Twoja wyszukiwarka

EUGENIUSZ FILIPOWICZ
PO LEKTURZE "PRZEPEŁNIONEJ ARKI"
Wiedza i Życie nr 5/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 5/1997

Lektura artykułu Przepełniona arka ("WiŻ" nr 12/96) napełnia smutkiem. Trzykrotne podwojenie grożące ludzkiej populacji w okresie najbliższego stulecia (wzrost z obecnych 6 mld osobników do 12, 25 i 50 mld w ciągu trzech trzydziestokilkuletnich kolejnych okresów) nie daje żadnej nadziei na przetrwanie naszym "młodszym krewnym w rozumie", czyli dzikim zwierzętom; wyjątkiem może będą niektóre gryzonie i gatunki adaptujące się do życia obok człowieka (na przykład tzw. fauna wielkomiejska).

Arka Noego (jeśli kiedykolwiek istniała w jakiejś postaci) dawała przechowywanym w niej zwierzętom szansę na przeżycie globalnej katastrofy i powrót do swobodnego rozwoju.

Takiej szansy nie daje proponowane trwanie w rozmaitej postaci zwierzyńcach i "zamrażarkach", wobec pogłębiającego się ciągle deficytu wolnej przestrzeni. Po prostu zachowanych gatunków nie będzie gdzie odtwarzać w nieskażonej dzikiej odmianie, a nieliczne zdegenerowane egzemplarze będą bardziej nadawały się do zaspokajania ciekawości gawiedzi niż do celów naukowych.

A gdyby poprzez jakiś przyszłościowy cud genetyczny udało się odtworzyć wymarłe zwierzęta (np. dinozaury) ze skamielin lub odnalezionych szczątków, w świecie rzeczywistym tym bardziej dla nich miejsca nie znajdziemy. Współczesne szukanie sposobów na przetrwanie ginących gatunków lub odtwarzanie wymarłych, nosi wszelkie cechy antropocentryzmu i niewiele ma wspólnego z troską o życie na Ziemi jako całości.

Nie będzie chyba błędem stwierdzenie, że odchodzący wiek XX wraz z nadchodzącym XXI wiekiem (te dwieście lat to chwilka w geologicznych dziejach Ziemi) stanie sie tym dla przyszłych badaczy paleobiologii naszej planety, czym dla nas jest znamienna data globalnej katastrofy sprzed 65 mln lat.

Smutne jest najbardziej to, że mimo lawinowego rozwoju nauki i techniki w ostatnich dziesięcioleciach ludzkość nie ma innej koncepcji na przetrwanie form życia, wypracowanych przez Matkę-Ziemię w ciągu miliardów lat, a obecnie zagrożonych, niż ogrody zoologiczne, czy też przyszłościowo "zoo-zamrażarki".

Eugeniusz Filipowicz
Sopot