Twoja wyszukiwarka

ROBERT FIRMHOFER
GEOPOLITYCZNY PRZYPIS?
Wiedza i Życie nr 5/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 5/1997

CZY TIMOR WSCHODNI MA SZANSĘ NA NIEPODLEGŁOŚĆ? CZY UBIEGŁOROCZNA POKOJOWA NAGRODA NOBLA DLA DWÓCH WYBITNYCH PRZEDSTAWICIELI NARODU TIMORSKIEGO MOŻE ODMIENIĆ JEGO LOS?

Kiedy ogłoszono nazwiska ubiegłorocznych laureatów Pokojowej Nagrody Nobla, komentatorów zafrapowało kilka kwestii. Dlaczego znowu pominięto murowanych faworytów: Richarda Holbrooke'a, Jimmy'ego Cartera, Siergieja Kowaliowa czy Wei Jingshenga, jak głębokie są rozbieżności między José Ramosem Hortą a biskupem Carlosem Belo oraz czy ten pierwszy nie ma w swoim życiorysie epizodu terrorystycznego. Los ludności Timoru Wschodniego, prawdziwego laureata Nagrody, nie wzbudził większego zainteresowania.

Niesłusznie i niesprawiedliwie. Niesłusznie - bo historia Timoru i dzień dzisiejszy Indonezji należą do najbardziej fascynujących rozdziałów geopolitycznego leksykonu XX wieku. Niesprawiedliwie - bo naród, który złożył niepodległości w ofierze życie co trzeciego obywatela, zasługuje na uwagę świata.

NA PERYFERIACH ŚWIATA

Timor jest największą wyspą w archipelagu Małych Wysp Sundajskich. Górzyste wnętrze wyspy porastają sawanny, które zajęły miejsce rosnących tu niegdyś lasów monsunowych. Wilgotny, podrównikowy klimat sprzyja tropikalnym uprawom, zdominowanym przez ryż, palmy kokosowe, kukurydzę, bataty i tytoń. Dla cywilizacji europejskiej Timor odkryli Portugalczycy na początku XVI wieku. Wcześniej wyspa znajdowała się w orbicie ówczesnego regionalnego centrum politycznego na Jawie i Celebesie. Szlakami handlowymi, prowadzącymi z Timoru między innymi do Chin, Indii i Persji, przewożono niewolników, miód, wosk oraz najważniejsze produkty eksportowe wyspy - korzeń i drewno sandałowca.

W XVII wieku terytorium Timoru podzieliły między siebie dwa mocarstwa kolonialne. Portugalia zajęła wschodnią część wyspy, Holendrzy zaś - zachodnią. Przebieg granicy ustalono po stuleciach walk dopiero w 1904 roku. II wojna światowa przyniosła wschodniej części Timoru najpierw interwencję holenderską i australijską, a potem brutalną inwazję Japonii. W 1951 roku Timor Wschodni wrócił do metropolii jako zamorska posiadłość Portugalii; dwa lata wcześniej zachodnia część wyspy, podobnie jak reszta Holenderskich Indii Wschodnich, przypadła w udziale powstającej Republice Indonezji (nazywanej wówczas Stanami Zjednoczonymi Indonezji).

W roku 1974, kiedy w Portugalii w wyniku "rewolucji goździków" dyktatura ustąpiła miejsca demokracji, Timor Wschodni stał się areną ożywionej działalności politycznej lokalnych formacji o różnych orientacjach. Chętnie używanym argumentem w toczącej się dyspucie politycznej była przemoc.

30 sierpnia 1975 roku Rewolucyjny Front Wyzwolenia Timoru Wschodniego (Fretilin) proklamuje autonomię kolonii. 28 listopada Fretilin ogłasza niepodległość Ludowo-Demokratycznej Republiki Timoru Wschodniego. 7 grudnia następuje inwazja oddziałów armii indonezyjskiej. 22 grudnia Rada Bezpieczeństwa Narodów Zjednoczonych żąda wycofania oddziałów. 13 sierpnia 1976 Indonezja ogłasza aneksję wyspy. Timor Wschodni staje się 27 prowincją Indonezji.

CZY ISTNIEJE TAKI NARÓD

Po 20 latach pod panowaniem Indonezji, Timor Wschodni nie zdołał uwolnić się od podziałów, które po wycofaniu się Portugalii doprowadziły do wojny domowej - twierdził w artykule dla
"The Washington Post" (29.10.1996) Robert L. Barry, ambasador Stanów Zjednoczonych w Indonezji w latach 1992-1995. Nadal utrzymują się silne podziały plemienne, zwłaszcza w bardziej oddalonych [od miast] częściach wyspy. Rzymskokatoliccy misjonarze włoscy, hiszpańscy, niemieccy i portugalscy ostrzegali mnie, że wycofanie się Indonezyjczyków może wywołać krwawe porachunki na wielką skalę. Żeby uporać się z tym problemem, społeczność międzynarodowa musiałaby rozmieścić tu siły pokojowe.

