|
 |
| Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 6/1997 |
|
|
|
Jeden z recenzentów książki Ibisa (Andrzeja Wróblewskiego) Byki i byczki (Wybór felietonów i komentarze językoznawcze Andrzeja Markowskiego) napisał w "Języku Polskim" (2-3, 1996): ťMożna zauważyć, że wyrazy i znaczenia nie odnotowane w słownikach są "podejrzane" i raczej mówi się o nich źle, a jest nie do pomyślenia, by Ibis zachwycił się jakąś innowacją, że urozmaica język, jak to się zdarza na przykład profesorowi MiodkowiŤ.
Przyznaję, że innowacje są według mnie szczególną cennością w poczynaniach komunikacyjnych. Ujawnia się w nich twórczy stosunek do tworzywa słownego, potwierdzający pełną znajomość języka ojczystego, o czym często przypomina Noam Chomsky, najwybitniejszy lingwista amerykański. Akceptuję więc okazjonalne innowacje funkcjonalnie uzasadnione, odświeżające codzienne zachowania językowe, służące dysautomatyzacji odbioru poszczególnych tekstów i ich destereotypizacji.
Tak się składa, że ostatnio natrafiałem na nie bardzo często. I chwalę tych, którzy je wymyślili! Oto jeden z tekstów Ewy Szumańskiej z "Tygodnika Powszechnego", a w nim okazjonalizm pagór w zdaniu: Dziś w postaci dużego, obłego pagóra, pokrytego zielenią i rzadką zabudową, czeka wciąż na swoich odkrywców i archeologów. Oczywiście, słowniki rejestrują tylko pagórek, powszechnie używany i stylistycznie neutralny. Ale czy od czasu do czasu nie budzi się w nas chęć, by ekspresyjnie "pogrubić" wyrazy z wygłosowym "-ek", wprowadzającym znaczeniowy odcień zdrobnienia? Powiemy nieraz "najadłem się ogórów" (a nie ogórków) albo "ucisz te kanary" (a nie kanarki). W tej konwencji morfologiczno-stylistycznej odebrałem też pagór Ewy Szumańskiej.
Przed paroma dniami jeden z mych kolegów profesorów spontanicznie wypowiedział zdanie: przejrzałem już ten komputeropis. Czyż ów komputeropis, stworzony na zasadzie pełnej analogii do maszynopisu, nie jest cywilizacyjnym znakiem czasu? Wszak coraz więcej ludzi "przesiada się" z tradycyjnej maszyny do pisania do komputera. Przypomina mi się w tym momencie żart frazeologiczny Krzysztofa Mętraka, który przed laty tradycyjnych kolegów po piórze zamienił w jednym ze swych błyskotliwych artykułów na kolegów po długopisie. Wtedy też ową frazeologiczną zabawę określiłem jako znak czasów, w których pióro przegrało z wszechwładnie panującym długopisem.
Przed paroma zaś tygodniami bardzo przyjaźnie odebrałem zamianę stałego połączenia na domiar złego na na domiar dobrego. To Paweł Głowacki, zachwycony występem Milvy na V Festiwalu Unii Teatrów Europy, w swej recenzji w "Tygodniku Powszechnym" zdecydował się na zdanie Na domiar dobrego Milva nadaje tym gestom i ruchom doskonałość - z taką właśnie okazjonalną modyfikacją znanego frazeologizmu.
Na koniec o dwu tekstach poetyckich. Oto wstrząsający w odbiorze jeden z ostatnich wierszy zmarłego w ubiegłym roku Wiktora Woroszylskiego:
Znowu ktoś znajomy umarł we śnie To ostatni krzyk (ostatnie milczenie) mody W ułatwionym świecie przekraczanie granicy bez pieczątki strachu bólu potu Ten model mi pasuje biorę Nic z tego - kręci głową bezsenność
Tutaj trzeba zamilknąć, więc bardzo cicho zwrócę tylko uwagę na fragment to ostatni krzyk (ostatnie milczenie) mody.
I wreszcie niezwykły jako językowy pomysł i przylegający do problematyki dzisiejszego artykułu wiersz pt. Przysłowia innego wielkiego poety - też niedawno zmarłego Artura Międzyrzeckiego:
I podchorąży nie zdąży I uciecze co się odwlecze I nie patrz końca bądź mądry I nic się w niepamięci nie pogrąży I nie każdy jest kowalem swego szczęścia I nie uświęcają się środki celami I nie parami chodzą nieszczęścia Ale wilczymi stadami
Cóż to za wspaniała i jak filozoficznie głęboka parafraza utartych przysłowiowych fraz: podchorąży zawsze zdąży; co się odwlecze, to nie uciecze; cokolwiek czynisz, czyń rozważnie i patrz końca (quid-quid agis, prudenter agas et respice finem); pójść w niepamięć, pokryć niepamięcią; każdy jest kowalem swego losu; cel uświęca środki; nieszczęścia chodzą parami.
Trudno po lekturze tych dwu fragmentów nie powtórzyć za Josifem Brodskim, że poezja to największe dokonanie języka.
|