, gdzie tymczasem ksiąęż Bolesław II wymordował prawie całą jego rodzinę, Wojciech poprosił papieża Grzegorza V o zezwolenie na pracę misyjną wśród pogan. Ten skierował go do niemieckiego cesarza Ottona III, który z kolei wysłał zdeterminowanego Wojciecha do księcia Bolesława Chrobrego.

Drewniane konstrukcje grobli północnej

W Gnieźnie określono wreszcie cel misji: Prusowie zagrażający północno-wschodnim rubieżom Polski. W kwietniu 997 roku dostarczona przez Bolesława Chrobrego łódź ze zbrojną załogą zawiozła trzech misjonarzy na tereny zamieszkane przez Prusów. Tam ich wiara w przemożną moc słów Pisma Świętego została brutalnie skonfrontowana z wrogością tubylców, którzy łodzią odesłali mnichów z powrotem na polski brzeg. 23 kwietnia misjonarze powrócili pieszo na stronę pruską, gdzie zaskoczony we śnie Wojciech został zabity przez rozsierdzonych mieszkańców, dowodzonych przez pogańskiego kapłana. Wydarzenia te odbiły się szerokim echem w całej Europie. W 999 roku papież kanonizował Wojciecha. W roku 1000 cesarz Otton III przybył z pielgrzymką do grobu męczennika w katedrze gnieźnieńskiej; wracając z Polski zakładał po drodze kościoły pod wezwaniem nowego świętego [więcej na ten temat w artykule Teresy Dunin-Wąsowicz, Święty Wojciech - patron nowej Europy].

Zmienne były losy pamięci o biskupie Wojciechu w ciągu następnych stuleci. Stosunkowo niewielkie było też zainteresowanie jego osobą ze strony historyków. Sytuacja zmieniła się radykalnie w ciągu ostatnich kilku lat, gdy uświadomiono sobie zbliżanie się tysięcznej rocznicy jego śmierci i kiedy rozeszły się pogłoski o możliwości uznania Wojciecha-Adalberta za patrona jednoczącej się Europy oraz włączenia go w poczet świętych cerkwi prawosławnej.

Przypomniano sobie, że nie wiemy nic pewnego o trasie tragicznej dla niego samego, lecz niezwykle ważnej dla Polski misji do Prusów z wiosny 997 roku. Sformułowano zatem w Instytucie Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk program krótkich, lecz bardzo intensywnych badań interdyscyplinarnych. Program poparła Fundacja na Rzecz Nauki Polskiej, wspierając finansowo wybrane projekty badawcze, określone adekwatną nazwą "Adalbertus". Pozwoliło to przeprowadzić kilka bardzo interesujących i ważnych dla wczesnej historii Polski terenowych badań archeologicznych i geologicznych. Ich wyniki wzbogaciły wiedzę o północno-wschodnich rubieżach wczesnopiastowskiej Polski o zupełnie nowe elementy, które staną się podstawą dalszych rozważań o tym obszarze i o tych czasach.

Badania dotyczyły przede wszystkim rekonstrukcji drogi, którą przebyli przed tysiącem lat misjonarze z Gdańska do miejsca tragicznej śmierci świętego Wojciecha. Historycy, analizując zachowane do naszych czasów źródła pisane, tj. przede wszystkim różne wersje żywotów biskupa praskiego, sformułowali dwie konkurencyjne hipotezy - sambijską i pomezańską. Pierwsza, starsza, lokalizowała miejsca opisane przez wczesnośredniowiecznych autorów ma Półwyspie Sambijskim, w okolicach dzisiejszego Kaliningradu (dawniej Królewiec). Zwolennicy drugiej hipotezy wskazywali raczej na położone na południe od Elbląga tereny dawnej Pomezanii jako arenę zdarzeń sprzed tysiąca lat.