Timor to pojęcie wyłącznie geograficzne - utrzymuje badacz dziejów wyspy, Mendes Correira. W rzeczy samej, pod względem religijnym, językowym, społecznym i etnologicznym Timorczycy dzielą się na różne grupy, dla których trudno byłoby znaleźć wspólne cechy konstytutywne. Heterogeniczność ludów Timoru wyraża się w ponad dwudziestu językach i dialektach, jakimi mówi się na wyspie, odmiennej kulturze materialnej, stylach architektonicznych, mitologii, a nawet różnicach antropologicznych. Jak podają encyklopedie, Timor zamieszkują grupy ludności pochodzenia malajskiego, papuaskiego, chińskiego i portugalskiego.

Pod względem struktury etnicznej mieszkańcy Timoru Wschodniego nie różnią się wszakże od swoich pobratymców z zachodniej części wyspy, którzy nigdy nie wyrażali niepodległościowych ani nawet samorządowych aspiracji i stosunkowo bezboleśnie wtopili się w multietniczną społeczność Indonezji. Nawet religijna odmienność Timorczyków - znakomita ich większość wyznaje religię rzymskokatolicką, podczas gdy blisko 90% obywateli Indonezji to muzułmanie - jest podawana w wątpliwość, a przynajmniej uważana za paradoksalną. Oto bowiem konwersja ludności miejscowej na katolicyzm dokonała się głównie po inwazji muzułmańskiej Indonezji, a nie w czasie kolonialnej zależności od katolickiej Portugalii. Co więcej, uważa się, że nawrócenia, zwłaszcza poza społecznościami miejskimi, mają charakter powierzchowny. Wciąż bije tu żywy puls animizmu, kultów duchów zmarłych, materializujących się w kamieniach, źródłach, strumieniach czy zwierzętach, a w powtarzanych z ust do ust mitach i legendach odczytać można echa historii przedkolonialnych królestw i wierzeń.

OSTATNIE DWADZIEŚCIA LAT

Nagroda została przyznana w nadziei, że przyczyni się do wzmożenia wysiłków w celu znalezienia dyplomatycznego rozwiązania konfliktu w Timorze Wschodnim w oparciu o prawo narodów do samostanowienia. Ten fragment uzasadnienia decyzji norweskiego Komitetu Nobla nie pozostawia wątpliwości, że Komitet nie odmawia Timorczykom prawa do niepodległego państwa. I wydaje się, że w ciągu ostatnich dwudziestu dwóch lat mieszkańcy Timoru Wschodniego ciężko zapracowali na to prawo.

Nie dość bowiem, że stawili oni zacięty opór siłom inwazyjnym Indonezji, która liczbą ludności trzystukrotnie przewyższała Timor, ale potrafili ten opór - zarówno bierny, jak i zbrojny - utrzymać do dzisiaj. Zapłacili za to bardzo wysoką cenę. Z ogólnej liczby 650 tys. mieszkańców Timoru Wschodniego w momencie inwazji wojsk Indonezji, w latach 1976-1980 w wyniku wojny, represji i głodu zginęło około 200 tys. Timorczyków. W następnych latach armia wielokrotnie dopuszczała się zbrodni ludobójstwa. Ostatnia z nich miała miejsce w 1991 roku, kiedy na cmentarzu w Dili, w trakcie pogrzebu zamordowanego wcześniej młodego demonstranta, wojsko, strzelając do tłumu, zabiło około 200 osób.

Amnesty International co roku publikuje raporty, zawierające długie listy zbrodni popełnianych przez okupanta: morderstwa, zaginięcia, umieszczanie kobiet, dzieci i starców w obozach przymusowej pracy, torturowanie, sterylizacja kobiet, celowe rozdzielanie rodzin, seksualne wykorzystywanie kobiet... Przez cały czas trwa sterowany proces migracyjny, mający na celu zmianę struktury ludności Timoru poprzez przesiedlanie osadników z Jawy. Wszystko to odbywa się przy zupełnym milczeniu świata, który - choć nie uznał przymusowej aneksji Timoru Wschodniego (niechlubnym wyjątkiem jest Australia) - nie ma najmniejszego zamiaru stracić choćby dolara dla sprawy Timoru.

