Twoja wyszukiwarka

JOANNA KOMOROWSKA
UCZŁOWIECZANIE MAŁPY
Wiedza i Życie nr 6/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 6/1997

ZDOLNOŚĆ DO POSŁUGIWANIA SIĘ MOWĄ MIAŁA BYĆ WEDŁUG KARTEZJUSZA TYM, CO NADAJE CZŁOWIEKOWI JEGO UNIKATOWY STATUS WŚRÓD MIESZKAŃCÓW ZIEMI. NAJNOWSZE BADANIA NAD ZDOLNOŚCIAMI JĘZYKOWYMI MAŁP CZŁEKOKSZTAŁTNYCH WYDAJĄ SIĘ JEDNAK PRZECZYĆ TEMU HOMOCENTRYCZNEMU WIDZENIU ŚWIATA.

Czy można małpę nauczyć mówić? Sue Savage-Rumbaugh, jedna z czołowych przedstawicielek prymatologii amerykańskiej, wyraża przekonanie, że człowiek nie jest jedynym gatunkiem zdolnym do posługiwania się językiem. Inny światowej sławy naukowiec, lingwista Noam Chomsky, zżyma się na podobne niedorzeczności. Według niego próby nauczenia zwierzęcia zasad gramatyki są równie bezsensowne jak nadzieje na wzniesienie się w powietrze dzięki energicznemu wymachiwaniu ramionami. Spór o to, czy język jest typowo ludzką zdobyczą ewolucyjną, czy też jego zasady mogą zostać opanowane przez inne istoty, takie jak małpy, delfiny oraz niektóre ptaki, nie jest bynajmniej nowością ostatnich lat.

Na przełomie XIX i XX wieku świat zelektryzowało doniesienie o Mądrym Hansie, koniu, który prócz tego, że wydawał się rozumieć mowę ludzką, wykazywał zadziwiające zdolności arytmetyczne, znał się na teorii muzyki i ortografii. (Hans wystukiwał odpowiedzi na pytania, posługując się specjalnym kodem zastępującym litery uderzeniami kopyta). Jak jednak dowiódł Oskar Pfungst, pracownik Berlińskiego Instytutu Psychologii, mądrość zwierzęcia nie polegała na rozległej wiedzy, lecz raczej na niezwykłej spostrzegawczości. Koń zachowywał się zupełnie tak jak nieprzygotowany uczeń znienacka wyrwany do odpowiedzi i polegający wyłącznie na dyskretnej pomocy lepiej "obkutych" kolegów. Takim "obkutym" kolegą okazał się właściciel czworonoga, Herr von Osten, który zresztą wcale nie zdawał sobie sprawy ze swojej roli kolaboranta. Ilekroć koń, bijąc kopytem w ziemię, wystukał przypadkiem właściwą odpowiedź, von Osten dawał mu jakiś delikatny znak aprobaty. Mogło to być prawie niezauważalne drgnienie twarzy, uniesienie brwi, nieco głębsze westchnienie. Koń zwracał na takie sygnały baczną uwagę i natychmiast przerywał swoją wyliczankę. Zauważał je nawet wtedy, gdy opiekun świadomie starał się zachować kamienną twarz. Mimo obalenia mitu zwierzęcego idiot savante, nadzieja na porozumienie się człowieka ze zwierzęciem nie zaginęła.

W pierwszej połowie XX wieku wzrosło zainteresowanie prymatologów, antropologów i lingwistów źródłami ludzkich zdolności językowych. Równocześnie odżyło pytanie postawione jeszcze w XVI wieku przez angielskiego pamiętnikarza Samuela Pepysa, zastanawiającego się nad tym, czy małpa nauczona ludzkiej mowy ma szansę przeobrazić się w "małego dżentelmena". Początkowe próby wychowania takich małych dżentelmenów okazały się jednak kompletnym niewypałem. Adoptowana przez małżeństwo psychologów Winthropa i Luellę Kelloggów szympansica Gua nie była w stanie zrozumieć języka lepiej niż dobrze wytresowany pies. Eksperyment został zresztą w pośpiechu przerwany, bo Kelloggowie zaczęli się obawiać, że tępota Guy wpłynie negatywnie na rozwój psychiczny ich własnego syna. Fiaskiem zakończyły się również inne wczesne próby uczenia zwierząt ludzkiej mowy. Szympansica Viki, po latach męczących treningów była zdolna wydukać zaledwie cztery angielskie słowa: mama, papa, cup i up. Źródło z 1916 roku podaje, że pewien orangutan spisał się jeszcze gorzej, ponieważ nauczył się bełkotliwie wymawiać zaledwie dwa wyrazy.

