Twoja wyszukiwarka

MARCIN MICHALSKI
SZORSTKIE KRYSZTAŁY, SZORSTKI JĘZYK
Wiedza i Życie nr 7/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 7/1997

Nakładem warszawskiego wydawnictwa EM ukazał się Słownik Naukowo-Techniczny Hutchinsona, będący zespołowym tłumaczeniem angielskiego słownika The Hutchinson Dictionary of Science. Omawiana pozycja zawiera około 5000 haseł z różnych dziedzin nauki oraz techniki. Jest to słownik - jak głosi wstęp od wydawcy - dla szerokiego kręgu odbiorców, używający możliwie prostego języka do opisu niektórych skomplikowanych współczesnych teorii czy procesów technologicznych... Umieszczone przesłanie jest z pewnością chwalebne, jednak już pobieżne zapoznanie się ze słownikiem skłania do wniosku, że niektórzy tłumacze całkowicie rozminęli się z jego treścią.

Jako paleontolog i geolog z wykształcenia mogę skomentować jedynie hasła z bliskich mi dziedzin nauki, takich jak geologia, paleontologia czy biologia. Ich uważna lektura prowadzi do wniosku, że poziom tłumaczenia jest bardzo nierówny. Wielu hasłom nie można nic zarzucić - są poprawne zarówno pod względem językowym, jak i merytorycznym. Inne zaś rażą nieporadnością językową i merytoryczną, przechodzącą miejscami - przykro to stwierdzić - w pseudonaukowy bełkot.

Zacznijmy od geologii, od litery A. Nie ma czegoś takiego jak "aluminium ruda" - chodzi tu o rudę glinu; aluminium to nazwa glinu stosowana wyłącznie w technice. Termin "aluwialny wachlarz" jest zapewne dosłownym tłumaczeniem angielskiego
alluvial fan, jednak w polskim nazewnictwie geologicznym odpowiada mu "stożek aluwialny". Czyżby tłumacz nie zdawał sobie sprawy z tego, że polskie terminy fachowe nie są dosłownym tłumaczeniem terminów obcojęzycznych? Chyba nie, o czym przekonują nas następne przykłady. W haśle "gabro" możemy przeczytać o "szorstkich kryształach" budujących tę skałę. Jest to zapewne dosłowne tłumaczenie zwrotu coarse crystals. W angielskim coarse to "szorstki, chropawy", ale także "gruby" (w sensie gruboziarnisty). W omawianym przypadku chodzi o rozmiary kryształów, a nie o cechy ich powierzchni - gabro jest skałą grubokrystaliczną (na marginesie, w słowniku są dwa hasła "gabro" jedno nad drugim [sic!], obydwa o różnej treści, jednak odnoszące się do tej samej skały).

Tekstu tłumaczenia haseł geologicznych z pewnością nie konsultowano z geologiem. Pod hasłem "perydotyt" czytamy, że jest to skała składająca się w większości z mineralnego oliwinu. Otóż nie ma czegoś takiego jak "mineralny oliwin"! Oliwin to minerał - w oryginale było zapewne rock consisting largely of the mineral olivine, czyli "skała składająca się głównie z minerału oliwinu". W okropnie przetłumaczonym haśle "geoda" straszy m.in. tekst: geody często zawierają dobrze ukształtowane kryształy kwarcu (także ametystu), wapienia lub innych minerałów. Fragment ten powinien brzmieć: "geody często zawierają dobrze wykształcone kryształy kwarcu (w tym ametystu), kalcytu lub innych minerałów" - ametyst jest bowiem odmianą kwarcu, a wapień jest skałą, nie minerałem (nie znając oryginału, mogę się jedynie domyślać, że w tekście angielskim mogło chodzić o minerał kalcyt, który jest głównym składnikiem wapieni).

Ignorancji tłumacza, bo chyba nie autora, dowodzi stwierdzenie, że rubin i szafir są innymi bliźniaczymi gatunkami korundu, jak czytamy w haśle "korund". W rzeczywistości rubin i szafir są po prostu szlachetnymi odmianami minerału korundu. Natomiast w haśle "stalagmity i stalaktyty" czytamy o "suficie" i "podłodze" jaskini, zamiast o jej stropie i dnie.

Tłumaczowi zapewne wydawało się, że do przetłumaczenia haseł specjalistycznych wystarczy zwykły słownik! Dobitnie ilustruje to następujące zdanie z hasła "granit": W miejscach odsłoniętych złoże może być zwietrzałe wzdłuż złączeń i szczelin, tworząc wzgórza zbudowane z zaokrąglonych bloków, które wydają się spiętrzone na sobie. Pomijając niezręczności stylistyczne zdania, można wskazać na tkwiący w nim podstawowy błąd: użyte przez tłumacza słowo "złączenia" nie ma tu sensu. W oryginale chodziło zapewne o spękania (joint to rzeczywiście po angielsku "połączenie", ale w geologii to również "pęknięcie"). Poza tym termin "złoże" zarezerwowany jest w polskim piśmiennictwie dla nagromadzeń surowców o znaczeniu ekonomicznym. W omawianym przypadku chodzi raczej o pokład lub masyw granitowy.

