Twoja wyszukiwarka

BOGDAN MIŚ
MS-OFFICE 97
Wiedza i Życie nr 5/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 5/1997

Niewiele czasu upłynęło od chwili, gdy na rynku pojawił się - aby wreszcie przełamać dominację sławnego WordPerfecta - Word do Windows w wersji 2.0, procesor tekstu słynnej firmy Microsoft! Był potem doskonały Word 6.0, jeszcze później Word 95, a dziś piszę już ten tekst w Wordzie 97, części ogromnego najnowszego pakietu MS-Office 97. Jeszcze używam wersji angielskiej, ale w momencie, gdy czytają Państwo te słowa, na rynku jest już zapewne wersja spolszczona; i przyznam, że czekam na nią z ogromną ciekawością, ponieważ pełne przyswojenie Polakom Office'u 97 wydaje mi się zadaniem skrajnie trudnym.

Access

Kilka słów jednak o (profesjonalnej, czyli najbogatszej) wersji angielskiej pakietu. Wchodzą w nią - tradycyjnie - wspomniany wyżej Word, arkusz kalkulacyjny Excel, system zarządzania bazami danych Access, program do tworzenia prezentacji (pokazów) PowerPoint; a ponadto: Binder (znany już z wersji 95), który potrafi łączyć utworzone przez różne programy pakietu dokumenty w jedną całość i administrować takimi plikami bardzo sprawnie, na przykład drukując je w całkowicie jednolitej formie; zastępujący dawny Schedule+ nowy program MS-Outlook, który spełnia rolę wyrafinowanego administratora kalendarzy, zarządcy zadań, baz adresowych, poczty elektronicznej, notatek i jeszcze kilka innych; MS-PhotoEditor, mający spore możliwości program do obróbki obrazu; wreszcie kilka mniejszych programów, niedostępnych oddzielnie poza pakietem: edytor równań, program rysunkowy, programy do kreślenia wykresów organizacyjnych i zwykłych, specjalny program do tworzenia ozdobnych tytułów OfficeArt, wreszcie MS-Camcorder, programik do robienia prostych filmów wideo (rejestrowania zdarzeń rozgrywających się na ekranie podczas korzystania z dowolnych programów - dla nauczycieli informatyki użytkowej rzecz bezcenna!). Do zasobów pakietu należą też tysiące gotowych obrazków, fotografii, animacji filmowych, plików dźwiękowych wreszcie. I jeszcze jedno, co zapewne sprawi największy kłopot podczas spolszczenia: na płycie instalacyjnej mamy ponadto... z lekka tylko okrojony zestaw słowników MS-Bookshelf, zawierający prostą encyklopedię, księgę cytatów, słownik wyrazów obcych, atlas geograficzny...

Outlook

Jeśli i to wszystko uda się w ciągu kwartału przetłumaczyć, będzie to wydarzenie na naszym rynku bez precedensu, którym Microsoft znokautuje konkurencję - niespecjalnie spieszącą się z drogimi spolszczeniami swoich produktów. Ale i bez tych zasobów encyklopedycznych możliwości Office'u są po prostu niesamowite. Właściwie bardzo nawet wymagający użytkownik komputera może - nabywszy ten pakiet - nic więcej nie instalować w komputerze. Co uderza w pakiecie jako całości, to jego bardzo wyraźne ukierunkowanie na współpracę z Internetem. Z każdego programu można się jednym kliknięciem myszki połączyć z siecią, aby ściągnąć stamtąd niezbędne informacje; niewiele więcej pracy należy wykonać, by zupełnie bez jakiejkolwiek znajomości języka HTML tworzyć wielce złożone, interakcyjne witryny WWW. Oczywiście, pakiet umożliwia identyczną obsługę sieci lokalnych, w szczególności naturalnie intranetów. Zwraca również uwagę integracja wewnętrzna pakietu: wszędzie ten sam, jednolity system menu i pasków narzędziowych, sprawne współdzielenie mniejszych aplikacji, możliwość nadzwyczaj łatwego przenoszenia danych z Worda do Excela, PowerPointa, Accessa i odwrotnie, i tak dalej. W istocie po raz pierwszy zupełnie się nie czuje korzystania z ogromnego zestawu w gruncie rzeczy niezależnych programów; wszystko tu stanowi funkcjonalną jedność, scaloną do granic możliwości. W telegraficznym skrócie, nowości w poszczególnych podstawowych programach pakietu są następujące:

* Word ma teraz kompletnie przerobiony - wspaniały - edytor tabel o potencjale sporego arkusza kalkulacyjnego, możliwość niezwykle naturalnego tworzenia hipertekstu, jednoczesnej pracy z licznymi wersjami tego samego dokumentu, zapisywania i odczytywania dokumentów w formacie HTML (i, oczywiście, w formacie każdego innego programu składowego pakietu) i kilka innych, ogromnie ułatwiających życie "bajerów", m.in. nowe kreatory i szablony. W połączeniu z resztą programów staje się dość potężnym narzędziem do więcej niż półprofesjonalnego składu drukarskiego!

Excel

* Excel (w wersji angielskiej - i nie wiem, jak będzie w polskiej!) pozwala na tworzenie wyrażeń w "zwykłym" języku, automatycznie poprawia błędy - nie tylko ortograficzne, ale również w składni wyrażeń matematycznych, inteligentnie wykorzystuje kolory do zaznaczania danych, ma rozszerzone możliwości i zwiększoną łatwość tworzenia wykresów, potrafi znacznie lepiej oraz efektywniej wykorzystywać ideę tabel przestawnych (Pivota).

* Access teraz już właściwie sam projektuje bazy danych, dbając o zachowanie normalizacji, tworząc błyskawicznie wygodne formularze oraz raporty; ma ogromnie rozbudowany system kreatorów, które pozwalają na stworzenie nawet całkiem wymyślnej bazy w ciągu sekund. Prawie wszystko jest tu zresztą zautomatyzowane, zoptymalizowane i maksymalnie przyspieszone.

* PowerPoint ma niesłychanie rozbudowaną bibliotekę grafik, dźwięków i animacji, potrafi także tworzyć prezentacje wielowariantowe (co innego pokazujemy jednemu klientowi, co innego drugiemu), wyposażony jest także w "inteligencję" i zestaw automatyzujących pracę do maksimum kreatorów. O ile wersja 4.0 tego programu jeszcze pod pewnymi względami ustępowała - mało stosunkowo w Polsce używanemu - świetnemu programowi Lotusa Freelance Graphics, o tyle wersja 97 bije na głowę całą konkurencję.

Word

Wszystkie programy wyposażono w zupełnie nową funkcję pomocy: tak zwany Asystent (jeśli chcemy, może on wyglądać jak... gadający spinacz, jeśli wolimy - przybierze postać Einsteina) "domyśla się", co chcemy w danym momencie zrobić i podpowiada właściwe postępowanie, prowadząc w gruncie rze-
czy użytkownika za rękę.

Poza wszystkim programy są wreszcie pięknie opracowane graficznie, z autentycznym smakiem. Widać, że potanienie pamięci i procesorów natychmiast odbiło się i na urodzie nowych produktów: nie trzeba już oszczędzać każdego bajta i można sobie pohulać z ciekawymi efektami, które przecież - jak mawiają informatycy - żrą zasoby maszyny bez umiaru. No, ale jak się ma dziś kilka gigabajtów na dysku i Pentium "na pokładzie"...

Pakiet ma - oczywiście - spore, żeby nie powiedzieć gigantyczne, wymagania. Systemem operacyjnym powinny być co najmniej MS-Windows '95 albo MS-Windows NT Workstation 4.0, uruchomione na komputerze nie gorszym niż klasy 486 i z minimum 12-16 MB pamięci RAM. Komputer musi być wyposażony w szybki CD-ROM. Miejsca na dysku twardym też trzeba raczej sporo (od ok. 60 MB, gdy decydujemy się na pozostawienie zasadniczej części pakietu na CD - ale wtedy program "pełza" - do ok. 200 MB, jeśli na CD zostawimy tylko pliki z obrazkami; całkowicie pełna instalacja z wszystkimi możliwymi dodatkami zajmie... sam nie wiem dokładnie ile: producent nie podaje, mnie zaś udało się załadować 400 MB i jeszcze coś zostało na kompakcie).

Podsumowując: pakiet o niebywałej mocy, wielkiej urodzie i szalenie łatwy w obsłudze. Nic lepszego - moim zdaniem - w tej dziedzinie nigdy nie stworzono.