Mimo to determinacja mieszkańców wyspy nie słabnie. Wybuchają demonstracje, trwa bierny opór, istnieje podziemna opozycja. Szczególnie dotkliwą porażką polityki Indonezji okazał się nieudany proces edukowania młodzieży. Dzisiaj to właśnie młodzi ludzie, wykształceni przez okupanta, biegle mówiący urzędowym językiem Indonezji, bahasa indonesia, i częstokroć pracujący na rządowych posadach, stanowią najbardziej antyindonezyjską część społeczeństwa Timoru. Trwa również symboliczny opór zbrojny. W górach nadal walczy garstka - 200 do 1000 - partyzantów z Fretilinu.

Istnieje wszakże skaza na tym heroicznym wizerunku Timoru Wschodniego. W okresie bezpośrednio poprzedzającym epizod niepodległości doszło do walk między zwalczającymi się partiami politycznymi, walk, których skala uzasadnia posłużenie się przez ambasadora Roberta Barry'ego terminem wojna domowa. Po portugalskiej "rewolucji goździków" w Timorze powstały trzy formacje polityczne: Zjednoczona Partia Demokratyczna (UDT), opowiadająca się za autonomią Timoru przy zachowaniu związków z Portugalią, Demokratyczne Stowarzyszenie Ludności Timoru (Apodeti), dążące do przyłączenia Timoru Wschodniego do Indonezji, oraz wzmiankowany wcześniej Fretilin, czyli Rewolucyjny Front Wyzwolenia Timoru Wschodniego, głoszący hasła niepodległości i socjalizmu zbliżonego do modelu szwedzkiej socjaldemokracji.

W drugiej połowie roku 1975 spory polityczne przerodziły się w starcia zbrojne. O wywoływanie zajść i posługiwanie się przemocą oskarżano zwłaszcza Fretilin. W tym właśnie czasie jednym z liderów Fretilinu był 25-letni José Ramos Horta, przyszły laureat Pokojowej Nagrody Nobla.

BISKUP I BOJOWNIK

W najlepszym wypadku [decyzja Komitetu Nobla] wzbudzi nierealistyczne nadzieje, w najgorszym - stanie się iskrą, która wywoła przemoc i krwawe represje. Jeśli Komitet Nobla chciał przyczynić się do dyplomatycznego rozwiązania problemu, powinien był przyznać nagrodę tylko biskupowi Belo - stwierdził w cytowanym wcześniej artykule Robert L. Barry, były ambasador USA w Indonezji. 49-letni biskup Carlos Filipe Ximenes Belo od kilku lat był wymieniany jako jeden z czołowych kandydatów do Pokojowej Nagrody Nobla. Uważany jest za orędownika pokoju, człowieka odważnego i zarazem gotowego do kompromisu. Głośno domaga się respektowania praw człowieka przez władze Indonezji. Opowiada się za przeprowadzeniem referendum, w którym mieszkańcy Timoru Wschodniego mogliby sami określić przyszłość swego kraju. Dopuszcza możliwość zachowania statusu Timoru Wschodniego jako prowincji Indonezji, pod warunkiem przyznania większej niż dotąd autonomii i przestrzegania przez władze praw człowieka.

Jeden z dwóch ubiegłorocznych laureatów Pokojowej Nagrody Nobla, katolicki biskup Carlos Filipe Ximenes Belo

Inwigilowany i nękany przez armię i tajną policję, dwukrotnie był obiektem nieudanych zamachów na życie. Pierwszy raz w 1989 roku, po napisaniu listu do Sekretarza Generalnego ONZ, w którym wzywał społeczność międzynarodową do udzielenia wsparcia umierającemu narodowi Timorczyków. Druga próba zabójstwa miała miejsce dwa lata później, po tym jak biskup Belo oddał cześć ofiarom mordu popełnionego w 1983 roku. Ciała ponad tysiąca zamordowanych pogrzebano sekretnie w masowych grobach w pobliżu Viqueque. Belo naraził się również władzom w Dżakarcie sporządzeniem listy osób zabitych przez reżim Suharto lub uznanych za zaginione. W 1985 roku biskup protestował przeciwko przymusowej sterylizacji kobiet na Timorze, będącej elementem prowadzonej przez władze kontroli urodzeń. W 1989 roku, w czasie pielgrzymki papieża Jana Pawła II na Timor, ukrywał ściganych przez wojsko zwolenników niepodległości. Jego stosunek do Fretilinu jest jednak bardzo sceptyczny, by nie rzec krytyczny. Nie popieram metod działania Fretilinu, który prowokuje rząd strzelając, zabijając, grabiąc i paląc dobytek innych. Postępują źle - stwierdził w wywiadzie dla AFP (cyt. za "Rzeczpospolitą" z 12-13.10.1996 roku).

