Twoja wyszukiwarka

MAGDALENA ŚRODA
KTO SIĘ BOI FRANKENSTEINA?
Wiedza i Życie nr 5/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 5/1997

Jest niewątpliwą prawdą, że w rękach naukowców leży nie tylko przyszłość ludzkiej cywilizacji, ale również - w coraz większym stopniu - przyszłość kultury, czyli świata wartości. Ku zdumieniu, a czasem przerażeniu wszystkich, zdają się oni posiadać wiedzę o najgłębszych tajnikach życia. A wiedza - to władza. Nie jest to może jeszcze władza boska (Bóg bowiem - jak powiada Biblia - stworzył świat z niczego), ale z pewnością potężna, bo naruszjąca "naturalny bieg rzeczy". Klonowanie jednak nie jest ani pierwszym, ani ostatnim "naruszeniem" praw natury przez naukowców. Każda pomoc chirurgiczna, plomba w zębie, zastawka w sercu, skrócenie nosa, cesarskie cięcie, korzystanie z respiratora, szczepionek czy stosowanie środków antykoncepcyjnych są - w pewnym sensie - niezgodne z naturą. Jeszcze większą ingerencją są zabiegi przerywania ciąży, transplantacje, zmiana płci, eutanazja, zwłaszcza zaś zapłodnienie in vitro.

Zwolennicy religijnej wizji świata, traktujący porządek boski, a więc wartościowy sam w sobie, oceniają owe ingerencje jako złe z moralnego punktu widzenia, a zatem bezwzględnie zakazane. Zwolennicy racjonalnej wizji świata ostrożniej formułują swoje zakazy i domagają się w każdym z wymienionych przypadków moralnego uzasadnienia lub społecznej kontroli. Są bowiem przekonani, że poważne racje etyczne mogą w wystarczającym stopniu usprawiedliwić podobne ingerencje. Jak sądzę, nie inaczej ma się sprawa z klonowaniem. Tu również można i powinno się wytyczyć granice i przedstawić racje. Przede wszystkim zaś należy zdać sobie sprawę z ewentualnych zagrożeń i dobrodziejstw takich eksperymentów, jak również odróżnić to, co ma charakter fikcyjny, od stanu faktycznego.

W Dziennikach gwiazdowych Stanisława Lema bohater Ijon Tichy udaje się na planetę, której mieszkańcy narażeni są na ciągłe śmiertelne zagrożenia ze strony spadających meteorytów. Meteoryty spadają na miasta, burzą domy, tworzą wyrwy w ziemi i - rzecz jasna - zabijają mieszkańców. Wszelako, nikogo to nie martwi, każdy z nich bowiem ma swoją replikę. Toteż wkrótce po śmierci osobnik ów zjawia się ponownie nie tylko z tym samym zapisem genetycznym, ale też identyczną tożsamością, a więc pamięcią, biografią, wykształceniem, wiedzą. To rozwiązanie zapewnia ciągłość życia zarówno jednostkowego, jak i społecznego, a przerwane przez śmierć kontakty towarzyskie i dyskusje są kontynuowane, gdy tylko specjalnie powołana do tego instytucja dostarczy na miejsce duplikat.

Dziś większość ludzi, bojąc się klonowania, ma chyba na myśli taką właśnie wersję wydarzeń. Otóż, pojawią się repliki, służące zarówno złu (agresywne jednostki na służbie demonicznego terrorysty), jak i dobru (powielone "na wszelki wypadek" dzieci, geniusze, wielcy sportowcy, myślący wyłącznie o dobru wspólnym politycy, jednym słowem zreplikowane cenne osobowości tego świata). Trzeba jednak pamiętać, że wyklonowana ludzka replika posiadałaby tylko taki sam materiał genetyczny, natomiast jej charakter, walory osobiste, postawa moralna, posłuszeństwo czy agresja, które są dziełem środowiska, wykształcenia, doświadczeń, etc. byłyby różne. Klonowanie nie daje więc żadnych gwarancji, że owa potencjalność, jaką jest uposażenie genetyczne danego osobnika, da taki sam rezultat "społeczny". Możliwość istnienia na przykład armii złożonej z wyklonowanych posłusznych, silnych i agresywnych mężczyzn jest zbyt odległa, by się nią poważnie przejmować. O wiele łatwiej jest zresztą poddać ludzi mustrze, tresurze czy "praniu mózgów", niż ich klonować.