Z upływem czasu koncepcja pomezańska zyskiwała coraz więcej zwolenników, głównie dzięki gdańskiemu historykowi Stanisławowi Mielczarskiemu, który w 1967 roku wskazał okolice dzisiejszej wsi Święty Gaj w gminie Rychliki, gdzie topografia, toponomastyka i lokalna tradycja uzasadniały proponowaną rekonstrukcję przebiegu misji z 997 roku. W ciągu ponad ćwierćwiecza od opublikowania jego książki nie podjęto jednak żadnych prób weryfikacji przedstawionych w niej tez. Stało się to możliwe dopiero "za pięć dwunasta", kiedy okazało się, że zainteresowanie rocznicą śmierci Wojciecha-Adalberta jest większe poza granicami Polski niż w kraju, w którym zginął i został pochowany.

Kościół pod wezwaniem św. Wojciecha w Świętym Gaju

Wspomniany program "Adalbertus" podzielono na kilka zadań badawczych realizowanych równolegle i wzajemnie się uzupełniających. Zostaną one zakończone w połowie bieżącego roku konferencją naukową i sześcioma tomami opracowań uzyskanych wyników. Część z nich ma walor poznawczy tylko dla zainteresowanych specjalistów z danej branży. Są jednak i takie, które mają posmak pewnej sensacji.

Sprawdzając na przykład panujące wśród archeologów przekonanie, że święty Wojciech przekroczył bagnistą dolinę rzeki Dzierzgoń po drewniano-ziemnej grobli, łączącej ziemie słowiańskie z pruskimi, odsłoniliśmy ponownie po 100 latach od czasu badań Hugona Conwentza fragment starożytnego szlaku komunikacyjnego, którym najprawdopodobniej wozy kupców rzymskich przyjeżdżały nad Bałtyk po bursztyn. Konstrukcję tę, nazwaną groblą północną, długości około 1300 m, wykonaną z 3-9 poziomów obrobionych bali dębowych, datuje się na okres od końca I wieku p.n.e. do początku III wieku n.e. Droga szerokości do 4.5 m zachowała do dzisiaj ślady kół wozów, a znajdowane w jej szparach bryłki i wyroby z bursztynu wymownie potwierdzają jej funkcję. Jest to największe tego typu przedsięwzięcie inżynieryjne znane dotąd z "barbarzyńskiej" Europy początków naszej ery. Będzie ono z pewnością jeszcze wielokrotnie omawiane.

Drugą groblę odsłoniliśmy 3 km dalej na południe. Była ona krótsza (liczyła ok. 650 m) i miała całkowicie inną konstrukcję. Według pobieżnych badań przeprowadzonych sto lat temu w trakcie robót melioracyjnych miała być jeszcze starsza od pierwszej. Wstępne wyniki datowania próbek drewna, analizowanych obecnie przez Tomasza Ważnego z warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, wskazują jednak, że była młodsza od grobli "rzymskiej".

Podjęliśmy też próbę określenia, kiedy powstały dwie stare drogi zbudowane dużym nakładem pracy w trudnym polodowcowym terenie na wschód od doliny Dzierzgoni. Obie wydają się łączyć funkcjonalnie ze wspomnianymi groblami. Droga północna stanowiąca przedłużenie grobli sprzed około 2000-1800 lat na pewno była użytkowana już we wczesnym średniowieczu. Dokładniejsza data zostanie ustalona dopiero po analizie drobin organicznych, wysłanych do USA w celu ustalenia precyzyjnej chronologii.