Belo, czystej krwi Timorczyk, urodził się w Bacau, w ubogiej, wielodzietnej rodzinie. Jako chłopiec pracował na polach ryżowych i pasł bawoły. W 1962 roku wstąpił do zakonu salezjanów w Dili, stolicy Timoru Portugalskiego. Po ukończeniu rzymskokatolickiego seminarium duchownego kontynuował naukę na Uniwersytecie Katolickim w Portugalii, gdzie uzyskał tytuł doktora. Jego edukację dopełniły studia w Akademii Teologicznej w Rzymie. W 1982 roku został dyrektorem jednej ze szkół w Dili, a od maja 1983 pełni funkcję administratora Timoru Wschodniego z ramienia Stolicy Apostolskiej. Jak podaje AFP, chętnie słucha Bacha i Haendla, a także piosenek Julio Iglesiasa. W wywiadzie udzielonym Radiu Watykan, biskup Carlos Belo powiedział: Sądzę, że Pokojowa Nagroda Nobla została w pierwszym rzędzie przyznana całej ludności Timoru Wschodniego i wszystkim, którzy pracują na rzecz pokoju, pojednania i odrzucenia przemocy.

Drugi ubiegłoroczny noblista, José Ramos Horta, uznany przez Komitet Nobla za czołowego rzecznika sprawy Timoru Wschodniego na arenie międzynarodowej od 1975 roku, pełni funkcję koordynatora opozycji za granicą, a od momentu aresztowania Xanany Gusmao, dowódcy zbrojnych oddziałów Fretilinu, jest także faktycznym szefem tej organizacji. Ze swoich 47 lat 22 spędził na emigracji, przebywając głównie w Australii, Stanach Zjednoczonych i Portugalii. W 1975 roku piastował urząd ministra spraw zagranicznych w epizodycznym rządzie niepodległego Timoru. Opuścił wyspę na dwa dni przed inwazją armii indonezyjskiej.

José Ramos Horta otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla wraz z Carlosem Belo za wkład w starania o sprawiedliwe i pokojowe rozwiązanie konfliktu w Timorze Wschodnim

W przeciwieństwie do biskupa Belo, Horta jest człowiekiem niezwykle telegenicznym, co ułatwia mu zadanie adwokata niepopularnej sprawy Timoru Wschodniego. Zdecydowanie opowiada się za niepodległością swego kraju, zgadzając się na dwuletni, przejściowy okres autonomii. W wywiadzie dla angielskiej sekcji radia Deutsche Welle, przeprowadzonym 15 października ub.r. tak streścił swój plan pokojowy: [Suharto] powinien zwolnić więźniów, zaprzestać stosowania tortur, wstrzymać egzekucje i ograniczyć do niezbędnego minimum liczbę stacjonujących żołnierzy. Jeśli to uczyni, my odpowiemy wstrzymaniem ataków partyzanckich i ulicznych demonstracji oraz poinformujemy o tym Komisję Praw Człowieka Organizacji Narodów Zjednoczonych w Genewie.

Na liście wrogów publicznych Indonezji zajmuje wysoką pozycję. Po ogłoszeniu decyzji Komitetu Nobla sekretarz stanu Indonezji stwierdził, że jest zaszokowany tą wiadomością i zadziwiony niezrozumiałymi kryteriami, jakie przyjął Komitet w Oslo, czyniąc laureatem Pokojowej Nagrody Nobla człowieka takiego jak Horta. Przedstawiciele Indonezji zbojkotowali uroczystość wręczenia nagród. Sam Horta stwierdził, że nagroda należy się prawdziwemu przywódcy ruchu narodowowyzwoleńczego Timoru Wschodniego - Xananie Gusmao, który od 1993 roku odsiaduje wyrok 20 lat więzienia.

José Ramos Horta jest synem Portugalczyka, zesłanego na Timor za spiskowanie przeciwko dyktatorowi, António Salazarowi. Jego matka jest rodowitą Timoranką. Mieszkają oboje w skromnym mieszkaniu nad pizzerią przy Hume Highway, w Warwick Farm, jednej z dzielnic Sydney. Horta jest człowiekiem niezwykle eleganckim, nieodłącznym elementem jego garderoby jest muszka.