W 1963 roku Stanisław Lem w swojej Sumie traktował klonowanie jako fakt i zastanawiał się, jak postępować, by uniemożliwić kanibalizm, to znaczy ćwiartowanie wyklonowanych osobników ludzkich w celu uzyskania tzw. części zapasowych do transplantacji. Sklonowany osobnik, będący dokładną repliką pierwowzoru, stanowiłby idealny magazyn części zamiennych dla swojego oryginału (żadnych barier immunologicznych). Ludzie bogaci i bez skrupułów mogliby zamawiać swoje repliki i korzystać z nich w razie potrzeby tak, jak korzysta sie z chusteczki do nosa czy lodówki. To rzeczywiste zagrożenie.

Dobrodziejstwem jest natomiast możliwość usuwania za pomocą terapii genowej dziedzicznych schorzeń lub też klonowanie bydła w przypadku, gdy - jak to się stało obecnie - szerzy się poważna epidemia wśród zwierząt hodowlanych. Można w ten sposób dla potrzeb człowieka wyhodować zwierzęta nie tylko w stu procentach zdrowe, ale i udoskonalone genetycznie.

Jak powiedział zmarły niespełna dwa lata temu wybitny biolog, genetyk i humanista Władysław J. H. Kunicki-
-Goldfinger, kontrola badań naukowych jest wewnętrzną sprawą nauki, kontrola zastosowań zaś sprawą etyki, a więc i społeczeństwa. Celem nauki bowiem jest nieograniczone poznanie i nieograniczone poszukiwanie prawdy. Wszelka zewnętrzna cenzura jest zła i nieskuteczna. Nauka jednak coraz częściej stawia sobie pytania "transnaukowe", wkraczając w dziedziny silnie związane z życiem biologicznym i społecznym człowieka. Naukowiec musi więc mieć świadomość możliwych konsekwencji swoich poszukiwań. Pierwszą i - wyznam - najbardziej kruchą barierą przed nadużyciami jest sumienie naukowca, a także etyka samej nauki. François Rabelais twierdził kilka wieków temu, że nauka bez sumienia jest ruiną duszy. Teraz musielibyśmy powiedzieć, że nauka bez sumienia może być ruiną świata.

Drugie ograniczenie widzę w społecznej kontroli badań, w fakcie ich upublicznienia i pewnej przejrzystości, polegającej choćby na tym, że zarówno same prace, jak i ich wyniki dostępne są opinii publicznej. Nie wierzę w skuteczność zakazów prawnych takich badań. Nauka jest bowiem jak narkotyk: zakazom podporządkowują się nieliczni i badania mogą zejść do podziemia, całkowicie wymykając się spod kontroli.

Czym innym wszelako jest stosowanie badań. Powinno sie ono znaleźć pod całkowitą kontrolą społeczną (prawa, komisji etycznych, opinii publicznej). Normą najwyższą zaś wyznaczającą granicę możliwych zastosowań jest kantowski imperatyw traktowania człowieka jako celu samego w sobie, co oznacza bezwzględny zakaz traktowania go jako środka czy narzędzia służącego innym celom lub wartościom niż on sam. Zakaz taki - być może - spowoduje, że nieetyczne staną się wszelkie eksperymenty dotyczące klonowania ludzi, uzasadnialne zaś etycznie - i to jak sądzę w określonych przypadkach - badania na zwierzętach. Powinny o tym decydować specjalne komisje.

Na razie możemy spać spokojnie. W końcu prościej, taniej i przyjemniej jest rodzić dzieci niż je klonować. I lepiej jest zająć się tym, co stanowi rzeczywiste zagrożenie dla ludzkości, to znaczy ludzkim okrucieństwem, przemocą, fanatyzmem, agresją niż wizją świata zaludnionego rozlicznymi kopiami Frankensteinów z probówki.

Dr MAGDALENA ŚRODA pracuje w Zakładzie Etyki Instytutu Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego.