Twoja wyszukiwarka

EWA KOŁODZIEJAK-NIECKUŁA
ZALETY TŁOKU
Wiedza i Życie nr 6/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 6/1997

Fot. Internet

W upalny dzień sama myśl o tym, że istnieją zwierzęta, które - nie tłocząc się - nie mogłyby przetrwać jako gatunek, jest trudna do zniesienia. A jednak.

Największy z pingwinów - pingwin cesarski - dokonuje heroicznych wysiłków, by w czasie antarktycznej zimy dochować się potomstwa. Opieka nad jajem spada wyłącznie na samca, gdyż samica w tym czasie pożywia się w morzu i wraca pod koniec okresu wysiadywania. Pingwini ojciec pości przez prawie 4 miesiące, nie opuszczając jaja nawet na chwilę.

By przeżyć tak ciężką próbę, ogranicza swą aktywność do minimum. Trwa nieruchomo, ciasno stłoczony w wielotysięczne kolonie z innymi towarzyszami niedoli. Ptaki przesuwają się powoli, tak że każdy spędza większość czasu wewnątrz kolonii, a tylko dość krótko - na mroźnych obrzeżach. Stojące ramię w ramię pingwiny przebadali fizjolodzy. Tempo ich metabolizmu było o 25% wolniejsze niż u ptaków, które przetrzymywano pojedynczo. Co więcej, niekiedy głód zmuszał samotników do wyprawy w morze zaledwie na 3 tygodnie przed powrotem samicy, niwecząc tym samym cały wysiłek, jaki włożył w ogrzewanie jaja.

Pingwin cesarski jako jedyny wśród pingwinów nie ma terytorializmu "we krwi" i nie broni okolicy własnego gniazda przed innymi osobnikami. Przodkowie tego gatunku żyli w dużo cieplejszym klimacie Nowej Zelandii. Brak terytorializmu pozwalający samcom na wzajemne ogrzewanie się podczas wysiadywania jaj jest prawdopodobnie najważniejszym przystosowaniem, dzięki któremu pingwin cesarski może rozmnażać się na Antarktydzie, w tym najzimniejszym środowisku na Ziemi.

"Nature", 6614/1997