GEOPOLITYCZNY PRZYPIS

Czy Timor Wschodni ma szansę na niepodległość? Czy Pokojowa Nagroda Nobla dla dwóch wybitnych przedstawicieli narodu może odmienić jego los? Klucza do odpowiedzi na te pytania należy szukać w najnowszej historii Indonezji.

Przypomnijmy tylko, że terytorium Indonezji składa się z
13 677 wysp, rozciągających się na łącznej długości równej 1/8 obwodu Ziemi. Z ponad 180 milionami mieszkańców, Indonezja jest najludniejszym państwem muzułmańskim. Ludność nie jest jednak jednorodna - obok dominującej grupy jawajskiej, występuje tu około 360 grup plemiennych i etnicznych, które posługują się ponad 250 językami i dialektami. Łatwo sobie wyobrazić, że w takiej sytuacji podstawowym problemem rządzących musi być utrzymanie jedności kraju. Tym bardziej, że u podstaw założenia Republiki Indonezji legła neokolonialna koncepcja stworzenia regionalnego imperium na gruzach Holenderskich Indii Wschodnich.

Zarówno Sukarno, założyciel Indonezji i jej przywódca do 1967 roku, jak i Suharto, jego pogromca i następca, bez względu na deklaracje konsekwentnie realizowali taką politykę, która pozwoliła osiągnąć ów najważniejszy cel - zachowanie jedności państwa. Wpisują się w nią aneksja w latach 1950-52 wysp Moluki, zamieszkanych przez chrześcijańską ludność, i chrześcijańsko-animistycznej Zachodniej Nowej Gwinei (Irian Zachodni) w 1969 roku, stłumienie rebelii na Celebes (Sulawesi), Sumatrze i Kalimantanie (indonezyjska część Borneo). W tej perspektywie Timor Wschodni jest zaledwie geopolitycznym przypisem, drobnym cierniem, tkwiącym w bucie olbrzyma.

W wywiadzie dla CNN José Ramos Horta przytaczał przykład upadku muru berlińskiego. I powoływał się na trwający proces pokojowy na Bliskim Wschodzie. Niepodległość [Timoru Wschodniego] jest możliwa, ponieważ Indonezja znajduje się w okresie przejściowym. Za dwa, trzy lata reżim w Indonezji upadnie. Wierzę, że zapanuje demokracja, a przynajmniej będzie więcej tolerancji, więcej otwartości. I wówczas los Timoru się odmieni.

Do tego jednak niezbędna jest nie tylko wewnętrzna, ale także zewnętrzna presja. Trudno wszakże oczekiwać, aby jedno z największych mocarstw militarnych Pacyfiku ustąpiło garst-
ce zdeterminowanych bojowników z malutkiego Timoru Wschodniego. Dotychczasowe dzieje konfliktu nie dają podstaw do optymizmu. Perspektywa utraty intratnych kontraktów gospodarczych z szybko rozwijającą się Indonezją skutecznie powstrzymuje rządy mocarstw zachodnich przed wykonywaniem spektakularnych gestów. Co więcej, to właśnie Zachód dostarcza Indonezji broni, która następnie jest wykorzystywana w konflikcie z Timorem Wschodnim.

Puentą tego artykułu niech będzie smutna historia opowiedziana przez José Ramosa Hortę w marcu ubiegłego roku na spotkaniu w kościele w nowojorskim Brooklynie: Kiedy byłem uczniem szkoły średniej w Timorze Wschodnim, koledzy nazywali mnie Amerykaninem, bo zawsze w najlepszych słowach wypowiadałem się o Stanach Zjednoczonych - wszystko co amerykańskie, musiało być najlepsze, największe, najważniejsze. [...] Latem 1977 roku byłem w Nowym Jorku, kiedy otrzymałem wiadomość, że jedna z moich sióstr, 21-letnia Maria, zginęła podczas nalotu bombowego. Samoloty, zwane Bronco, zostały sprzedane Indonezji przez Stany Zjednoczone... Kilka miesięcy później dotarła do mnie informacja o śmierci brata, 17-letniego Guya, zabitego wraz z innymi mieszkańcami wioski z helikoptera Bell, sprzedanego Indonezji przez Stany Zjednoczone. Po upływie roku mój kolejny brat, Nunu, został złapany i rozstrzelany przy użyciu [wykonanego w USA] karabinu M-16. I cóż mam teraz powiedzieć, ja, bezkrytyczny wielbiciel Ameryki, po doświadczeniach mojej rodziny z bronią sprzedaną Indonezji przez Stany Zjednoczone?

Zdjęcia: PAP/CAF

ROBERT FIRMHOFER, historyk filozofii, jest zastępcą redaktora naczelnego Radia BIS.