MAŁPIA LINGWISTYKA

Dopiero w latach sześćdziesiątych nastąpił prawdziwy przełom: Beatrice i Allen Gardnerowie z Uniwersytetu stanu Nevada wpadli na pomysł wykorzystania w swoich eksperymentach znacznie bardziej przystępnego dla małp języka migowego (American Sign Language - ameslan). Podopieczna Gardnerów, Washoe, po dwóch latach treningu opanowała 40 znaków, w trzy lata później korzystała już w swoich konwersacjach z imponującej liczby 160 znaków. Tak oto pierwszy na świecie szympans zaczął porozumiewać się po ludzku. Po Washoe przyszła kolej na następne "mówiące" szympansice: Lanę, posługującą się tzw. Yerkish, sztucznym językiem złożonym z symboli podświetlanych na elektronicznej konsoli, oraz Sarę, używającą różnokształtnych plastikowych żetonów.

Obraz rysujący się przed naukowcami w latach siedemdziesiątych wydawał się wskazywać, że zwierzęta, przynajmniej nasi najbliżsi kuzyni - szympansy oraz goryle (dzielimy z nimi odpowiednio 98.4% i 97.7% materiału genetycznego), są w stanie korzystać z ludzkiego języka do porozumiewania się i wyrażania życzeń. Małpy właściwie nazywały obiekty, prawidłowo przypisywały im takie cechy, jak barwa i kształt, budowały nawet proste dwu-, trójwyrazowe zdania. Zdarzało się, że tworzyły nowe zlepki słów do określania obiektów, które widziały po raz pierwszy. Co mądrzejsze wydawały się nawet pojmować znaczenie abstrakcyjnych sformułowań, takich jak "dobry", "zły" (orangutan Chantek), "taki sam" i "różny" (szympansica Sara).

Rozemocjonowani rewelacyjnymi wynikami prymatolodzy zaczęli publicznie ogłaszać swoje obserwacje. Francine Patterson z Uniwersytetu Stanforda donosiła więc, że jej podopieczna, gorylica Koko, nazwała swoją długonosą lalkę "słonim dzieckiem", a widzianą po raz pierwszy w życiu zebrę "białym tygrysem". Siebie samą Koko określiła jako "porządne zwierzę goryl", a zapytana o to, dokąd idą goryle po śmierci, stwierdziła, że do "wygodnej dziury - cześć". Szympansica Lana, mając ochotę na pomarańczę i chwilowo nie dysponując odpowiednim symbolem, zarządała, aby jej podano "jabłko, które jest pomarańczowe", jej krewniaczka Lucy nazwała rzodkiewkę "płacząco-bolącym jedzeniem" (ang.:"cry-hurt-food").

Lana, jedna z "gadających małp"

Tak jednak jak w przypadku wrzawy wokół pierwszych cudownych zwierząt, i tym razem nadszedł czas na chłodną, wykalkulowaną odpowiedź ze strony wątpiących. Prawdziwą lawinę wątpliwości zapoczątkował Herbert Terrace, który przez pięć lat prowadził badania z udziałem szympansa Nima Chimpsky'ego. (Dziwne imię małpy było przekornym żartem pod adresem sceptyka Noama Chomsky'ego). Oto pod wpływem dowodów, których dostarczyły mu jego własne eksperymenty, ze zwolennika tezy o językowych zdolnościach małp Terrace zmienił się w aktywnego oponenta tej koncepcji. Na podstawie wielogodzinnych sesji z Nimem Terrace doszedł do wniosku, że jego podopieczny to uwspółcześnione wcielenie Mądrego Hansa. Zauważył na przykład, że ponad 90% sygnałów pochodzących od Chimpsky'ego było powtórzeniem słów użytych przez instruktora. Ponadto wypowiedzi Nima obracały się w większości wokół tematu jedzenia i picia, ściślej, były żądaniami nagród i smakołyków, służyły więc temu samemu celowi, co triki zwierząt cyrkowych. Budowane przez szympansa "zdania" składały się z wielokrotnych powtórzeń kombinacji dwóch, najwyżej trzech słów i dowodziły, że zwierzę nie miało pojęcia o zasadach gramatyki.

Jak zaś Terrace i inni krytycy potraktowali nowe zlepki wyrazowe spontanicznie tworzone przez niektóre człekokształtne? Łatwo się domyślić, że wcale nie jako dowody abstrakcyjnego myślenia i twórczej kreatywności. Dla nich te neologizmy stanowiły po prostu przypadkowe kombinacje słów, wręcz bezmyślne pomyłki małpich uczniów. Klasycznym argumentem obozu Terrace'a i Chomsky'ego była na przykład interpretacja anegdotycznego doniesienia o wypowiedzi szympansicy Washoe. Kiedy małpa zobaczyła pływającego łabędzia, określiła go podobno jako "water bird", co entuzjaści jej językowych zdolności uznali za nową, spontanicznie wykreowaną nazwę: wodny ptak. Przeciwnicy zrozumieli wypowiedź inaczej. Dla nich był to po prostu zlepek dwóch oddzielnych wyrazów: "woda" i "ptak", nic ponadto. (Dla wyjaśnienia dodajmy, że ze względu na charakter języka angielskiego obydwie interpretacje są równie prawdopodobne). Wiele z wczesnych eksperymentów dostało się pod obstrzał krytyków, bezlitośnie ujawniających pochopną, często naiwną interpretację wieloznacznych wyników. W ostatnich latach, właśnie dzięki tej surowej krytyce, badania nad umysłowością małp oraz innych wyższych kręgowców stały się jednak bardziej wyrafinowane, mniej jest w nich miejsca na wątpliwości i niedomówienia. Co zaś najciekawsze, zamiast przydawać laurów sceptykom, wydają się wytrącać im broń z ręki.

BEŁKOT CZY ROZMOWA

Po przeanalizowaniu ponad 5200 szympansich wypowiedzi zarejestrowanych na taśmie wideo zespół pracujący pod kierunkiem Rogera Foutsa stwierdził, że tylko 5% treści, a nie około
90 %, jak to miało miejsce w analizie Terrace'a, dotyczyło jedzenia. (Możliwe, że do tak wielkiej rozbieżności wyników przyczyniło się zastosowanie innego systemu nagród i różnych metod treningu). Natomiast zarzut, że zwierzęta komunikują się z ludźmi tylko po to, żeby otrzymać smakołyk, obala obserwacja, że wielu podopiecznych posługuje się językiem migowym nawet wówczas, kiedy nie otrzymuje za to żadnej nagrody, na przykład siedząc samotnie w klatce i oglądając książkę z obrazkami albo zabawiając się z towarzyszami. Niektóre szympansy, podobnie jak małe dzieci, usiłują nawet nawiązać rozmowę z drzewami, psami i obiektami nieożywionymi, choć od nich nie mogą się przecież spodziewać żadnej nagrody.

Inna różnica, której dopatrują się sceptycy pomiędzy człowiekiem a jego włochatymi kuzynami, także wydaje się iluzoryczna. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych standardową procedurą wdrażania człekokształtnych w arkana języka było "wymuszone" uczenie porównywalne z wbijaniem do głowy tabliczki mnożenia albo danych z rocznika statystycznego. Żadne normalnie rozwinięte dziecko ludzkie nie potrzebuje jednak takiego reżimu przy opanowywaniu zasad mowy. Proces zdobywania płynności językowej odbywa się u dzieci spontanicznie, bez wysiłku, na zasadzie asymilacji. Z ostatnich badań wynika jednak, że i małpy mogą się uczyć języka przez asymilację. W taki właśnie sposób przyswoił sobie znaczenie pierwszych słów i znaków Kanzi, przedstawiciel gatunku bonobo (Pan paniscus) z Language Research Center w Atlancie w Stanach Zjednoczonych. Pierwszych trzydzieści symboli Kanzi zapamiętał, obserwując sesje językowe, w których brała udział jego przybrana matka. Młody Kanzi okazał się tak chętnym i zdolnym uczniem, że już w wieku 6 lat udało mu się opanować około 200 słów. Dziś, podobnie jak kilka innych współczesnych "mówiących" małp, zasługuje wręcz na miano małpiego poligloty, bo dobrze rozumie polecenia bez względu na to, czy wydawane są one werbalnie, czy też językiem gestów. Sam porozumiewa się za pomocą przycisków-symboli umieszczonych na specjalnej elektronicznej konsoli. Inna małpa, orangutan Chantek, przyjęła nawet kiedyś na chwilę rolę tłumacza, przekładając na język migowy usłyszane przez radio słowo "kot".

Badania z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych wskazują, że przedstawiciele kilku rzędów ssaków - waleni, płetwonogich i naczelnych, a wśród ptaków przynajmniej niektóre papugi, są w stanie traktować symbole (słowa, plastikowe kształtki, przyciski z symbolami oraz gesty) jako reprezentację rzeczywistych obiektów, a nawet czysto abstrakcyjnych pojęć. Świadczy o tym między innymi ich skłonność do uogólniania sensu wyuczonych znaków. Na przykład szympansica Washoe spontanicznie używa słowa "otworzyć" w wielu różnych kontekstach, bez względu na to, czy chodzi o otworzenie drzwi domu, samochodu czy lodówki. Znakiem "pies" określa zarówno żywego czworonoga, jak jego zdjęcie czy dobiegające zza okna odgłosy szczekania. Od znajomości pojedynczych słów do pełnego opanowania języka droga jednak daleka. Prowadzi ona przez gąszcz reguł gramatycznych, takich jak chociażby układ wyrazów w zdaniu. Czy najbliżsi krewniacy człowieka są zdolni posunąć się w swojej zdolności rozumienia mowy na tyle daleko, żeby te reguły przyswoić i umieć wykorzystać?

Mimo rozczarowujących doświadczeń z udziałem Nima Chimpsky'ego liczni prymatolodzy dają na to pytanie odpowiedź twierdzącą. Opierają się między innymi na wynikach sesji eksperymentalnych z Kanzim. Kiedyś, podczas jednej z takich sesji, Kanzi podniósł leżącą na podłodze strzykawkę, zdjął z igły plastikową osłonę i wbił ją w wypchane ciało psa-zabawki; wszystko to w odpowiedzi na prośbę, żeby dał psu zastrzyk. Ktoś mógłby zauważyć, że Kanzi wcale nie musiał zrozumieć tego, co do niego powiedziano, zasugerował się natomiast niewerbalnymi sygnałami, podobnie jak to robił niegdyś czworonożny wychowanek von Ostena. Wątpliwe jednak, żeby na podstawie gestów instruktora udało mu się odczytać nie tylko sens pojedynczych słów, ale i całego zwrotu. Oczywiście, gdyby zwierzę miało okazję słyszeć to samo polecenie w przeszłości, miałoby też może szansę nauczyć się odpowiedniej odruchowej reakcji. Przebieg doświadczenia wykluczał jednak taką interpretację. Równie nieprawdopodobne było potraktowanie tego i podobnych mu wyników jako przypadkowego trafienia, zważywszy na to, że w toku eksperymentu Kanziemu wydano łącznie 600 różnych poleceń. Niektóre były przy tym dość dziwaczne i podchwytliwe, na przykład prośba o umieszczenie klucza w lodówce. Mimo to zwierzę bezbłędnie spełniło 3/4 wszystkich żądań, dowodząc, że rozumie język mówiony nie gorzej niż dwuletnie dziecko. (Dla porównania ten sam eksperyment przeprowadzono na córeczce jednej z badaczek).

Szympansy bonobo mają nie tylko duże zdolności lingwistyczne

Kanzi wydaje się więc zdolny do zrozumienia przynajmniej niektórych zasad gramatyki. Nie tylko zresztą bonobo, ale i szympansy pospolite oraz goryle reagują właściwie na zmianę kolejności wyrazów występujących w zdaniu, coś, co oczywiście natychmiast zmienia treść wydawanego polecenia. "Włóż jabłko do wiaderka, a banana do półmiska", mimo identycznej konstrukcji i słownictwa, wyzwala u nich inną akcję niż polecenie "Włóż banana do półmiska, a jabłko do wiaderka". Ciekawe, że wcześniejsze badania nie były w stanie dostarczyć zadowalających dowodów na kompetencję językową człekokształtnych. Przyczyniły się do tego nie tylko wspomniana już pochopna interpretacja wyników oraz błędy w ustawieniu doświadczeń, lecz także, przynajmniej w niektórych przypadkach, sposób traktowania małpich uczniów.