Zupełnym bełkotem jest hasło "kontynentalny cokół". W ostatnim zdaniu czytamy: Większość cokołów kontynentalnych składa się ze scalającego się podwodnego, nawarstwionego przez płynące wody (aluwialnego) materiału graniczącego ze stokiem kontynentalnym. Biada uczniowi, który zechciałby coś z tego zrozumieć. Co więcej, w polskiej terminologii "cokół kontynentalny" znaczy coś zupełnie innego; w sensie geograficznym cokół kontynentalny, a raczej blok kontynentalny (ang. continental block) to kontynent i otaczający go szelf (patrz Słownik geologii dynamicznej, Warszawa 1985). Tymczasem, o ile można coś zrozumieć z tekstu hasła "cokół kontynentalny" w recenzowanym słowniku, chodzi w nim o podniesienie przedkontynentalne (ang. continental rise).

Wiele haseł paleontologicznych i biologicznych zawiera również podobnej rangi błędy i niezręczności. Widać, że i one nie były konsultowane ze specjalistami. Na przykład w haśle "mamut" czytamy, że jest to wymarły słoń z gatunku Mammuthus. Otóż nie z gatunku, lecz z rodzaju Mammuthus. Nierozróżnianie nazwy rodzajowej od gatunkowej to podstawowy, szkolny błąd. Kłania się tu szkoła średnia, jeśli nie podstawowa! Dalej czytamy o "dużych kłach" mamuta, a przecież już chyba setki razy powtarzano, że "kły" to nazwa niepoprawna i że chodzi tu o ciosy (rozrośnięte siekacze).

Pod hasłem "paleozoik" możemy przeczytać, że miała wtedy miejsce ewolucja zwierząt ziemno-wodnych (chodzi tu zapewne o płazy?), a także o tym, że z ery paleozoicznej pochodzą pierwsze dające się zidentyfikować skamienieliny. Pominąwszy rażący we współczesnym języku polskim archaizm "skamieliny" (dziś używamy terminu "skamieniałości"), jest to oczywista nieprawda: pierwsze niewątpliwe skamieniałości znamy ze skał daleko starszych niż paleozoiczne! Nie wiem, jaka była treść oryginału, lecz zdanie to odzwierciedla stan wiedzy z ubiegłego stulecia! Czy na propagowaniu takiej wiedzy zależy wydawnictwu EM? Mam nadzieję, że nie!

Podobne "kwiatki" znajdujemy w haśle "dewon", gdzie znów czytamy o tym, że organizmy ziemno-wodne powstały w wyniku ewolucji oddychających powietrzem ryb, a także o piaskowcach z obszarów pustyń Ameryki Północnej i Europy, charakterystycznych dla tego okresu. Ten ostatni fragment jest mylący, gdyż sugeruje, że chodzi o piaskowce, które występują współcześnie na obszarach pustynnych, natomiast w kontekście hasła chodzi niewątpliwie o piaskowce, które powstały w warunkach pustynnych w dewonie.

A teraz sprawa poważniejsza. Jak już napisałem, wielu hasłom nic nie można zarzucić - są poprawne. Takim pozytywnym przykładem może być hasło "abrazja", gdzie czytamy: w geologii, proces będący jednym z głównych czynników erozji, polegający na ścieraniu podłoża skalnego przez luźny materiał skalny (głazy, okruchy) ustawicznie przemieszczany przez prąd rzeczny, prądy i falowanie morza, wiatr, lodowiec; także wzajemne ścieranie materiału skalnego, wskutek czego ulega on obtoczeniu i rozdrobnieniu. Wszystko dobrze, aż za dobrze...

Wiedziony dziwnym przeczuciem zajrzałem do czterotomowej Encyklopedii Powszechnej PWN z 1983 r. Czytamy w niej: abrazja [łac], geol. proces będący jednym z gł. czynników erozji, polegający na ścieraniu podłoża skalnego przez luźny materiał skalny (głazy, okruchy) ustawicznie przemieszczany przez prąd rzeczny, prądy i falowanie morza, wiatr, lodowiec; także na wzajemnym ścieraniu materiału skalnego, wskutek czego ulega on obtoczeniu i rozdrobnieniu. Bez komentarza...

Niewiele na naszym rynku dobrych słowników popularnonaukowych. Słownik
Naukowo-Techniczny Hutchinsona z pewnością mógłby stanowić cenną pomoc dla "szerokiego kręgu odbiorców" zainteresowanych różnymi dziedzinami wiedzy. Przytoczone powyżej przykłady z kilku wybranych nauk przyrodniczych nakazują jednak traktować tę pozycję z najwyższą nieufnością.

Słownik Naukowo-Techniczny Hutchinsona. Tłumaczenie zbiorowe, Wydawnictwo EM, Warszawa 1997, s. 750.