Niemniej z datowania obu tych urządzeń drogowych wynika jednoznacznie, że był to starożytny szlak komunikacyjny, którego fragmenty używane są do dzisiaj. Przy jego odcinku skrytym w lesie koło wspomnianej już wsi Święty Gaj widoczne są pozostałości niewielkiego gródka. Badania archeologiczne wykazały, że został on zbudowany przez Prusów i był zamieszkany w czasach świętego Wojciecha. Co więcej, jego charakterystyczna topografia odpowiada opisowi przekazanemu nam przez anonimowego autora Passio sancti Adalberti (Pasja świętego Wojciecha) z XI wieku. Czy jest to Cholin wspomniany w tym żywocie świętego Wojciecha, nie można jednoznacznie powiedzieć. Tym bardziej, że przy drugiej drodze stanowiącej przedłużenie młodszej grobli też widać grodzisko, schowane w lasach koło wsi Kwietniewo. Nie udało się określić czasu powstania tej drogi, ale gród na pewno był zamieszkany przez Prusów około 997 roku. Jego okolica również odpowiada opisowi z Passio sancti Adalberti, co stawia archeologów w sytuacji nadmiaru możliwych do przyjęcia wersji drogi, którą przebyli misjonarze przed tysiącem lat.

Świadczy to chyba o tym, że pracujemy niewątpliwie tam, gdzie rozegrała się ówczesna tragedia. Potwierdzają to wyniki badań geologicznych na terenie wschodnich Żuław, kierowanych przez Marię Kasprzycką z Elbląga, które pozwoliły zrekonstruować zasięg tzw. Zatoki Żuławskiej z przełomu X i XI wieku. Sporządzona przez geologów mapa pokazuje zarówno istniejący wówczas kanał wodny przecinający Mierzeję Wiślaną, jak też zasięg linii brzegowej płytkiego zalewu, sięgającego niemal do Świętego Gaju. Mapa ta nie tylko stanowi kolejny argument na rzecz hipotezy "pomezańskiej", ale też będzie niezbędnym elementem rozważań nad wczesnopiastowską historią tego obszaru.

Droga koło grodziska przy grobli północnej

Jeszcze inny zespół badaczy, pod kierunkiem Wojciecha Chudziaka z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, miał za zadanie zrekonstruować szlak lądowy, którym sprowadzono do Gniezna ciało świętego Wojciecha, wykupione przez Bolesława Chrobrego od Prusów. Wyniki badań archeologicznych pokazują wyraźnie przebieg drogi, która wiodła z Wielkopolski i Kujaw międzyrzeczem Wisły i Drwęcy właśnie w okolice rzeki Dzierzgoń i wsi Święty Gaj. Wyznacza je kilkanaście obronnych osad i grodów zbudowanych w regularnych odstępach dla zapewnienia bezpieczeństwa podróżnym.

Kolejnym zadaniem badawczym programu "Adalbertus" było ustalenie przebiegu granicy pomiędzy zasięgiem osadnictwa pruskiego i słowiańskiego na południe od Żuław. Autorzy, którzy wcześniej wypowiadali się na ten temat, przesuwali tę granicę na obszarze kilkudziesięciu kilometrów - od Wisły do rzeki Dzierzgoń. Dzięki badaniom Marka Jagodzińskiego z Muzeum w Elblągu wiemy, że pomiędzy tymi rzekami istniał pas pustki osadniczej czy też raczej osadnictwa bardzo rozproszonego o trudnej do określenia przynależności etnicznej. Mapa, która powstanie dzięki tej analizie, pozwoli przekonywająco ustalić przebieg mało znanego fragmentu granicy państwa pierwszych Piastów.

Ten skrócony przegląd najciekawszych, choć oczywiście nie wszystkich, wyników osiągniętych dzięki programowi badań sprowokowanych tysięczną rocznicą wyprawy misyjnej świętego Wojciecha pokazuje, jak skuteczne mogą być akcje rocznicowe. Zawsze bowiem przy takiej okazji dokonuje się ważnych dla nauki odkryć, sprawdza wiele wątpliwych hipotez i tworzy solidne zręby wiedzy o przeszłości. W naszym wypadku okazję do przeprowadzenia takich badań "zawdzięczamy" świętemu Wojciechowi, jednej z najważniejszych postaci Europy końca X wieku.

Zdjęcia autora

Dr hab. PRZEMYSŁAW URBAŃCZYK jest profesorem Wyższej Szkoły Rolniczo-Pedagogicznej w Siedlcach i docentem w Instytucie Archeologii i Etnologii PAN.