Uważani wyłącznie za "zwierzęce obiekty eksperymentalne", uwięzieni w laboratoriach naukowych, pozbawieni kontaktów socjalnych, nie mieli równie łatwego startu do nauki języka jak przeciętne ludzkie dziecko. Usiłując zaradzić tej sytuacji, zespół prymatologów z Atlanty z Sue Savage-Rumbaugh na czele, dał swoim wychowankom okazję do uczenia się języka na bardziej sprawiedliwych zasadach, równocześnie stosując surowe kryteria prowadzenia eksperymentów.

Małpom udostępniono około 20 hektarów lasu rosnącego wokół ośrodka naukowego, umożliwiono im wspólne kontakty i pozwolono na udział w planowaniu zajęć - wszystko to w miarę wiernie naśladuje warunki, w jakich egzystują ich dzicy pobratymcy. Nowe podejście zaowocowało nie tylko wychowaniem psychicznie zrównoważonej i chętnej do nauki małpiej młodzieży, ale także rezultatami stawiającymi pod znakiem zapytania trafność dotychczasowych teorii na temat umysłowości człekokształtnych. Sue Savage-Rumbaugh nie ma już najmniejszych wątpliwości, że nadszedł przełom w badaniach nad językowymi zdolnościami naczelnych. Badaczka uważa wręcz, że czas na nową definicję tego, co nazywamy kompetencją językową. To nie umiejętność mówienia ani czynnego posługiwania się regułami gramatyki jest według niej wykładnikiem możliwości lingwistycznych, lecz raczej zdolność zrozumienia tych reguł.

Trzeba przyznać, że przy zastosowaniu jej kryterium małpy z ośrodka w Atlancie rzeczywiście posługują się językiem. Savage-Rumbaugh twierdzi nawet, że Kanziemu i innym jej wychowankom brakuje tylko ludzkiego aparatu mowy, aby stały się prawdziwie mówiącymi zwierzętami i zadały kłam wypowiedziom homocentrycznie nastawionych lingwistów. Istota człowieczeństwa na polu językowym leży według niej wyłącznie w specyficznej budowie ludzkich narządów głosowych, a więc czysto anatomicznej adaptacji. Właśnie dzięki tej zdobyczy ewolucyjnej gatunek Homo sapiens miał zyskać umiejętność wymawiania spółgłosek, a tym samym posiąść zdolność do wyrażania myśli za pomocą słów.

MAŁPOWANIE CZŁOWIEKA?

Neurofizjologiczne przystosowanie do posługiwania się językiem nie było niczym nowym ani specyficznie ludzkim. Kiedy prawie 20 lat temu Francine Patterson oświadczyła, że różnica pomiędzy umysłowością człekokształtnych a człowieka wydaje się coraz bardziej zacierać, wielu sceptyków potraktowało jej wypowiedź jako pozbawioną naukowych podstaw i wręcz kompromitującą. Dziś, według prymatologa Duane'a Rumbaugha, na kompromitację narażają się ci, którzy nadal nie wierzą, że szympans może posługiwać się językiem. Sprawdza się to szczególnie wtedy, dodaje Rumbaugh, gdy małpa jest od urodzenia wychowywana tak, jakby "była tym, czym nie jest, a mianowicie ludzkim dzieckiem". Oczywiście, ortodoksyjni lingwiści pozostają nieprzekonani.

Niektórzy nadal uważają wyczyny "mówiących" małp za cyrkowe sztuczki osiągnięte na drodze instrumentalnego warunkowania. Inni upierają się przy własnych, często niespójnych kryteriach tego, co należy, a czego nie powinno się traktować jako przejaw kompetencji językowych. Jeszcze inni zarzucają swoim przeciwnikom stronniczość i brak krytycyzmu.

Wygląda jednak na to, że mimo tych sprzeciwów rewolucja w prymatologii już się rozpoczęła. Albo będziemy wkrótce zmuszeni do zawężenia i uściślenia definicji językowych kompetencji, albo trzeba nam będzie zrezygnować z chlubnego miana jedynej istoty zdolnej do posługiwania się mową.

Mgr JOANNA KOMOROWSKA jest doktorantką na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego w Katedrze Różnic Indywidualnych (Zakład Psychologii Zwierząt). Uprzednio - asystentka na Wydziale Psychologii Uniwersytetu im. Simona Frasera w Burnaby w Kanadzie, gdzie zajmowała się socjobiologią i psychologią ewolucyjną.