Twoja wyszukiwarka

ZBIGNIEW P. ZAGÓRSKI
CORAZ WIĘCEJ NATURALNYCH TOKSYN
Wiedza i Życie nr 5/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 5/1997

Ciągłe doskonalenie metod analitycznych oraz metod zagęszczania ilości śladowych różnych substancji sprawia, że odkrywa się coraz więcej związków chemicznych uważanych za toksyczne, a wytwarzanych w środowisku w sposób zupełnie naturalny. Czasem pojawiają się wątpliwości, czy związki te są pochodzenia antropogennego czy biogennego, jednak analityczne stwierdzenie wahań sezonowych usuwa wszelkie wątpliwości. Tak też jest z lotnymi chlorowcowęglowodorami, których obecność przypisywano dawniej wyłącznie działalności człowieka.

Już w latach osiemdziesiątych stwierdzono w morskich wodach arktycznych, odległych od chemicznych fabryk oraz rolnictwa i ogrodnictwa stosującego różne preparaty, obecność czterochlorku węgla, sześciochloroetanu, trójchloroetanu i trójbromometanu. Kolejne lata przyniosły odkrycie trójchloroetylenu, a nawet perchloroetylenu, ale dopiero gdy zajęto się obserwacją sezonowego wytwarzania się tych związków w wodzie morskiej, oraz przeprowadzono laboratoryjne eksperymenty w hodowlach glonów, sprawa stała się jasna. Producentem halogenowęglowodorów okazały się glony morskie, osiągające jak wiadomo ogromne rozmiary i odznaczające się intensywnym przetwarzaniem materii. Takie makroglony mają związek z fitoplanktonem, którego cykle życiowe w ciągu roku są wyraźne.

Do badań naukowcy francuscy z Uniwersytetu w Breście wybrali kanał La Manche w miejscu intensywnych pływów mieszających skład wody aż do głębokości 50 m, niezależnie od pory roku. Sumaryczne stężenie chlorofilu było niewielkie jesienią i zimą, natomiast wzrastało gwałtownie w kwietniu, osiągając szerokie maksimum od maja do lipca, po czym spadało do sezonowego minimum we wrześniu. Stężenia dwubromometanu (CH2Br2) dobrze z tym korelowały: w okresie braku chlorofilu wynosiły mniej niż 1 ng na litr, podczas kiedy w lipcu osiągały
11 ng na litr wody. Dwubromometan jest więc niewątpliwie pochodzenia naturalnego, biogennego.

Prace te powiększają listę związków chemicznych, uważanych za antropogenne, a jednak wytwarzanych w sposób naturalny, które wymienia książka Johna Emsleya pt. Przewodnik po chemii życia codziennego (Wydawnictwo Prószyński
i S-ka, Warszawa 1996). Chlorowcopochodne przechodzą jako związki lotne z wody morskiej do powietrza, a odznaczając się charakterystyczną wonią nawet w niewielkich stężeniach, są one składnikiem "bukietu" zapachu morza. Wonie te dawniej przypisywano wyłącznie pierwiastkowemu jodowi.

"Comptes Readus de'Academie des Sciences;
A: Science de la Terre et des Planetes", I/1997